06.10.2013

Moje kosmetyczne pomyłki, odc. 3

Znowu uzbierało się kilka bezużytecznych wynalazków, które miały dać zadowolenie moim stopom, cerze i usteczkom, ale wyszło tak, że... nie wyszło. A dlaczego nie wyszło?

1. Chcesz cuksa? To posmaruj



Catrice – Lip Peeling z limitowanej kolekcji Candy Shock to doskonały peeling do ust, który doskonale nic nie robi. Formuła kosmetyku jest skiepszczona, bo maleńkie kryształki cukru, mające za zadanie zgładzić suche skórki i tym samym wygładzić usta, prawdopodobnie roztapiają się cichaczem w opakowaniu (albo ktoś powyjadał je w fazie produkcji). Wykręciłam tej mazi ze środka już naprawdę sporo, bo myślałam, że może po kiepskim starcie dalej będzie lepiej, ale lepiej nie było – na usta trafia tłusta, słodka warstwa z kilkoma drobinkami, które nie robią nic poza tym, że można je sobie zjeść. Pomysł okej, gorzej z wykonaniem. Plus jest taki, że wydostająca się z sexy dziurki maź to najzwyklejszy w świecie bezbarwny błyszczyk (szkoda, że z tych, co działają jak lep na  muchy włosy) i w takim charakterze można ten peeling stosować. Tym razem nie uronię łzy nad faktem, że Candy Shock to limitka, która powoli odchodzi w zapomnienie.


2. Plasterki przykleja się po to... by były przyklejone.



Antybakteryjne plasterki Synergen – Anti-Pickel Patches to jeden z kilku produktów, które całkiem w ciemno wrzuciłam w Rossmannie do koszyka podczas słynnej promocji -40%. Były upały, moja cera miewała się gorzej, każdy dzień witałam z nowym kumplem na twarzy i pomyślałam, że chętnie podsuszę te wyłażące dziady plasterkami z kwasem salicylowym. Kosztują ok. 8 zł za 36 sztuk, więc w sumie możecie próbować – może Wasze wypryski zostaną skuteczniej wykurzone. Moi koledzy okazali się niekulturalni, wypraszanie na nich nie działa i za każdym razem namawiają mnie na kolejną kolejkę kwasu. Plasterki mają wyciągać cały ten szit z zatkanych porów, co powinno mocno przyspieszyć gojenie. Zrobiłam mały test: miałam dwa podobne ropne wypryski – jeden potraktowałam Synergenem, a drugi – maścią ichtiolową (ok. 2 zł za tubę). Po kilku godzinach wyszło szydło z worka. Ale tylko z jednego. Cuchnąca asfaltem maść ichtiolowa pięknie wyciągnęła ropę, pryszcz pękł, wystarczyło zdezynfekować zmienione miejsce i już wszystko szło w dobrą stronę. Pod plasterkiem nic się nie wydarzyło. Nie twierdzę, że te plastry w ogóle nie działają, ale nawet jeśli robią coś dobrego w temacie pozbywania się z twarzy ropiejącej szajki, strasznie się z tym guzdrzą*. Ich działanie jest za słabe, wybieram porcję asfaltu.


3. Jesteśmy dwa kremy. Nie regenerujemy.



Scholl – Krem redukujący zgrubienia i zrogowacenia skóry i Krem regenerujący popękane pięty. Najpierw pomyślałam, że te dwa Scholle mogłyby robić za placebo. Niestety, obawiam się, że samą siłą woli nie da się sprawić, by skóra stała się gładka, a pięty nie pękały. Fakty mówią za siebie: oba kremy są złe. Skąd to wiem? Ano stąd, że moje stopy nie raz już leciały na skargę: „mamo, mamo, posmarowałaś nas grubą warstwą scholla, ale wciąż chce nam się pić!”. To naprawdę fenomenalne, jak bardzo te kremy NIE działają. Wszystko wydaje się być ok – trochę natłuszczą, trochę nawilżą, trochę wygładzą, ale tylko na chwilę. Po wyschnięciu lub wytarciu resztek w dywan wszystko wraca do nieprzyjemnej normy. Producent obiecuje, że po tygodniu będzie widać efekty. U mnie są takie, że po siedmiu dniach kremowania w jednym i drugim przypadku... ubyło kremu. Po dwóch tygodniach też bez zmian, a potem w jednym i drugim przypadku straciłam zapał. Za każdą tubę trzeba zapłacić ok. 20 zł i – zdaniem moich stóp – to pieniądze wyrzucone w błoto. Jeśli chodzi o Scholla, z czystym sumieniem mogę polecić ich peeling do stóp – składa się głównie z pumeksu i jest doskonałym zdzierakiem (pisałam o nim tu: klik).

To już koniec deutsche-bubli na dziś, do zobaczenia w kolejnym odcinku!


*albo guzdrają – obie wersje poprawne.

28 komentarzy:

  1. Kiedyś się najarałam na ten peeling z Catrice, ale szybko o nim zapomniałam. Może to i dobrze ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobrze dobrze :) zamiast niego polecam własnej roboty mieszankę, np. łyżeczka drobnego cukru, łyżeczka oliwy z oliwek, odrobina miodu i usta będą jak marzenie :)

      Usuń
  2. Gdież Ty wynajdujesz te rzeczy? ;P O plastrach Synergen pierwsze słyszę, pierwsze widzę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ostatnio też ich już nie widuję w Rossmannie, ale bardzo mi się rzuciły w oczy w trakcie promocji :)

      Usuń
  3. Na szczęście, nie miałam "przyjemności" z żadnym z nich :)

    OdpowiedzUsuń
  4. nie używałam niczego i widzę,że nie bardzo mam czego żałować :)

    OdpowiedzUsuń
  5. mam wrażenie że ten doskonale zdupczony peeling do ust to druga wersja peelingu do ust Pat&Rub :D tez mam wrażenie że tylko do zjedzenia się nadaje hahah

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe, dobrze, że na drogocenny peeling od P&R się nie zdecydowałam, ale niech żyją blogi - miałam w pamięci ze dwie niepochlebne recenzje i odpuściłam mimo szału zakupowego, jaki mnie dopadł na ich stronie :)

      Usuń
  6. "Jesteśmy dwa kremy. Nie regenerujemy."
    rozwaliło mój system :DDD Po prostu od razu ułożyły się w mojej głowie te słowa niczym slogan reklamowy :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie - super hasło :D i jakież prawdziwe;)

      Usuń
    2. hehe, dziękuję za uznanie, dziewczyny, widocznie mogłabym być specjalistą od antyreklamy w jakiejś korpo :D

      Usuń
  7. no, no .
    dzięki pewnemu postowi dowiedziałam się o takim fajnym blogu :) Oczywiście będę tu częściej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. znowu dziewczyny do mnie kierują, jakie to miłe :D cieszę się, że zajrzałaś do mnie, dziękuję :)

      Usuń
  8. Jesteśmy dwa kremy. Nie regenerujemy - opatentuj :) bosskie <3
    Z Schollem pokłócona jestm od dawien dawna ...
    Fuuuj lubię cuksy co widać, ale nie lubię czuć włosów na ustach..hmm

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D myślę, że nikt mi nie podbierze tego hasła działającego na niekorzyść ;) włosy na ustach faktycznie blee, chociaż trzeba oddać sprawiedliwość tym lepiącym się błyszczykom - trzymają nawilżenie całkiem całkiem

      Usuń
  9. u mnie jakoś w domu scholl się sprawdza do pięt :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. widocznie macie pięty w niezłym stanie ;)

      Usuń
  10. Z schollem mam równie negatywne dośiwadczenia. Drogie produkty, które nic nie robią. Jedyne co teraz od nich kupuję to kliny na haluksy;)
    Maść ichtiolową mam również, jest wstrętna, ale czasem pomaga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wstrętna faktycznie, ale działa. czasem tylko ciężko się zebrać do jej użycia... :)

      Usuń
  11. O pacz, szole to moje ulubione kremy do stóp:D Ten piling na focie wygląda na super gniota:) Lubię się tak czasami na coś naciąć dla otrzeźwienia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też lubię trafiać na buble (byle nie za często), dobrze się pisze o gównach, jakoś człowiek ma lepszy flow :D

      Usuń
    2. Zdecydowanie!:D Haaaaahahaha. zło zwycięza- jest wesoło:)

      Usuń
  12. Znam jedynie kremy Scholla, uważam podobnie jak ty, że są beznadziejne! naprawdę nic nie robią ;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ale Ci się brzydale trafiły, na szczęście żadnego z nich nie miałam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Dobry temat :) Myślałam czy nie kupić tych plastrów Synergen, ale po katastrofalnych doświadczeniach z ich maseczką antybakteryjną trochę się wahałam - i jak się okazuje słusznie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja sobie kupiłam plastry, ale na wągry- przykleja się je na nos i odrywa :D Przy okazji zamawiania produktów Balei wpadły mi w oko, mam nadzieję, że nie okażą się takimi bublami jak te Synergeny (choć działają na innej zasadzie). Jeśli chodzi o peeling do ust- najlepszy jest cukier z miodem, prosty, tani i domowy sposób :D A jak się ma nadmiar pieniędzy to zawsze można sięgnąc po Pat&Rub i ich różany peeling do ust(mój ulubieniec!) :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger