24.03.2014

Bandi – Young Care – Oczyszczająca Maska Drożdżowa [recenzja]

Jeśli chodzi o maseczki do twarzy, to... o matko, jaka jestem leniwa! Weźmy na przykład glinkę Ghassoul z Organique. No naprawdę, daje doskonałe rezultaty, ale tak rzadko bywa na mojej twarzy, że na pewno jest jej przykro. A to dlatego, że nie cierpię zmywania. Niechętnie zmywam zarówno gary, jak i siebie. Stąd moja spontaniczna miłość do maseczek peel-off, które mimo że nie chcą się tak łatwo zdjąć, jakbym się tego po nich spodziewała, to jednak dają dużą frajdę i zwyczajnie są milsze w obsłudze. Ta dzisiejsza nie jest peel-off, więc na dzień dobry trudniej się do niej zabrać. 

Jeśli chodzi o Bandi, zdania nie zmieniłam. Wielbię estetykę ich opakowań – ten elegancki, nowoczesny minimalizm wzrusza mnie dogłębnie i sprawia, że mam ochotę używać ich kosmetyków tylko po to, żeby mieć powód do trzymania w szafce czegoś tak estetycznego. Niestety, do tej pory  jeszcze żaden kosmetyk firmy nie wywołał mojej euforii z okazji swojego działania, a część wypadła wręcz słabo. Pielęgnacyjny, ładnie pachnący świat uwięziony w airlessach? Bomba, tylko zdaje się, że z powierzchownych zachwytów powoli wyrastam. A co tam, panie, w buteleczce?


Oczyszczająca Maska Drożdżowa należy do linii Young Care, stworzonej z myślą o cerze młodych, która stereotypowo jest błyszcząca, bo tłusta lub w najlepszym wypadku mieszana, a do tego pryszczata, skłonna do zapychania i koniecznie z rozszerzonymi porami. Jakby nie patrzeć, tak wygląda moja cera – wariant optymistyczny, czyli mieszaniec, staje się czasem praktycznie niemożliwy do wypielęgnowania. Nie wiem, dlaczego wylosowała mi się cera ze wszystkimi możliwymi problemami (nie dość, że taka, jak powyżej, to jeszcze wrażliwa i naczynkowa), skoro trafił mi się także krasnoludzi wzrost (158 cm) i parę innych przywar, o których nie będę wspominać, bo jeśli nie wspomnę, to może nie zauważycie.

Maska – tu bez zaskoczenia – mieści się w półprzezroczystym, higienicznym airlessie z matowego plastiku, możemy obserwować, jak nam drożdże sukcesywnie spierniczają z butelki. Pompka się nie zacina, ale po pewnym czasie napisy trochę się ścierają, co nieco zachwiało moim zmysłem estetyki. Peszek. 


Drożdżowa maseczka Bandi ma bardzo dobrą konsystencję – nie leje się, nie jest ni glutem, ni twardą pastą. Przyjemnie rozprowadza się po twarzy, choć oczywiście capi drożdżami. Mnie ten zapach nie przeszkadzał, ale jeśli go nie lubicie, nie polecam zapoznawać się z tym wyrobem. Niestety fakt, że nie należy do rodziny peel-offów, sprawia, że będziecie mieć trochę roboty ze zmywaniem, bo część się wchłania, a część leży taka rozmazana na twarzy i wiecie, jak jest: samo się nie zmyje.

Krótki skład wydawałby się wielką zaletą, gdyby nie pewien walący po gałach drobiazg. O tak, to ona, nasza kochana parafina – jak to zwykle z nią bywa – na zaszczytnym drugim miejscu w składzie (M., możesz nie czytać dalej). W erze przedblogowej oczywiście nie interesowało mnie, co jest w składach kosmetyków. Nie znałam się na tym, ważne było, czy ładnie pachnie i czy przy okazji działa. Teraz jestem jakaś przeostrożna i wcale mi to wiosny nie czyni. Szczęśliwi ci, co składów nie czytają. Zaciekawił mnie też wpis Parfum/Fragrance, dość osobliwe, zważając na fakt, że maska naprawdę pachnie po prostu drożdżami. Nie: drożdżami z fiołkiem i nie: czymś innym niż drożdże. Musiał to więc być drożdżowy aromat – co najmniej dziwaczne, nie?

Co do działania, to jestem nieco rozczarowana, a przy okazji i radosna. Już tłumaczę. Oczyszczająca Maska Drożdżowa miała przede wszystkim eliminować wągry (tak wynika przecież z angielskiego tłumaczenia nazwy – jest na pudełku), a tak się nieszczęśliwie składa, że wągrów u mnie pod dostatkiem (o nie, przyznałam się). Maska nie pozbywa się ich i to mnie boli, ma na szczęście parę innych zalet. Maseczka jest bardzo, bardzo łagodna, a po jej użyciu cera jest wyraźnie rozjaśniona i przyjemnie gładka w dotyku. Parafino, czy to ty? Bałam się, że po tej masce zaskoczy mnie wysyp pryszczy, bo ta tłusta dziwka zdecydowanie potrafi siać ferment na twarzy. W trakcie używania maski nic strasznego się jednak nie stało, wyskoczyło sobie coś pojedynczego raz na jakiś czas, co możemy zwalić na parafinę lub nie, ale nawet jeśli, przewinienie nie jest zbyt wielkie. W każdym razie warto rozważyć ten aspekt przed zakupem, no i należy uczciwie przyznać, że umieszczanie zapychaczy w maskach oczyszczających to naprawdę kiepski pomysł. Parafinę akceptuję i czasem nawet lubię (np. w kremach do rąk), ale na twarz staram się jej nie ładować, dlatego nie wrócę do tej maseczki, mimo że jest całkiem sympatyczna.

Pojemność: 75 ml
Cena: 25 zł
Ocena: 3+/6

30 komentarzy:

  1. Miałam kiedyś próbkę tej maski - w sam raz na raz, ale otworzyłam i zabił mnie zapach drożdży :/ No nie znoszę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie znam oferty Bandi. Ciekawa jestem zapachu tej maseczki, jestem dziwna bo zapach drożdży mi nie przeszkadza. Swego czasu drożdże piłam z wielkim smakiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. picie drożdży to hardkor. Lil, jesteś moim hirołsem.

      Usuń
  3. Ej, no co Ty! Ja kocham się maseczkować. Ostatnio moim wielkim ulubieńcem jest http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=26546 i coraz bardziej przekonuję się do http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=61652 (znajdziesz w Rossmannie). Myślę, że to błocko mogłoby Ci się spodobać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja uwielbiam efekty, jakie dają maseczki, ale zmywanie tych papek mnie osłabia! tę maseczkę YR mam w zapasach, niedługo się za nią wezmę, a tej drugiej w Rossmannie nigdy nawet nie widziałam. A błoto nie zabije mojej naczynkowej, wrażliwej cery? im starsza, tym bardziej nieznośna!

      Usuń
    2. Moim zdaniem nie powinno, jest do skóry atopowej (między innymi)! Może jakaś odsypeczka? ;)

      Usuń
    3. oj nieee, lepiej nie odsypuj, bo ja już i tak zasypana kosmetykami :D

      Usuń
  4. Dostałam to cudo od Ani z Bazarku Kosmetycznego, ale przyznam ze skruchą, że jeszcze nie miałam okazji jej wypróbować. Parafina i zapach drożdży mi nie straszne, a wygładzenie zawsze mile widziane, Szkoda tylko, że wągry się nie wyniosły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może jakby ją i tylko ją stosować te 3 razy w tygodniu... może wtedy by sobie poszły?

      Usuń
  5. Łeee, jak nie działa na wągry, to mnie nie interesuje :c sądzę, że nie masz ich w takiej ilości jak ja (wągrów, ofc) :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, wągrów mam teraz więcej niż kiedykolwiek w życiu. W ostatnich miesiącach używałam podkładów codziennie, co kiedyś mi się nie zdarzało, a przy okazji zrezygnowałam z peelingów mechanicznych. no i mam. wągry są już nawet na czole :/

      Usuń
  6. Mnie trochę łaskawiej potraktowali z cerą, ale wzrost ten sam ;) Co do centymetra, więc łączę się w bólu.
    I też nie lubię zmywać, wykorzystując w tym celu swojego przyszłego ( i dlatego mam takie ładne dłonie :P)

    Co do maseczki to nie dla mnie, właśnie ze względu na parafinę. Unikam jak mogę, a jak nie mogę, to nie używam :D Co do firmy- do bliższego poznania zniechęcił mnie krem z kwasami, po którym cały czas nie mogę pozbyć się przebarwień ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ojej, nie podejrzewałam Cię o 158 :) myślałam, żeś duża, jak wszystkie mi znane z mojej perspektywy ;)

      Usuń
  7. ja mam 161 cm wzrostu, więc też jestem raczej niższa niż wyższa, ale mi to akurat nie przeszkadza. i też mam cerę naczynkową, a do tego tłustą i prawie od zawsze walczę z sebum...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwetto podejrzewałam o słuszniejszy wzrost, ale Twoje 161 mnie nie dziwią :)
      cery współczuję, naprawdę trudno takie coś ogarnąć!

      Usuń
    2. no właśnie, trudno. na czym się skupić? na naczynkach czy na sebum i pryszczach? zwykle kosmetyki dla cer tłustych są zbyt inwazyjne dla naczynek. i bądź tu mądry... ;)

      Usuń
  8. "Niechętnie zmywam zarówno gary, jak i siebie" ---> pozwolisz, że wydziergam sobie tattoo z tym, również dla mnie życiowym mottem hehehehauhauha
    czytałam już wczoraj w pracy i zaplułam monitor SIOSTRO :D
    parafina źle u mnie działa (na buzi i kończynach) na ciele krzywdy nie robi ale nie lubię..
    Bandita nie znam...drożdże fuu:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :> no taka prawda najprawdziwsza, Moja Droga. potrzeba duszy, by się przypadkiem nie narobić, jest silniejsza ode mnie. ale walczę! gary zmywa zmywarka, te większe lub niezmywarkowe – Piotr, no i mi zostają te głupie maseczki :D.

      Usuń
  9. Kosmetyki Bandi kojarzę głównie z blogosfery. Kiedyś, kiedyś miałam krem do rąk i stóp.
    Były przeciętne, zero zachwytu. Maseczki oczyszczające swojej skórze funduję często.
    Ale ulubionej, wartej polecenia, jeszcze nie mam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się coraz bardziej zastanawiam nad wypróbowaniem metody OCM, może oleje lepiej dadzą radę niż maseczki oczyszczające?

      Usuń
    2. aha. i masz rację – krem do rąk Bandi jest przeciętny, bardzo mnie to smuci, bo kocham jego zapach!

      Usuń
  10. Jakoś nigdy nie kusiły mnie produkty tej marki, a teraz to już na pewno po nie sięgnę;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zjadłam jedno nie - "... po nie nie sięgnę" powinno być;P

      Usuń
    2. mogę polecić na razie tylko Krem Intensywnie Nawilżający, reszta wypróbowanych przeze mnie produktów jest przeciętna

      Usuń
  11. Nie znam niestety kosmetyków Bandi ale widzę że ten raczej by mi do gustu nie przypadł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może warto wypróbować maski drożdżowe innych firm?

      Usuń
  12. U mnie ostatnio leżakuje zielona glinka Organique - rzadko nakładam, bo koszmarnie nie chce mi się jej rozrabiać ;P Też jestem leniem na to wychodzi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ano właśnie, glinki nie tylko trzeba zmywać – najpierw trzeba je przyrządzić! ale z algowymi maskami peel-off, którymi się zachwycam, też jest ten problem, a jednak jakoś łatwiej mi z nimi idzie przez to ściąganie całych płatów :)

      Usuń
  13. Przymierzam się do domowej maski z drożdżami, tylko też nie lubię i nie chce mi się paćkać tym by później 3 dni domywać (tak mam ze spiruliną z jednej strony ją uwielbiam, ale nienawidzę tego zmywania, brudzenia i smrodu). Znów niestety zaczyna się coś dziać z moją skórą, więc pewnie wypróbuję.

    OdpowiedzUsuń
  14. Dobrze, że do zmywania garów jest maszyna :D bo też mam uraz do maseczek z którymi muszę się babrać. Nie lubię i już same algi z Organique są dla mnie torturą, lecz działanie jak ta lala :D
    Do Bandi mam chłodny stosunek, lubiłam kiedyś. Potem mi przeszło a z czasem zapomniałam o tej firmie i nie sądzę abym coś jeszcze kiedyś kupiła.
    3+ to i tak sporo, zwłaszcza plus :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger