19.07.2013

Sally Hansen – Firming Leg Shine [recenzja]

Bo ja to mam zawsze takie blade nogi. Nie opalam się na balkonie, nie solaryzuję pod lampą, nie używam samoopalaczy (choć to ostatnie rozważam). No to pomyślałam, że mogłabym chociaż trochę je stjuningować. Niech będą takie:


Oczami wyobraźni widziałam piękne, zadbane, cudownie błyszczące nogi celebrytek. Mam niecałe 160 cm wzrostu, więc wiadomo, efekt łani odpada, ale jak sobie poświecą, na pewno będzie lepiej. Takie były moje głębokie przemyślenia, zanim otworzyłam tubę od Sally Hansen. Potem zaczęłam mierzyć się z rzeczywistością.


Jak widzicie na załączonym obrazku, balsam okazał się napigmentowany. Widać też połyskliwe drobinki. To mogłoby być całkiem niegłupie, ale niestety okazało się bardzo głupie, bo konkretnego koloru nogom nie nadało, a plamy zostawiło, że aż... niemiło (wybaczcie ten kretyński rym).

Rozsmarowanie tego specyfiku jest równie łatwe co lądowanie Boeingiem 747 w ogródku u sąsiada – smarujesz, smarujesz, kolor blednie coraz bardziej, połysk znika w oka mgnieniu, dokładasz kolejną warstwę, rozsmarowujesz, połysk znowu znika, a Tobie zostają profesjonalne, idealne zacieko-smugi. Możliwe, że efekt zbliżony do tego ze zdjęcia na tubie uzyskałabym, gdybym nie rozcierała balsamu, tylko zostawiła grubą warstewkę. Wtedy jednak pojawiają się dwa problemy:
1) produkt staje się jedno-, góra dwurazowy, 2) należałoby stać w miejscu i się nie ruszać (a już na pewno nie siadać!).

Słowem: ten balsam to – z całym szacunkiem dla Sally Hansen – gówno.

I to tyle w temacie niedoszłych szajni legsów. Szkoda mojego i Waszego czasu na głębsze analizy, a zamiast Firming Leg Shine proponuję oliwę z oliwek. I niech sobie nawet będzie z pierwszego tłoczenia.

Pojemność: 90,7 g
Ocena: 1/6

16 komentarzy:

  1. morał jest krótki : chcesz być seksi czekoladką wynurz się na słonce :D

    OdpowiedzUsuń
  2. chcesz być sexy czekoladko to się nasmaruj nesquickiem ;P

    niee ale tak serio to ja lubię olejek z sephory i w ogóle muszę napisać o tych takich brązujących na trochę i na dłużej... ale jeszcze jeszcze :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A nie pomyślałaś o rajstopach w sprayu??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie, kupiłam tego Leg Shine'a, bo tam gdzie robiłam zakupy, akurat nie było na stanie rajstop w sprayu. teraz już wiem, że nie bez powodu...

      Usuń
    2. Tez chetnie wyprobowalabym te rajtki - duzo dziewczyn zachwala i poleca, a ja tez nie z tych, co opalaja sie na balkonie lub leżą plackiem w solarium.

      Usuń
  4. a gdyby tak spróbować jeszcze po peelingu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślisz, że to mogłoby pomóc równomiernie rozsmarować balsam? hmmmm

      Usuń
    2. właśnie tak :)
      z doświadczenia wiem, że np. balsamy brązujące o wiele lepiej wyglądają na wypeelingowanej skórze :)

      Usuń
    3. simply, czyli jest nadzieja! :)

      Usuń
  5. haha, a już myślałam, że coś fajnego :P ja na słońcu się rzadko opalam, i częściej właśnie siedzę, a raczej leżę pod lampą w solarium :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo szkoda, bo zapowiadał się fajnie... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. ja tam lubię swoją bladość i nie kombinuję ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. ja mam rajstopy w sprayu Sally Hansen i to mój hit od 2 sezonów, jestem bardzo zadowolona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w ten weekend jeszcze teściowa mi zachwalała, więc pewnie się skuszę niebawem :)

      Usuń
  9. Dziękuję za tę opinię:) Przeoczyłam ją. Wniosek jest jeden: nie kupować.

    Znalazłam na Allegro miniaturę Korsa. Kupiłam. Zobaczymy:)

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja się nie zgodzę. Owszem, efektu sztucznej super opalenizny nie daje, ale jeżeli chodzi o delikatne podkreślenie opalenizny, którą się już ma to rewelacja. Całe wakacje, nakładam na gołe nogi i ręce i nie brudzi ubrań, pięknie się mieni na słońcu i do tego nawilża skórę. Polecam w 100% :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger