14.09.2013

Limitowane maślane orzeźwienie od Pat&Rub [recenzja]

Kiedy w 2008 roku usłyszałam o powstaniu ekologicznej marki Pat&Rub, roześmiałam się złowieszczo. Buhaha, kosmetyki od Kingi Rusin? Tej pani z telewizora? A co ona może wiedzieć o kosmetykach? I jeszcze w moim ulubionym, idiotycznym trendzie eko. To się nie może udać. Potem naśmiewałam się dalej, gdy zobaczyłam, jakie są ceny tych ekologicznych-na-pewno-gówienek. Nabijałam się w myślach zarówno z na-pewno-marnej-jakości produktów Pat&Rub, jak i wszystkich potencjalnych konsumentek, które widząc hasło „by Kinga Rusin”, rzucą się ochoczo do zakupów.

Mamy rok 2013, a ja paćkam się tymi eko-na-pewno-gównami i ze zdziwieniem odkrywam, że nie takie gówno śmierdzące, jak je malują. Ba, może nawet pachnie! Oczywiście gdybym nie dołączyła do urodowej blogosfery kilka miesięcy temu, do dziś nie wiedziałabym, jaka jest jakość produktów Pat&Rub. Ale tyle się naczytałam zachwytów nad zawartością rozmaitych kiniowych ekoplastików, że... no cóż... cóż! Rzuciłam się ochoczo do zakupów.

W moich zbiorach znalazła się chwalona linia hipoalergiczna, serum do cery naczynkowej i Orzeźwiające Masło do Ciała z limitowanej edycji, o którym dziś Wam opowiem, wstydliwie spuszczając wzrok.


Firmie Pat&Rub stuknęło niedawno pięć lat i z tej okazji na rynek wypuściła dwie limitowane serieOrzeźwiającą i Otulającą. Zakupy robiłam jeszcze w trakcie upałów, dlatego wybrałam orzeźwienie, ale teraz, w szarobure, deszczowe dni chętnie zamieniłabym moje masło na wersję otulającą. Dostałam próbkę tego zapachu i jest baaaardzo miły. To taki niemęczący słodziak. Moje masło ma orzeźwiać i robi to doskonale. Powiedziałabym nawet, że każdego postawi na nogi! Na opakowaniu jak byk stoi: „pomarańcze, grejpfruty, zioła”, dlatego spodziewałam się jakiejś dziwnej ziołowej oranżadki, a tu po odkręceniu słoja skucha: to klasyczny, bardzo intensywny zapach cytrynowy (taki ze skórką, nawet bardziej przypomina mi trawę cytrynową). Czyli właściwie nic nowego, bo Pat&Rub ma już w swojej ofercie podobną zapachowo linię – Rewitalizującą z żurawiną i cytryną (czerwone etykiety).

Cytryna w Orzeźwiającym Maśle jest tak natarczywa, że dla części z Was to mogą być zbyt silne doznania. Ten zapach jest na granicy orzeźwienia i duszenia – dla mnie jeszcze przyjemny, ale nie ręczę, że każdy będzie miał podobne odczucia.


Jeśli jednak uznamy, że aromat jest okej, dalej nie będzie już żadnych niemiłych niespodzianek. Na pocieszenie powiem, że zapach nie utrzymuje się na skórze zbyt długo – po godzinie właściwie nie ma już po nim śladu. Konsystencja została przez producenta opisana jako „tortowy krem”, ale moim zdaniem jest nawet lżejsza*. Wystarczy zanurzyć opuszki palców i już można rozprowadzać masło po ciele. Dobrze przylega, nie jest wodniste, a lekka konsystencja sprawia, że rozsmarowywanie staje się przyjemnością. Najpierw trochę bieli, ale już za chwilę o tym nie pamiętam, bo wchłania się bardzo szybko i nie pozostawia tłustej warstwy. Widać, że proporcje zostały dobrze dobrane – przy tak dużej zawartości masła shea (drugie miejsce w składzie, zaraz po wodzie) mogło się skończyć jak w kilku innych znanych mi kremach – dobrym nawilżeniem, ale z grubą warstwą tłuściocha na pamiątkę.

Zresztą shea to nie jedyny dobroczynny tłusty składnik, jaki tu znajdziemy. Kompozycja składa się m.in. z masła kakaowego i oliwkowego, oleju babassu i witaminy E. No i mamy też ekstrakt z cytryny (a ja obstawiałam trawę... przeca miało być z ziołami!). Oczywiście jak na Pat&Rub przystało, wszystkie surowce są naturalne i z ekocertyfikatem, co ma usprawiedliwiać wesołą cenę 69 zł, jaką zakupowy koszyk online śpiewa mi na do widzenia, jeśli nie załapię się na żaden rabat (na szczęście tych w Pat&Rub jest mnóstwo i pojawiają się regularnie). Nie bardzo wiem, gdzie się ukryły te słynne zioła, ale co tam – najważniejsze jest działanie.

No właśnie, według producenta masło ma nawilżać, uelastyczniać, wygładzać i łagodzić. Z tym wygładzaniem to takie pitu pierdu, nie o to chodzi w tym kosmetyku, ale za to nawilżenie jest wzorowe. Nie wiem, jak sprawdzi się na bardzo suchej skórze, do której również jest przeznaczony, ale na mojej normalnej porządne nawilżenie jest wyraźnie odczuwalne. I o to chodziło!

Także wiecie, nadal nie podejrzewam Kingi Rusin o posiadanie obszernej wiedzy z zakresu produkcji kosmetyków, no i nie wyobrażam sobie, że samodzielnie kręci dla nas naturalne masła i balsamy, siedząc na schodach mazurskiej chaty. Wiadomo, że jest tylko twarzą firmy (i współpoborcą wielu naszych złotówek), ale w momencie, gdy zaczęłam używać pierwszych kosmetyków Pat&Rub, w ogóle przestało mnie to interesować.

Wiem, że nie wszystkie wyroby tej firmy są doskonałe, czytałam niejednokrotnie negatywne recenzje o różnych produktach, ale moje zakupy na razie zaliczam do bardzo udanych (zobaczymy, jak się spisze słynna ekoAmpułka do cery naczynkowej), więc... cieszmy się chwilą! hurrahurra.


Plusy:
– bardzo dobre nawilżenie,
– idealne wchłanianie,
– wysoka wydajność.

Minusy:
– zapach niezwiązany z obietnicami na opakowaniu.

Pojemność: 250 ml
Cena: 69 zł (cena regularna, ale łatwo jest zapłacić mniej przy sumujących się, rozmaitych promocjach)
Ocena: 5/6

* Tortowy krem mieszka w innym słoiku – z maślanym miksem z Lawendowej Farmy, o którym opowiem Wam w niedalekiej przyszłości.

16 komentarzy:

  1. kosmetyki Kiniusi zazwyczaj zapachem nie zachwycają --> jedynie seria hipoalergiczna jaki się podoba ;)
    a jak to w każdej firmie bywa mają i badziewia i perełki :) ja ich spóbowałam i narazie nie planuje zamówienia ponownego... za młoda jestem by się przywiązywac do marki na stale... balsam do stóp - mistrz, peeling - gówno :)mam jeszcze 3 rzeczy od nich ale o tym wkrótce --> bedzie jad i piski zachwytu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dla blogerki to zbyt nudne używać tylko jednej firmy, czyż nie? :) ja za to lubię testować wszystkie firmy kompleksowo, a potem tworzyć w głowie taką mapę – co gdzie jest dobre. Czekam z niecierpliwością na Twoje piski i jadzik :)

      Usuń
  2. Mnie na razie P&R kusi, ale jeszcze się wstrzymuję ;P

    OdpowiedzUsuń
  3. mnie nie rusza, kto jest twarzą marki. liczy się przede wszystkim jakość kosmetyków :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Huheuheu wizja Kini w tle mazurskiej chaty mnie zaintrygowała :) As nam opowie na pewno jak będzie od niej mleko od klaczy skupować :) LOOOL!:)) [bosshe jakie to durne śmiać się z własnych dowcipów :)]...
    Nie jestem fanką tych kosmetyków właśnie z uwagi na tą cytrynę ale rozumiem, że może się podobać :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja posiadam błyszczyk z tejże firmy pomarańczowy, co z tego, że nie lubię pomarańczy :D Ale wygląda jak świeżo wyciśnięty miąższ - no prawie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no naprawdę coś jest w tych kosmetykach, chociaż zapachami nie umywa się do Organique

      Usuń
    2. Tych jeszcze nie miałam okazji "wąchać" :)

      Usuń
  6. Ja też miałam podobne przemyślenia o firmie Pat&Rub, jak ty na początku... Do czasu, gdy ponad rok temu spróbowałam kilku produktów...
    Dziś jestem wierną klientką, marka Pat&Rub to moja ulubiona marka kosmetyczna :)
    Od maseł wolę balsamy, są naprawdę genialne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie używam balsamu z linii hipoalergicznej i też mi się bardzo podoba, więc masz rację. nie podoba mi się tylko tempo zużywania - dosłownie znika w oczach!

      Usuń
  7. ja jeszcze nie używałam niczego z firmy, troche cena odrzuca by ryzykować nie znając firmy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wszędzie ładują tą cytrynę ;/

    OdpowiedzUsuń
  9. O widzisz, ja do P&R miałam podobny stosunek, z resztą nadal uważam, że Pani Kinia ma tyle wspólnego z ta firmą co ja z baletem, daje nazwisko, za tym idą pieniądz i marketing, a od brudnej roboty są bezimienni. No i oczywiście za to firmowanie nazwiskiem Pani Kinia zbija na pewno niezłą kasę :)

    Co do produktów to ja wielbię ich balsamy do rąk, a teraz szykuję się na peeling do ciała z serii Otulającej, lubię takie słodkie zapachy L)

    OdpowiedzUsuń
  10. Gdy otrzymałam SMSa z powiadomieniem o wypuszczeniu edycji limitowanej, od razu odpuściłam sobie orzeżwiające masło. W przypadku kosmetyków do pielęgnacji ciała, Pat&Rub stawia na silne, cytrynowe kompozycje zapachowe, które przypominają mi płyn do mycia naczyń.

    OdpowiedzUsuń
  11. Byłam ostatnio w Sephorze celem powąchania tych nowych serii i właśnie zauważyłam, że te zapachy trochę wtórne są, zdziwiłam się...
    Jakoś mnie nie ciągnie do P&R specjalnie, głównie ze wzgędu na cenę, bo wiem, że da się znaleźć podobne, a czasem fajniejsze produkty za niższą cenę :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Liczyłam na NOWE zapachy, no trudno.... jedno chciejstwo mniej.

    Przyznam się, że długo wzbraniałam się przed zakupami P&R głownie przez Panią Rusin. Odłożyłam uprzedzenia na bok i postanowiłam sama spróbować. W rezultacie mam sprawdzony pakiet kosmetyków i odnalazłam cynamon idealny :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger