24.02.2014

Lawendowa Farma – Mix Masełko Shea migdałowe [recenzja]

Właścicielka Lawendowej Farmy to bardzo miła, ciepła osoba. Lubimy miłe, ciepłe osoby, prawda? Ja tak i dlatego latem z przyjemnością zrobiłam zakupy u pani Ewy. To był czas, kiedy zachwyciłam się działaniem masła shea i wydawało mi się, że jest ono lekiem na całe zasuszone zło. Potem okazało się, że owszem, moja skóra bardzo lubi ten składnik, ale woli go w drogeryjnych kompozycjach niż prosto z wiejskiego podwórka. Nawet tak uroczego jak Lawendowa Farma. W każdym razie bezpośredniego maślanego dobrodziejstwa nie docenia. A może to ja go nie doceniam? Opowiem Wam więc o tym tutaj kosmetycznym masmiksie, ale wiedzcie, że nie dla mnie on. Co nie znaczy, że nie dla Was.


Skład prosty i sympatyczny: rafinowane masło shea zmiksowane na krem z olejem ze słodkich migdałów, a do tego witamina E (zapobiega jełczeniu) i wosk pszczeli, który ma stabilizować masę w trakcie wysyłki. Nic więcej. Mimo że zgodnie z zapewnieniem autorki receptury obecnie dostępne masełka nie zawierają olejków eterycznych (a więc nie powinny uczulać), moje masełko pachnie lekko cytrusowo. Ani trochę nie czuć orzechowego shea, a tym bardziej marcepanu. Sorry, łakomczuchy. Cytrus jest ledwo wyczuwalny. Odszukałam stare zamówienie i stoi tam jak byk (a może wół?): „Migdałowe z grapefruitem”, więc u mnie olejek eteryczny musi być, ale na stronie nie ma już opcji zamówienia takiej pachnącej wersji. Myślę jednak, że jeśli napiszecie do pani Ewy, może Wam ukręcić Mix Masełko z dodatkiem pachnącego olejku.

Konsystencja świeżego produktu przypomina dobrze ubitą śmietanę lub białko, niestety na moim zdjęciu tego nie widać – tu jest już ugniecione i otwarte od kilku tygodni. Efekt na świeżo możecie zobaczyć tutaj: KLIK. W każdym razie konsystencja jest niesamowita! Masełko jest puszyste i niezwykle delikatne. Najlepiej smarować się nim zaraz po kąpieli, co zresztą Lawendowa Farma zaleca – w innym przypadku może się nieco tępo rozprowadzać.


Posiadaczki suchej skóry i wielbicielki naturalnej pielęgnacji mogą być zachwycone. Mazidło niezawierające ani odrobiny chemii, w dodatku bajkowo aksamitne. Ideał? Tak, ale tylko jeśli lubicie tłuste formuły. Skład mówi sam za siebie: to tłuszcz polany tłuszczem i tłuszczem zaprawiony, więc nie należy się spodziewać, że po wsmarowaniu Mix Masełka skóra będzie gładka, elastyczna i... już. Jest gładka, elastyczna i tłusta. No ale przecież smarujecie się masłem.

Masełko nadaje się również do twarzy, choć ja akurat tam go nie nakładałam, bo nie potrzebuję takiego natłuszczenia. Poza tym latem poczyniłam za dużo eksperymentów i potem gorzko tego żałowałam, zatem odpuściłam temat smarowania twarzy masmiksem. Na co dzień i tak mogłabym wytapiać smalec z mojej strefy T, więc ju noł.

Co jeszcze powinnyście wiedzieć... Data ważności jest krótka – tylko dwa miesiące od momentu produkcji, dlatego to jeden z tych kosmetyków, których nie polecam wrzucać do worka z etykietą „na kiedyś tam”. Moim zdaniem można go używać spokojnie przez trzy miesiące – po ośmiu przepisowych tygodniach nic się z nim nie działo, właściwości bez zmian, tylko konsystencja zrobiła się bardziej zbita i sucha. Mix należy przechowywać w chłodnym miejscu i... to tyle. Jeśli przerażają Was takie słowa, jak: konserwant, paraben, parafina, to powinno być coś dla Was! 

Dla mnie to była miła przygoda, ale zdecydowanie wolę, jak na słoiku widnieje znaczek: „dobre przez 6/9/12 miesięcy po otwarciu”. I wolę nie być tłusta (w każdym sensie). Ale to tylko ja. 


Pojemność: 75 lub 150 ml
Cena: 12 zł za 75 ml, 21,50 zł za 150 ml
Ocena: dobra!
Dostępność: tylko na stronie Lawendowej Farmy: KLIK

24 komentarze:

  1. Piona, bejb! Ja shea lubię z Organique, reszta za tłusta i jakoś nie po drodze...Trudno, trza się trzeć chemią i silikonami hahahaha :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja ubolewam nad tym, że Organique robi w moich ulubionych zapachach tylko te tłuste shea-bloki :( z tego powodu musiałam odpuścić edycję pierniczkową i nie mam balsamu afrykańskiego :/

      Usuń
  2. Zliczyłam spotkanie z Lawendową Farmą, było przyjemnie aczkolwiek bez szału ;) Na pewno lepiej niż z TULI, szczególnie w przypadku mydeł.
    Masła shea nie lubię, nie potrafię się do niczego przekonać i choć mam teraz małą ilość z Organique, to tylko dla dodatku zapachowego. Nic poza tym. Trzeba lubić takie tłuściochy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie, napisałam już egri.hempe wyżej – ubolewam, że Organique nie zrobił lżejszych kremów w tych pięknych zapachach, w których można spotkać tłuste shea-bloki. Mam próbkę afrykańskiego i też się głównie nim sztacham :)

      Usuń
  3. Lubię produkty z masłem Shea, być może kiedyś się na takie masełko skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Co za dużo, to też nie dobrze. Miałam balsam z Organique 50% czystego masła shea i był tłusty okropnie, a najgorsze było to, że ciągle miałam wrażenie, że pod tą tłustą warstwą skóra nadal jest sucha (bo nawilżona i natłuszczona to nie to samo, prawda?).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. założenie jest takie, że tłustą warstwą chroni się skórę przed odwodnieniem, ale mi też przy tłustych kremach brakuje tego uczucia ukojenia... właśnie dlatego wybieram nietłuste, chemiczne wynalazki. Np. taki niepozorny krem jak Isana kakaowa potrafi czynić cuda, mimo że nie jest w ogóle tłusty

      Usuń
  5. U mnie shea zupełnie się nie sprawdza.
    Zbyt, gęste, treściwe, tłuste.
    Miałam egzemplarz z Organique i wykorzystałam do stóp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja to się nawet boję takie tłuściochy do stóp stosować, bo wchłaniają się wieki całe, a zdarza się jeszcze, że mnie syn w środku nocy obudzi i lecę półprzytomna do niego, oczywiście z gołymi stopami :D

      Usuń
  6. Ja zakupiłam naturalne masło shea, i fajnie sprawdza się pod oczami, i na skórze - ale na twarz odpada :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pod oczami nie próbowałam, na noc to nawet miałoby sens.

      Usuń
    2. Wprawdzie nie rozjaśnia cieni (marzenie ściętej głowy), ale ładnie nawilża skórę :) Pod makijaż też się nadaje, ale nakładane w małej ilości ;)

      Usuń
  7. Ale a propos Lawendowej:) Kiedyś robilam tam często zakupy mydeł. I mydło węglowe (takie czarne) to genialny wynalazek. Nie dość, że świetnie oczyszcza, to jeszcze zlikwidowało mi krostki. Muszę znowu zamówić:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam ten węgiel, ale zapomniałam o nim i przeleżał od lata na dnie szafki, wczoraj go dopiero odkopałam i jeszcze trochę poleży, bo teraz jestem trendy i używam węglowego mydła z Lusha

      Usuń
  8. Właśnie Ci miałam pisać, żebyś pod oczy spróbowała :)
    Lubię masło shea solo i jako jeden ze składników, do pielęgnacji skórek też miodnie się sprawdza :) Dodawałam go do tych moich balsamów w kostce, do peelingów go dorzucam - fajny, wielofunkcjonalny produkt :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój balsam to zupełnie inna historia – super się rozprowadzał na sucho przede wszystkim, no i przy tej bardziej zwartej części nakładał się cieńszą warstwą i tłustość była okej, chociaż na dzień też bym go nie zapodała :) PS pamiętam o Twojej propozycji peelingowej <3

      Usuń
  9. Nie znam nic z Lawendowej krainy, ale też wolę nie być tłusta za bardzo :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to przegrzeb zapasy, masz tam gdzieś mydło w kostce z Lawendowej Farmy :))) Słoneczny Pocałunek, o ile dobrze pamiętam?

      Usuń
  10. mi masło shea podpadło, bo zamiast nawilżać dłonie, wysuszało je...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. simply, u mnie podobnie było ze słynnym kremem L'Occitane (20% shea)

      Usuń
  11. Twój opis brzmi naprawdę bardzo kusząco, tyle dobrodziejstwa! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. oooo losie, jaka ja jestem nie na czasie, jeszcze nie odkryłam tych dobroci, uciekam zamawiać, zamawiać, kupować :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam masło kakaowe z Fitomedu - uwielbiam nakładać co kilka dni na twarz i na stopy :) Te z LF też kuszą :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger