22.09.2013

Nivea – Make-Up Starter – Nawilżający krem-żel do cery normalnej i mieszanej [recenzja]

Nivea jaka jest, każdy widzi i wie. Długie lata bytności na rynku kosmetycznym, kilka owianych legendą kosmetyków i spore zaufanie klientów, mimo że na dobrą sprawę marka nie wyróżnia się ani naturalnymi składami, ani specjalnie niskimi cenami. Ich wyroby nigdy nie są NAJ, ale zwykle trzymają jako taki poziom, no i nie zapominajmy o najważniejszym atucie: wyjątkowych zapachach. Kiedy parę miesięcy temu zobaczyłam w drogerii ich nowość – nawilżający „kremożel”, pomyślałam, że może wreszcie wymyślili coś nadzwyczajnego. Musiałam to sprawdzić.


Nie mogę nie wspomnieć o czymś, co już na wstępie bardzo mi się nie spodobało. Nie raz i nie dwa konsumenci robili zadymę w takich przypadkach, i wcale się nie dziwię. Słoiczek Make-Up Startera ma standardową pojemność 50 ml i umieszczony jest w pudełku w połowie wypełnionym powietrzem. Tym razem jestem pesymistką i dla mnie szklanka jest w połowie pusta. Zwykle nie zwracam na takie rzeczy uwagi, ale to bardzo rzuciło mi się w oczy – ze sporego sześcianu wyskoczył naprawdę niewielki słoiczek. Zakładam, że chodzi o skuteczne pozycjonowanie się na sklepowych półkach w imię zasady, że duży może więcej, ale mimo wszystko rażą mnie tego typu praktyki. 
Wróćmy jednak do najważniejszego, czyli zawartości.


Konsystencja tego wynalazku jest nieporównywalna z czymkolwiek mi znanym, ale nazwa „krem-żel” doskonale oddaje sens tej formuły. Bardzo mi się spodobała ta delikatna, dość wodnista, a jednocześnie zwarta papka, również dlatego, że po zamoczeniu palca w słoju zostaje nam na opuszku zaledwie odrobina, co znacząco zwiększa wydajność. Nie potrzeba wiele do wysmarowania całej twarzy. Zapach – jak zwykle w przypadku wyrobów Nivea – bardzo mi się podoba. Jest nieco inny od tradycyjnego aromatu kremów marki, ale wciąż bardzo przyjemny. 

Krem-żel ma za zadanie ekspresowo nawilżyć i przygotować cerę do nałożenia makijażu. Ma być idealną bazą pod podkład – tak jest reklamowany i po to powstał. Chodzi o to, żeby w porannym przedpracowym pośpiechu szybko poradzić sobie z rytuałem nakładania na twarz wielu różnych warstw. Producent obiecuje, że całość wchłonie się w ciągu 60 sekund.

Trzeba mu przyznać, że wchłania się migusiem. Wsmarowywanie niewielkiej ilości kremu-żelu przypomina pracę z serum. Pozostawia uczucie ściągnięcia i zdziwiło mnie, że po aplikacji cera wydaje się rozgrzana i nawet przez chwilę lekko piecze, dlatego zajrzałam do składu. Wszystko stało się jasne. Na trzecim miejscu okrutny w swym działaniu alkohol denaturowany – największy wróg cery mieszanej, trądzikowej i moim zdaniem wszystkich innych cer. Wysusza, podrażnia, czyni szkody. Hen, hen daleko na liście INCI być może da się go jeszcze tolerować, ale żeby zaraz po wodzie??? W tej sytuacji nie dziwi mnie, że skóra nie jest po nim nawilżona – szybkie wchłanianie to po prostu odparowywanie... 

Już za sam denaturat Make-Up Starter poleciałby do kosza, ale przejdźmy do wisienki na torcie:  wyobraźcie sobie, że mimo lekkiej formuły i wyraźnego przeznaczenia tego specyfiku pod podkład, kremożel najzwyczajniej w świecie się roluje. I nie ma znaczenia, czy nałożę go mniej, czy więcej, jak dokładnie osuszę twarz po myciu itd. Nic nie ma znaczenia, bo roluje się za każdym razem (za każdym, czyli pierwszym, drugim i trzecim, bo dalszych razów nie uskuteczniałam). Czy trzeba dodawać coś więcej?

Jedną gwiazdkę przyznałam mu dlatego, że moja Mama nr 2 (popularnie zwana teściową) testuje go od pewnego czasu i... jest zadowolona. Twierdzi, że nic jej się nie roluje, cera jest po nim gładka i makijaż trzyma się dobrze. Jestem tak bardzo zdziwiona, że aż nie wiem, co powiedzieć. Zajrzałam na Wizaż i rzeczywiście, jest sporo podobnych opinii. Można by rzec: nie wszystko stracone – cery są różne, u mnie nie działa, może u Was zadziała, ale ze względu na skład i zachowanie na mojej twarzy nie śmiem go polecać. A Tobie, Mamo, też dam coś lepszego!


Pojemność: 50 ml
Cena: ok. 20 zł
Ocena: 2/6

23 komentarze:

  1. Widziałam reklamy tego specyfiku i jakoś nie byłam w stanie kupić czegoś, co nazywa się starterem. No nie i już.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no jasne, starterem ani się nie wysmarujesz, ani nie najesz :D

      Usuń
  2. Od samego początku mnie nie przekonywał...zostane jednak przy moim sprawdzonym kremie, mimo, że nie wchłania się błyskawicznie to przynajmniej odpowiednio dba o moją cerę ;) A jeden krem-żel już miałam i okazał się strasznym bublem, więc już więcej po nic podobnego nie sięgnę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja testowałam ten krem koło kwietnia, byłam wtedy na etapie szukania czegoś idealnego pod makijaż, no i niestety.

      Usuń
  3. mnie kosmetyki nivea raczej nie służą

    OdpowiedzUsuń
  4. No nie... alkohol w kremie?! Matko jak ja nie znoszę Nivea...

    OdpowiedzUsuń
  5. Akceptuję jedynie tradycyjną nivejkę oraz antyperspirant invisible for black & white - inne kosmetyki były dla mnie zwyczajnymi bublami. Na kremy Nivea nawet nie patrzę (poza tradycyjnym) :D
    Dostałam za to niedawno krem-żel Eveline i jestem zachwycona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o, nie wiedziałam, że Eveline ma coś takiego. też nie przepadałam za tą firmą, ale od kiedy w moje ręce wpadł ich krem BB 8w1, patrze na nich z większą sympatią :)

      Usuń
  6. A właśnie ostatni zastanawiałam się na jego kupnem..i zrezygnowałam, bo boję się takich nowości

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj szkoda, że się nie sprawdził. ..
    Ja używałam jakieś 10 lat temu takiego podobnego lekkiego kremu Nivea, w niebieskim szklanym sloiczku, i krem ten bardzo mnie zadowolił! Ale teraz jest już tak bardzo dużo różnych serii, i jak widać nie są one już tak dopracowane... a szkoda...

    OdpowiedzUsuń
  8. Ale wtopa! Ale tak to już jest, że na niektórych cerach produkt jest do kitu, a na innych bardzo dobrze się sprawdza :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja na dobry drogeryjny kem się jeszcze nie natknęłam, więc Twój post mnie nie dziwi:) Z nivea to tylko masełka do ust:) reszta jest bardzo taka sobie.

    Kiedyś bardzo chwaliłam ten balsam pod prysznic (ju noł który), ale po kilku użyciach stwierdzam: skóra jest po nim wysuszona! Także ten:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też już gdzie indziej szukam kremów do twarzy, to były testy robione koło kwietnia, tylko zapomniałam się podzielić wrażeniami :)

      Usuń
  10. Jak zwykle Nivea sobie strzeliła w stopę.
    Ja rozumiem, to znana od dziesiątek lat firma, ale bez przesady. Żyjemy w obecnych czasach a nie za komuny, czy jeszcze dawniej.
    Mamy dostęp do wielu kosmetyków i serwowanie klientowi takiego bubla licząc na to, że jeszcze nie umie czytać i nie zatrybi, że skoro w skłądzie wysoko jest alkohol denat. a dalej będzie się cieszył z kremu jak głupi z orzeszka, to... no cóż ;)
    Enty raz się skłaniam ku temu, że niektóre firmy już niestety powinny zakończyć swoją działalność, ponieważ czasy świetności mają za sobą.

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie lubię Nivea, mimo tych legend. Tego "cuda" nie widziałam, ale może dlatego, że na ich kosmetyki nigdy nie patrzę. Też jakiś czas temu kupiłam na szybko ich krem, rzekomo nawilżający i też miał bardzo wysoko w składzie niezbyt nawilżający alkohol denaturowany. Etykiety swoje, a INCI swoje;)

    OdpowiedzUsuń
  12. eeee, ale przecież Agata napisała, że jej Teściowej pasuje:) Nie skazywałabym na zagładę tych marek, które mi nie odpowiadają. Dla innych mogą być ok. I niech tak będzie:)

    PS ale kult Nivea jest rzeczywiście silny. Moja przyjaciółka używa tylko tego kremu w granatowym pudełeczku. Służy jej. I za nic w świecie nie da się przekonać do czegoś innego:))

    OdpowiedzUsuń
  13. a ja właśnie lubię Nivea, i przy najbliższej okazji kupię i zobaczę co tam wymyślili :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Mnie w ogóle Nivea nie przekonuje...
    Pamiętam, że w licealnych czasach używałam takiego kremo żelu z Johnson's& Johnson's i byłam bardzo zadowolona, ale wiadomo, nastoletnia cera wiele może ;P

    OdpowiedzUsuń
  15. starter? hmmm :) chyba nie dla mnie ;)
    też nie cierpię praktyk niektórych firm i pakowania małych kremików w wielkie kartony.. powinno być zabronione i karalne! ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. no to niezły bubel :(

    PS
    bardzo ciekawie i lekko napisany post;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Był czas, że miałam ochotę kupić ten krem. Przeszło mi już.

    OdpowiedzUsuń
  18. Też mnie nie raz "zaskoczyły" małe słoiczki w wielkich kartonikach...
    Ogólnie nivea mnie nie przekonuje - kiedyś uczuliło mnie coś z tej firmy ale nie pamiętam co - coś na pewno z kropelką samoopalacza happy day czy coś takiego - badziew ;)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger