17.12.2013

Yves Rocher – Expert Réparation – mleczko odbudowujące do skóry bardzo suchej [recenzja]

Jestem przekonana, że Yves Rocher to sekta. Taka prawdziwa. Ci, którzy postanawiają wypróbować ich kosmetyki, przepadają w otchłani www.yves-rocher.pl i ciężko im potem wrócić do normalnego życia. Ci, którym udaje się wrócić, w najlepszym wypadku kończą z szafką, z której wysypuje się zapas tubek, butelek i kartoników na najbliższych pięć lat. Są też tacy, którzy z wysypujących się zapasów próbują korzystać – należy do nich autorka tego bloga (brawa!). 


Expert Réparation to był jeden z moich pomysłów na oswojenie masła shea, które potrafi na mej skórze cuda uczynić, ale krem z jego zawartością musi być odpowiednio ukręcony. Za mało karite – spektakularnych efektów brak, za dużo – nie wchłania się, za tłusto jest. Czyste masło shea, mimo ciekawego orzechowego zapachu i teoretycznie 300% skuteczności zupełnie mnie nie przekonało i nie mam pomysłu, co z nim zrobić.

Mazidło ukrywa się w tubie z miękkiego, matowego plastiku, co pozwala w prosty sposób zużyć je do końca i nie trzeba wyduszać resztek, popierdując z wysiłku. Etykieta według moich standardów jest estetyczna, co z kolei sprawiło, że nie krzywiłam się na widok tuby stojącej na głowie, mimo że takie niespecjalnie lubię. 

Jak wielokrotnie się przekonałam, zapach to pojęcie względne. Smród również. Według mojego nosa zawartość tuby zalatuje nieświeżym tłuszczem, ale znam osobę, która twierdzi, że mleczko (nie-mleczko, patrz niżej) ma piękny, orzechowy aromat. Ten blog należy jednak do mnie, więc załóżmy, że Expert Réparation śmierdzi. 


Sprawa następna: to na pewno nie jest mleczko, jak głosi polska etykieta. Jak widać na zdjęciu, to konkretny balsam, który nie rozlewa się w niekontrolowany sposób. Konsystencja bardzo mi się podoba, balsam nie leje się, jest aksamitny, dobrze się rozprowadza. Wszystko jest w porządku do momentu, gdy skończymy się smarować i nadchodzi czas na odzienie. Upływają cenne sekundy, dziesiątki sekund, a tu klasyczna dupa – ciało lepi się, wciąż ufajdane kremem, który nijak nie zamierza się wchłonąć. Upierdliwe wchłanianie jest wysoce irytujące w połączeniu z faktem, że balsam zalatuje nieświeżym tłuszczem. To sprawiło, że go nie polubiłam, mimo że zły nie jest. A nie jest zły, bo... działa. Kiedy już przebrniemy przez procedurę długotrwałego wysychania (nawet po godzinie wciąż czuć tłustą, lepką warstwę, niestety), skóra staje się dobrze odżywiona, porządnie nawilżona i wszystko z nią ok. 

Expert Réparation nie zawiera parabenów, barwników i olejów mineralnych. Masło shea jest na drugim miejscu w składzie (zaraz po wodzie) i dla mojej normalnej skóry to zbyt wiele. Chociaż łydki często wysychają, nawet w wersji podsuszonej mają dość shea i całej tej tłustej mikstury, co pozwala mi przypuszczać, że u prawdziwych, wytrawnych sucharów również nie będzie kolorowo z wchłanianiem i spijaniem kremowych dobroci. 

Balsamu jest niewiele, zatem nie powinien dziwić fakt, że szybko znika. No i co? I znikł, a ja pożegnałam go bez żalu. Nie dla mnie on.


Pojemność: 150 ml
Cena: 39 zł (ale jak wiemy, w Yves Rocher dość trudno kupić produkty w cenie regularnej, dziś na przykład opisywane przeze mnie mleczko-niemleczko kosztuje 27,90 zł, ale w mailu czeka już przedświąteczny rabat 40%, więc... i tak dalej, i tak dalej, witajcie w yvesrocherowej krainie rozpusty!)
Ocena: 3/6

15 komentarzy:

  1. Agatko, byłam w połowie Twego posta, ale zapukał listonosz. Wiesz co przyniósł, bo maczałaś w tym palce! Toteż zrozumiesz, że nie mogłam się już skupić na dokończeniu czytania o mleczku ! ;)
    Jaram się flota Stannisa, całuję! ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak coś się długo wchłania, to nie wracam do tego :D aczkolwiek czyste masło shea ubóstwiam ;))

    OdpowiedzUsuń
  3. mi masło shea w dużym stężeniu nie służy zupełnie. moim dłoniom znaczy. kremy L'Occitane wręcz je wysuszały...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też nie byłam zachwycona kremem L'Occitane z tą dużą zawartością shea – wielkie rozczarowanie, bo myślałam, że jak będzie dużo mojego ukochanego składnika, to będzie wspaniale

      Usuń
  4. Jeszcze nie używałam nic YR, ale ostatnio dostałam ich żel pod prysznic z olejkiem arganowym:) Czeka na swoją kolej, a ja się zastanawiam, czy będę miała ochotę na więcej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. można się wciągnąć, Aniu, zapewniam :)

      Usuń
  5. Właśnie wczoraj robiłam spore zakupy w salonie YR.
    Taaaakie promocje <3
    I tyyyyle gratisów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. muszę w końcu wybrać się do ich sklepu, który mam pod domem a jakoś nigdy mi nie po drodze ;)

      Usuń
  6. Długie wchłanianie mnie wkurwia, ale co zrobisz, jak wszystko co dobrze działa jest tłuste i wmasowanie tego w ciało graniczy z cudem? Smaruje, wcieram i... idę spać :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ooo nie lubię tłustego wykończenia, młody mawia : mamo umyj się jesteś kleista :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. młody już mawia? zazdroszczę ;) mój tylko "nnnnnie!" i "brrrm brrrrm" ;)

      Usuń
  8. Bardzo fajna recenzja ;)
    Moja szwagierka już od dłuższego czasu chce namówić na wpisanie się do klubu :P Chyba w końcu muszę dać się przekonać i wypróbować jakieś cudo od nich ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kurcze a u mnie jest teraz w ulubiencach roku, jak dla mnie jest to mleczko\balsam idealny:)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger