26.03.2014

The Body Shop – Almond Hand & Nail Cream, czyli migdałowy pachniś w metalowej tubce [recenzja]

Sklepy The Body Shop uwielbiam. Podoba mi się w nich wystrój, mnogość kolorów oraz zastępy cudownie pachnących słoików i butelek. Mimo wszystko w ciągu kilku miesięcy moje uczucie przygasło, a wynika to z dwóch prostych powodów: powód numer jeden to nieskończone zapasy kosmetyków, które postanowiłam dzielnie zużywać, zanim znowu rozmnożę byty; powód numer dwa śpi w pokoju obok z królikiem w zębach, w piżamce w krokodyle. Czasu na szperanie po TBS-owych półkach zrobiło się zdecydowanie za mało, zakupy robię teraz głównie przez internet albo w popularnych drogeriach, do których mam łatwy dostęp. Tak oto od wielu miesięcy do moich zbiorów nie dołączył żaden nowy kosmetyk The Body Shop. Hmm, przynajmniej nie dołączył z mojej ręki.

Jakiś czas temu odwiedziła mnie Asia, która o kosmetykach może prawić godzinami, a do tego – w przeciwieństwie do mnie – posiadła sztukę tajemną, jaką jest wykonywanie pięknych, radujących oko makijaży. Dawno się nie widziałyśmy, przyniosła prezenty dla Tomka, a mi wręczyła Bardzo Duże Pudełko pełne... zgadnijcie czego! 


Prezentuję je Wam w zupełnie nieartystycznym nieładzie, ale same rozumiecie, że natychmiast dokładnie je przegrzebałam ;). Moją uwagę szybko zwróciła wcaleniepseudometalowa tubka The Body Shop – to było jak zryw ćpuna. Uśmiechałam się do tego kremu, jakby był celofanem z kupką hery do podpalenia. Witaj w mych skromnych progach, migdałowy maluchu!


No tak, miałam nadzieję, że tuba okaże się tylko stylizowana na metalową, a w rzeczywistości jest z bardzo miękkiego i przyjemnego tworzywa – tak jak w kosmetykach L'Occitane. Lubię to rozwiązanie, bo dużo przyjemniej używa się niealuminiowego aluminium – opakowanie cieszy oko przez cały okres użytkowania, czego nie mogę powiedzieć o kończącym się właśnie Effaclarze K z La Roche-Posay, który wygląda jak wymemłana tuba pasty do zębów z początku lat 90. Niestety, krem The Body Shop również należy już do zbioru tych mocno wymemłanych – jest najprawdziwiej nieplastikowy, ale czy to aluminium, czy stop cyny z domieszką eko-obuwia pracowników fabryki, z której pochodzi, tego Wam nie powiem. Memła się konkretnie. Niestety, podobnie jak u L'Occitane'owej konkurencji, tuba zakręcana jest drobną, plastikową nakrętką, która w przypadku kremu do rąk jest pomysłem doprawdy chybionym. Ten czarny wypierdek jest zupełnie niepraktyczny i do tego łatwo go zgubić na puchatym, ciemnym dywanie (którego nie posiadam, ale przecież bym mogła, prawda? mam jasny). 


Wnętrze Almond Hand & Nail Cream kryje niezwykle delikatny, lekki krem, który – jak widzicie na zdjęciu – nie jest ani trochę lejący, a jednak nie ma nic wspólnego z tłustymi, treściwymi paciajami. Także wiecie, zdjęcia kłamią. Rozprowadza się przyjemnie, wchłania dość szybko – czyli fajnie i fajnie.

Od razu powiem, że krem TBS złamał mi serce, bo jest równocześnie zachwycający i niespecjalny, żeby nie powiedzieć: słaby. To, co mnie zachwyciło, to jego zapach. Zupełnie inny migdałek niż w kremach L'Occitane, o których pisałam TU i TU, a jednak piękny – nie ocenię, który piękniejszy, bo nie potrafię. 


Receptura kremu opiera się na glicerynie, lista składników odnotowuje też na wysokich pozycjach tytułowy olejek ze słodkich migdałów oraz masło shea. W pierwszej chwili przeraziłam się długością INCI – jak widzicie na zdjęciu, praktycznie cały tył etykiety to niekończąca się lista składników kremu. Wielki Uff, którego wyznaję, obwieścił jednak, że powinnam poluzować galoty, bo skład zawiera się w kilku pierwszych linijkach, a kolejne to powtórzenie w innych językach (co przy okazji uważam za totalnie idiotyczny pomysł).

Krem cudownie wygładza skórę, daje uczucie nawilżenia i odżywienia, ale niestety: efekt jest krótkotrwały. O ile gładkością dłoni możemy się nacieszyć dłuższą chwilę, o tyle nawilżenie znika za szybko. Przynajmniej z moich rąk znika. Bardzo mi smutno, że tak to wygląda, bo przez chwilę miałam nadzieję, że wyjdzie z tego wielka przyjaźń. A tak: zużyję do końca ten krem z przyjemnością, bo naprawdę miło z nim obcować, ale na pewno nie pobiegnę po kolejne opakowanie. Kremy migdałowe L'Occitane grają w tej samej lidze – kosztują podobnie i mają podobne walory zapachowe i użytkowe, a jednak wypadają dużo lepiej od Almond Hand & Nail Cream. Jeśli znowu zapragnę wygładzającej mocy oleju migdałowego, będę się uganiać za tubkami L'Occitane. W Body Shopie lepiej poszukać czegoś innego...

Pojemność: 30 ml
Cena: podobno 23 zł
Ocena: 3+/6

25 komentarzy:

  1. Uwielbiam zapach migdałów! Ja obecnie używam do rąk i skórek paznokci krem Nivea Soft :)
    Zapraszam do siebie! :))

    OdpowiedzUsuń
  2. mnie tbs nie kupuje. miałam kilkanaście ich kosmetyków i większość była do bólu przeciętna - zwłaszcza osławione masła do ciała. bardzo lubię natomiast ich bronzer miodkowy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki Tobie odkryłam fajnego bloga! dzięki dobra kobieto :)

      Usuń
    2. cała przyjemność po mojej stronie :D

      Usuń
  3. Woow <3 :*, co do kremu to swój trzymam w torebce i mówiąc szczerze wygląda jakby był przeżuty kilka razy (niewiele go już zostało), ale o dziwo nie pękł (tfu tfu odpukać). Obyś znalazła tam chociaż jednego małego, kosmetycznego przyjaciela :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to teraz, Moja Droga, zabieraj się za nowy wpis, bo na blogu pustki, a reklama zobowiązuje! a ten krem jest naprawdę bardzo miły do używania, żeby tylko lepiej nawilżał, byłaby miłość :)

      a co do przyjaciół z Twojego pudełka, to oczywiście kto mnie urzekł? LIMITOWANY żel pod prysznic!

      Usuń
  4. Mam ten kremik ale jeszcze go nie uzywalam ;) czeka na swoją kolej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też mam długą poczekalnię kosmetyczną w domu ;)

      Usuń
  5. Kremu do rak z TBS jeszcze nie miałam, ale przyznam z lekkim zażenowaniem, że mam słabość do takich metali i dla samego opakowania bym go capnęła :) W okresie letnim moje ręce są mało wymagające, więc mógłby się wtedy okazać ciekawą propozycją. Muszę przemyśleć i obwąchać ten egzemplarz :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czyli lubisz vintage tubki :D krem jest bardzo przyjemny i naprawdę ładnie wygładza dłonie, więc jeśli nie masz wymagającej skóry, powinien Ci się spodobać

      Usuń
  6. a ja nie lubię TBS. Drogo i bez efektów:) Mówię o balsamach i takich tam mazidłach. Miałam za to od nich świetną pomadkę nawilżającą z ekstraktem z zioła konopi:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedyś podczas zakupów w TBS trafiłam na promocję tych kremów i pani bardzo usilnie namawiała mnie na zakup. byłabym skłonna ulec, gdyby nie metal i właśnie ta zakrętka... Nie wyobrażam sobie obsługi tego świeżo nakremowanymi dłońmi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety, zdarza mi się zapomnieć zakręcić przed rozsmarowaniem kremu. mało przyjemne doświadczenie :/

      Usuń
  8. Te opakowania faktycznie mogliby sobie darować. Poluję na masło z tej serii, to znaczy czekam na dobrą okazję, bo ta seria pachnie obłędnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masła z tej serii to ja nawet nigdy nie widziałam na półce, ale – jak pisałam – dawno mnie tam nie było ;)

      Usuń
  9. Też uwielbiam sklepy TBS :) No i asortyment :) ale po te kremy do rak nie sięgnę - miałam miniaturki tubek z L'Occitane, i myślałam, że mnie rozniesie z tymi zakrętkami ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o tak, wersje mini L'Occitane to czysty hardkor :D

      Usuń
  10. Mam krem do rąk z tej serii konopny, z zieloną etykietką. I tu jest odwrotnie niż u Ciebie - krem śmierdzi (no może trochę przesadzam), ale działa świetnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo, tak, wąchałam kiedyś tę serię w sklepie – przykre doświadczenie dla rozleniwionego pięknymi TBS-owymi zapachami nosa

      Usuń
  11. Do tej pory jedynym kosmetykiem z TBS jaki mi się sprawdził był miętowy peeling do stóp. Zdzierał do kości, a w nos uderzał tak, że przy okazji robił inhalację wszystkim domownikom. To się nazywa wielofunkcyjność. Masła be, szampony be, wszystko be.... ale ten krem wygląda zachęcająco. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ooo, zdzierał do kości? doskonale! nigdy nie zwrócił mojej uwagi, ale chętnie wypróbuję.

      Usuń
  12. Nie lubię się z kremami z TBS, każdy który miałam wypadł marnie :/ Ogólnie stronię od marki, kupuję raptem kilka rzeczy na krzyż i zawsze w wiecznych promocjach. Ogólnie TBS w PL jest cholernie drogi wobec tego, co prezentuje w środku dlatego też przecierałam oczy ze zdumienia patrząc na ceny w UK. Do tej pory zresztą jak robię sporadyczne zakupy, to zaskakuje mnie to jak wychodzi tanio. I już nawet nie chodzi o walutę, tylko pierwsze wrażenie.
    Jak mam iść do TBS wolę Lusha :D a sklepy mam prawie obok siebie więc wygrywa lepszy :) Aczkolwiek czasami tam zaglądam i jest jak w YR, ciągłe obniżki i promocje :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja też okropnie zraziłam się do TBS - aczkolwiek duet bananowy przypadł mi go gustu :)Mnie akurata opakowanie się podoba..hmm ;) almond - like wery macz :) wszędy i owędy.. Czaję się na krem do rąk z cannabis :))))

    OdpowiedzUsuń
  14. Oj, nie moja wersja zapachowa, niestety.
    Z migdałami średnio się lubię ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. juz dłuższy czas marzy mi sie ten krem , niestety nie mam go jak zakupić :(

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger