06.05.2014

Denko prodżekt, odc. 13

Nadrabiam zaległości, a w międzyczasie sprzątam. Kolejna siatka śmieci i kolejna okazja do poczytania krótkich recenzji. Co my tu mamy...


Po pierwsze: w tym miesiącu moja rodzina robi za bandę brudasów. Rąk namyliśmy się co niemiara, ale z szorowaniem korpusów skromnie. Podobno pozory mylą, a szczęśliwi brudu nie liczą, znacie to staropolskie przysłowie? Tak, ja też nie znam. W każdym razie trzeba Wam wiedzieć, że w ubiegłym miesiącu w tym domu do dna doprowadzono, co następuje.


Bodyfarm – Butter Caramel Shower Gel – Bodyfarm to grecka firma, która robi oszałamiające zapachowo żele. Więcej opowiem Wam w innym odcinku, ale to było coś! (maślanego, karmelowego, niesamowitego). Jeżeli lubicie niezdrowe żarcie pod prysznicem, szukajcie tych zakazanych butelek w Douglasie.

Yves Rocher – Collection Cacao – kakaowo-pistacjowe mydło do rąk – tym razem nieszczególnie będę wzdychać z powodu faktu, że Collection Cacao to limitowana edycja. Czekoladowa pistacja była słodka i apetyczna, ale strasznie... płaska (?) zapachowo. Aromat tani, niewyszukany, może się znudzić. Mnie się znudził, więc butelka dobiła dna w samą porę.

Caudalie – Fleur de Vigne Shower Gel – miniatura żelu Caudalie pochodzi z zestawu podróżnych miniatur, który zakupiłam jakiś czas temu, żeby poznać lepiej markę. Pełnego wymiaru nie przewiduję, bo żel, owszem, pachnie świeżo (podobnie jak cała seria Fleur de Vigne), ale w ogóle nie chce się pienić (bardzo tego nie lubię) i niczym mnie nie oczarował. Szkoda mi wydawać 30 zł plus wysyłka na coś zupełnie przeciętnego. Nie jestem alergikiem, nie potrzebuję do szczęścia superdelikatnego żelu wzbogaconego aloesem, o zapachu białej róży i czegoś tam, co w praktyce daje aromat z nutą ogórka tudzież melona. Tym razem, Caudalie, dzięki, ale nie, dzięki.


Dalej mamy dwa peelingi. Ten z lewej to Natural Extracts – Kremowy Peeling do ciała łagodząco-nawilżający z ekstraktem z aloesu. Mianowanie go wielkimi literami Kremowym Peelingiem jest tu pewnym nadużyciem, ponieważ peelinguje ledwo co, ewentualnie ledwie nic. Ma za to przyjemny, świeży, delikatny zapach i jest wynalazkiem dość dziwnym, bo to faktycznie krem z jakimiś tam symbolicznymi drobinkami. Nivea, która wypuściła najgłupszy znany ludzkości wynalazek, jakim jest balsam pod prysznic, powinna wziąć przykład z tej nikomu nieznanej, taniej firmy dostępnej w Carrefourze, bo ten tutaj krem jest naprawdę kremowy, dobrze jest się nim wysmarować w towarzystwie wody, ładnie się zmywa i mogłabym zaryzykować stwierdzenie, że – zgodnie z etykietą – nawilża i łagodzi. Szkoda, że nie zdziera naskórka ni trochę, ale moje 3 złote już dawno mu wybaczyły tę niedoskonałość.

Dermika – Passioné Body – Zmysłowy peeling kwiatowy do ciała – tutaj wszystko się zgadza. Peeling również ma kremową bazę, bardzo dobrze zdziera martwe komórki naskórka (R.I.P.), pięknie pachnie kwiatami (niestety, nie mam pojęcia, jakimi, bo nie znam się na kwiatach), a zapach utrzymuje się jeszcze przez pewien czas po zabiegu. Niestety, nie dane mi było zużyć do końca, bo kupiłam go kilka miesięcy temu w promocji w Hebe i okazało się, że po miesiącu od otwarcia zwyczajnie się przeterminował. Co ciekawe, zaczął śmierdzieć dokładnie po upływie ważności. Praktycznie co do dnia. Taki to on doskonale wymierzony. Chętnie zmierzę się z nim znowu, kiedyś tam. Aha, oba egzemplarze dostają naganę za zamknięcie opakowania. Nakrętki pod prysznicem? Powinni tego zabronić.


La Roche-Posay – Effaclar – oczyszczający żel do skóry tłustej i wrażliwej – to moje prawdziwe trofeum! Gdy butelka wydała z siebie ostatnie pierdnięcie, odetchnęłam z ulgą i pełna dumy wrzuciłam ją do kosmetycznych śmieci. Te 200 ml myjącego szczęścia mieszkało w mojej łazience   rok. Przez te 12 miesięcy zdarzyło mi się oczywiście zbaczać z effaclarowego kursu i myć twarz czymś innym, ale przyznać trzeba, że butla Effaclaru jest nie do zajechania. Jeśli nie lubicie trwonić ciężko zarobionych złotówek i macie cerę tłustą lub mieszaną, kupujcie śmiało. W aptekach internetowych jest do zdobycia już od 20-kilku złotych i zdecydowanie to inwestycja, która się opłaca. Przez cały okres użytkowania żel nie zmienił zapachu, konsystencji ani właściwości. Działa bardzo dobrze, dogłębnie oczyszcza skórę, trzeba tylko pamiętać o regularnym nawilżaniu po, bo inaczej może przesuszać. Ja, mimo że mam cerę mieszaną, nie cierpiałam z powodu odwodnionych policzków, dlatego codzienne używanie kremu nawilżającego powinno uchronić Was przed pustynną katastrofą. Effaclar pachnie świeżo ściętymi kwiatami, ale nie od strony pąka, tylko od tej wiechciowatej, trawiastej strony. Nuty zapachowe tego typu możecie wyczuć, wchodząc do kwiaciarni. Ciekawe, czy komukolwiek nos podpowiada podobną odpowiedź na pytanie: czym pachnie Effaclar? Pewnie do niego wrócę, ale nieprędko – mam kilka innych kosmetyków do sprawdzenia i modlę się, żeby okazały się choć trochę mniej wydajne...

Yves Rocher – Riche Crème – przeciwzmarszczkowy krem pod oczy dla cery dojrzałej – może i w całości wielce dojrzała nie jestem, ale pod oczami owszem. Pierwsze zmarszczki obecne, pragnienie intensywnego nawilżenia również. Krem z serii Riche niedawno zmienił recepturę (o poprzednim pisałam tu: recenzja), ale wciąż jest doskonałym kremem pod oczy. Bez wysiłku utrzymuje optymalne nawilżenie, nie roluje się, jest lekki i treściwy zarazem. Używałam go na dzień i na noc i starczył na ok. półtora miesiąca. Nie radzę aplikować go na powieki lub zbyt blisko oczu, bo może podrażniać. Chętnie kupię go ponownie, jak tylko zrobię kolejny napad na sklep internetowy Yves Rocher (o mojej zakupowej ekstazie i o działaniu sekty YR poczytacie TU).

Lush – Cupcake – Fresh Face Mask – pisałam o tej masce niedawno (recenzja), dlatego nie ma sensu się rozwodzić. Mimo dobrego składu dla mnie okazała się rozczarowująco przeciętna. Nie planuję powrotu, szczególnie że kupowanie Lusha to w Polsce spore przedsięwzięcie.

Pat&Rub – Face Tonik – próbka starczyła mi na sporo użyć i zachęciła do zakupu tego toniku. Jest bardzo delikatny, odświeża i tonizuje, doskonale przygotowuje skórę do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych. 


Dax Cosmetics – Perfecta SPA – Masło do ciała wygładzające – nie mam zbyt dobrych doświadczeń z kosmetykami pielęgnacyjnymi Perfecty (zdecydowanie najkoszmarniejsze było masło kakaowe – recenzja), ale nie przekreśliłam marki, bo swego czasu odkryłam w jej ofercie świetny żel do higieny intymnej, któremu jestem wierna od prawie trzech lat*. To marcepanowe masło mile mnie zaskoczyło. Ma idealnie maślaną konsystencję, nieźle nawilża, trochę wygładza (oczywiście doraźnie) i ładnie pachnie (choć nie jest to zapach marcepanowy czy migdałowy). Nie będę rozmyślać o nim po nocach, ale nie wykluczam powrotu.

Isana – krem do ciała Figa & Granat – testowałam wszystkie trzy kremy Isany w półlitrowych słojach (analiza porównawcza tutaj) i z tym zeszło mi się najdłużej. Pomyłką jest wlanie tak rzadkiego kremu (konsystencja balsamu, a nawet mleczka) do słoika, bo przelewa się przez palce. Poza tym zły nie jest. Pachnie kwiatowo, bieli przy rozsmarowywaniu, nawilża przyzwoicie. Niestety, poziomem nawilżenia nawet nie zbliża się do wersji kakaowej, dlatego nie planuję ponownego zakupu.

Tołpa – Dermo Body – Serum wypełniające biust – sama nie wiedziałam, czego oczekiwać od serum do biustu, bo nigdy wcześniej takiego nie stosowałam. Wyobrażałam sobie ujędrnienie, może lekkie uniesienie (co po ciąży i kilku tygodniach z laktatorem byłoby całkiem spoko). Serum Tołpy zasycha, tworząc cienką skorupę i być może to ona miała w założeniu dać jakiś efekt uniesienia. Mnie się to nie podoba, za to spodobał się zapach. O co chodzi z tym wypełnianiem? Czy ktoś w ogóle wierzy w takie cuda? Szukam dalej. Następna stacja: balsam ujędrniający Pat&Rub.


Lady Speed Stick mówię nie, bo po kilku latach przerwy w używaniu żelowych antyperspirantów przypomniał mi, jakie to rozwiązanie jest nieestetyczne. Żel wydostaje się spod wieczka i zasycha, część pozostaje klejąca... nie, nie, nie. Ładny, uniseksowy zapach i dobra ochrona nie mają tu już większego znaczenia.

Nivea Dry Comfort Plus to z kolei wynalazek, do którego zachęcały mnie na zmianę M. i Esy, floresy. Nie używałam kulek od lat, powróciłam do korzeni i jestem bardzo, bardzo zadowolona! Dry Comfort pachnie ślicznie (jak to Nivea), odświeża, nie pozwala się spocić, a jeśli pozwoli, to nie na śmierdząco. Doskonała wiadomość na lato. Kolejna sztuka już w użyciu.


Nivea – Szampon odbudowujący Long Repair – przeznaczony do włosów łamliwych, rozdwajających się lub długich, z olejkiem babassu i płynną keratyną. Brzmi świetnie, dawne wielbicielki na pewno niepokoi fraza „nowa formuła”, ale ja w starej tego szamponu nie znałam, dlatego nie miałam uprzedzeń. Nivea jak zwykle pachnie czarodziejsko, a efekt, jaki daje na włosach, może się podobać lub nie. Dociąża (dla niektórych synonimem dociążania jest przyklapnięcie), maksymalnie wygładza (za każdym razem gumka spadała mi z wrażenia), włosy nie wymagają odżywki, ale ja i tak sobie z nią poczynałam. Szampon z odżywką z tej samej serii sprawia, że włosy lśnią i się ślizgają – na moich rzadkich cieniznach to nie jest do końca wymarzony efekt, bo potrzebuję odbicia u nasady i zwiększonej objętości, ale obiektywnie to bardzo dobry szampon. Do grubych, gęstych włosów – jak marzenie.

Klorane – suchy szampon z ekstraktem z pokrzywy – kupiłam go wiele miesięcy temu, jeszcze zanim dotarł w moje skromne progi szał związany z Batiste. Klorane sprawdza się dobrze, pachnie niezbyt pięknie (o ile się nie mylę, podobnie do Batiste w wersji Original), okazał się bardzo wydajny i chętnie bym do niego wróciła, ale jednak konkurencja ma dużo lepsze ceny.


Na koniec trochę pomakijażowego śmiecia. O tuszach pisałam przed chwilą, więc do opinii na temat Bourjois odsyłam Was do recenzji zbiorczej: klik. Obok widzicie dwie stożkowate kredki: TBS-owy kajal i Yves-Rocherowy khol. Khol okazał się ciemniejszy, kajal tłustszy, obie były świetne, ale ostatniego centymetra już nie zużyłam, bo ten kształt jest głupawy – szeroka podstawa uniemożliwia normalną aplikację na powiekę (chyba że chcecie czarrrrrne smokey). Khol od YR możecie teraz kupić za 29,90 zł. TBS-owy kajal został dawno temu wycofany. Ta fiolka ze sztuczną krwią to tint do ust od Catrice, który kiedyś dawał całkiem przyjemny efekt, ale po kilku miesiącach od otwarcia stracił połowę objętości (znaczy się: wysechł) i do niczego się już nie nadaje. Peszek. Nie kupujcie go z koszyków promocyjnych w Naturach, bo dostaniecie takie bezużyteczne coś. Na koniec dwa słowa o zmywaczu Essence: to najgorszy acetonowy zmywacz, jakiego używałam. Działa gorzej od wielu bezacetonowych, jest zupełnie beznadziejny. Ale ładnie pachnie kokoskiem, jeśli to coś zmienia :).

Ufff, kto dobrnął do końca, dla tego oklaski <klask, klask>. Miłego wieczoru, Drogie Panie! 


*chodzi o bezzapachowy, bardzo delikatny żel z serii Perfecta Mama, o ten: klik.

76 komentarzy:

  1. Świetny wstęp - uśmiechnęłam się do monitora
    i ładne zużycie!
    a ja właśnie na ten czas odstawiłam od lat używane kulki (z nivea) na rzecz sztyftu (też lady speed stick) zobaczymy czy nie będę żałować ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja właśnie sztyftom byłam wierna przez lata i ostatnio zachciało mi się odmiany, a tu dziewczęta wciąż trąbiły o kulkach Nivei. no to spróbowałam i... zostałam z nimi :)

      Usuń
  2. Pokladkałam sobie, teraz mogę komentować :D
    nie znam, nie znam, nie znam, nie znam, wróć - znam! :D Effaclar używałam dłuuugo, wespół z kremem Duo i cuda działał ten duet u mnie, teraz będę powracać i jak wykończę żele aktualne, kupię Effaclar. I to od razu 400 ml, bo u mnie był mniej wydajny niż u Ciebie ;)
    Co do Nivea - a nie mówiłam? Super jest! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czymkolwiek jest pokładkanie, cieszę się, że już jesteś po ;)
      no mówiłaś z tą Niveą, mówiłaś. i miałaś rację, że hej! ja nigdy nie byłam jakaś bardzo potliwa, ale ten zapach w połączeniu z działaniem dają cudowny komfort, że nigdy nic złego spod mojej pachy się nie wydobędzie, co ostatnimi czasy niestety jest możliwe – Tomasz waży ponad 11 kg, a ja muszę go po spacerze targać na 3. piętro na rękach...

      Usuń
    2. Ja mojego malucha też targałam na 3 piętro ;) Czasami jeszcze jak wiem że jest mega zmęczony to go wniosę ale mój to już czterolatek i prawie 20 kg waży ;)

      Usuń
    3. a więc za dwa lata teoretycznie 20 kilo do wnoszenia? mój kręgosłup nie może się doczekać!

      Usuń
    4. Tak to jest, jak się nie czyta, co się pisze ;)
      Tam miało być, że sobie poklaskałam za przeczytanie całości ;P
      Co do targania Tomasza na 3 piętro - znam to! My Kebsa nosiliśmy na rękach jeszcze mieszkając w Krakowie też na 3, aż osiągnął 19 kg, potem ja się zbuntowałam :/ Bo wiesz, labradory mają słabe stawy, więc póki się one kształtują, wskazane jest nosić, nawet do 7 miesiąca ;P Nie będę wspominać, jak się na nas patrzyli i co mówili starzy [ dosłownie;p ] lokatorzy bloku? ;P
      A zresztą, będziesz siłaczką :D

      Usuń
  3. Sporo tego :).
    Jak widzę, że jakiś Kremowy Peeling szczerzy do mnie zęby, to uciekam, gdzie pieprz rośnie. Już ja znam takie rozwodnione kremy, które trzy drobinki na krzyż, najpewniej dla ozdoby.
    Wiele osób poleca żel Efflaclar, a ja się z nim nie polubiłam. W połączeniu z wrocławską wodą robił mi na twarzy jesień średniowiecza, skóra była sucha jak pieprz.
    Mam teraz to masło do ciała z Daxa - wyjęłam je z czeluści szafy niechętnie, bo kończy mu się termin ważności. Peeling z tej samej linii mnie rozczarował (zarówno pod względem konsystencji, jak i zapachu), więc specjalnie nie paliłam się do wysmarowania tego produktu. Już nie mogę się doczekać, aż otworzę coś innego. Tym Daxem wysmaruję torebki albo coś :D.
    Podziwiam za zużycie LSS - mnie kilka razy wystarczyło, żeby to dziwne coś wylądowało w torbie z niezużytymi bublami :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no bez sensu zupełnie są te kremy z ziarenkami, już taniej by im wyszło sprzedawać kremy jako kremy. słabo z tym Effaclarem. ja nie odważyłam się nigdy używać go bez porządnego nawilżenia po, bo fakt faktem – spod prysznica wychodziłam ze świecącym od czystości i przesuszu czołem.
      Smaruj masłem Daxa nogi, nie zauważysz jego obecności ;)

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. bywały dużo większe, to tylko ja tak dużo gadam ;)

      Usuń
  5. Teraz będziemy się pocić i pachnieć tak samo niedługo ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. byle przetrwać środę i już nastawiam się na wspólne poty, niekoniecznie siódme :D

      Usuń
  6. Nie wiem, czemu nie wspomniałam o tym wcześniej, ale szalenie podoba mi się obecny szablon, prostota górą ! :) Muszę znaleźć kogoś do pomocy w stworzeniu porządnej szaty graficznej mojego bloga w końcu, bo wstyd tak się pokazywać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się, że Ci się podoba :) za mój szablon odpowiedzialna jest one little smile, sama nie umiem zrobić nic ładnego

      Usuń
  7. Uff, co za giga denko:) Krem pod oczu YR kusi niezmiernie, muszę się w końcu kiedyś ogarnąć i złożyć u nich zamówienie. Zaintrygował mnie również ten karmelowy żel pod prysznic (bo ja kocham wszystko co karmelowe), więc z wypiekami na mym bladym licu czekam na ciąg dalszy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to karmel z masłem, Aniu! bardzo maślane, jak z ciasta kajmakowego :) realistyczne zapachy, aż trzeba się zastanowić, czy na pewno chcemy się myć np. plackiem kajmakowym czy ciastkami z czekoladą :D

      Usuń
  8. a ja bardzo lubię Lady Speed stick w żelu:)

    OdpowiedzUsuń
  9. To są zużycia jednego miesiąca? WOW ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dokładnie to są opakowania, które w tym miesiącu dobiły dna :) różnica jest zasadnicza!

      Usuń
  10. Ale mnie zaintrygowałaś tym Bodyfarm ... no no koniecznie muszę o tym poczytać. Zdecydowanie lubię niezdrowe, słodkie, kaloryczne żarcie w kosmetyce, a jak jeszcze jest w takim ładnym opakowaniu, to już w ogóle :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tylko weź pod uwagę, że ten żel to jest karmel z masłem – to masło tutaj jest kluczowe! zapachy są oddane bardzo dokładnie, podobnie jest z wersją ciasteczkową. aż dziwnie się tym myć, bo zastanówmy się: czy zapach prawdziwych ciastek to na pewno coś, co chcemy wąchać w kąpieli? odpowiedzieć każdy musi sam, ja do dziś nie jestem pewna, ale Bodyfarm naprawdę robi bardzo realistyczne kompozycje :)

      Usuń
  11. u mnie krem pod oczy z YR wystarczył na 3 miesiące i jeszcze trochę mi go zostało. zaczynam zastanawiać się czy ja go za mało nakładam czy Ty za dużo ;d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz co, a może źle coś policzyłam, może ze dwa miesiące mi służył, to prawdopodobne :D na noc zawsze kładę grubą warstwę, na dzień mniej, może to dlatego?

      Usuń
  12. Czekoladowa pistacja była słodka i apetyczna, ale strasznie... płaska (?) zapachowo. Aromat tani, niewyszukany, może się znudzić.
    ?!
    Płaskie to są naleśniki z masłem i cukrem.
    :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ocipiałaś? naleśniki z masłem i cukrem są puchate i pyszne! a ta pistacja była równie płaska co te perfumy z lat 90., które u mnie wąchałaś :)

      Usuń
    2. W pewnym wymiarze były zachwycające.

      Usuń
  13. Piękne denko :)
    Mam bzika na punkcie żeli pod prysznic i jak tak patrzę na ten karmelowy przysmak to mam ochotę go kupić, mimo że w zapasie mam pełno innych żeli ;)
    Tonik z Pat&Rub właśnie wykańczam i na początku nie zauważyłam różnicy między nim a innymi tonikami, dostrzegłam ją dopiero teraz kiedy moja cera na policzkach zrobiła się sucha. Na pewno jeszcze do niego wrócę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja chciałam przetestować tonik P&R po pozytywnej recenzji Hexxany, a jak już miałam próbkę w rękach, na początku wydawało mi się, że to nic takiego. po kilku użyciach zauważyłam jednak, że jest przyjemnie delikatny, ładnie tonizuje, nie ściąga skóry, nie lepi się i... zdałam sobie sprawę, że to właśnie zbiór cech, które charakteryzują świetny tonik! zwykle każdemu czegoś brakuje, a ten ogarnia każdy temat. chociaż nadal wydaje mi się, że da się znaleźć podobnie dobry preparat w dużo niższej cenie.

      Usuń
  14. w bliżej nieokreślonej przyszłości dam się skusić na ten krem pod oczy yr :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. spróbuj, przy promocjach YR łatwo go ucapić w niskiej cenie, a słyszałam od Hexx, że na Wyspach też nieźle dają czadu z rabatami i całym tym sekciarskim klimatem ;)

      Usuń
  15. Sporo produktow, z ktorych zadnego nie mialam ;) Chyba wreszcie skusze sie na przeciwzmarszczkowy krem Yves Rocher :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. warto wypróbować, tylko koniecznie szukaj dobrych promocji, można go spokojnie kupić o połowę taniej niż na metce!

      Usuń
  16. "Tak, ja też nie znam"- rozwaliłaś mnie tym tekstem :D ładnie Wam poszło! nie znam wielu produktów... mam chrapkę na kremik z isany, będę nim kremować kudły ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czytałam na jakimś blogu, że ta figowa Isana na włosach szału nie robi, może lepiej spróbuj kakaową? (o ile wytrzymasz ten duszący, ciasteczkowy aromat)

      Usuń
  17. Miałam ten żel effaclar i chyba muszę do niego wrócić ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Jesu - wszystko chcę mieć [to się leczy. wiem] :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może są na to jakieś tabletki, poszukaj w aptece internetowej lub drogerii, może od razu znajdziesz na nie PROMOCJĘ lub RABAT :>

      Usuń
  19. Świetne denko, Kochana, oklaski dla ciebie!
    Bardzo lubię tonik Pat&Rub, właśnie używam trzecią butelkę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oho, to już całkiem długa znajomość z tym tonikiem! dziękuję za oklaski :D

      Usuń
  20. świetne są te denka, naprawdę, ale nie dla mnie :D wyrzucam wszystko na bieżąco do kosza xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jesteś normalna. to my urządzamy jakieś fanaberie.

      Usuń
  21. Ja z tej serii YR miałam krem do rąk, zapach nawet fajny, ale działanie było raczej słabe, za słabe na chłodne dni.
    Krem figowy Isany kupiłam ostatnio z zamiarem używania na włosy, jeszcze go nie otwierałam, ale skoro piszesz, że jest rzadki, to nie wiem czy się sprawdzi.
    Suchy szampon Klorane to był mój pierwszy produkt tego typu i bardzo go polubiłam, nawet jeszcze trochę mam ;p Ale ostatnio królowały Batiste. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klorane ma za to lepszy rozmiar butelki, mieściła mi się w szafce za lustrem w łazience. Batiste to jakieś wielkoludy, nie ma gdzie ich trzymać! :)

      Usuń
  22. Duże denko, moje gratulacje! :) Ja z Twoich zużyć znam jedynie żel Effaclar i bardzo go lubię. Używałam już wcześniej, ale źle dobrałam pielęgnację i mocno przesuszył mi skórę. Teraz jest o wiele lepiej :) Na pewno jeszcze do niego wrócę.
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o właśnie, "źle dobrałam pielęgnację". kluczowe zdanie moim zdaniem, powinni je wypowiedzieć ci, którzy twierdzą, że za bardzo wysusza :)

      Usuń
  23. Z czekoladowych pistacji zapachowo i wizualnie rządzi myjadło z Farmony, ale skoro znasz masło, to myjadło pewnie też. A poza tym dzień dobry, przyprowadził mnie tu wujek gugiel i wtopiłam, przeczytałam całego bloga w 2 dni i teraz nie wiem, co będę czytać. Wchłonęłam nawet wpisy o lakierach do paznokci, chociaż jestem z frakcji obsesyjnie myjąco - smarującej, kolorówka mnie jakoś nie kręci. Chyba chodzi o to, że dla mnie masz stajla. Albo coś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to jeden z tych momentów, w których moje stopy odrywają się od ziemi, a rumieniec wyłazi mi spod mejkapu!

      Usuń
    2. Ty nam stąd nie ulataj, tylko smaruj (choćby i po rumieńcu) i pisz, bo jak sama widzisz - jest potrzeba w narodzie!

      Usuń
  24. Zakazane butelki w Douglasie mam szukać, mówisz? Wyruszę na poszukiwania, gdy mój portfel otrząśnie się po tych promocjach w drogeriach na N i R.
    Mam krem z Isany i zmęczyć go nie mogę - jak dla mnie ma za słodki zapach, ale fajnie nawilża nogi po depilacji. :)


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a który masz, ten figowy? czy kakao? dla mnie kakao jest na granicy wytrzymałości, ale dla doskonałego nawilżenia od czasu do czasu mierzę się z jego aromatem.

      Usuń
    2. Figowy, bo kakao stoi jeszcze nieotwarty. :)

      Usuń
  25. A mówią, że to ja cały czas denkuję ;)
    U Ciebie ilość pustych opakowań też robi wrażenie.
    Maseczkę Cupcake wielbiłam. I gdy będzie okazja kupię ponownie.
    Krem do ciała z Isany bardzo lubię w wersji kakaowej.
    A ten pod oczy z Yves Rocher mam na liście zakupowej, czekam tylko na konkretną promocję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no ja co miesiąc wywalam pustaki z siatki pustakowej, przecież to standardowa częstotliwość :)
      kakaowa Isana jest najlepsza!

      Usuń
  26. Fajne produkty, tylko kolorowka mnie nie porwala ;) mialam kilka produktow z tej listy, ale nie probowalam jeszcze tego masla z Isany. Jak zuzyje to, co mam w zapasie, to wprobuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a co tu jest do porywania, przecież zużyte :>

      Usuń
  27. dotrwałam do końca, czekam na nagrodę.
    Opornie mi idzie kupowanie wszędzie polecanych hitów, bo co sięgam, to dla mnie bubel. PO isanę kakową sięgnęłam ostatnio (promo promo), ale aż się boję użyć, żeby nie zabić kolejnej legendy.
    Effaclar był świetny, ale zużywał się tylko wtedy, gdy go używaliśmy wspólnie (kiedyś go wlali do butelki z pompką i to było najlepsze rozwiązanie). A jak Ci się kiedyś jego zużywanie zacznie nudzić, to polecam przemywać nim plecy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nagrodą były oklaski! i bezcenna wiedza na temat moich preferencji ;)))
      isana kakaowa ma silny aromat ciasteczkowy, ale coś tam jeszcze zalatuje. mimo że lubię ciasteczka w kosmetykach, ten wchodzi mi z trudem, ale nawilża naprawdę godnie, może legenda pozostanie żywa?

      butelka z pompką dla Effaclaru brzmi fantastycznie, podobnie jak koncepcja szorowania nim pleców (że też nie wpadłam na to ze cztery miesiące temu ;)

      Usuń
    2. o ile nie umiem wcierać słabych kremów do twarzy w stopy (ponoć to bardzo modny w blogosferze patent, ale ja wolę wyrzucić lub puścić w świat :P), o tyle na rzeczy myjące umiem znaleźć zastosowanie :P
      a tak całkiem serio, my mamy problem z potówkami na plecach, latem na udach. Effaclar czy Avene dodany do zwykłego żelu/ mydła niweluje ten problem :)
      A skoro isana jest ciasteczkowa, to trochę z otwarciem się wstrzymam :P

      Usuń
    3. też kiedyś zużywałam słabiaki do stóp, ale ostatnio - podobnie jak Ty - wolę oddawać. naprawdę jestem pod wrażeniem pomysłu naprawiania pleców czy ud, nigdy nie przyszło mi to do głowy, a przecież to doskonała w swej prostocie koncepcja!

      Usuń
  28. Gratuluję zużycia masła Isana. Dla mnie taka pojemność to wyzwanie.
    Szampon Klorane też polubiłam, ale wychodzę z podobnego założenia ;)
    Narobiłaś mi smaka na kosmetyki Bodyfarm. Jestem ciekawa co jeszcze mają w ofercie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dla mnie ta pojemność też była wyzwaniem, ale z takimi wielkoludami zawsze sobie jakoś radzę, bo mam kilka mazideł naraz otwartych i zużywam na zmianę, więc na nudę nie narzekam :)

      a Bodyfarm ma w ofercie mnóstwo kalorii, czyli to, co tygryski lubią najbardziej :D

      Usuń
    2. Namówiłaś mnie, przejdę się do tego Douglasa obadać, ale z bólem, bo nie znoszę Douglasów. Oby te Bodyfarmy były tego warte...

      Usuń
    3. ojej, wszystko zależy od tego, czy koncepcja nacierania się ciastkami wydaje Ci się kusząca, czy nie :D dla mnie ten zapach pod prysznicem jest wręcz absurdalny! ale ten Butter Caramel ma w sobie coś niesamowitego... dużo lepszy od Aquoliny.

      Usuń
  29. To nie denko tylko denocho ;-) niestety nie znam zadnego z kosmetyków. Gratuluje zużyć :-)

    OdpowiedzUsuń
  30. Ten grecki żel mnie zainteresował :) A gdybyś napisała, że ten zmywacz z Essence jest dobry to już bym po niego pobiegła, a tak odpuszczam ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. naprawdę świat nie widział gorszego zmywacza :)

      Usuń
  31. Banda brudasów, ale za to z jakimi dłońmi? :D
    Lubię żele Caudalie, bo mam wymagającą skórę :P lecz padło mi na mózg, że wybrałam wariant z cytrusami i męczę go dość długo... U mnie się pieni, ciekawa sprawa dlaczego Twój nie chciał. Może się zbuntował :DDD
    YR Riche Creme pod oczy, to jeden z kremów który gościł u mnie dość często. Może nawet kupię go ponownie, kto wie. Początkowo podkradałam Mamie, która robiła za królika :)))
    Tonik łagodzący z P&R uwielbiam, po prostu. To moja perła! :)
    Kiedyś kupiłam sztyft z Lady Speed Stick i.... podczas używania daleko było mi do lady nie mówiąc już o Speer stick :P
    Kulki Nivea kiedyś lubiłam, ale potem nastała era Vichy i Garniera.
    Dobrnęłam do końca a jakże! Nawet przeczytałam jeszcze raz robiąc notatki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, podwójny odczyt? chyba jesteś jedyna! :) Ten żel Caudalie oczywiście Jakoś Tam się pienił, ale bardzo ta piana była przez niego wymęczona i wysapana. Mam za dużo empatii, nie mogłam na to patrzeć ;). Tonik łagodzący P&R właśnie u Ciebie przyuważyłam i dlatego radość była wielka, że mogę go wypróbować. Na pewno kupię go za jakiś czas w pełnym wymiarze.

      Usuń
    2. Serio? ja często tak robię, bo kiedy nie mam czasu na pisanie robię sobie mały przegląd blogowy i czytam, by potem wrócić do stałych miejsc czytelniczych :))) Kiedy wracam, to czytam jeszcze raz, bo czasami myśl jest zbyt lotna ;)
      Może nie przeszkadza mi to w taki sposób, bo przyzwyczajona jestem do delikatnych myjadeł i nigdy jakoś specjalnie za pianą pod prysznicem nie przepadałam ;)
      Tonik z P&R to mój św. Graal pośród toników kojących/łagodzących. Nie trafiłam na nic lepszego i moja kapryśna cera docenia jego działanie także cieszę się, że i Tobie spasował bo częściowo dzielimy ten sam problem, naczynka :(

      Usuń
  32. Mnie też sie skończył najlepszy na świecie peeling do ciała Passione Body, super skuteczny a delikatny, nie podrażnia, wygładza, cudnie pachnie.. moja skóra uwielbia ten peeling i balsam do ciala do kompletu.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger