04.08.2013

Kremy do ciała z Isany – który wybrać? [porównanie]

Bohaterami dzisiejszego odcinka są trzy tanie, popularne kremy do ciała produkcji rossmannowskiej Isany: Masło Shea & Kakao, Oliwa z Oliwek, Owoc Granatu & Figa. Wszystkie przeznaczone są do pielęgnacji suchej skóry i dostępne w ogromnych, półlitrowych słojach.

Wersja z granatem i figą jako jedyna pochodzi z limitowanej (czasowo) edycji,
dlatego prędzej czy później powiemy sobie papa.

Żaden nie jest nowością, ale postanowiłam zaprezentować je wspólnie, bo pamiętam, jak sama stałam przed rossmannową półką dobre 10 minut*, zanim zdecydowałam, że jako pierwsza do koszyka wpadnie wersja kakao + masło shea. Już wtedy żal mi było zostawiać w sklepie bez opieki figę z granatem, a przy kasie zaczęłam się łamać i gotowa byłam podmienić kakao na oliwkę. Jak widzicie na załączonym obrazku, ostatecznie wszystkie odnalazły drogę do mojego domu, jedynie dla przyzwoitości popełniłam ten czyn w niewielkich odstępach czasowych. Do kupienia pozostałych wersji skłonił mnie absolutny, niczym nieskrępowany zachwyt nad działaniem kremu kakaowego z masłem shea (recenzja TU), a jedyne, co mi się w nim nie podobało, to zapach. Miałam nadzieję, że w pozostałych słoikach znajdują się tak samo wartościowe kremy, tylko z inną nutą zapachową. Okazało się, że u Isany jak w przedszkolu (znacie to?) – wszystkie są takie same. Tylko że (zupełnie) inne.

Zapach: wiadomo – o zapachach ciężko dyskutować, bo każdemu podoba się co innego. Na przykład wersja kakaowa ma tyle samo zwolenników co przeciwników. Mój nos na początku nie potrafił się przyzwyczaić do tego ni to słodkiego, ni cierpkiego, intensywnego aromatu. Wąchał, wąchał i za każdym razem orzekał zrezygnowany: ni umim, a feeee! Po kilkunastu użyciach przyzwyczailiśmy się wspólnie z nosem do zapachu tego kremu, ale wciąż nie jest to nic specjalnie przyjemnego. Uwielbiam apetyczne, słodkie nuty w pielęgnacji (np. mocno duszące, ale cudowne masło czekoladowo-pistacjowe Farmony), niestety tutaj naprawdę coś jest nie tak. O ile w słoiku krem jeszcze trochę udaje smakowite ciasteczko migdałowe, o tyle na ciele przebija się wyraźnie cierpki zapach podmokłej tektury. Oliwka dla mnie również jest nieprzyjemna – ten aromat określiłabym jako połączenie świeżych, zielonych oliwek z kwaśnym, duszącym mydlanym dodatkiem. Zupełnie nieudana kompozycja. Najlepiej prezentuje się figa i owoc granatu – delikatny, niezobowiązujący aromat, przypominający sad w fazie rozkwitu. Nie ma wiele wspólnego z figą czy granatem (który chyba w ogóle niczym nie pachnie), za to otula kwiatowo-owocową nutą i jest idealny na lato.

Lewe górne: masło kakaowe, prawe: oliwkowe, na dole figa z granatem.

Konsystencja: pod względem konsystencji kremy Isany różnią się wszystkim. Każdy znajdzie tu coś  dla siebie: od gęstego, tłustego i treściwego oliwkowego, poprzez dość rzadkie i lekkie kakaowe, aż po lejący się krem z granatem i figą, który jest rzadszy od wielu znanych mi balsamów. Może Wam się nie spodobać umieszczenie rzadkiego smarowidła w szerokim słoiku, w którym zwykle spotykamy gęste, zwarte masła do ciała, ale ja nie mam nic przeciwko – wystarczy pacnąć lekko opuszkami zawartość opakowania i już można rozsmarowywać tę niewielką ilość po ciele. Więcej i tak nie ma sensu nabierać, krem dobrze się rozprowadza w niewielkich dawkach i jest dzięki temu bardzo wydajny. Wersja kakaowa też jest leciutka i przyjemna w aplikacji, ale zużywa się szybciej od figowego kolegi. Krem oliwkowy – mimo że najcięższy i najtłustszy z całej trójki – wciąż zalicza się do kremów o lekkiej formule. Rozprowadza się dobrze, najbardziej przypomina konsystencją krem do twarzy.

Skład: mimo że tylko krem kakaowy chwali się zawartością masła shea (wcale nie tak wysoko w składzie, bo dopiero na ósmym miejscu), pozostałe również posiadają ten dobroczynny składnik.  Wszystkie zawierają glicerynę i oleje: kokosowy (wersje kakaowa i figowa) i oliwę z oliwek (krem oliwkowy), w wersji z figą i owocem granatu znajdziemy też prowitaminę B5, czyli pantenol. Kremy Isana nie zawierają parafiny i silikonów, co powinno ucieszyć wiele z Was, a oliwka jako jedyna posiada cztery niechlubne związki parabenowe i ogólnie ma najgorszy skład z całej trójki.

Działanie: mimo że każda wersja ma inną konsystencję, wszystkie wchłaniają się ekspresowo (w przypadku najtłustszego kremu oliwkowego trzeba jednak uważać, żeby nakładana warstwa była cienka, bo przy obfitszej aplikacji on akurat wchłania się najsłabiej). Oliwka i granat trochę bielą skórę, ale efekt utrzymuje się krótko i w ogóle mi nie przeszkadza. Krem oliwkowy zostawia niemęczący, lekko tłusty film, pozostałe zachowują się wzorowo – znikają bez śladu. Jeśli chodzi o działanie nawilżające, to niestety żaden nie dorównał kakaowej gwieździe. Mimo że oliwka ma najtłustszą formułę, zaaplikowana na noc wcale nie pozostawia supernawilżonej skóry na cały następny dzień. Figa i owoc granatu to pod względem działania typowy średniaczek. Skóra jest po nim nawilżona i dopieszczona, ale efekt nawilżenia nie utrzymuje się tak długo, jakby tego oczekiwały posiadaczki skóry suchej, dla których przeznaczony jest ten krem.

Nie wypowiem się na temat działania kremów na włosy, bo w temacie kremowania pozostaję konserwą i używam smarowideł tylko zgodnie z przeznaczeniem. Czytałam jednak wiele pozytywnych opinii zachwyconych włosomaniaczek, więc kto wie, może jeszcze spróbuję wypaćkać nimi moje marne blond piórka.

Ocena: najsłabszy z isanowej trójki jest krem oliwkowy i moim zdaniem nie warto zawracać sobie nim głowy, pozostałe – w zależności od preferencji zapachowo-konsystencyjnych – powinny robić dobre wrażenie na każdej niewymagającej skórze. Nie wiem, czy – najlepszy moim zdaniem – krem kakaowy poradziłby sobie z głębokim, beznadziejnym odwodnieniem, ale moje lubiące się przesuszać nogi są ukontentowane jego działaniem. Wersję figową mogę z czystym sumieniem polecić właścicielkom skóry normalnej – dla sucharków, wbrew temu, co twierdzi producent, okaże się pewnie za słaba.

Jeśli zapomnimy o istnieniu wersji oliwkowej, prawdziwe stanie się stwierdzenie, że wśród kremów do ciała z niższej półki Isana zdecydowanie rządzi!

Pojemność: 500 ml
Cena: wszystkie mają tę samą cenę regularną – 9,90 zł, a jeżeli Rossmann decyduje się na promocję – obejmuje nią każdy ze swoich kremów (dwa udało mi się kupić w promocji za 7,99 zł).


*tak tak, pan ochroniarz natychmiast się mną zainteresował.

17 komentarzy:

  1. nie miałam żadnego z nich. paradoksalnie zniechęca mnie właśnie ogromne opakowanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. simply, no co Ty, za dychę nie weźmiesz? :)

      Usuń
  2. Uwielbiam kakaowy :D Reszty na razie nie próbowałam, ale figa i granat jest na mojej liście ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. miałam jedynie wersję kakaową. Mnie zapach się podobał, ale tylko na początku. Później zaczął mnie męczyć. Teraz szukam czegoś lżejszego na lato, może figa? o ile jeszcze jest dostępna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. widziałam figę w Rossmannie niedawno, więc myślę, że spokojnie ją dostaniesz

      Usuń
  4. Chwilowo mam awersję do maseł z powodu rozczarowania The Body Shop - męczę ostatenie ale zapamiętam, szczególnie w sezonie zimowym. Poza tym bardzo lubię zapach kakaowców:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale to nie masła, tylko kremy (a nawet balsam się trafił - patrz: figa i granat). który TBS Cię tak rozczarował?

      Usuń
  5. Kakaową wersję znam i wracam do niej co jakiś czas, skutecznie zachęciłaś mnie dziś do tej limitowanej - granatowo figowej, będzie moja :D

    OdpowiedzUsuń
  6. ja miałam tylko Masło Shea & Kakao, pozostałe wersje są chyba bardziej trudno dostępne. jeśli znajdę to na pewno wypróbuję Owoc Granatu & Figa. zapach kakao na dłuższą metę był dla mnie męczący

    OdpowiedzUsuń
  7. Nigdy nie testowałam tych kremów, ale za to polubiłam się z kremami Balea, które są pakowane w takie same gigantyczne słoje. Poziom nawilżania nie jest rewelacyjny, ale nadrabiają lekką konsystencją i przyjemnymi zapachami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. znam Baleę z olejem arganowym, faktycznie nie nawilża już tak super jak kakaowa Isana, ale też jest dobry i o wiele ładniej pachnie :) za to dużo trudniej dostępny

      Usuń
  8. Kocham masełka! Ale tych jeszcze nie mam w swojej kolekcji :)

    Obserwuję i zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Miałam tylko wersję kakaową i na początku przepadłam na jej punkcie, później niestety zapach zaczął mnie męczyć. Następnym razem sięgnę po owocową :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Znalazłam Twój blog całkiem przypadkiem podczas poszukiwań recenzji na temat tych kremów i muszę stwierdzić, że Twoja jest najbardziej przejrzysta i czytelna:-) więc obserwuję Cię z miłą chęcią:-) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Już prawie miałam figowy, ale przesyłka nie doszła w całości, i cały krem się zmarnował :(

    OdpowiedzUsuń
  12. Takiego wpisu szukałam! Ja tez miałam rozrtojenie jaźni w rossku - wybrałam kakaowy. Męczę się z nim okrutnie właśnie przez ten dziwny zapach. Dużo go - zdecydowanie dużo. Używałam zgodnie z instukcyją, jak i do kremowania włosów - był ok. Teraz zużywam jako balsam pod prysznic - mogę brać wtedy więcej ze słoja. Taka aplikacja nie wywołuje przesuszu moich nóg - więc się sprawdza. Nie wiem czy zatęsknię jak zniknie.... Dzięki twojej opini pozostałe już nie będą do mnie wołać z półki "weź mnie!"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się, że moje porównanie się przydało :) z zapachami jest najtrudniejszy temat – jeden nos pokocha to, co innemu w ogóle nie pasuje.

      Usuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger