31.05.2014

O żelach pod prysznic Bodyfarm, czyli obwieszczenie dla kąpielowych łakomczuchów

Zarówno ja, jak i mój mąż uwielbiamy w kosmetykach zapachy produktów spożywczych. Tych słodkich i tuczących rzecz jasna. Swoją drogą czy nie dziwi Was, że na drogeryjnych półkach nie widać jeszcze choćby jednej limitowanej edycji balsamów o zapachu sałatki nicejskiej czy pieczonego ziemniaka? Skoro wszystko już było, czemu by nie pójść o krok dalej... W każdym razie, jeśli o nas chodzi, bez względu na porę roku, nastrój, dzień cyklu czy fazę Księżyca, na półkę pod prysznicem wciskamy regularnie rozmaite żele ciasteczkowe (np. Balea), czekoladowe (Aquolina), kawowe (Joanna) – jedne otaczamy czcią i uwielbieniem, a o innych staramy się jak najszybciej zapomnieć. To znaczy ja się staram, bo mój małżonek słynie z mało wybrednego nosa i żeby nos jego skrzywił się z niezadowoleniem, żel musi pachnieć doprawdy odrażająco. Dotychczas nadziei na piękne czekoladowo-ciasteczkowe aromaty szukaliśmy w ofercie Aquoliny, która P. odpowiadała, a mnie niekoniecznie lub nawet nie bardzo, aż nagle w sklepie internetowym Douglasa uśmiechnęły się do mnie ONE...


Nigdy wcześniej nie słyszałam o tej firmie, ale szybki research wykazał, że Bodyfarm narodził się w Grecji i z powodzeniem swą bogatą ofertą dotrzymuje kroku na przykład The Body Shop. Obie firmy chętnie opowiadają o tym, jak czerpią z natury i obie nęcą szeroką gamą zapachową. Jeszcze jakiś czas temu TBS sprawiał, że dostawałam ślinotoku na widok ich cudownie zachęcających etykiet, ale teraz są już nowe i nijakie, więc nie ma o czym gadać. Bodyfarm wciąż namawia do kąpielowej konsumpcji radosnymi etykietami przedstawiającymi pyszne żarcie i robi to tak skutecznie, że bez odkręcania butelek, zupełnie w ciemno zamówiłam online dwie miniatury: ciasteczkową i maślany karmel. Przyjemność przetestowania 50 mililitrów tych kąpielowych delicji nie jest zbyt tania, bo za tę niewielką pojemność sklep życzy sobie 9,90 zł. Nie ma dramatu, ale nie nazwałabym tego promocją miesiąca. 

Po lewej: żel Bodyfarm w starszej szacie graficznej, tuż obok odświeżony wizualnie brat.

Łatwo się domyślić, jak bardzo udany okazał się mój zakup, skoro na kolejnej fotce widzicie dwie butle w pełnym wymiarze. W ciasteczkowej wersji zakochał się mój mąż, więc dokupiłam mu jeszcze 250 ml szczęścia, dołożyłam też klasyka, czyli ciemną czekoladę. Jest dobrze, a nawet doskonale! Dlaczego? Bo żele Bodyfarm pachną dokładnie_tak_jak_głosi_etykieta. Cocoa Cookies to zamknięte w plastiku, najprawdziwsze kakaowe ciastka, czekolada pachnie po stokroć czekoladowo, a na wspomnienie Butter Caramel moje ślinianki ruszają do pracy ze zdwojoną siłą. Jeszcze nigdy nie wąchałam czegoś tak bliskiego oryginałowi. Zwykle ciasteczkowe kosmetyki mają wspólny, chemiczny zapach, który społeczeństwo uznaje za miły. Czekolada z różnymi dodatkami w wykonaniu Aquoliny pachnie nieźle, przeciętnie lub sadzi przepoconymi skarpetami (wersja z orzechem laskowym) i tak dalej, i tak dalej. Dark Chocolate z Bodyfarm urzekł mnie najmniej z całej trójki, ale tak po prostu pachnie tabliczka ciemnej czekolady. To samo Cocoa Cookies – chcecie ciastka? Macie ciastka. Nie jest wcale powiedziane, że zmywanie z siebie brudu kakaowym ciastkiem jest fajne, ale czy nie o kakaowym ciastku myśli ten, kto kupuje kakaowociasteczkowy żel pod prysznic? Bodyfarm spełnia nasze życzenia w 100%. Po prostu musicie sobie odpowiedzieć na wielce filozoficzne pytanie: czy na pewno marzę o umyciu się prawdziwym produktem spożywczym? Jeśli czujecie pod skórą, że nie, że wolicie chemiczne, słodziutkie i milutkie wydanie deserowego żelu pod prysznic, trzymajcie się z daleka od Bodyfarm. Tako rzecze ciocia Agata.


Na koniec słów kilka o kosmetycznych technikaliach. Nowsze etykiety zawierają starsze składy, brak zmian i... dobrze. Nic plugawego w nich nie występuje, za co duży plus. Na zdjęciu widzicie wielki otwór w miniaturowej butelce – to z niego wydostają się lubieżne, słodkie zapachy. Technicznie rozwiązanie jest dość głupie, ale mój nos był ukontentowany możliwością zaciągnięcia pełnym płucem tego aromatu. I owego także. Żele pienią się niezbyt intensywnie, co niekoniecznie mi się podoba, a poza tym zachowują się na skórze raczej standardowo. Nie ma mowy o pielęgnowaniu czy nawilżaniu, pozostawiają skórę nieprzesadnie gładką i ani trochę szorstką w dotyku. Jeśli więc pominiemy aspekt węchowy, plasują się w moim żelowym rankingu pośród absolutnych średniaków. Po kąpieli niestety dość szybko musimy pożegnać się z bezwstydnymi aromatami, bo te nie utrzymują się długo na skórze. Może to i lepiej, bo mogłabym podgryzać sobie kolana oraz oblizywać pachnące łokcie, a tak pozostaję dla świata wciąż dość normalna. 

Ciekawe, jak sprawdzą się inne zapachy Bodyfarm. Czy białe piżmo jest białym piżmem, a imbir imbirem? Tego pewnie dowiemy się w kolejnych odcinkach.

Pojemność: 50 lub 250 ml 
Cena: 9,90 zł za 50 ml, 29,90 zł za 250 ml
Ocena: 5+/6
Dostępność: widziałam tylko w Douglasie

19 komentarzy:

  1. mniami:) apetyczne:) zajrzę do Douglasa:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam nadzieję, że stacjonarnie też jest dostępna ta marka

      Usuń
  2. M-m-m-maślany karmel?! *ślinotok*

    OdpowiedzUsuń
  3. Cocoa Cookies.....oh matko *___*

    OdpowiedzUsuń
  4. lubię takie zapachy, ale jesienią i zimą :) teraz wolę coś orzeźwiającego :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedyś kupiłam w ciuchlandzie :P za chyba 1,5 zł ;) chyba kawowy, był taki gorzki a drugi był biała czekolada :) Całkiem fajny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tego samego Bodyfarma w ciuchlandzie??? :O

      Usuń
  6. Uwielbiam takie jedzeniowe aromaty o każdej porze roku.
    Wersja ciasteczkowa kusi ... :)
    Odkładam jednak zakup, gdyż żeli pod prysznic u mnie sporo.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wyglądają bardzo smakowicie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Karmeeeeel... A tak bardzo starałam się nie iść po kolejne opakowanie przegenialnych lodów marki Tesco.

    OdpowiedzUsuń
  9. Powącham, jak wpadnę.

    a tak pozostaję dla świata wciąż dość normalna.
    ahahahaha. ahahahahaha. AHAHAHAHAHA!

    OdpowiedzUsuń
  10. Na wersję karmelową i ciasteczkową narobiłaś mi ogromnego smaku:) Co prawda żeli pod prysznic w zapasie Ci u mnie pod dostatkiem, ale myślę, że jeden więcej nie zrobi różnicy;P

    OdpowiedzUsuń
  11. Żele muszą być naprawdę świetne skoro zdecydowałaś się po próbkach na wersje pełnowymiarowe. Miałabym ochotę na ten ciasteczkowy. :) Kiedyś miałam zestaw mini żeli ciasteczkowych z Joanny, pachniały cudnie. :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie kuś Ciociu Agato, nie kuś! Już dostałam ślinotoku na widok żelu karmelowego... ^^ Niestety, aktualna ilość żeli w moich zbiorach doprowadza mnie do kosmetycznego kaca i nie mogę (nie chcę) pozwolić sobie na zakup kolejnego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam dopytać: który żel z Balea pachnie ciasteczkami? ;>

      Usuń
    2. http://kokardi.pl/pielegnacja-ciala/308-balea-ananasowy-balsam-do-ciala-.html o tę serię mi chodziło, umowny zapach ciasteczkowy :)

      Usuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger