16.08.2013

Himalaya – Under Eye Cream [recenzja]

Krem pod oczy Himalaya to moje pierwsze spotkanie z produktami tej indyjskiej firmy i pierwsza prawdziwa przygoda z kremami pod oczy (ahoj, przygodo!). Do tej pory nie po drodze mi było z pielęgnacją podoczną, bo i bez tego robót okołotwarzowych mam dużo. Wręcz bez liku. Lik to był taki rzeczownik, który znaczył tyle co „liczba”. Stan liczebny. „Lik bardzo mierny” to bardzo niewielka liczba. O czym to ja miałam? A, o kremie pod oczy. Nie można powiedzieć, że oczu mam bez liku, bo lik jest konkretny. Jest ich dwoje. Para. Jak u każdego przeciętnego obywatela tego świata. I o skórę pod tym dwojgiem oczu postanowiłam trochę zadbać przed trzydziestką. Bo potem będzie tylko gorzej.


Wracając do kremu, mieści się on w 15-mililitrowej tubie, w której denerwuje mnie głupie odkręcanie. Czy naprawdę współcześnie nie można z urzędu tworzyć tubek z zatrzaskiem? O ile łatwiej byłoby otwierać i zamykać – moje wypaćkane kremem dłonie byłyby zobowiązane. No ale jest jak jest.

Himalaya ma przyjemną, gęstą konsystencję, właśnie takiej mogłabym oczekiwać od solidnego kremu pod oczy. Ładnie się rozprowadza, jest bezzapachowa, wymaga dłuższej chwili na wchłonięcie i zdaniem producenta należy stosować ją rano i wieczorem, żeby zauważyć rezultaty.

Zawiera składniki aktywne pochodzenia roślinnego, a wśród nich ekstrakt z korzenia bergenii, pszenica zwyczajna i roślina, która szczególnie mnie zainteresowała ze względu na urocze dane osobowe – niejaka Cipadessa baccifera, mieszkająca na stałe w Ghatach Zachodnich na południu Indii. Poza tym w składzie parafina i parabeny, czyli tak se.

Krem ma redukować cienie i drobne zmarszczki, no i zapobiegać nowym. Według producenta już po miesiącu stosowania kremu następuje redukcja cieni pod oczami o 80% i redukcja zmarszczek pod oczami i drobnych linii mimicznych o 28%. To znaczy, że od kremu należałoby się spodziewać ładnego rozjaśnienia konturu wokół oczu i nie należałoby się spodziewać pozbycia zmarszczek.

Przez ponad miesiąc wieczorami grzecznie smarowałam okolice oczu. Rano zdarzało mi się tego nie zrobić, ale zachowałam naprawdę sensowną regularność. Efekty są... tyle że niewielkie. O spłycaniu zmarszczek faktycznie można zapomnieć, za to cienie się zmniejszyły, niestety nieznacznie – na pewno nie o te magiczne 80% obiecywane przez producenta. Wciąż muszę używać korektora, więc efekt nie powala. Następnym razem zamiast w redukcję cieni, zainwestuję w sensowne działanie przeciwzmarszczkowe i nawiążę bliższą znajomość z moim rozświetlaczem.



Nie zrozumcie mnie źle, to nie jest bubel. Po prostu za słabo działa, a w tyyyyyyyym wieeeeeeeeeku to... same wiecie. Dla niedospanych nastolatek Himalaya może się okazać miłym pomocnikiem w codziennej pielęgnacji, ale na pewno nie dla niedospanych matek trzydziestek. Przynajmniej nie dla tych, które są mną.


Plusy:
– dogodna cena (jak wiadomo, kremy pod oczy potrafią mnożyć cyferki w nieskończoność),
– trochę działa.

Minusy:
– zbyt słabe działanie, by zawracać sobie głowę kolejnymi opakowaniami,
– nakrętka. Moje serce wybiera zatrzask.


Pojemność: 15 ml
Cena: wydałam 19,99 zł u Nocanki, ale w official sklepiku producenta krem kosztuje 27,90 zł.
Ocena: 3+/6

12 komentarzy:

  1. Nie znam tego produktu, ale po twojej recenzji myślę że to rzeczywiście fajny kremik dla bardzo młodziutkich dziewczyn, które potrzebują jedynie delikatnego nawilżenia :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. a wiec tak : podpisuję się pod petycję aby zabronić zakręcanych tubek w kremach
    ja wczoraj nabyłam swój pierwszy krem około oczny i też włąsnie na cienie bo zmarczkami jeszcze się nie martwię :) mam wielkie nadzieję dzięki niemu wyzbyć się cieni aleeee okaże się wszytsko w praniu :) aby nie bylo jak z tym, chociaż u mnie producent nie obiecuje 80% :D kocham takie słodkie słowka o które mozna o kant potłuc :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zawsze mnie zachwycają te obliczenia, skąd im wychodzi tyle akurat procent? :) przecież nie piszą, że 80% kobiet zauważyło poprawę, tylko że cienie zmniejszą się O 80 PROCENT :)

      Usuń
  3. Ja bez kremu pod oczy rano i wieczorem nie wyszłabym z łazienki ;) Wyrobiłam sobie nawyk jeszcze w liceum :D
    o tym kremie nie słyszałam wcześniej i pewnie się nie poznamy, bo ja psarafiny się wystrzegam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. M., o tej parafinie napisałam especially for U!

      Usuń
  4. chciałabym aby z moimi cieniami sobie poradziło:<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Droga Sandy... nie pozostaje nic innego jak spróbować, te rzeczy nie są drogie :)

      Usuń
  5. Kurrrrcze, te oczy to rzeczywiście jest problem. Ja nie mam cieni, ale okropne wory:( Z kremów, które do tej pory używałam (drogeryjne) zadziałał (niestety) tylko Clinique. Miałam jego próbkę. działał cuda. Niestety nie kupię pełnowymiarowego opakowania (ponad 200 zł:/). Jeśli ktoś znałby coś tańszego i dobrego na wory - proszę o wskazówki:)

    PS niestety jestem pechowcem, na którego nie działają flos leki i tego typu świetliki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a wory to ja też mam, i że niby Clinique sobie z nimi radzi???

      Usuń
    2. U mnie radził sobie świetnie. Byłam w szoku, że kurna dziad zadziałał.

      Podobno jest naładowany silikonami, ale jeśli widzę efekt, w wory może mi wejść sam szatan:)

      Usuń
  6. Aaaa, jeszcze jedno. Nie wiem czy nie skuszę się na krem pod oczy LRP Active C. Miałam wersję do twarzy i był genialny! Niestety cena też wysoka:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a może zamiast testować wiele tanich, lepiej jednak położyć te parę stówek na coś z wyższej półki? te kremy pod oczy to chyba wszystkie są bardzo wydajne, prawda? tylko po takich drogich zakupach strach zawsze ten sam - a jeśli U MNIE nie zadziała?

      Usuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger