17.06.2014

Jestem zielony i śmierdzę: Revlon Parfumerie nr 075 Lime Basil

O pachnących lakierach Revlon naczytałam się na blogach dużo. A może nawet DUŻO. Butelki serii Parfumerie są na swój sposób czarujące, odcienie mi się spodobały, tylko nie pasował mi zupełnie pomysł z wciśnięciem na płytkę paznokciową jakiegokolwiek aromatu. Bo i po co? Wolę, kiedy ręce pięknie pachną kremem do rąk lub ewentualnie nie pachną niczym konkretnym. Zapach paznokcia? Co najmniej idiotyczne. 

Pachnące lakiery Revlon są dostępne od dość dawna, ale mieszkają w innych butelkach. Te z serii Parfumerie to edycja limitowana, dlatego jak zwykle śpieszmy się kochać je, gdyż. Wiadomo co.


Właśnie z powodu czynnika zapachowego nie zdecydowałam się na zakup. No dobra, to kłamstwo. Tak naprawdę zapomniałam o tych lakierach i kupiłam po drodze czterdzieści innych, ale historyjka o przemyślanych zakupach i trudnych decyzjach odmownych brzmi dobrze, prawda? Odmienić moje lakierowe, nudne życie postanowiła Luiza (zajrzyjcie na jej bloga, pisze o wszystkim, tylko nie o kosmetykach, i robi to fenomenalnie), która w niedzielę przytargała ze sobą zielonego śmierdziela, żebym sprawdziła, co i jak. No to sprawdziłam. A jak! Zdaniem Lu ten lakier sadzi cytrynowym domestosem. Ja wyczuwam coś innego, od czego idzie cofka jak ta lala. Lime basil to rzadka odmiana bazylii, która dobrze pasuje do tajskiego curry, ale nie powiem Wam, czy zapach lakieru zgadza się z oryginałem, bo nie sądzę, żebym kiedykolwiek dostąpiła zaszczytu posmakowania limonkowej bazylii. Tak czy inaczej w butelce od Revlonu czai się lakier, który przy aplikacji pachnie samym sobą, ale na wyschniętych paznokciach przybiera upiorną formę czegoś trochę-cytrynowego-a-trochę-rzyga-wywołującego. To dobry motyw, jeśli chcecie oduczyć się nerwowego gmerania przy twarzy lub obgryzania skórek. Zapach jest bezlitośnie mocny co najmniej przez pierwszą dobę po aplikacji. Potem na szczęście całkiem się ulatnia.


Lime Basil to kremowa zieleń – w zależności od światła nieco rozbielona lub całkowicie soczysta (głównie to drugie). To kolor, którego na moich paznokciach jeszcze nigdy nie było – dotychczas pojawiały się tylko ugładzone miętówki lub zielenie zgniłe, ewentualnie ciemne, choinkowe tony. Tu mamy letnią łączkę, która tylko czeka, aż jakiś zając usadzi na niej swoje puchate dupsko. Jestem absolutnie oczarowana. 

Ten lakier zadziwił mnie pod każdym względem. Posiada bardzo rzadką konsystencję i chyba najcieńszy pędzelek, jaki na moich oczach wynurzył się z lakierowej toni. – To się nie może udać – pomyślałam. – Nie z moimi zdolnościami manualnymi i trzęsącymi się rękami! A jednak – ten cienki i rzadki zestaw działa fantastycznie. Aplikacja idzie bezproblemowo, skórki się nie zalewają, nie ma smug. Krycie jest dobre już po jednej warstwie, ale zwykle i tak kładę dwie – no to położyłam. Kolejnym jasnym punktem programu jest ekspresowe wysychanie. Nie użyłam żadnego wysuszacza i już po kilku minutach lakier zastygł na wieki. No dobrze, może nie na wieki, ale na kolejne trzy dni, podczas których starł się tylko z końcówek. Żadnych odprysków, żadnych bąbli. Wygląda, jakby miał trwać i trwać, brawo dla tego pana!

Doprawdy nie wiem, po co on tak capi. Gdyby nie to, już bym leciała do sklepu po własny egzemplarz. Znacie te lakiery? Jak inne zapachy? U Obsession spodobał mi się bardzo Pink Pineapple, ale nie wiem, czy nie umrę od jego aromatu, a to jednak trzywarstwowy nude, więc może nie warto?


Pojemność: 11,7 ml
Cena: 19,90 zł
Dostępność: na pewno można znaleźć je w Hebe i Doulgasach.

26 komentarzy:

  1. nie miałam zadnego z tych lakierów, ale na pewno smrodek by mi przeszkadzał :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam ogromną chęć na zakup tych lakierów ale w końcu się rozmyśliłam. Choć pewnie i tak kupiec z czystej ciekawości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na szczęście nie są bardzo drogie, więc przynajmniej na jeden można się skusić

      Usuń
  3. mnie do tych lakierów nie ciągnie. i to nie dlatego, że pachną, bo nad tym jestem w stanie przejść do porządku dziennego. nie podoba mi się ten cienki pędzelek plus chwytak w formie kulki. miałabym problemy z utrzymaniem tej kulki, i tak mi wszystko z rąk leci...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nigdy z własnego wyboru nie kupuję lakierów z cienkimi pędzelkami, ale simply, serio, ten jest jakiś nadzwyczajny. Dałabyś radę. a kulka też nieźle leży w dłoni, same zadziwiające fakty wychodzą przy tym lakierze ;)

      Usuń
    2. któraś z dziewczyn, chyba Zoila, pisała, że kulka jest bardzo nieporęczna... teraz już sama nie wiem, ale nie będę się przekonywać, bo w swojej przepastnej kolekcji mam odpowiedniki prawie wszystkich odcieni z tej revlonowej kolekcji ;)

      Usuń
  4. JEZU TYLKO NIE PINK PINEAPPLE. miałam go na pazurach w niedzielę. capi tak, że kiedy jadłam kanapkę z kiełkami, zastanawiałam się, czy mi nie zgniły.

    ale Ciebie kocham.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A, przyniosę Ci China Flower następnym razem. Nie pachnie tak "zniewalająco", a kolor ma równie cudny!

      Usuń
  5. Hehe padłam:) mi przypadł do gustu zapach Orange blossom i pink pineapple, za to china Flower mnie trochę męczył :/

    OdpowiedzUsuń
  6. Polecam różany, mam go od świąt i jeszcze żyję. ;) A tak naprawdę nie przepadam za zielenią na paznokciach, chociaż u innych czemu nie. ;) Tak sobie myślę że jako lekarstwo na obgryzanie mógłby służyć. :))

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja z zielenią na paznokciach czuję się dziwnie. Niby kiedyś tak nakładałam, ale zawsze sama sobie się dziwiłam ;)

    Może to zapach shreka? ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. dla mnie to limonka nie domestos :P
    mam cztery lakiery tej serii i ten jest najlepszy z całej czwóreczki

    OdpowiedzUsuń
  9. Posty lakierowe zwykle mi wiszą i powiewają, ale po takim tytule musiałam tu zajrzeć. :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie zdecydowałam się na żaden, chociaż ten brzoskwiniowy kusił mocno.
    Ale ja oporna i odporna jestem ;)

    Za domestosowe aromaty podziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  11. ja nie zdecydowalam sie na kupno tych lakierow :)

    OdpowiedzUsuń
  12. ja nie znam tych lakierów, jeszcze żadnego z tej serii nie miałam, ale czytałam różne recenzje i dziewczyny raczej chwaliły zapach

    OdpowiedzUsuń
  13. Minus za smród i pędzelek, plus za kolor i trwałość - to teraz kupić, czy nie? HMMMM :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Strasznie podobają mi się ich buteleczki i byłam nawet gotowa kupić na szalonych wyprzedażach dwa kolory, ale ostatecznie odpuściłam. W sumie odcienie są mało oryginalne, a po porażce z pseudozapachowym zmywaczem do paznokci już nie wierzę w takie cuda:)

    OdpowiedzUsuń
  15. no trudno, umrę od zapachu ale kupię i sprawdzę tą wytrzymałość :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie cierpię "pachnących" lakierów! Koszmar!!

    OdpowiedzUsuń
  17. Do mnie trafił dzisiaj Orange blossom, jestem ciekawa jak z nim będzie :) W każdym razie buteleczka mi się bardzo podoba ;d

    OdpowiedzUsuń
  18. Miałam ochotę na kilka tych lakierów, ale w końcu stwierdziłam, że nie nie..

    OdpowiedzUsuń
  19. Buteleczki to mają całkiem fajne te lakiery, ja mam kilka pachnących z Revlonu, ale właśnie takich w starych buteleczkach, jakaś inna seria, chyba też była limitowana. Śmierdziuszka żadnego nie mam na szczęście, ale zapachy też nie są jakieś intensywne. Taki zielony to by mi się chyba przydał, bo dość często dotykam palcami twarzy albo podpieram brodę ręką ;D

    OdpowiedzUsuń
  20. Naprawdę? Zjadło mój 10linijkowy komentarz?
    Wrrrrrrrrr............
    Chciałam napisać, że też dziękuję za weekend :*
    Z tych Revlonów mam China Flower i nawet go lubię, zapach nie jest uprzykrzający życie, ale to pewnie dlatego, że zawsze nakładam SV na górę i on pewnie trochę tłumi woń :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie przepadam za zieleniami na paznokciach, ale ten odcień jest na tyle ciekawy, że nawet przypadł mi do gustu. Ja się czaiłam na róż z tej serii, ale jednak stwierdziłam, że lakierów mam za dużo, a paznokcie maluję raz na ruski rok, więc wystarczy tego szaleństwa ;)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger