07.03.2014

Drogie Panie, dziś konkurs uPupiony!

Mam dla Was niezwykłej urody pupę. A raczej Pupę. Czerwoną, różaną, bardzo ą i ę. No po prostu piękną! Przyfrunęła z dalekiej Truskawki, zakupiona osobiście przez właścicielkę tego bloga z myślą o Was, moich drogich Czytelniczkach. Różyczki, na Dzień Kobiet, na wiosnę i na każdy inny dzień, jeśli tylko macie ochotę.


Chętnie bym pomacała, zeswatchowała i może nawet trochę poużywała, ale nie zrobię Wam tego. Chociaż przyznacie chyba, że kwiatki same się proszą o to, by je pomiziać? Ten zestaw do makijażu jest niezwykle elegancki, a samo pudełko wykonane z bardzo porządnej odlewki. Zakochałam się, ale oddam. Tylko w dobre ręce!


Jak wyobrażam sobie „dobre ręce”? Już tłumaczę. To takie, które od czasu do czasu zadają sobie trud, żeby wklepać adres mojego bloga lub wybrać go spośród ulubionych zakładek. To te, które pragną przerobić kwiatki na makijaż, nawet jeśli nie są w tym biegłe. To ręce, które ochoczo wklepią w komentarzu odpowiedź na konkursowe pytanie:

Jaki kosmetyk wspominasz jako ten najbardziej do... pupy?

Tak, chodzi o bubla. Okropny niewypał. Wasze najgorsze kosmetyczne (kolorowe lub pielęgnacyjne) wspomnienie. Chętnie się dowiem, czego unikać, no i... dlaczego, zatem oprócz nazwy poproszę o krótkie uzasadnienie. Bubel roku, bubel sezonu, bubel życia. Co komu leży na wątrobie. 

Na zgłoszenia czekam do 21 marca 2014 do północy. Najlepsze ręce zostaną wyłonione w drodze losowania. Powodzenia!

22 komentarze:

  1. Największym niewypałem okazały się kosmetyki firmy Une, sięgnęłam po nie z niemałym zaciekawieniem, gdyż jest to firma koncernu Bourjois, którą szalenie lubię. Większość produktów Bourjois mogę kupować w ciemno, podkłady uwielbiam za lekkość, naturalność i jasne odcienie, lubię potrójne cienie, róże do policzków. Une szczyciła się inną filozofią, kosmetyków naturalnych, mineralnych, skusiłam się szybko na kilka produktów, cieni z różnym wykończeniem. Pierwsze testy, ot dziwna konsystencja, popracujemy z nią i zobaczymy. Z bazą, bez bazy, pędzlami rozcieranie, wklepywanie, palcami nakładanie, za żadne skarby świata pigment nie chciał się chwycić powieki. Najwyżej smętna smuga z prześwitami, jak plaster szynki u mnie, gdy jestem na diecie. Wszelakie sposoby przeniesienia kolorów, dodam że dość ciemnych kończyło się fiaskiem.
    Ponurą okazała się znajomość z siostrą bliźniaczką Bourjois, nauczka dla mnie, że mimo że siostry to inne są ich charaktery i temperamenty.
    Nie skuszę się już na nic więcej z tej firmy. Bubel tysiąclecia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kosmetyk, o którym opowiem to nie kolorówka a część pielęgnacji. Najgorszy produkt z jakim się kiedykolwiek spotkałam!! Mowa o kremie pod oczy Diora z linii Hydra Life. Miał cudownie nawilżać, koić i niwelować cienie pod oczami. Robił to wszystko, tylko że z moich granatowych cieni zrobiły się krwisto - czerwone i wyglądało to tak jak poparzenie wrzątkiem!!! Potworny ból towarzyszył mi od pierwszej minuty a potem trwało to w nieskończoność. Ból okropny, łzy płynęły ciurkiem a mąż był przerażony moim widokiem!! Musiałam wziąć potężną porcję wapna i zmyłam krem - na nic to mycie się zdało niestety. Krem ten tak mnie uczulił i sprawił, że zamiast spędzić przyjemny wieczór, miałam prawdziwe piekło i wyłam z dobre 2h, nim przestało mnie cokolwiek szczypać pod oczami i piec ale zaczerwienienie zostało :(( Skórę leczyłam przez kolejne 2dni, nim doszła do siebie. Także, Dior Hydra Life ODRADZAM!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja poza konkursem chciałam tylko napisać, że pędzelek essencce dokupiłam osobno za ok 7 zł i z tego co wiem dalej jest dostępny :)

    OdpowiedzUsuń
  4. nie będę zajmowała miejsca swoją opowieścią, bo mnie taka różyczka nie nęci choć różykomaniaczka jestem wielką :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Zestaw piękny, ale coś czuję, że bym go nie wykorzystała :D No i nie przychodzi mi do głowy żaden wielki bubel :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Rzeczywiście, prezentuje się bardzo cudnie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Największy bubel jaki w życiu używałam, to szampon z Avonu. Ba! Nawet parę różnych rodzai. Nie mam pojęcia co mnie do nich podkusiło. Nie dość, że włosy były szorstkie w dotyku, suche i wyglądały dosłownie jak siano, to jeszcze dostałam takiego uczulenia, że do dzisiaj mnie trzyma ( ponad cztery lata!). Nie mogę doprowadzić mojej skóry głowy do porządku. Po użyciu najzwyklejszego szamponu mam całą białą głowę i swędzi mnie niemiłosiernie. Zostały mi tylko delikatne szampony dla dzieci. Jedno jest pewne, nigdy więcej!

    OdpowiedzUsuń
  8. matko swienta, dziewczyno! Toż wiadomo, że wazelinę! :D:D:D:D

    OdpowiedzUsuń
  9. Największym bublem z którym się spotkałam był szampon ziołowy Schauma. Nawet teraz wystarczy, że go sobie przypomnę to krew mnie zalewa. Nabawiłam się przez niego potwornego łupieżu, z którym walczyłam przez rok. Bez wątpienia mogę nazwać ten szampon bublem życia :/

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie wiem czy mogę opisać to jako bubel-jako raczej bublowa porada:D Zastosowałam modny olejek do kąpieli ISANA na włosy, jak radziły włosomaniaczki zakochane w jego wygładzającym działaniu. Olejek mega śmierdzi rybą, tranem, kurzem i sama jeszcze nie wiem czym. Ale umyłam nim włosy, nawet się pienił ale tak skudłacił mi włosy, że prawie złamałam grzebień! Przysięgam, że plułam sobie w brodę że nie mam silikonowej odzywki ktora by jakoś pomogła w rozczesywaniu. Moje włosy wyglądały jak Afro! Wyrwałam ich połowę, wylałam morze łez a Isane wyrzuciłam! Opisałam tą traume też na swoim blogu w celach ostrzegawczych:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Po dłuższych przemyśleniach doszłam do wniosku, że największym bublem na który się natknęłam jest odżywka Eveline 8w1. Zachęcona pozytywnymi recenzjami skusiłam się, chociaż nigdy nie miałam szczególnych problemów z paznokciami (co najwyżej czasem się rozdwajały). Zaczęlam stosować raz, drugi, trzeci, dziesiąty. Na początku była poprawa owszem ale wraz z dalszym stosowaniem było coraz gorzej. Po ok 3 tygodniach odzywka wylądowała w koszu, a ja zostałam z wysuszoną i matową płytka na paznokciach. To jednak nic, odzywkę stosowałam również na paznokcie u stóp a te zaczęły schodzić! Tak w ciągu stosowania odzywki zeszły mi 3 paznokcie u stóp a reszta była w opłakanym stanie. Było lato a ja musiałam się "czaić" żeby nikt nie widział moich stóp... Zdecydowanie NIE POLECAM :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam ten sam problem z paznokciami u stóp. Martwi mnie to bardzo bo idzie lato...:(

      Usuń
  12. Cóż..Największy bubel w moim życiu to zestaw do prostowania włosów..Ale o tym mówiłam dużo w zeszłym roku i teraz nawet nie chcę o tym wspominać.
    Ale chcę powiedzieć o innym kosmetyku..Może nie jest to bubel wszechczasów, ale..
    Sławna paletka cieni Lovely ( ta imitująca Naked ). Napalili się wszyscy na nią przeokrutnie - ja też. Tak jak i inne dziewczyny - szukałam jej po Rossmanach. Nosz kurcze! Moje kolory! Taka tania! Już uruchamiałam kontakty by jak ktoś gdzieś zauważył - niech kupuje!
    Znalazłam ją sama..O żesz jak żałuję..
    Opakowanie koszmarnie plastikowo tandetne - wystarczył 1 upadek i już jest pęknięte. Cienie - to chyba za dużo powiedziane. Pigmentacja słabiutka - szczególnie u jasnych kolorów - po kilku godzinach znikają kompletnie z oka i wcale nie widać byśmy były umalowane. Nawet stosowanie bazy nie pomaga.
    Zapłaciłam za nią 13zł..mam ja bo mam..Próbuję coś z niej wymodzić, ale nie bardzo mi idzie.
    I nadal nie rozumiem tych ochów i achów na jej temat..Naprawdę nie warto..

    OdpowiedzUsuń
  13. Myślałam, myślałam i wymyśliłam, że właściwie to nie miałam w swojej kosmetycznej historii takiego 100% bubla: nic mi twarzy nie wypaliło, ani nie wypryszczyło, włosy mi nie wypadły od nieudanego szamponu i skóra z ciała mi nie zlazła od nieudanego balsamu. Jednak jeden bubel przychodzi mi do głowy, na który większość z nas wciąż się nabiera, a jest to serum/balsam/żel/krem/whatever do walki z cellulitem! Jak myślę ile firm kosmetycznych zbija kokosy na nas - głupich babkach wierzących, że wcierając w uda, brzuch i pośladki ich krem pozbędziemy się cellulitu - to normalnie skóra mi cierpnie. Nie żebym się z kogoś wyśmiewała - sama mam 1 serum i 2 balsamy w szufladzie oraz cellulit na udach i pośladkach. Czy kiedykolwiek jakiś z wcieranych mozolnie kosmetyków pomógł mi zlikwidować choć o 50% znienawidzonego wroga? Nie! To po co znowu to kupuję? No bo może się jednak uda tym razem...? Prawda jest brutalna: dieta + MŻ (mniej żreć) + ruch na świeżym powietrzu to są najlepsze kosmetyki antycellulitowe, tylko trzeba 4 litery ruszyć i zacząć działać - czego Wam i sobie życzę!

    OdpowiedzUsuń
  14. Największy pupiasty produkt jaki miałam były to chusteczki dla dzieci,które kupuję do odświeżania twarzy. nie pamiętam dokładnej nazwy,ale jest to marka dostępna w Carrefour. Śmierdziały jak płyn do szyb !! Nigdy więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  15. taka ładna pupa mi umknęła; dobrze. że przypomniałaś :P
    mój osobisty bubel życia to hit wielu, wielu osób. chodzi o bloker Ziaji. jeśli mowa o potliwości, myślę, że mieszczę się w normie. pocę się, owszem, ale tak normalnie. dzięki drogeryjnym antyperspirantom nie mam krępujących plam pod pachami. no, może latem, kiedy zrobi się naprawdę gorąco. dlatego pewnego gorącego lata właśnie skusiłam się na ziajowy bloker, naczytawszy się wcześniej cudów na jego temat w blogosferze. pomyślałam, że spróbuję.a nóż widelec będzie super sucho i komfortowo. o mamuniu. bloker dosłownie poparzył mi skórę pod pachami. po pierwszej aplikacji nie było tragedii; pachy nieco swędziały, ale to ponoć normalne. po drugiej aplikacji skóra zrobiła się buraczkowo czerwona, pojawiły się odparzenia i strupy. przez jakiś tydzień nie mogłam trzymać rąk wzdłuż ciała, bo bolało jak cholera. przez tydzień jedyną ochroną, jaką mogłam stosować, był ałun. a musisz wiedzieć, że w moim przypadku dezodoranty się nie sprawdzają - po kilku godzinach czuję zapach swojego potu... to była męczarnia, prawdziwa męczarnia. dlatego kosmetyku tego szczerze nienawidzę.

    i tak, aplikowałam go na suchą skórę i kierowałam się zaleceniami producenta.

    OdpowiedzUsuń
  16. Do pupy? To wiele kosmetyków takich mogła bym nazwać ale jeden szczególnie zapadł mi w pamięć. Chodzi o maskę winogronową od Bingo Spa. Cuchnie prze okrutnie i na dodatek nic nie robi. Jeżeli lubisz produkty które pachną tego omijaj szerokim łukiem ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. To wbrew pozorom trudne pytanie, bo trzeba wybrać najgorszego z najgorszych. I tu jest zdecydowanie produkt, którego nigdy więcej nie kupię i spowodował u mnie fobie. Jest to podkład true match z loreal. Skończłam 18 lat zaczęłam zarabiać i chciał mieć tą odrobinę luksusu. Poszłam do Sephory, zostałam namówiona do zakupu i ekspedentka pomogła mi dobrać kolor. Oczywiście nawet najasniejszy był dla mie za ciemny, ale o tym dowiedziałam się dopero pół roku później, gdy mama wysłała mi na kurs z podstaw wizażu. Nie wspomę o tym jaką masakrę zrobił mi z cerą na twarzy. Kasza na czole, rumień na policzkach i przesuszenie w okolicy nosa. Na dodatek podkład ważył się na buzi zostawiając okropne plamy i ciemniał. Koszmar Od tamtej pory jestem zrażona do Sephory (fobie numer jeden).A do każdego podkładu podchodzę jak do ognia. Muszę 50 razy obmacać,a nawet jak kupę to pierwszy raz i tak posmaruję się tylo w domu (fobia numer dwa). Już nie wsponę o ym, że naprawdę cieżko mi kupić coś drogiego, bo boję sę wyrzucenia pieniędzy w błoto (fobia numer 3).

    OdpowiedzUsuń
  18. Wiele kosmetyków sprawiło mi zawód, ale zazwyczaj wykorzystywałam je w jakiś inny sposób. Szampony do mycia pędzli, odżywki zamiast żelu do golenia.. Ale był i balsam Soraya wyszczuplająco- nawilżający z zieloną kawą, który w całości wylądował w koszu. Nie nadawał się zupełnie do niczego. Nałożony na skórę jest całkiem biały i bardzo ciężko jest go tak rozsmarować żeby się jakoś wchłonął, a bielenie zniknęło. Oczywiście żadnego nawilżenia- wyszczuplenia-ujędrnienia nie doświadczyłam. Już wiem dlaczego był na super hiper promocji w SP za kilka złotych, po prostu nikt go nie chciał.

    OdpowiedzUsuń
  19. zazwyczaj kosmetyki które sie u mnie nie sprawdziły zostały wykorzystane do innych celów czyt. stopy, golenie, mycie pędzli itp. lub znalazły nowy dom, ale dla jednego ni chu chu nie mam zastosowania i prawie całe opakowanie leci do kosza bo nie chciałabym komuś oddać takiego okropieństwa. mowa o masce peel off z firmy Freeman ogórkowej. wielka zielona tuba z kiepsko pachnącym żelem w środku. po pierwsze użycie jej jest bardzo problematyczne gdyż jest tak gęsta że nie chce wyjść z opakowania. jak już coś się pojawi to trzeba to wręcz ciągnąć żeby coś sobie "uszczknąć". ni jak nie idzie tego na twarzy rozprowadzić a jak juz znajdzie się porcja która nie jest aż tak gęsta to i tak nie da się rozprowadzić tego równą cienką warstwą. jakby tego było mało to maska trzymana nawet pół godziny-godzinę ni cholery nie chce zaschnąć i zamiast peel off trzeba się powycierać i na koniec jeszcze umyć. poddałam się chyba po 5 razach gdzie pierwszy raz nałożyłam na całą twarz, pozostałe próbowałam tylko na nos w różnej ilości i nakładane różnymi sposobami.

    OdpowiedzUsuń
  20. Rzadko trafiam na buble kosmetyczne, ale jak dotąd największym okazał się szampon Dove z serii Color Care. Moje włosy nie są bardzo wymagające, ale na co dzień staram się używać czegoś delikatnego. Ten szampon kupiłam, bo był akurat w promocji, poza tym kiedyś używałam produktów tej firmy i było ok. Szampon okazał się jednak w moim przypadku niewypałem. Robił mi z włosów jeden wielki kołtun, przesuszył skórę głowy,a z suchymi końcówkami walczę do dzisiaj. Poważnie zastanawiam się, czy nie trafił mi się jakiś felerny egzemplarz...

    A tak w roli przestrogi napiszę jeszcze o moim bublu życia, ale nie jest to kosmetyk a usługa. Fryzjerska usługa. Miałam kiedyś piękne czarne włosy. Lśniące, błyszczące i zadbane. Jednak w czerni wyglądałam strasznie blado, czasem wręcz niezdrowo. Postanowiłam udać się do fryzjerki celem delikatnego zejścia z koloru.
    Ta zaproponowała mi robie ie co jakiś czas delikatnych pasemek, by nie zniszczyć włosów. Brzmiało rozsądnie, zwłaszcza, że mój wymarzony kolor włosów to była czekolada. Ale po dwóch wizytach miałam białe(!) pasemka na czarnych włosach, co razem dawało szarość. Dodatkowo połowa włosów się wykruszyła, te na czubku głowy miały jakieś 3 cm. Do dziś walczę ze skutkami tego rozjaśniania i z niechęcią do fryzjerów...

    OdpowiedzUsuń
  21. Ojej, spóźniłam się, a paletka jest tak piękna, że chyba będę musiała się skusić:)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger