14.06.2013

Moje kosmetyczne pomyłki, odc. 1

Regularnie dzielę się z Wami moimi negatywnymi kosmetycznymi doświadczeniami. Kosmetyków złych i bardzo złych jest wiele, na szczęście grasują w gąszczu tych dobrych i wspaniałych. Niektóre nie wymagają osobnej recenzji – wystarczy parę słów komentarza i już wiadomo, czemu nie warto zawracać sobie nimi głowy i portfela.

Wyciska siódme poty:




The Body Shop – DeoDry – Dry Effect Deodorant 24 hr Protection – ten dezodorant w sztyfcie ma zapobiegać przykremu zapachowi potu przez całą dobę (jak rozumiem – całą dobę od aplikacji?), a do zakupu zachęca brak parabenów i aluminium oraz to, że nie pozostawia białych plam na ubraniu. Kosmetyk jest w formie nigdy niekończącego się woskowego kamienia, moja różowa wersja pachnie staromodnie płatkami róży (babcia używała wody różanej o takim zapachu, kiedy miałam z 5 lat), aplikować się tego po prostu nie da – jest tak suchy, że prędzej zedrę sobie skórę spod pachy, niż dokładnie rozsmaruję bodyshopowy dezodorant. Warto też podkreślić, że łatwo się nabrać – 24 h, deo dry – te wszystkie hasła sugerują porządny antyperspirant. To jednak NIE JEST antyperspirant, tylko zwykły dezodorant, który w dodatku wcale nie niweluje smrodu potu – wręcz przeciwnie, przemiło go podkreśla. Nigdy więcej.


Możesz nasmarować nim stopy:



Carmex – Cherry Moisturising Lip Balm – był w promocji w Super-Pharmie, potrzebowałam na szybko jakiegoś nawilżacza do spierzchniętych ust, więc go wzięłam, przygarnęłam, no i jest. I leży. I powoli go zużywam, bo trochę szkoda po prostu wywalić. A w ogóle to nie użyłam go od razu, ponieważ mojej tubki nie dało się odkręcić – była jakoś dziwnie przytrzaśnięta i sprasowana i dopiero w domu mąż odkręcił ją zębami z niemałym trudem. Przy okazji mojego wiśniowego zakupu popadłam w całkowite niezrozumienie dla zachwytów nad firmą Carmex. Czy cała blogosfera została sowicie wynagrodzona za pisanie o tym, jaki Carmex jest cudowny? Przyznajcie się, bo nie wierzę, że tylko ja jestem odmieńcem, który na kilometr wyczuwa z tuby zapach kamfory wymieszanej z mentolem i nie zauważa działania nawilżającego. Polecam do smarowania stóp na rozgrzewkę w trakcie choroby.


Wierny nazistowskiej tradycji:


Sally Hansen – Spray-On Shower-Off Hair Remover – idea była piękna: nie mazać się w piance do golenia, nie marnować czasu na żmudne usuwanie owłosienia maszynką, oszczędzić bezcenny matczyny czas dla siebie na coś lepszego niż golenie. Wystarczy tylko spryskać nogi pianką, nie dotykać, odczekać trzy minuty, a potem spłukać jak pani na obrazku. Teoretycznie. W praktyce już samo spryskiwanie jest katorgą. Przypominam, że aerozole słabo działają odwrócone do góry dnem, zatem spróbujcie zaaplikować samodzielnie na własne, osobiste nogi tę piankę. Powodzenia! Potem pozostaje nam jeszcze kilkuminutowe kiblowanie na golasa pod prysznicem bez odkręconej wody i czekanie, aż włosy się wypalą (świetna rozrywka, można przestudiować etykietę żelu pod prysznic i poczytać o właściwościach stojącej obok odżywki do włosów). Tyle że po trzech minutach włosy wcale nie są wypalone. Po pięciu też niekoniecznie. Nie wspomnę o efekcie komory gazowej – w powietrzu unosi się odór charakterystyczny dla kremów do depilacji (czytaj: zapach palonego włosia), który skutecznie poddusza depilacyjnego śmiałka, uwięzionego w kabinie prysznicowej. Na golasa. Bez wody. I jeszcze „Great Vanilla Scent” – buahahaha.

14 komentarzy:

  1. też jestem odmieńcem - nienawidzę Carmexa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja równiez,miałam wersję "normalną" i wiśnie,bleee,obydwie masakryczne,juz nigdy więcej

      Usuń
    2. czyli jest nas więcej, uff!

      Usuń
  2. Mnie z kolei nie ciągnie do Carmexa. Nie toleruję efektu mrowienia, w związku z tym wolałam sobie zaoszczędzić wątpliwych atrakcji;)

    Odnośnie preparatu do depilacji, to nie przepadam za tego typu rozwiązaniami. W moim przypadku takie produkty usuwają pojedyncze włoski, podrażniając przy tym skórę. Po ich użyciu przez kilka dni czuję odór. Nigdy nie zapomnę sytuacji z I roku studiów. W sobotni wieczór postanowiłam przygotować się na niedzielne spotkanie ze znajomymi. Sięgnęłam po piankę usuwającą włoski, gdy ją spłukiwałam, dostrzegłam czerwone krosty. Zapach tego specyfiku towarzyszył mi aż do wtorku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, no to miła historia, faktycznie zapach tutaj też utrzymuje się bardzo długo i po 5 minutach co trzeci włos był usunięty, a reszta wesoło stała na straży

      Usuń
  3. Możesz nasmarowac nim stopy - zabilo mnie to :D cuuudowne :D ciekawe co producent Carmexu powiedziałby na taka alternatywę :D

    OdpowiedzUsuń
  4. ja nigdy carmexa nie próbowałam. jakoś tak :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tez nie jestem zwolenniczka carmexu
    Natomiast mialam ten deo z Tbs tylko niebieska wersje i bylam bardzo ale to bardzo zadowolona :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no proszę, może niebieski ładniej pachnie :)

      Usuń
  6. ja carmexu nie lubię ze względu na to chłodzenie, mrowienie, smak.

    OdpowiedzUsuń
  7. O, ciekawa opinia o carmexie :). Mi z całą pewnością nikt nic nie płacił, a to mazidełko lubię :). Fakt, że zapach ( i smak :/) nie jest zbyt przyjemny, ale dla mnie ma nic lepszego na usta. Tylko generalnie rzecz biorąc lepiej mi się współpracuje ze sztyftem, z tym w tubce też nie dałam rady. No ale tak to już jest, że dla każdego "hitu" znajdzie się ktoś, komu on nie pasuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no widzisz, z tubką też nie dałaś rady, sztyft to pewnie zupełnie inna historia, wierzę, że dużo lepsza od tego carmexowego odstraszacza :)

      Usuń
  8. lubię Carmex i nie dostałam go a kupiłam, chroni usta przed słońcem, sprawdził mi się na kilku wyjazdach, zapach kamfory mnie nie drażni i lubię latem te uczucie chłodu które daje :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bo przy aplikowania kremu depilujacego należy nogę zadrzec do sufitu ;)) carmex nie przypadł mi do gustu

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger