22.02.2014

Garść minirecenzji produktów, o których nie warto się rozwlekać

Od dłuższego czasu na dysku zalegają mi fotki kosmetyków, o których nie pisałam Wam przez wiele miesięcy, bo zupełnie zbędnym wydawało mi się komponowanie radosnych poematów na ich temat. Nie jest to zbiór produktów złych, no ale ile można pisać o takim mydle do rąk? Hmm, w sumie ja mogłabym długo na każdy temat, ale tym razem się ściągnę i powściągnę. Końcówka karnawału, sobotni wieczór – macie się dobrze bawić, a nie czytać ciągnące się w nieskończoność dyrdymały, czy tak?

Aha, zdjęcia powstawały w różnym czasie i różnych okolicznościach, dlatego wybaczcie mi niespójność artystyczną. 



Balea – malinowe mydło w płynie

Kiedyś już wspominałam, że moja faza na produkty trudno dostępnej Balei trwała miesiąc. Przez ten miesiąc zaopatrzyłam się w pokaźną kolekcję niemieckiej taniochy z DM-u i używałam, używałam, używałam... Część zalega mi jeszcze w zapasach, ale przecież życie toczy się dalej, a za blogowymi trendami coraz trudniej nadążyć. Trzeba jednak przyznać, że słynne zapachy Balei w większości są naprawdę udane. Odwołują się do prostych aromatów z dzieciństwa i choć daleko im do wielowymiarowych, wyrafinowanych kompozycji, są bardzo miłą odmianą w prysznicowo-pielęgnacyjnej codzienności. No i jeszcze te wesolutkie etykiety... Latem mnie kupiły, a owoce z obrazków po prostu żarłam oczami. Malinowe mydło w płynie pachnie ładnie malinami, myje i nie wysusza. Pompka się nie zacina, wydajność standardowa. Uff, to było łatwe, kto następny?



Flos-Lek – żel ze świetlikiem lekarskim i chabrem bławatkiem

Żel przeznaczony jest do powiek i pod oczy, a kupiłam go, bo pewnego razu moje oczy wyjąkały mi nieśmiało, że są zmęczone od wielogodzinnego gapienia się w monitor i pragną odetchnąć. Nie zamierzałam oczywiście oderwać ich od ekranu (wolne żarty!), ale postanowiłam wziąć pod uwagę to ględzenie i kupiłam im na pocieszenie żel ze świetlikiem Flos-Leku. Kiedyś, kiedyś używałam świetlikowych kropli do oczu i sprawdzały się świetnie, więc i tutaj spodziewałam się efektu wow. Ten niestety nie wystąpił, ale żel faktycznie trochę pomagał. Najbardziej zdziwiło mnie, że zaaplikowany na powieki zamiast chłodzić – delikatnie rozgrzewa. Uczucie ukojenia zwykle kojarzyło mi się właśnie z ochłodą (experience: żelowe formuły, metalowe kulki do masażu, mentol w składzie). Okazało się jednak, że uczucie rozgrzania również ożywia zmęczone wokółoczne okolice i to wcale nie takie głupie rozwiązanie. Używałabym go chętnie i namiętnie, ale rano pod makijaż się nie nadał (zostawia skorupkę niczym rozbełtane kurze białko), a wieczorem wolę aplikować treściwe formuły i świetlik z bławatkiem Flos-Leku jakoś mi się nie chce tu dobrze wkomponować. Producent daje tylko trzy miesiące na zużycie i niemożliwym jest go w tym czasie zdenkować, ale pod koniec i tak nie nadaje się do użycia, bo dosłownie znika w oczach. Woda, mimo zakręconego słoika, ucieka (nie mam pojęcia, którędy), a na koniec zostaje w słoiku odchudzony o połowę żel, który ciągnie się, jest gęsty i całkiem do bani. Żel kosztuje kilka złotych (może sześć?), więc można go wypróbować. Jeśli nie przeszkadza Wam efekt kurzego białka, powinien się sprawdzić.

PS Czy Wy też byłyście rozczarowane, gdy dowiedziałyście się, że świetlik w kosmetykach nie jest zmielonym owadem, tylko jakimś żenującym białym, polnym kwiatkiem? 



Dr Irena Eris – Body Art – Intensywnie ujędrniający balsam do pielęgnacji biustu C+ 


Okej, porozmawiajmy chwilę o moim biuście. Nie jest on na pewno ogromny – przez sporą część życia byłam wręcz przekonana, że jest niewielki. Kiedy z różnych powodów kilka lat temu zamieniłam się w szczęśliwie zakochanego, wyfruniętego z rodzinnego gniazda pulpeta (no to już macie te „różne powody”), przez chwilę cycki miałam całkiem całkiem, ale porównując je choćby do dorodnego, pięknego biustu mamy, nie było o czym gadać. Przez lata żyłam więc w przeświadczeniu, że małe jest piękne, a miseczka B oznacza B like Beautiful. Do czasu, gdy odchudzona już wersja mnie poszła z moją przyjaciółką na wizytę do brafiterki. Dwie godziny później wyszłam z salonu z pięknym, drogim kompletem, który składał się z medium-majtek i biustonosza w rozmiarze E (a może nawet F?). Świat zmienił się na zawsze, chociaż miałam gdzieś z tyłu głowy, że teoria rozmiarowa brafiterów jest – delikatnie mówiąc – grubymi nićmi szyta... 
A gdy dwa lata później przyszło do zakupu balsamu ujędrniającego biust, byłam w prawdziwej kropce. Balsam Dr Ireny Eris ma jak wół napisane, że przeznaczony jest do tych pełniejszych biustów. Kiedy myślę o pełniejszych, widzę raczej rozmiarówkę bliską grejpfrutowi czy pomelo, niż klasycznej pomarańczy... No ale przecież ja mam co najmniej E, powiedziała mi to SPECJALISTKA! No to kupiłam tego „ceplusa”. I nie zrobił nic. I do dziś nie wiem, czy to dlatego, że jednak pomarańcza bliższa jest mandarynce niż grejpfrutowi, czy po prostu ten balsam nie działa...



Dairy Fun – Bath Gel o zapachu truskawki

Seria Dairy Fun to wynalazek Delii, która nie jest może całkiem beznadziejną firmą, ale ciągle z jej produktami coś jest nie tak. Tutaj na pewno warto pochwalić fajną, młodzieżową szatę graficzną, która przyciąga wzrok i zachęciła mnie do kupna. W linii kosmetyków z krową w logotypie są naprawdę udane wynalazki – ja znam pięknie pachnące kule do kąpieli, które moja mama uwielbia, nie pogardziłabym też kąpielowymi pudrami w świetnych dzbankach. Kiedyś na pewno przetestuję masło do ciała z kolekcji Dairy Fun, ale do truskawkowego żelu nie wrócę. 
Zaczęło się obiecująco – żel pachniał prawie-niechemiczną-truskawką i już myślałam, że znalazłam w końcu długo poszukiwaną kąpielową truskawkę idealną. Chciałam Wam nawet o tym opowiedzieć i z wypiekami na twarzy zasiadłam do pisania (no dobra, zawsze siadam do pisania z wypiekami na twarzy – vide cera naczynkowa), ale pomyślałam potem: poczekam jeszcze trochę, zobaczymy, czy do końca 400-mililitrowej butli będzie tak fajnie. Jak zwykle koncepcja testowania czegoś aż do ujrzenia dna sprawdziła się – po kilku tygodniach od pierwszego otwarcia zapach żelu zmienił się nie do poznania. Z dnia na dzień truskawka zamieniła się w intensywnie eksploatowaną ścierę do podłogi. Smuteczek.

Może wersje kokosowa albo czekoladowa nie robią takich numerów? Jeśli miałyście którąś z nich, koniecznie dajcie znać, bo żel ma bardzo miłą, jedwabistą konsystencję i być może obecna w składzie prowitamina B5 trochę pielęgnuje skórę (na pewno jej nie wysusza). Pamiętam, że to był jeden z niewielu kosmetyków myjących, które zrobiły na mnie tak dobre pielęgnacyjne wrażenie.

To tyle w dzisiejszym odcinku. Miłej reszty weekendu!

47 komentarzy:

  1. Żel z Flosleku będę sobie niedługo testować, więc się przekonam
    Z dairy fun miałam o zapachu truskawki balsam. Był okropny w zapachu i szalu z nawilżaniem nie było

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czyli jednak cała linia truskawkowa jest skiepszczona... no to na pewno powrotów nie będzie.

      Usuń
  2. Ja lubię te żele Flos leku, u mnie akurat dają efekt chłodzenia, i likwidują opuchnięcia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Do biustu nie działa nic :)... mam co smarować i smarowalam wszystkim. Najlepszy i tak jest zwykły olejek z awokado. W ramach dygresji o cud specyfikach:
    Kolezanka do instruktora fitnessu:
    - czy uważa pan, że plastry na odchudzanie działają?
    - pod warunkiem że zaklei pani sobie paszcze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja mam jeszcze w zbiorach Tołpę szeroko chwaloną, ale też jakoś nie wierzę, żeby miała w magiczny sposób podnieść biust chociaż o kilka mm... olejku z awokado nie próbowałam, hmm hmm hmm, i co on robi?

      a z plastrami na odchudzanie to najprawdziwsza prawda :D

      Usuń
    2. Powierzchniowo jak najbardziej tak, ale nie wierzmy we wszystko, czym karmi nas dana firma na etykiecie.
      Mnie najbardziej podoba się balsam z P&R a teraz mam serum lifingujące z Tołpy i tez nie jest złe, w zasadzie utrzymuje to, co pokazał P&R. Skóra jest milusia :) ale ja mam cyc bezdzieciowy jeszcze, za to miska K.

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. W widełkach było: PS Czy Wy też byłyście rozczarowane, gdy dowiedziałyście się, że świetlik w kosmetykach nie jest zmielonym owadem, tylko jakimś żenującym białym, polnym kwiatkiem?

      Usuń
    2. hehe, no eM, proszę Cię, naprawdę byłam zdruzgotana tę parę lat temu, jak się okazało, że to kwiatek!

      Usuń
    3. Ja edukowana za młodu na spacerach górskich z rodziną świetlika zbierałam na herbatki! I dziurawca! ;)

      Usuń
    4. a to dziurawiec to nie jest jakiś frajer z podartą koszulą? :P

      Usuń
    5. Gadaj tu z mieszczuchem ;P

      Usuń
    6. no, mieszczuch okropny ze mnie. jak kiedyś pojechałam na wieś i gospodarz pozwolił mi potrzymać małą, słodką kaczuszkę, mało nie zwariowałam ze szczęścia!

      Usuń
    7. :D Ja mam zdjęcia z dziecięctwa, jak trzymam kurę na rękach :D Mój Dziadek swego czasu hodował jeszcze króliki, wiesz, jaki mały jest świeżo urodzony królik? I jakie ma tuterko milusie? :D

      Usuń
    8. ma od razu futerko? mój mózg właśnie wybuchł :>

      Usuń
    9. Hmmm, świeżo to dla mnie było tygodniowe maleństwo, wcześniej się nie dotykało, Babcia zabraniała chodzić do klatek ;)

      Usuń
    10. tygodniowy królik. odlot jakiś <3 kurde, a może to nie chodzi o wieś, tylko o miłość do słodkich, niewielkich, bezbronnych zwierzątek? :)

      Usuń
    11. haha, bardzo prawdopodobne ;) Wiesz, jaki boski był mały Kebsik? ♥

      Usuń
  5. Od małego wiedziałam, że świetlik w kosmetykach to nie zmielony owad :D ale to ze względu na pewne obyczaje w mojej rodzinie :)
    Mój romans z kosmetykami DM-u był bardzo burzliwy. Do tej pory zalega u mnie pewne pudło i sama siebie się pytałam -po co Ci to było? Owczy pęd, ni mniej ni więcej :))) Ponownego razu nie będzie, ale gdybym mieszkała w DE lub gdzieś przy granicy, to dlaczego nie? Natomiast ściągać za wszelką cenę już niczego nie zamierzam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja się dowiedziałam dawno temu o świetliku, ale byłam już pełnoletnia i myślałam, że wiem więcej o świecie :P

      z DM-owymi kosmetykami się zgadzam, nie ma co ich przekreślać, powiem więcej: moim zdaniem warto je kupować nawet po doliczeniu marży polskich sprzedawców, ale w sumie znam tyle łatwo dostępnych i pięknie pachnących specyfików do kąpieli, że nie ma sensu specjalnie się o nie starać. No ale jak dostanę kolejnego maila np. od kokardi z informacją, że była świeża dostawa i że oferują darmową dostawę, rozważę kolejne kolorowe butelki :)

      Usuń
    2. Myślę, że jest tyle różnych rzeczy o których nie wiemy lub się nie dowiemy, że takie drobiazgi schodzą na plan dalszy ;) Za to bywa zabawne czasami jak człowiek zastanawia się na pewnymi rzeczami i co z tego wynika :D

      Dla mnie w obecnej chwili ściąganie kosmetyków z DM-u mija się z celem, więcej zapłacę za przesyłkę ale gdybym była w PL, to w moim rodzinnym mieście jest parę sklepów z kosmetykami z Niemiec :) No i mam Przyjaciółkę w DE, która także dba o moje zaopatrzenie :) ale na razie mówię pas. Lubię poznawać lokalny rynek :) Może nie jest idealny, ale połowa blogosfery dostaje orgazmu na widok niektórych marek :D

      Usuń
    3. Haha, z orgazmem masz rację – dlatego właśnie jesteś miłościwie nam panującą brytyjską pielęgnacyjną królową! ;)

      Usuń
    4. Jesteś niemożliwa :D

      Usuń
  6. malinki! mniam mniam mniam :) na prawdę myślałaś że w tym żelu był zmielony świetlik? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no wiele lat temu tak myślałam :D nigdy nie miałam do czynienia z kosmetykami czy kroplami ze świetlikiem i zachodziłam w głowę, co takiego jest w tych robakach, że się sprawdzają w kosmetycznych recepturach...

      Usuń
  7. Żeli z Flosleku używałam kiedyś, kiedyś. Gdy młoda byłam, wiesz ledwie 20+.
    Wtedy były ok. Najbardziej lubiłam wersję z białą herbatą. Trzymałam pudełeczko w lodówce.
    Efekt chłodzenia murowany :)
    Od czterech lat moja skóra ma zdecydowanie inne potrzeby. Funduję jej coś bardziej konkretnego.
    I, na szczęście, znalazłam krem, który funduje to wszystko, czego chcę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no tak, z pudełkiem w lodówce może być inaczej... ja zupełnie nie wiem, czemu mnie nie chłodzi, tylko rozgrzewa. nie żeby to był jakiś minus, ale to dziwne :)

      Usuń
  8. Lubię żele pod prysznic z Balei - takie przyjemnie pachnące umilacze :-)
    Mam żel świetlikowy z flosleku, ale w tubce. Używam go w ciągu dnia, gdy w pracy siedzę komputerem. U mnie bardzo przyjemnie chłodzi i koi powieki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak napisałam wyżej, nie mam pojęcia, czemu mnie rozgrzewa, niezbadane są wyroki powiek.

      Usuń
  9. Malinowe mydełko:)) Uwielbiam maliny:))) Szkoda, ze Balea nie jest dostępna w Polsce:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jest łatwo dostępna przez internet – wiele sklepów online oferuje ich produkty i mimo marży wciąż wychodzą tanio, więc jeśli masz ochotę, ruszaj na zakupy :D

      Usuń
  10. Żałuję, że nie miałam tego produktu Balea :(

    OdpowiedzUsuń
  11. mam nadzieję, że będzie mi kiedyś dane wypróbować i choć powąchać jakiegoś Baleowego zapaszka :D hihi
    żel ze świetlikiem moja mama uzywała niedawno na mocno podrażnione powieki.. bardzo jej pomógł! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a może ktoś już wpadł w Irlandii na to, żeby sprzedawać te produkty online? choćby jakiś Polak :D

      Usuń
  12. Miałam tylko żel z FlosLeku ale nie mogę się o nim wypowiedzieć bo stosowałam go strasznie nie rugularnie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Bossse jesteś zboczona - zmielonym owadem się chcesz traktować hyhya i świecić w nocy :PP
    Swoją drogą kremy pod oczy z Flosleku potężnie mnie uczulają, więc może faktycznie owad byłby lepszym rozwiazaniem - Agata - na prezydenta!!:)
    Z Dariy Fun miałam zdaje się jakąś wanilę która jako żywo również waliłą ścierą do podłogi także :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no owad mógłby mieć dużo dobrych właściwości – delikatny pyłek ze skrzydeł wygładzałby zmarszczki pod oczami, szeroko pojęte flaki działałyby jak najlepszy eliksir...

      Usuń
  14. Osobników wymienionych nie używałam ale Twoje opisy są mistrzowskie:) porcja śmiechu z rana:) danke szyn:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo dziękuję :D i polecam się na przyszłość, chociaż uprzedzam, nie zawsze jest u mnie tak wesoło

      Usuń
  15. Kosmetyki Dairy fun przyciągają wzrok i wyróżniają się na drogeryjnych półkach. Posiadam zestaw ich kul do kąpieli, ale moje zadowolenie kończy się na opakowaniu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ojej, a co Ci się nie podoba w tych kulach? sama się z nimi nie kąpałam, znam tylko zachwyty mamy

      Usuń
    2. W kontakcie z wodą są mega oleiste. Miałam wrażenie, że kąpię się w tłuszczu... W dodatku śmierdziały, naprawdę:/ Nie wiem, może trafiłam na jakieś felerne opakowanie?

      Usuń
    3. hmmm, a tak ładnie pudrowo wyglądają.

      Usuń
  16. Uświadomiłaś mnie właśnie, że karnawał się kończy :D Ale za to pamiętam, kiedy jest Tłusty Czwartek. :D
    Byłam rozczarowana, gdy dowiedziałam się prawdy o tym świetliku - eh, miałam nadzieję, że to owad, a nie kwiatek. :(
    Dairy Fun jest od Delii? Zdziwiłaś mnie tym. :) Człowiek ciągle się uczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no widzisz, piona za świetlika!
      też się zdziwiłam, że Dairy Fun to Delii sprawka, to takie do nich wizualnie niepodobne...

      Usuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger