04.12.2013

Kolorówkowy Zestaw Awaryjny [tag]

Kawaii Maniac wymyśliła sobie taki tag, a ja wymyśliłam, że wezmę udział w jej zabawie. Jakie kosmetyki upiększające lico są mi absolutnie niezbędne do przeżycia w okrutnym świecie powszechnej krytyki i wpędzającego w depresję Photoshopa? – na to pytanie próbowałam sobie odpowiedzieć w tym poście. Tu możecie poczytać o naprawdę minimalistycznym awaryjnym zestawie Kawaii: klik. Mój sprawdził się w warunkach szpitalnych, w jakich przyszło mi spędzić niedawno długi, trudny miesiąc, ale nie ukrywam, że w codziennym, domowym makijażu używam nieco więcej kolorowych pomocników.

Oto, co chwyciłam na szybko, gdy pakowałam siebie i Tomasza na dłuższy pobyt do Centrum Zdrowia Dziecka*:


Na mojej twarzy lądują po kolei:

1. Krem tonujący – akurat padło na Eveline BB Cream 8w1, czyli tani, drogeryjny, udawany krem BB, który bardzo pasuje odcieniem do mojej cery i nie robi problemów przy aplikacji. Nakładany palcem raz dwa załatwia sprawę przebarwień, no i od biedy można go nałożyć bez uprzedniego zagruntowania facjaty kremem nawilżającym. Zanim zaszłam w ciążę, prawie w ogóle nie używałam podkładów. Niestety, po porodzie moja cera bardzo się zepsuła – oprócz wzmożonej produkcji sebum w strefie T, zmagam się też z naczynkami i naprawdę nie jest mi miło patrzeć na samą siebie bez choćby odrobiny kolorystycznych poprawek.

2. Korektor z aplikatorem „błyszczykowym” – w moim zestawieniu jest to Flormar Perfect Coverage w odcieniu, który pierwotnie wydawał mi się o wiele dla mnie za ciemny, ale w praktyce okazało się, że bardzo ładnie stapia się ze skórą (nr 02). Nie zbiera się w załamaniach, a gąbeczkowy aplikator świetnie stempluje okolice pod oczami, nie pozwalając na wylanie na siebie nadmiaru beżowej mazi. Szybko, łatwo i skutecznie.

Tak naprawdę jeśli ma być jakaś wielka kosmetyczna awaria z serii: świat się kończy, na ratunkowym statku kosmicznym jest miejsce tylko na cztery kosmetyki do makijażu, mogłabym zrezygnować albo z kremu tonującego, albo z korektora, ale nie umiem zdecydować, który wywalić z mojego zestawienia, dlatego zostają oba. I pal sześć bibułki matujące – od świecącej gęby jeszcze nikomu nic się nie stało :>.

3. Set do stylizacji brwi – dwuodcieniowy Catrice bardzo mi odpowiada, w dodatku w pudełku ukrywa się też mikroskopijny grzebyk do rozczesywania brwi, maciupki skośny pędzel do aplikacji i nawet minipęseta, jakby ktoś miał ochotę wyrównać sobie to i owo (nie wnikam, jakie owo). Jest dobry do szybkiego make-upu, bo raczej trudno się nim oszpecić. Naturalnie, niezobowiązująco podkreśla moje jasne brwi. No i nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wykonać nim prostą operację na powiece.

Takiego smutnego połamańca przywlokłam kiedyś do domu,
ale potem nic już się nie pokruszyło. Wbrew pozorom lepiej
pracuje mi się z ciemniejszym odcieniem, mimo że początkowo
bałam się, że będzie dla mnie za mocny.

4. Wodoodporna czarna lub brązowa kredka do oczu – z przyzwyczajenia wrzuciłam do kosmetyczki czarną Yves Rocher – Stylo Regard, którą zachwycałam się na blogu nie raz. Przez lata malowania krechy na dolnej linii wodnej/dolnej linii rzęs tak przyzwyczaiłam siebie i wszystkich wokół do mojego „kreskowego” wyglądu, że mimo iż jestem już oświecona i wiem, że takie malunki bez ostrego makijażu są nieprofesjonalne i w ogóle passe, dalej walę tę kreskę. Ostatnio często wybieram brązową kredkę zamiast czarnej lub podkreślam dół ciemnobrązowym cieniem (no wiecie, rozwijam się ;)), ale w szpitalu nie było o tym mowy, dlatego po staremu było – sruuuuu, trzy sekundy i już mamy podoczne, czarrrrrrne ożywienie.

5. Tusz do rzęs – bez pomalowanych rzęs nie jestem w stanie funkcjonować. Wynika to z dwóch prostych faktów: jestem jasną blondynką i mam jasną oprawę oczu, a poza tym przez lata malowanek i demakijażu rzęsy całkiem spłowiały – końcówki są niewidoczne, reszta ma odcień... szary? Bez podkreślenia ich tuszem wyglądam – delikatnie mówiąc – niewyjściowo i w takiej wersji staram się nigdy nikomu nie pokazywać. Moje rzęsy są dość rzadkie, ale za to długie, dlatego wybieram tusze pogrubiające. Na zdjęciu: Bourjois Beauty Full Volume – tusz pogrubiający, który nie jest zły, ale też niczym nie zachwyca.

6. Bibułki matujące – te od Catrice są bardzo fajne, polecam. Awaryjnie bibułki wygrywają u mnie z pudrem. Nie lubię wbudowanych puszków, które szybko robią się dziadowe, a trudno, żebym przy podstawowym, prędkim makijażu (niech już będzie, że szpitalnym) zasuwała przed lusterkiem z ogromnym pędzlem kabuki. W ostateczności mogłabym zrezygnować z bibułek i nadmiar sebum odciskać w papierowy ręcznik lub rękaw, ale jakoś z bibułkami raźniej iść przez życie.

W moim zestawieniu całkowicie zrezygnowałam z podkreślenia ust, ale wypadałoby dorzucić chociaż pomarańczową wazelinę Flos-Leku (recenzja tu: klik) lub jakiś neutralny, koloryzujący błyszczyk. Mogę jednak żyć bez cudowania przy otworze gębowym, dlatego w moim minimalistycznym zbiorze pominęłam problemy istot wargatych. W moim absolutnym minimum zabrakło też miejsca na konturowanie twarzy, a róż odpuściłam bez wyrzutów sumienia – wystarczy poczekać, aż podkład nieco się zetrze i już możecie podziwiać me piękne, rumiane poliki.

Jestem ciekawa Waszych must-have'ów, dlatego taguję wszystkich, którzy mają ochotę pokazać swój zestaw na kryzysowe czasy.


*nie są to moje ulubione kosmetyki (taka lista powstanie innym razem), tylko takie, które aktualnie były używane.

17 komentarzy:

  1. "walę tę kreskę" ♥ Przypomniała mi się sytuacja z uczelni, jak koleżanka malowała sobie linię wodną niezatemperowaną kredką i mówiła, że lubi sobie je**ć drewnem po oku ;P Wybacz, musiałam się podzielić ;)

    Ja nie potrafiłabym wybrać kryzysowego zestawu, nawet nie próbuję ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehehe, no to ciekawe metody pielęgnacji ma koleżanka, ja nie lubię się "je**ć drewnem", dlatego używam kredki wykręcanej :D

      Usuń
    2. Umarłam ze śmiechu z tym drewnem:D

      Usuń
    3. U mnie też głównie wykręcana, ale i tradycyjnego drewna nie brak ;)

      Usuń
  2. Bardzo lubię ten krem BB z Eveline.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też jestem nim miło zaskoczona, sama nie zwróciłabym na niego uwagi, ale teściowa mi poleciła

      Usuń
    2. U mnie przez całe lato sprawdzał się znakomicie :)

      Usuń
  3. sama nie wiem co by się u mnie znalazło w takim zestawie... musiała bym pomyśleć.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ahahaha nieźle ale ja bez czegoś na ustach bym chyba nie przetrwała! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja oceniłam zyski i straty i poszłam w te bibułki jednak :D ale moja strefa T naprawdę ocieka tłuszczem, a z ust za chwilę wszystko zjadam, więc trzeba było na coś się zdecydować :)

      Usuń
  5. wow! Może ja też pracuję sobie zestaw awaryjny? Chociaż mam już zestaw podróżniczy - mogę go wykorzystać.. Tylko jest znaaaaacznie większy ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Moje kryzysowe towarzystwo to podkład, puder matujący tusz do rzęs i róż. Bez dodatkowej reszty jestem w stanie się obejść. W sumie, to im dalej wiekiem się posuwam, tym bardziej dojrzewa we mnie przekorna, 'już nie młodzieńcza' brawura tłumiąca we mnie lęki przed wychodzeniem z domu bez makijażu :D Wtedy pomagają mi również okulary korekcyjne, których obecność potrafi odciągnąć uwagę od braku rzęs :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam tak samo mi do szczęścia w kryzysowej sytuacji potrzebny jest tylko podkład, matujący puder i tusz do rzęs, jeśli mam jeszcze 2 sekundy z zapasie to w grę wchodzi też róż do policzków lub bronzer zależy od nastroju ;)

      Usuń
    2. okulary korekcyjne, no tak! w sumie wzrok mi się ostatnio popsuł, a pani z Firmoo dziś do mnie napisała... ;)

      Usuń
  7. Ten zestaw do brwi od dawna chodzi mi po głowie. Moje traktuję po macoszemu i mam ochotę zimą poświęcić im odrobinę więcej czasu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jest fajny, może być tylko za słaby dla ciemnowłosych z ciemną oprawą oczu

      Usuń
  8. ja, mimo iż również mam cerę naczynkową, róż uwielbiam. wydaje mi się, że pięknie ożywia cerę :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger