10.07.2014

Coryse Salomé – Compétence Anti-Age Firming Throat Cream, czyli krem do szyi, moi mili.

Truskawkowe zakupy wciągają. Pewnego dnia odstałam swoje w pocztowej kolejce, potem z portfela wyfrunęło 100 zł VAT-u (który na szczęście Truskawka zwraca), a na koniec z wypiekami na twarzy* popędziłam do domu, gdzie – uprzednio uśpiwszy Tomasza – rozpakowałam pudełko pełne skarbów. Nie wiem, od czego to zależy, ale za tamtym razem Truskawkowi pracownicy pięknie opakowali każdy kosmetyk w ozdobny papier, co spotęgowało wrażenie przyspieszonej Gwiazdki. W paczce znalazło się sporo okazyjnie kupionych wynalazków, a wśród nich dwa słoiki kremu do szyi prosto z Paryża! (a właściwie z Hongkongu, bo tam truskawkowe kosmetyki zaczynają swoją podróż). 


Coryse Salomé to francuska marka pielęgnacyjna, która ładuje do wszystkich swoich produktów kompleksy RNA i DNA. Ponoć odgrywają one kluczową rolę w metabolizmie i budowie nowych komórek skóry, ale czy tak jest naprawdę, najbledszego pojęcia nie mam. Uwierzyłam, że ma to jakiś sens, dlatego z okazji promocji wrzuciłam do zakupowego kosza od razu dwa słoiki (no wiecie, jak można nie skorzystać z przeceny: ze 107 zł na 43? :P). 


Bohater dzisiejszego odcinka (Lu :*) to przeciwzmarszczkowy, ujędrniający krem do szyi, który według producenta ma szereg zalet: intensywnie liftinguje, wspiera odnowę komórkową, usuwa zmarszczki i fałdy skórne (czyli że je wsysa?), wygładza, odmładza i inne czyni swawole.  Z moich obserwacji wszechświata wynika, że większość pań interesujących się na serio pielęgnacją samych siebie traktuje wierne swe towarzyszki – szyje – po macoszemu. Nie żebym sama była grzechem pielęgnacyjnym nieskalana: ile to już razy zdarzało się, że ładowałam w te rejony krem, który lekko się przeterminował albo zapychał cerę, albo śmierdział. Albo wszystko naraz. Ile to już razy wysmarowałam się od czoła po palce u stóp, zapominając o wiernej szyi mej! Z jakiegoś powodu, zanim głębokie zmarszczki rozorają obwisłe fałdy szyjne niczym rajdówka szutrową ścieżkę leśną, szyję z reguły mamy w dupie, jakkolwiek nieanatomicznie by to brzmiało. Nie jest to dobre postępowanie, bo to właśnie szyja zdradza nasz wiek, najszybciej dorabia się braku jędrności, zwisów i głębokich zmarszczek. Dlatego postanowiłam zmienić swe karygodne postępowanie i potraktować tę część ciała z szacunkiem. No to masz tu, szyjko, ssij kwasy nukleinowe i bądź piękna.


Porządny, ciężki słoik skrywa nieurzekająco pachnący, treściwy krem, który wygląda na bardzo tłusty, ale jest tłusty tylko trochę. Wydajność oceniam dobrze (choć w tygodniach Wam jej nie podam, ale na pewno wyszło ich wiele) – nic, tylko smarować bez specjalnych oszczędności. Jeśli nie gmeracie sobie przy twarzy i szyi w celu rozładowania stresu, Compétence Anti-Age Firming Throat Cream całkowicie Was zadowoli. Ja niestety czasem gmeram, więc odkryłam, że krem – rozcierany intensywnie w górę i w dół – chętnie się roluje.
No i co z tego? To czarodziej! Smarowałam dzielnie szyję każdego dnia, raczej raz dziennie niż dwa, i muszę przyznać, że ze spłycaniem zmarszczek coś jest na rzeczy. To nie tak, że nagle pozbyłam się ich, ale naprawdę są jakieś takie płytsze... Rozpoczęłam właśnie drugi słoik, żeby sprawdzić, czy mi się nie zdawało, w razie gdyby mi się jednak zdało, z pewnością odszczekam na blogu mą śmiałą teorię. Dziś jednak nie chce być inaczej: nieestetycznie poprzeczne bruzdy trochę mniej rzucają się w oczy, a to już coś, prawda? Ponadto krem lekko napina skórę i nieźle nawilża, co w tych okolicach również jest mile widziane. Nie mam porównania z innymi kremami do szyi, bo... same wiecie, ale może są inne, łatwiej dostępne, tańsze, które też pomagają tępić starcze stempelki na gardle? Jeśli znacie takowe, szybko dajcie mi znać, a tymczasem wklejam tajemniczy skład kremu Coryse Salomé:


Wianuszek konserwantów nie robi dobrego wrażenia, ale reszta jest dość interesująca. Mimo sympatii, jaką żywię do tego kremu, wciąż poszukuję innego, łatwego do zdobycia. To jak, pomożecie, czy wciąż macie swoje szyje w kosmetycznym poważaniu?

Pojemność: 50 ml
Cena: ok. 105 zł (obecnie przeceniony na 43 zł)
Ocena: 4+/6
Dostępność: widziałam tylko na Truskawce


*Okej, wypieki mam zawsze, a właściwie jeden wypiek trwały na prawym policzku. Ach, kochana cero niesymetrycznie rumiana, naczynkowa ty, wrażliwa ty!

39 komentarzy:

  1. ja na razie częstuję szyję tym samym, czym częstuję twarz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mi czasem szkoda częstować szyję tymi drogocennymi specyfikami :P

      Usuń
  2. Ja swoją trochę olewam, oops :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie pomogę, swą szyję mam w dupie ;) Czasem coś tam jej skapnie z twarzy, ale to raczej od święta ;)
    Też lubię Truskawę i ich deale, permanentnie czekam na promo na JMO ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Znajdziesz też w TK Maxxie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ooo, serio? ciekawe, po ile tam chodzą :) dzięki za informację!

      Usuń
  5. Bez podlizów!
    Ja szyję nacieram tym, co kładę na gębę. Wychodzę z założenia, że jak za młodu dostanie, na starość nie będzie skrzypieć. Ale dla Ciebie może... http://pl.strawberrynet.com/skincare/guerlain/orchidee-imperiale-exceptional/99315/#DETAIL hyhyhy :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ach, ten, no jasne, używałam go w zeszłym miesiącu, był mocno średni, ale może jeszcze się skuszę, jak znowu będzie w tak cudownie atrakcyjnej promocji :>

      Usuń
    2. Dlatego też jesteś naczelnym dowcipnisiem blogosfery :> Kiedy zmienisz nazwę bloga na Agata Dowcipkuje? Agata Żartownisiuje. Agata Figluje.

      Usuń
    3. chyba zmienię po Twoim dzisiejszym prezencie!

      Usuń
  6. Agata, nie wchodzą mi komcie u ciebie:(

    OdpowiedzUsuń
  7. Wrrr, nie wchodzą chyba te na temat:) Ja w swoją indyczą szyję wcieram olej arganowy. Na pewno napiszę, jak się sprawdzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. on naprawdę bardzo śmierdzi? tyle się nasłuchałam...

      Usuń
    2. Olej arganowy wali ohydnie. Robią mu dobry PR wsadzając go do kosmetyków rozmaitych.Pani chce odlewkę?

      Usuń
    3. (ale mężowi może się spodobać)

      Usuń
    4. olej arganowy nie śmierdzi:P, może nie pachnie faktycznie konwaliami, ale polecam zatem algi na twarz w postaci maski, szczególnie specjalną ilość na delikatną skórę pod nosem - to tak, jakby jakiś rybak Was całował, po kilkudniowym dniu pracy na morzu, bez mycia;)

      Usuń
    5. wąchałam dziś i nie czuję się zgorszona :)
      a algi regularnie lądują na mojej twarzy, uwielbiam te maski Fantomasa :)

      Usuń
    6. mówisz o spirulinie? - bo te konkretnie miałam na myśli...
      a co to za maski znowu?... poszperam o nich, bo spirulina, mimo wielu ochów i mych nadziei, że dołączę do chóru zrobiła mi na twarzy kuku...

      Usuń
  8. Jestem jeszcze na tym etapie, kiedy na szyję nakładam albo krem do biustu (tudzież ciała) albo nawilżający do twarzy :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jasne, czemu nie, szyja w dupie, krem do biustu na szyję, wszystko bardzo logiczne ;D

      Usuń
    2. hahaha... ważne, że działa, logika na bok;)

      Usuń
    3. Robię identycznie jak Iwetto ;-) tak trochę po macoszemu.

      Usuń
  9. Szyję mam w głębokim poważaniu - czasami dostanie kawałek kremu do twarzy. :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam takie perełki trudne do zdobycia. Choć na truskawkę się gniewam, bo przestali zwracać podatek przy wysyłce do Norwegii.
    Ja szyję zawsze smaruję tym co akurat używam do twarzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uuuu, to słabo, ale powiadamiają o tym na stronie czy po prostu wysyłasz formularz zwrotu i... nic się nie dzieje?

      Usuń
  11. "No to masz tu, szyjko, ssij kwasy nukleinowe i bądź piękna.' - Agata uduszę się kiedyś ze śmiechu przez Ciebie i będziesz mnie miała na sumieniu.
    Kremu nie znam, ale to nie znaczy, że swoją szyję mam w poważaniu jak to ładnie nazwałaś. Wręcz przeciwnie, smaruję ją tym samym co twarz, czyli i kremików dostaje i serum (ostatnio Flavo-C) i filtrem ją zabezpieczam, więc nie ma chyba tak źle. Jedynie o maseczkach często zapominam i kończę na samej twarzy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przepraszam Aniu, to może ja już będę poważna? nie chcę Cię mieć na sumieniu :P
      i chyba jesteś tu najlepiej traktującą swą szyję damą.

      Usuń
    2. przepraszam Aniu, to może ja już będę poważna? nie chcę Cię mieć na sumieniu :P
      i chyba jesteś tu najlepiej traktującą swą szyję damą.

      Usuń
  12. O kurde szyja! wiedziałam że o czymś zapomniałam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mogłaś jej nie zauważyć, w końcu masz ją w dupie :>

      Usuń
  13. Ostatnio coraz mniej mam ją w dupie ale nadal dostaje to samo co facjata :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Na szyję z reguły daję to, co na twarz ;) Czyli różne ampułki koreańskie itd. ;d

    OdpowiedzUsuń
  15. hahaha, no nie zabrzmiało poprawnie anatomicznie:P
    nie zły musi być skubaniec... tylko ten brzydki PEG, EDTA szkoda, bo już się nań paliłam...
    tymczasem cóż, nie mam nic specjalnego na tę część ciała co powinna być pod głową, a bywa w dupie - jednak i tam jej nie mam;), bo każdego dnia rano i wieczorem (z wyjątkami) smaruję i wcieram [;)] tonik, olejek i krem na dzień lub na noc... serwuję jej dokładnie to samo, co twarzy i dekoltowi, z nadzieją, że to wystarczy... ale i tak zwróciłaś mi nań szczególną uwagę więc się znowu tej mojej dokładnie przyjrzę...

    pozdrawiam ciepło
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a co do firmy, to pierwszy raz widzę na oczy takową...

      Usuń
    2. bardzo poważnie traktujesz szyję swą, moja droga.

      Usuń
    3. to chybam poprawnie anatomicznie zbudowana co?:P

      Usuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger