22.05.2014

Catrice – Une, Deux, Trois LE – Meet Rosy [swatche]

I znowu będzie o sprawach kolorowych. Kolorowych i limitowanych. Tym razem z niższej niż MAC-owa półki. Walentynkową kolekcję Une, Deux, Trois firma Catrice zaprezentowała w Polsce w samą porę – na początku kwietnia (sic!), a ja nie byłabym sobą, gdybym się nią nie zainteresowała. Nieraz pisałam o mojej słabości do Catrice, dlatego po prostu nie mogłam przejść obojętnie obok tej wiosennej propozycji! Wybór kolorystyczny szeroki: Meet Cherry, Berry, Pinky, Rosy lub Nudy. W każdym zestawie są pasujące do siebie: róż, pomadka i lakier (kolekcję możecie obejrzeć TU). Kiedy wybierałam wersję, którą zabiorę ze sobą, miałam na to jakieś 30 sekund – Tomek w wózku wyraźnie dawał znać, że ma w pampersie moje zakupy i mam natychmiast opuścić lokal lub zrobi zadymę z serii: „mamo, wiesz, CO zamierzam wykonać i na pewno NIE chcesz tego podziwiać”. No to chwyciłam coś – w moim wyobrażeniu – dziewczęcego i innego niż zwykle. Blady róż. Wiosenny, odmładzający, ale czy piękny?


Nie ma się co przywalać do opakowań, ponieważ są porządne. Szczególnie cieszy to pomadkowe. Trzeba Wam wiedzieć, że Catrice pakuje swoje sztyfty w bardzo dobrej jakości, odpowiednio ciężkie opakowania. Trudno uwierzyć, że pomadki pochodzą ze średniej drogeryjnej półki i kosztują mniej niż 20 złotych. Róż też robi dobre wrażenie – mieszka w solidnym tworzywie. Zdobienia to oczywiście rzecz gustu, ale moim zdaniem całość prezentuje się estetycznie.

Najpierw zajmijmy się pomadką. Nazwa Velvet Lip Colour sugeruje coś bardzo miłego dla ust i oka. Matowe wykończenie, ostatnio szalenie modne, trochę niepokoi, bo często zwiastuje kłopoty z przesuszeniem, no ale dajmy jej szansę.


Maźnięta na nadgarstku wciąż robi dobre wrażenie – zgodnie z przewidywaniami to jasny, dziewczęcy, dobrze napigmentowany różowy odcień, który natychmiast skojarzył mi się z podobnie różową, matową, pudrową pomadką z mojej kolekcji, czyli MAC-ową Please Me. 


Please Me jest najbliższa Meet Rosy, ale okazało się, że różni je bardzo wiele. Chociaż obie są matowe, jasnoróżowe, dość cukierkowe i nie mają koloru moich marzeń, MAC wygrywa bez dwóch zdań. Przede wszystkim odcieniem, ale wyglądem na ustach również. Nie przytłacza konsystencją, choć faktycznie nieco wysusza. Meet Rosy u mnie prezentuje się po prostu źle:


W tym odcieniu jestem całkiem nieszczęśliwa, a może i nieszczęsna? Czuję się idiotycznie, jak przerysowana blondi, spodziewałam się całkiem innego efektu. Poza tym to, jak zachowuje się na ustach, również pozostawia wiele do życzenia: podkreśla skórki, o których istnieniu nie miałam pojęcia (to chyba niestety zmora większości matowych pomadek), przy ocieraniu warg (no wiecie, ten ruch tarcia jednej o drugą na koniec malunków) na ustach robią się słoje podobne do tych z kapelusza rydza czy olszówki. Różowy grzybek? Nie dla mnie. Plus przynajmniej taki, że jak to zwykle bywa w przypadku matów, całkiem nieźle trzyma się ust. I jest dość smaczna.

Kolejny nabytek z limitowanej edycji Une, Deux, Trois to „delikatny pudrowy róż w dwóch dopasowanych odcieniach, który zapewni świeży wygląd cery”. Moja wersja wygląda tak:


Podejrzewam, że dwie części cienia do czegoś służą, na przykład do tego, by nakładać je osobno, według humoru. Ale ja jeżdżę pędzlem po całej powierzchni i wychodzi na poliku o, takie coś. Ma prawo się podobać, chociaż na zdjęciu wyszedł jakiś podszyty brązem (to pewnie niefortunne światło). Jest różowy, mniej więcej tak różowy jak prawa część różu w opakowaniu, i taki daje efekt. Pigmentacja dobra, ładnie nabiera się na pędzel, nie pyli. Nie jest na szczęście zbyt mocno napigmentowany, co uznaję za wielką zaletę, bo naprawdę ciężko mi się z takimi przegiętymi różami pracuje (a może każdemu jest równie ciężko?). Niestety, ten odcień nadaje się dla mnie tylko pod warunkiem wcześniejszego zagruntowania twarzy dobrze kryjącym fluidem – inaczej miesza się z naczynkowymi plamami na policzkach i wyglądam, jakbym miała jeszcze bardziej utrwalony naczyniowy rumieniec, niż to jest w rzeczywistości. Ale to ja. Jeśli nie macie rumianego lica na co dzień, powinien ładnie odświeżyć to, co jest niezbyt świeże. Czy jakoś tak.

PS możecie obejrzeć, jak wspaniale prezentuje się na moich rzęsach słynny żółtek z Lovely w połączeniu z odżywką Clinique... So fuckin' mrau! Jako posiadaczka 12 rzęs czuję się bosko. Padajcie z zachwytu damy i facety (podpowiem: bez odżywki jest lepiej, ale również nie czuję się oczarowana, rzęs mam jednak nagle jakby więcej).

Czyli tym razem zakupy mogłam sobie darować. Ktoś ma ochotę potestować pomadkę Meet Rosy? Użyłam jej dwa razy plus swatch na ręce. Jeśli lubicie takie cukiereczki i umiecie się z nimi obchodzić, chętnie przekażę pomadkę w dobre ręce. Na ewentualne zgłoszenia czekam do jutra. 

Velvet Lip Colour, aksamitna pomadka o matowym wykończeniu: 16,99 zł
Defining Blush, podwójny róż do policzków: 14,99 zł
Lakiery do kompletu dostaniecie za 10,49 zł, ale ja ich Wam nie polecę, bo po pierwsze: żadnego nie kupiłam, a po drugie: nie kupiłam, bo jakość emalii Catrice – mimo cudownej gamy kolorystycznej – jest mocno dyskusyjna. Z każdym odcieniem, z jakim do tej pory się zetknęłam, miałam jakiś problem.

Dostępność: drogerie Hebe, wybrane inne drogerie.


EDIT: Pomadka trafi do Pink Lipstick, już piszę do Ciebie maila.

21 komentarzy:

  1. chętnie przetestowałabym pomadkę :) a róż jest prześliczny

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj tak, trzeba oddać Catrice, że opakowania pomadek robią bardzo porządne. Meet Rosy faktycznie nie wygląda na ustach kusząco, ale za to róż pięknie zdobi policzki :)

    A wiesz, czasu wprowadzenia walentynkowej kolekcji w kwietniu wcale bym się nie czepiała - to pewnie wyraz tego słynnego powiedzenia, że 'uczucia powinniśmy okazywać sobie przez okrągły rok' :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o tak, całoroczne walentynki, dobre wyjaśnienie tych paromiesięcznych obsuw z limitkami :)

      Usuń
  3. Polowałam na nią i cieszę się w sumie teraz, że nie udało mi się jej dostać :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może inne odcienie z tej limitki dają radę? kto wie...

      Usuń
  4. Fantastyczne kolorki:)) Bardzo zachęcające:) Szminka faktycznie ma dziwny kolor, ale bardzo lubie chlodne roze:) Chyba sie skusze:D

    OdpowiedzUsuń
  5. Sama skusiłam się na róż Meet Nudy i jestem nim zachwycona, jest bardzo naturalny (:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja się nie mogłam zdecydować, też miałam brać Meet Nudy, ale potem uznałam, że mam już takie tonacje u siebie i spróbuję czegoś, co - zgodnie z zamysłem - komponuje się ze sobą

      Usuń
  6. Róż prezentuje się bajecznie!
    Pomadka już nie ...

    OdpowiedzUsuń
  7. mi się w tym różu podobasz :) a pomadka... no cóż, coś tu producentowi nie wyszło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a może to ja nie umiem się nią umalować? ;)

      Usuń
  8. Róż wygląda kusząco:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale figlarnie na mnie łypiesz tym rzęsistym okiem! ;)
    Powiem tak - spotkałam tę limitkę raz, przelotem i zdążyłam zmacać tylko jeden róż, pamiętam, że wpadał w fiolet i baaaardzo mi się spodobał. Potem już nie byłam w rodzinnym mieście, a w mojej wsi nowej limitni niet. Tak więc obeszłam się smakiem :(
    Szminka taka se, nie mój kolor totalnie, taki trochę topielicowaty ;) Ale powiedz, co masz na ustach na tym łypiącym zdjęciu? Bo toto jest śliczne :)
    A róż? Cóż będę pisać, wiesz, że mi się w sumie wszystkie róże podobają ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie no, żeby było jasne: ten duet Lovely + Clinique kompletnie się nie sprawdził! zobaczysz, jak wyglądają moje rzęsy po słynnym Philosophy – nagle mam cały wianuszek :D
      a szminka nie jest chyba topielcowata, tylko właśnie taka a'la słodka idiotka.

      Oh, podoba Ci się ta druga pomadka? Jest świetna! To Lily Lolo Romantic Rose. kupiłam ją, jak się naoglądałam kiedyś u Iwetto.

      Usuń
  10. Oj, Meet Rosy kiepsko wygląda :( za to róż piękny :)

    OdpowiedzUsuń
  11. CO TO ZA PIĘKNY POLIK?

    OdpowiedzUsuń
  12. Ładny róż, a co do Twoich odczuć odnośnie koloru pomadki, to rozumiem je w 100% ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. So fuckin' mrauuu po une, deux, trois ;)
    Szminka nie nanrawiłsja bo ja różu nie lubię generalnie - ale różyk na poliku genialny ;)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger