17.05.2014

Spieszmy się kochać limitki, tak szybko odchodzą! Ostatnie chwile M•A•C Alluring Aquatic

Limitowana edycja MAC-a Alluring Aquatic zainteresowała mnie już w materiałach promocyjnych. A kiedy na blogach pojawiły się zdjęcia i swatche, ślina pociekła mi do pasa, a nawet do paznokci u stóp. Gdy tylko pierwsze dni maja nawiedziły kalendarz, pobiegłam w podskokach do salonu MAC. Akurat tak wyszło, że stało się to w Katowicach. Miałam plan przywiezienia sobie cudnej pamiątki z majówki na Śląsku (tym cudniejszej, że mąż rzucił hasło: „Ja stawiam!”), przekroczyłam próg MAC-owej oazy rozpusty i... zonk. Alluring Aquatic na półkach sklepowych nie istniał. Wtenczas dowiedziałam się, że tylko dwa salony w Polsce dostąpiły zaszczytu otrzymania Aquatica i są to salony warszawskie. Za chwilę jednak dumna pani katowiczanka ogłosiła, że Temu Salonowi również udało się wyrwać z tajnych zasobów MAC-a morskie przedmioty, tyle że będą dostępne w drugiej połowie maja. I że zaprasza. Tylko niestety już nie mnie.


Wróciłam do Warszawy, zajęłam się swym matczynym żywotem i udało mi się trafić do salonu MAC w Galerii Mokotów dopiero wczoraj. Z daleka widziałam śliczną wystawkę z cudeńkami z dna morza. Niestety, bliskie spotkanie z Alluring Aquatic było bardzo rozczarowujące. Na wielu testerach wisiała okrutna naklejka „sold out”. 
– Proszę pani, to już dwa tygodnie, klientki walą drzwiami i oknami, bo kolekcja jest cudowna! – usłyszałam. Jest cudowna, a raczej była. Teraz mamy do wyboru cudowne resztki. Oczywiście przesadzam, ale rozgoryczona byłam bardzo, bo wybrałam się do MAC-a po pomadkę Mystical, a ona jako jedyna była tak samo sold out, jak wszystkie pudry i bronzery w kamieniu, na które również ostrzyłam sobie zęby. Nie ma jednak tego złego – do moich zbiorów trafił kremowy cień o niezwykłej konsystencji, którego wcale nie planowałam zabierać do domu, a teraz cieszę się jak przygłupia fretka, że zasilił moją kolekcję. Wraz z cieniem przygarnęłam za skromne 131 złotych róż w kolorze, którego za nic w świecie nie kupiłabym po przymierzeniu na dłoni. Był pomarańczowy jak największy koszmar wśród bronzerów. I nieco drogawy jak na róż, który i tak nie jest mi potrzebny. Bądźmy jednak szczerzy: łatwo stracić głowę i pojęcie o cyferkach, kiedy w przebrzydłym, MAC-owym salonie kuszą pudełka z tak pięknymi kroplami. Słowo daję, to jakiś marynistyczno-kosmetyczny pornos. 


Extra Dimension Eye Shadow w odcieniu Legendary Lure rozkochał mnie w sobie cudownie kremową konsystencją. Dotychczas pracowałam tylko z kremowymi cieniami Catrice i Essence, z czego pierwsze uznaję za niezwykle przyjemne i należą do grona moich kolorowych ulubieńców, ale Essence rozczarowało zbitą strukturą i problematyczną aplikacją. Ten tutaj konsystencję ma idealną, pigmentację świetną, jest zupełnie inny od Made To Stay z Catrice – delikatniejszy, bardziej pudrowy. Efekt, który widzicie niżej, osiągnęłam po jednym machnięciu paluchem po dłoni. Taki z niego zawodnik. Trochę rozczarowałam się kolorem, bo – choć stalowy jest uniwersalny – miałam kupić metaliczny cień z zielonymi akcentami. W salonie oglądałam coś dużo bardziej oliwkowego i teraz nie wiem, czy to kwestia światła, czy pani jednak pomyliła się i wlepiła mi inny odcień, niż chciałam (nie sprawdziłam oczywiście zawczasu, jak wabi się moja nowa oliwkowa miłość). Płakać jednak nie będę, bo Legendary Lure nie można odmówić uroku. Na pewno się nie zmarnuje :).


Gdy wiedziałam już, że żaden z pudrów brązujących nie trafi pod mój dach, zerknęłam łaskawym okiem w stronę dwóch różów Extra Dimension Blush, które należą do kolekcji Alluring Aquatic. Wybór niewielki i sądziłam, że łatwy – po obsmarowaniu ręki jednym i drugim byłam przekonana, że kupię bardziej różowy Sea Me, Hear Me. Seduced At Sea wyglądał na intensywny koral, pomarańczowe nieszczęście, to się po prostu nie mogło udać. Pani z MAC-a była jednak przekonana, że to właśnie koral będzie dla mej facjaty tym jedynym. Cóż, wygląda na to, że miała rację. 


Kiedy zaaplikowała Seduced At Sea na moje poliki, okazało się, że całość prezentuje się niezwykle świeżo (bo rozświetla) i sympatycznie. Moje blond-pierze dobrze skomponowało się z różem, który nagle przestał straszyć pomarańczowymi tonami i stał się interesującą, dziewczęcą brzoskwinką. Tu również konsystencja zaskakuje. Jest podobnie aksamitna, pudrowa i kremowa jak w przypadku cieni. Nigdy nie miałam różu o takiej fakturze, więc mam nadzieję, że poradzę sobie z jego aplikacją. Wszystko jednak wyglądało banalnie – trzy sekundy pędzlowania każdego policzka i po sześciu roboczosekundach fantastyczny efekt. Myślę, że nasza przyjaźń rozkwitnie. Witaj w domu, maluchu!


Dawno zakupy kolorowych kosmetyków nie wywołały we mnie takiej euforii. Jeżeli Wy też się podkochujecie w tej limitowanej edycji, pędźcie prędko do salonu MAC, nim obrotne panie obkleją soldałtami wszystkie elementy tej morskiej układanki. Sklep internetowy już świeci pustkami, dostaw nie będzie. Może dziewczęta ze Śląska jeszcze dadzą radę upolować to, na co mają ochotę? Powodzenia i chwalcie się łupami! Ja spływam.

Alluring Aquatic Limited Edition
Extra Dimension Eye Shadow, Legendary Lure: 82 zł
Extra Dimension Blush, Seduced At Sea: 131 zł

26 komentarzy:

  1. Piękne są ale jakoś prócz opakowań akurat ta limitka mnie nie kręci :/

    OdpowiedzUsuń
  2. przykro mi, że nie upolowałaś tego, na co miałaś ochotę. niemniej róż jest cudny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no niestety, ta limitka znika w oczach, ale i tak jestem bardzo zadowolona z tego, co przytargałam do domu :)

      Usuń
  3. Doskonale rozumiem Twoją euforię dotyczącą zakupów :))) i mnie samej bardzo nie podoba się, że LE dopiero wchodzi a już są braki. Bardzo zraziło mnie to do zakupów z MAC'a i najczęściej wybieram coś ze stałych serii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja ogólnie nie kocham limitek, bo denerwuje mnie, że tak szybko odchodzą... taka twarda kolorówka typu róż czy bronzer to jeszcze pół biedy, bo wystarcza na długo, a i tak potem jesteśmy ciekawe innych produktów, ale szybko zużywające się produkty lub, co gorsza, pielęgnacja – tych miłostek i rozstań boję się najbardziej. już wiele razy mi się to zdarzyło, szczególnie w przypadku tuszów do rzęs. Tym razem zakochałam się w opakowaniach na tyle, że postanowiłam zaryzykować związek z Aquatikiem ;)

      Usuń
  4. Piękna jest ta limitka trzeba przyznać!

    OdpowiedzUsuń
  5. Muszę przyznać, że te opakowania strasznie mnie kręcą:) Niestety muszę obejść się smakiem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ładna ta kolekcja, ale nie wiem czy kupiłabym coś, gdyby jednak nie wpadło mi w oko od razu :) Ale opakowania robią wrażenie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale luthienn, tam wszystko wpada w oko ;)

      Usuń
  7. Opakowania mnie zachwycają :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Legendary Lure wygląda cudnie ;) Również zwróciłby moją uwagę.

    OdpowiedzUsuń
  9. Opakowania zachwycają, przyznaję. Choć w samej kolekcji nie widziałam niczego dla siebie.

    OdpowiedzUsuń
  10. uwielbiam kolory cieni tej serii <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to Ty mnie najbardziej nakręciłaś na tę limitkę! :D

      Usuń
  11. Tylko salony warszawskie? To nieprawda :D Ja kupiłam kilka rzeczy w Douglasie w Galerii Łódzkiej! Mięli całą tę kolekcję, ja na długo przed jej wystawieniem mogłam sobie wybrać rzeczy i odłożyć :))
    Co do kosmetyków - również wybrałam Legendary Lure i kocham a oprócz tego róż ale Sea Me, Hear Me; bronzer Aphrodite's Shell, pomadkę Goddess of the sea i jeszcze 1 cień w odcieniu Soul Serenade. Wszystko jest u mnie na blogu ;) Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ojej, ale świetny nius, panie z MAC-a oczywiście wypowiadały się tylko o salonach MAC, dlatego nic nie wiedziałam o Douglasowych zapasach, szczególnie że w Douglasach, które są w moim zasięgu, nie ma oferty MAC. ale wiesz co... zajrzałam na douglas.pl, a tam... Aquatic jako żywo!!! i z tego co widzę cienie są np. wszystkie. niestety, z pomadek tylko jedna, najmniej fajna została, ale kto wie, może jeszcze da się namierzyć w którymś Douglasie np. Mystical? :)

      Usuń
  12. Ja nie planowałam kupować nic z tej kolekcji, ale opakowania mnie zachwyciły, a poza tym jak zobaczyłam, jak szybko znikają te kosmetyki to skusiłam się właśnie na pomadkę Mystical i róż Sea Me, Hear Me. Niestety muszę czekać, aż wszystko przyjedzie do mnie do Norwegii i już nie mogę się doczekać. Mam nadzieję, że będę zadowolona tak jak Ty ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aż z Norwegii? no to prawdziwa aqua-historia z Twoim Aquatikiem :D zazdroszczę zdobycia Mysticala!

      Usuń
  13. piękny design ma ta limitowanka :) nie wiedziałam, że jesteś z Wawy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jestem :) z tej południowej, ursynowskiej :)

      Usuń
  14. Bosze ale jestem nie na czasie :P Całkiem mi ta MACowa euforia umknęła :) Może i dobrze bo pozostałoby ślinienie się do monitora :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Cudności :) ten szary cień --->lovek ...mnie LE szczęśliwie nie kręcą ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Szary cień wygląda genialnie. :))

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger