23.08.2013

Bourjois – Color Boost – nr 03 Orange Punch [recenzja]

Chcecie kredkę? Będzie kredka! Może i matka Tomasza zacofana, bo flamastrów używa, ale kredkę też ma, więc nie taka ona znowu ostatnia i najgorsza ;). Najpiękniej wypomadowana jest w godzinach 12–14, kiedy syn udaje się na drzemkę – w pozostałym czasie jakoś nie wiedzieć czemu zapomina o poprawkach... hmmm, czy ma to coś wspólnego z właśnie_zaczynającym_chodzić_młodzieńcem? Ciekawe... No ale do rzeczy.

W ramach kredkowego szału jako pierwszy trafił do mnie jeden z czterech Color Boostów Bourjois, bo bardzo lubię tę firmę. Moja mama używała ich kosmetyków, od kiedy pamiętam, i jakoś w naturalny sposób przeszło na mnie. Nie twierdzę, że to mój ulubiony, najlepszy jakościowo i najciekawszy producent kolorówki, ale faktycznie mają sporo porządnych kosmetyków i nigdy się nie boję zostawić w kasie tych kilkunastu-kilkudziesięciu złotych za ich produkty.


Wybór nie był duży, a i tak ciężko mi było zadecydować, którą wezmę – to jednak bardzo żywe kolory, niekoniecznie na co dzień, a po moich flamastrowych ekscesach nie bardzo miałam ochotę na kolejny odcień z serii tych od wielkiego dzwonu. Wydawało mi się, że pomarańcz to ostatnie, co trafi na moje usta, ale pomazałam rękę, porównałam z resztą i... wyszłam z pomarańczową. Bo to taka brzoskwinka właściwie. Nie żaden żarówiasty oranż. No i w ogóle to Bourjois, więc na pewno nie zrobił głupiej kredki dla nikogo, przecież to firma z tradycjami!

Niegłupia kredka prezentuje się tak oto.

Mimo różnego oświetlenia wyraźnie widać, że Orange Punch ma jednak wiele wspólnego z oranżem... zbieg okoliczności? Spisek? :> Dziwnie dziwne – zdziwił się baranek. Okazało się, że na moich ustach w kolorze nieco topielczego brudnego różu wyszedł bardzo sympatyczny koralowy odcień, mający niewiele wspólnego z brzoskwinią na nadgarstku. Nie da się tego uchwycić na takich incognito fotkach, ale usta ubrane w Orange Punch są bardzo seksownie ożywione kolorem i zdecydowanie przyciągają wzrok.

Na zdjęciach wszystko jest dość blade i grzeczne. Lewe górne robione
w pełnym słońcu, prawe – z lampą błyskową. Dolna fotka chyba
najlepiej oddaje efekt Orange Punch.

Konsystencja jest doskonała. Kredka, która w opakowaniu trzyma się twardo i nie łamie, w kontakcie ze skórą pięknie, gładko i bez ociągania sunie tam, gdzie jej każą. Trudniej pomalować usta tylko jeśli są zbyt wilgotne, ale to przecież normalne. Ma posmak kremu, niestety tego do ciała, a nie do jedzenia, ale i tak lepsze to niż lekka gorycz moich niemodnych flamastrów.

Producent obiecuje „wodoodporny kolor”, co w przypadku kremowej pomadki, która odznacza się na szklance, w zasadzie możemy włożyć między bajki – jest waterproof o tyle, że tłusta formuła w kontakcie z wodą nie spływa ordynarnie – to jednak oferuje nam znakomita większość tradycyjnych pomadek. Trwałość też ma standardową – jeśli chcemy zachować piękny, intensywny kolor, wymaga dość regularnych poprawek. No dobra, zauważyłam, że jak już się zetrze wyczuwalna warstwa, na ustach pozostaje cień koloru niczym wspomnienie po dobrej imprezie... plus za to, że cień jest ładny i równomiernie rozłożony. No właśnie – równomiernie. Tu gładko przechodzimy do tego, co najpiękniejsze w Color Boost*: pomadka nadaje ustom intensywny odcień, a jednocześnie jest... transparentna, co stawia ją gdzieś pomiędzy pomadkami a błyszczykami ze wskazaniem na to pierwsze. Dzięki tej formule do samego końca cieszymy się idealnym kolorem, bez plam i innych pomniejszych brzydactw. Intensywność można stopniować, da się uzyskać zarówno subtelny tuning, jak i przyciężki styl wampa. Aha, jak widzicie na zdjęciach, Color Boost daje lekki połysk.

Bourjois obiecuje również: komfort, nawilżenie i filtr słoneczny SPF 15. Dwa pierwsze nawiązują do ekstraktu z jedwabiu, który możemy znaleźć w składzie. Nie należy się spodziewać, że kredka nawilży nam trwale nasze wysuszone wargi, ale kiedy na nich przebywa, faktycznie usta wydają się być zadowolone. No i fajnie. Filtr też fajnie, że jest z nami, to taki miły ukłon w stronę lata.

Orange Punch bardzo mi się spodobał – na letnie randki z mężem jak znalazł. To nic, że nasze randki odbywają się zawsze w domu i są raczej mało uroczyste. Na takich też lubię wyglądać dobrze.

Pojemność: 2,75 g
Cena: 25–30 zł
Ocena: 5/6 (odjęłam jedną gwiazdkę z pierwotnych sześciu za mydlany smak – dużo gorszy od konkurencyjnego Soft Sensation Lipcolor Butter Astor)

*mam na myśli odcień Orange Punch – spotykałam się już z opiniami, że jasny róż smuży i nie rozprowadza się zbyt dobrze, ale szczerze mówiąc, nie spotkałam jeszcze pomadki w tym kolorze, która nie robiłaby scen.

38 komentarzy:

  1. Podoba mi się, kurde.
    Czytałam ostatnio o czerwieni, że też jest świetna i teraz sama już nie wiem ;)
    Podejrzewam, że tym razem spasuję, mam już trochę, jak na mnie, mazideł do ust :) W tym miesiący przybyły mi aż 3, to rzecz niebywała, zwłaszcza, że lakierów do paznokci zawsze było najwięcej, a w sierpniu tylko 1 [ słownie: jeden ] wpadł w moje zachłanne łapki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też się ostatnio rozbrykałam ze smarowidłami do ust – zwykle miałam kilka błyszczyków, ze dwie pomadki i już, a teraz się zebrało przez różne promocje i bezceny całe pudełko...

      Usuń
    2. Zauważyłam, że szalajesz ;)
      apropos Twoich smarowideł - chciałam kupić sobie to cudo z Catrice, co się dopasowuje do koloru ust - nigdzie nie ma! A zeszłam ze 4 Natury już ;)

      Usuń
    3. może to też zaraz wycofają, hym. u siebie w Naturze niedawno widziałam jeszcze, jak chcesz, mogę Ci kupić, jeśli znajdę

      Usuń
    4. Dziękuję za propozycję :) Ale teraz mam słaby ekonomicznie czas ;) Może znajdę sama, jak już będę mieć fundusze :)

      Usuń
  2. Bardzo ładnie to wygląda:) Kusisz:)

    OdpowiedzUsuń
  3. ale że tak serio się malujesz jak jesteś w domu??:D
    faktycznie kolor w kredce wygląda niezbyt zachęcająco ale juz pomazany na ręku lepiej zgrywa się z moim gustem :D ale to co widzę na ustach to juz jego trzecia odslona :D czary!
    z tego co piszesz to moj astorowy kredek jest mniej wiecej identyczny :D bo zostawia tez na ustach sen nocy letniej gdy w pracy spałaszuje pierwsza kanapkę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehehe, sen nocy letniej :D:D:D:D
      no usta to sobie rzadko w domu maluję, jak jestem tylko z dzieckiem - raczej, jak ktoś ma nas odwiedzić, to sobie machnę coś mało zobowiązującego, a tak wary gołe i wesołe, gotowe do całowania kurdupla :)

      ale wieczorem lubię sobie coś odjechanego wrzucić na usta especially for mąż, w końcu nie widzimy się cały dzień, więc lepiej, żeby mnie oglądał w jakiejś kuszącej wersji, niż w gównianym no-makeup-no-makeup ;)

      Usuń
    2. kurdupel ♥ kocham to słowo :D

      Usuń
    3. Ucałuj kurdupla od Cioci As!
      a wiesz ostatni D. do mnie wyjechał z tekstem, czemu się już nie stroję jak Ona ma przyjeżdzać do mnie tylko zaczynam sie szykowac jak przyjedzie i mamy wyjść :D

      Usuń
    4. A od Esa kurdupelkowi zrób a ti ti bobasku :D

      Usuń
    5. hehehe, dobra ciotki, będzie buzi i a ti ti ti ti - to drugie pewnie przyjmie ze spojrzeniem z serii "WTF?" :>

      Usuń
    6. ooo, znam spojrzenia z serii "WTF", mój pies też tak czasem na mnie patrzy ;P choć podejrzewam, że u miniczłowieka jest to zabawniejsze ;)

      Usuń
    7. myślę, że WTF niektórych psów może spokojnie konkurować z Tomaszowym :D

      Usuń
  4. Te z Bourjois podobają mi się bardzo.
    I kuszą całkiem mocno :)
    Póki co, się opieram.
    Zobaczymy jak długo jeszcze ;)

    Bardzo ładny kolor wybrałaś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, bałam się, że na ustach okaże się najbrzydszy z całej kolekcji, a tu taka miła niespodzianka :)

      Usuń
  5. Przesliczna kredka! Cudnie prezentuje sie na twoich ustach :)

    OdpowiedzUsuń
  6. ja też ogólnie lubię Bourjois. tych kredek jeszcze w UK nie widziałam, ale nie robiłam ostatnio rekonesansu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to może zrób sobie wypad po kredkę, potem nie będziesz miała za dużo czasu na grzebanie w szafach z kolorówką :)

      Usuń
  7. Na ustach pomarańcz wygląda różowo - czy coś ze mną nie halo? aaa nie to Twoje usta są wyjątkowe ;)
    Na ręcę pomyślłam sobie - spoko Agata marchewkę lubi a efekt końcowy bardzo, bardzo :) a skąd wiedziałaś że będzie się tak zachowywał?chciałaś eksperymentować czy może miałaś ochotę jednak na marchewę ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agata marchewki nie lubi, ale te róże już nudne, więc wzięła marchewkę z nadzieją, że na ustach wyczaruje się coś ładnego, bo przecież Bourjois nie robi takich odjechanych wynalazków, które są dla nikogo, prawda? PRAWDA???

      na szczęście się nie myliłam ;)

      Usuń
  8. Mam dla Ciebie myślę, że miłą wiadomość. Nominowałam Twój blog w dwóch konkursach: Versatile Blogger Award & Liebster Blogger Award. Po więcej informacji, zajrzyj na mój blog (http://glaryberry.blogspot.com/) :)

    xoxo, GlaryBerry

    OdpowiedzUsuń
  9. ładna pomarańcza, choć na ustach przybiera bardziej różowy odcień

    OdpowiedzUsuń
  10. W opakowaniu wygląda ładnie, na ręce czuję magię ale na ustach to już istny szał ciał :) Dzięki burżujkowej kredce takie całuśne są :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to teraz panie możecie się pocałować ;P

      Usuń
  11. Piękny kolor ma ta kredka:) Bardzo lubię Bourjois (a szczegolnie tusze do rzęs) więc może się skuszę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, ja też zaczęłam przygodę z Bourjois od zakupów tuszowych i jakoś tak się składa, że zawsze gdzieś się pałęta w moich zbiorach przynajmniej jeden burżujkowy tusz

      Usuń
  12. Dziękuję za tak wyczerpujące odpowiedzi! Jestem baaardzo miło zaskoczona :)

    Zapraszam do oglądnięcia nowego posta :)

    xoxo, GlaryBerry

    OdpowiedzUsuń
  13. Moja maluda też właśnie jest na etapie rozpoczynam chodzić i jest to mega fajne, bo wszędzie mogę dosięgnąć:) U mnie usta pomalowane są na niedziele do kościoła (czyli dziś jest ten wspaniały dzień:)).

    Kredka fajna sprawa, szczególnie, że jest niewielkich rozmiarów i poprawki można zrobić bez lusterka. A cenowo jak się kształtuje?

    Bardzo błyskotliwy sposób pisania, masz lekkie pióro (a może klawiaturę...), miło mi się czyta. Zostanę u Ciebie:) Obserwuję.

    Cieszę się, że mnie odwiedziłaś, bo poznałam Twojego bloga.

    P.S. Jak zakładałam bloga, to nie znałam Twojego, a jednak zbieżność nazw jest:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja moją kupiłam za 24,99 zł w Hebe. Bardzo się cieszę, że Ci się u mnie spodobało :) a piękne usta na niedzielę to też jakiś pomysł ;D

      Usuń
  14. Na ustach kolor wyszedł bardzo ładnie!:) kuszą mnie te kredki, bo tak właśnie wszyscy je chwalą:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziś byłam w Douglasie, podchodzę do szafy Bourjois, a tam pełno kolorówki, a w dziale z Color Boostami pustka. Nie było ani jednej w jakimkolwiek kolorze. hit sezonu :)

      Usuń
  15. Czaję się na te kredki ale boję się że koloru na mnie nie będzie widać. Na tobie wyglądają super :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie mogę przeżyć, że nie kupiłam tej kredki gdy była na promocji w Rossmanie bo teraz już w ogóle ich nie ma :/ Wydawało mi się jednak, że one nie były takie transparentne, a testowałam i róż i pomarańcz, nie mogłam się zdecydować. Może mnie pamięć zawodzi :) tak czy inaczej, będę poszukiwać dalej

    OdpowiedzUsuń
  17. czas na kredkowe szaleństwo
    poddać się jej muszę i ja

    OdpowiedzUsuń
  18. Miałam go i użyłam zaledwie może aż 4 razy? Bardzo mi się nie spodobał... własćiwie nie wiem nawet dlaczego :P po prostu wolę chyba zwykłe pomadki :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Straszną mam ochotę na kredkę z Bourjois. Ten odcień wygląda bardzo fajnie, ale mnie chyba bardziej kusi Peach on the Beach :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger