20.04.2014

I Love... Raspberry & Blackberry – krem do rąk [recenzja]

Kosmetyki I love... Cosmetics rezydują na stałe w ofercie Douglasa i tam należałoby się za nimi uganiać. Czy uganiać się warto – to już inna sprawa. Facet, który wymyślił I Love... Cosmetics, pragnął stworzyć to, co udało się już kilku innym firmom: królestwo urzekających zapachem kosmetyków pielęgnacyjnych. Nieco mniej pasjonują go składy i cała ta skomplikowana chemia, dlatego INCI niczym Was nie zachwyci. Ale aromaty? A, to mu się akurat udało. Do wyboru jest wiele apetycznych kompozycji, m.in.: Coconut & Cream, Strawberries & Milkshake, Mango & Papaya, Vanilla & Ice Cream, Blueberry & Smoothie, Choca Mocha Lala... Od samego myślenia cieknie mi ślina i przytyłam już ze dwa kilo. 

Dziś pokażę Wam krem do rąk z linii Raspberry & Blackberry, czyli nieśmiertelny, rymujący się duet: malina i jeżyna. 


Mój krem jest w starej szacie graficznej. Nowa nie zmieniła się diametralnie, po prostu czcionka jest bardziej słodziutka – Barbie z Kenem byliby ukontentowani. Tuba plastikowa, odpowiednio miękka, a otwór zupełnie klasyczny – mała dziurka, z której krem wydostaje się ochoczo, po to by równie ochoczo przybrać kształt jamniczej kupy. 


Malinowo-jeżynowy specjał ma przyjemny, bladoróżowy kolor (co za miła odmiana od jamniczego klocka, hę?) i dobrą, nielejącą konsystencję. Jest treściwy i dość tłusty, ale wchłania się lepiej, niżby się mogło wydawać zaraz po rozsmarowaniu. Na początku byłam przekonana, że to jakiś tłusty, obleśny koszmarek, ale na szczęście się myliłam. Krem znika całkiem sprawnie, ale zostawia  nielepiący, wyraźnie wyczuwalny film. A skąd ta warstwa okluzyjna? To proste. 


Na Wizażu widnieje skład na bazie gliceryny, który został wyjęty nie wiem skąd (może ma to coś wspólnego ze wspomnianym wcześniej jamnikiem i jego... ekhem). Gliceryna jest gdzieś tam obecna, ale malina z jeżyną taplają się w morzu oleju mineralnego, czyli naszej dobrej znajomej parafiny. Gdyby to był krem do twarzy, spojrzałabym na ten skład z odrazą i napisała pewnie kilka niewybrednych zdań na temat tego, jak bardzo producent zbłądził w swych chemicznych poczynaniach. Tym razem parafinę mam w... nosie, bo naprawdę nic złego dłoniom nie wyrządza, poczciwina. Są nawet tacy, którzy korzystają z parafinowych zabiegów na dłonie (tak, M., naprawdę istnieją na świecie tacy psychole!), co więcej, takie zabiegi bardzo sobie chwalą. Ja do nich nie należę, znaczy: nie próbowałam. No i wolałabym, żeby mój krem żadnych dodatkowych powłok nie zostawiał, ale ma to jakiś sens – zimą całkiem dobrze chronił dłonie przed mrozem, a teraz pomaga zmiękczać poskubane, kamienne skórki wokół paznokci. I na jakiś czas wygładza. A jak do tego dorzucimy fakt, że pachnie malinami i jeżynami (trochę chemicznie, nie każdemu może przypaść do gustu), a w trakcie używania zapach nie zmienia się i nie psuje, otrzymujemy całkiem niezły krem do rąk. Można się jedynie przyczepić do ceny (20 zł) – dobre kremy do dłoni da się kupić maksymalnie za dychę (Anida z woskiem pszczelim, intensywnie regenerujący Garnier). Ja już do niego nie wrócę, bo jest zbyt odległy od ideału, ale będę go całkiem miło wspominać. 

Pojemność: 75 ml
Cena: 19,90 zł
Ocena: 4/6
Dostępność: perfumerie Douglas

25 komentarzy:

  1. Trochę drogi jak na krem do rąk - ale opakowanie ma piękne :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Co Cię wzięło na jamniczego kupsztola hmm? nazwa fajowa, szkoda że trochę chemicznie podjazdówkę urządza ten Love ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hmm, może to ma coś wspólnego z faktem, że na mojej dzieciowej grupie wsparcia koleżanka właśnie wrzuciła zdjęcie nocnika z niepokojącą zawartością?

      Usuń
    2. hahhahehehyyhe ;) a propos pytalam bo jamniki zawsze mi się źle kojarzą - a mianowicie z rzygami przedstawiciela tejże rasy w peweksie na Mamine włoskie butki, kiedy kupowała mi pierwszą w życiu Barbie;) rozumiesz...atmosfera po była średnia ;)

      Usuń
    3. ja i moja emetofobia składamy oficjalną skargę na jamnika. jak mógł zniszczyć tak ważny moment w Twoim życiu!

      Usuń
    4. Dziękuę, dziękuję za zrozumienie i pędze wyguglować co znaczy emetofobia aaa już wiem - faktycznie cholera ..zapomniałam o Twojej fobii ;) dobrze, że Ciebie ta sytuacja nie dotyczyła hehe:)

      Usuń
  3. Jeśli tylko dla zapachu, to wolę Baleę owoce leśne - jest miodny, ale zaczyna mi się kończyć i boję się, że go już nie dorwę nawet w internetach, bo to limitierte edition.

    Porównanie do jamniczej kupy sprawiło, że już nigdy nie spojrzę na krem do rąk tak dziewiczo niewinnie jak wcześniej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Balei nie próbowałam. mam w zapasach balsam w butli z pompką (taka sama jest w tej leśnej?), ale nie palę się do otwierania, bo naczytałam się wiele złego o niej :/

      przepraszam za kupę!

      Usuń
  4. w moim przypadku (baardzo suche dłonie) parafina w kremach do rąk jest nawet pożądana. no ale nie za 20 zł ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie, spokojnie dałoby się taniej, to niedrogi składnik ;)

      Usuń
  5. Fajna szata graficzna :) też mi nie przeszkadza parafina w kremach do rąk :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem maniaczką kremowania dłoni.
    Przerobiłam naprawdę sporo tego rodzaju mazideł.
    Aktualnie zachwycam się Isaną Med. i wersją z olejkiem z wiesiołka.
    W użyciu mam już trzecią tubkę. Tą "miłością" zaraziłam też mamę i przyszłą teściową :)
    A one łapki mają raczej mocno wymagające :)

    Aaaa, no i krem pachnie jak świeżo uprane ciuchy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. lubię zapach świeżo upranych ciuchów, chętnie wypróbuję, jak tylko uszczuplę zapasy, które wyszczuplać się nie chcą, bo ciągle ktoś mnie obdarowuje kremami do rąk ;))

      Usuń
  7. Teraz masz do zużywania super fancy kremiki, wiec się za nie zabieraj. Zero parafiny, samo masło shea!

    Jamnicza kupa, nigdy mnie nie zawiedziesz <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a wiesz, tego oryginała niebieskiego to ja próbowałam, miałam mini i on wcale tak świetnie nie nawilżał, zupełnie, jakby zbyt wiele masła shea nie pomagało w nawilżaniu. dziwne bardzo, ale dobrze, że mam super fancy kremiki, to sobie porównam trzy wersje i jeszcze przypomnę działanie niebieszczaka.

      Usuń
    2. CZYLI BĘDZIE RANKING???

      Usuń
  8. Jamnicze kupsko, ale za to różowiutkie :-)
    A kremik, no cóż, skład rzeczywiście nie dla wymagających, ale za to obietnica zapachu kusi... :-)
    Warto przynajmniej powachąć ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kolor kremu ładny, nawet jeśli wygląda jak jamniczy klocek :) Jakoś nie miałam okazji próbować specyfików tej firmy, ale kompozycje zapachowe mają zacne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo jestem ciekawa, czy inne kompozycje też są tak udane, mam w domu jeszcze peeling kokosowy i tę truskawkę, zobaczymy, jak się sprawdzą

      Usuń
  10. Miałam jakiś czas temu, wtedy chyba gdy weszły do sprzedaży, kilka kosmetyków tej marki i bardzo miło je wspominam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to daje nadzieję na kolejne miłe spotkania – u mnie właśnie poszedł w ruch zupełnie niezdzierający peeling o obłędnym zapachu kremowego kokosa :)

      Usuń
  11. Nie dane mi było do poznać i nie będzie na pewno.
    Omijam szerokim łukiem Douglasa i Sephory..

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger