07.07.2014

Denko prodżekt, odc. 15



Oto ja i moje spóźnione kosmetyczne dno. Tym razem zupełnie nieszokujące wielością pustaków, bo przez półtora tygodnia czerwca korzystałam z zasobów rodziców, u których przyszło nam mieszkać w trakcie remontu. Przez ten czas ani razu nie użyłam balsamu do ciała i wiecie co? Zupełnie nic. Moja skóra, która przez długie miesiące dzień w dzień traktowana była z należytymi honorami, sprawia wrażenie zabalsamowanej za życia. Na wieki. Zero przesuszenia – nawet na łydkach! Jaki z tego morał? Wcierajcie, smarujcie i róbcie to regularnie. Opłaca się!


Biochemia Urody – Hydrolat oczarowy – z naturalną pielęgnacją żyjemy w otwartym związku, bywa, że zmieniamy status na „to skomplikowane” lub „wolny/wolna”, ale hydrolat oczarowy trwa, działa, łagodzi i jest jednym z najfajniejszych toników, jakie stawiałam w łazienkowej szafce. Pachnie mokrym mchem, jak na tonik całkiem nieźle oczyszcza. No, słowa złego nie powiem. Tu recenzja.

Garnier – Czysta Skóra Active – Peeling Brusher – przedziwny, zbyt drogi jak na tę półkę żel do mycia twarzy, który pod niebieskim plastikiem skrywa silikonową, pokaźnych rozmiarów szczotę do masażu. Moja wrażliwa, naczynkowa cera nie lubi mechanicznych peelingów, ale ta szczotka ma miękkie, gumowe włoski i nie robi krzywdy mej buraczkowej hrabiance. Sam żel ma rozwiązywać problem trądziku i wągrów – pierwszy problem poza pojedynczymi syfami u mnie nie występuje, więc się nie wypowiem, a czarne kropy pozostają nieruszone, więc pod tym względem żel sprawuje się cienko. Ma miętowy aromat, fajnie się pieni przy masażu wbudowanym gumiakiem, ale jest za rzadki, więc łatwo porozlewać go sobie po stopach. Nie wrócę, bo niczym mnie nie zachwycił, a mam już swoich ulubieńców do mycia facjaty.

Johnson&Johnson – Clean & Clear – Przeciw wągrom peelingujący żel – polska część nazwy tego produktu czaruje mnie swą składnią, ale żel – w istocie kremem będący – leci do kosza zużyty do połowy, bo nastał się w łazience zdecydowanie za długo, a ja w międzyczasie odkryłam, że moja cera jest naczynkowa i peelingujące drobiny aplikowane na twarz zdecydowanie odpadają. Mogę powiedzieć Wam o nim tyle, że pachnie kwasem, bo i kwas zawiera, oczyszcza solidnie i zmniejsza widoczność wągrów, ale czy pozwala pozbyć się ich trwale – tego już nie udało mi się sprawdzić.

Yves Rocher – Pur Bleuet – dwufazowy płyn do demakijażu – nasta butelka mojej ulubionej dwufazy poleciała do kosza. Będą kolejne. Recenzja: klik

Lush – Angels On Bare Skin – ta słynna lushowa pasta myjąca zachwyciła mojego małżonka. Swoją wyborną recenzję zostawił tutaj, a ja na razie nie planuję zakupów w tym sklepie, bo bez naturalnych kosmetyków Lusha zdecydowanie mogę się obejść.


Bandi – Hydro Care – Krem Intensywnie Nawilżający – lubię jego zapach i opakowanie, nawilża bardzo przyzwoicie, a kupię go znowu już niebawem, gdyż zdenkował go... mój coraz światlejszy kosmetycznie mąż. „Skończył mi się mój ulubiony krem nawilżający, czy MOŻESZ COŚ Z TYM ZROBIĆ?” – usłyszałam. Dobra, zrobię, a o tym, jak sprawdził się na mojej cerze, Wy możecie poczytać tu: klik.

Benefit – Moisturize Triple Performing Facial Emulsion – miniatura emulsji nawilżającej Benefitu to lekki, beztłuszczowy krem nawilżający z filtrem SPF 15 PA++, który w pełnym, 50-mililitrowym wymiarze kosztuje 129 zł i jego zakup uważam za całkowicie bezsensowny. Słodka, szklana buteleczka okazuje się po stokroć głupia, gdy przychodzi do wydobycia z niej emulsji, krem – mimo że lekki – pozostawia na skórze film, nawilża nieźle, ale niezachwycająco, więc nie widzę żadnego powodu do zakupu pełnego wymiaru. Przynajmniej jest wydajny. 

Clinique – Dramatically Different Moisturizing Gel – o ile w przypadku emulsji Benefit srodze się rozczarowałam, bo bardzo chciałam, żeby ten krem okazał się fantastyczny (wiecie, bardzo lubię Benefit, kibicuję im, trzymam kciuki i takie tam), o tyle do Clinique od początku byłam źle nastawiona. Bo ich pierdołensy o pielęgnacyjnych trzech krokach u mnie kompletnie się nie sprawdziły: wybrałam zestaw miniatur do cery mieszanej w kierunku tłustej i ichniejszy tonik o mało nie wypalił mi dziur w policzkach. Czysta, żywa gorzała, coś koszmarnego. Żel, który ma nawilżać mocno, totalnie, niewyobrażalnie, jest z kolei po brzegi wypełniony silikonami, które niesamowicie wygładzają skórę, ale jak wiemy, ten efekt wygładzenia to ubrany w estetyczną butelkę, chwilowy bulszit. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że z dnia na dzień serce mi mięknie, a Dramatically Different Moisturizing Gel, wbrew zdrowemu rozsądkowi, coraz bardziej mi odpowiada! Tego nie było w scenariuszu. Żelowa formuła powinna się rolować, a tego nie robi, więc świetnie pasuje pod makijaż. Nawilżenie obecne, zapychania brak. Dziwne, dziwne. Ten żel nie ma  najmniejszego pielęgnacyjnego sensu, ale poprawia nastrój. Kto wie, może jeszcze kiedyś się spotkamy. 

Bioliq – Intensywne serum rewitalizujące – pisałam o nim ostatnio, więc nie ma sensu się powtarzać: klik. Bardzo je polubiłam i planuję powrót, mimo że czarodziejskich mocy nie posiada. 


Dermedic – Antipersp R – kulka z aluminium, wydaje mi się, że chroni dobrze, ale trudno to ocenić, bo od nowości prezentuje zapach spoconej pachy. Może go kojarzycie, taka spocona po wuefie koszulka używającej antyperspirantu gimnazjalistki. Niby nie śmierdzi jej spod pach, a jednak po 40 minutach biegania wokół szkoły pacha świeżością nie grzeszy. Na pewno nie wrócę do tego roll-ona, bo za 24,50 zł będę miała dwie świetne kulki Nivei i jeszcze zostanie mi reszta na balonówę. 

Isana – balsam z olejem arganowym – naczytałam się kiedyś o tym balsamie, że cudowny, że wybornie nawilża, że coś tam. Kupiłam go w promocji za niewiele złotych i nie zakochałam się. Pachnie niezbyt interesująco, właściwości ma dobre, ale nie jest to jeden z najlepszych nawilżaczy, jakich używałam, ciężko go wypierdzieć z butelki do końca, szata graficzna mnie nie cieszy, nie chce mi się go znowu kupować. Niechże to kremowanie będzie chociaż przyjemne.

Pat&Rub – Otulające masło do ciała – o, no właśnie, przyjemne kremowanie. Doskonały przykład. Masło Pat&Rub zachwyciło mnie zapachem (co za miła odmiana od wszechobecnej, nudnej patandrubowej cytryny), zachwyciło działaniem, zużywałam go niespiesznie, bo żal było się rozstawać. Cieszę się, że weszło do stałej oferty, na pewno kupię je na sezon jesienno-zimowy. Bardzo udany produkt.


AA Ciało wrażliwe – Nawilżająco-relaksujący żel do mycia ciała – Crème Brûlée – fajny, tani żel, który pachnie tak samo jak te wszystkie ciasteczkowe/karmelowe/cholerawiejakie kosmetyki typu kakaowy krem Isany czy szampon i odżywka Balei w czarnej tubie. Pieni się średnio, ale nie wysusza. Może wrócę, czemu nie?

Pat&Rub – Rozgrzewający żel myjący – tu znowu z naturalną pielęgnacją średnio mi po drodze. Żel rozgrzewa tylko w wyobraźni producenta, cała ta linia nazywa się bezsensownie, bo nie rozgrzewa nic a nic. Nawet mentalnie. Zapach w wydaniu balsamowym jest nawet ciekawy, choć dla wielu może być męczący – niestety, pod prysznicem ujawnia swą brzydotę. Do tego wszystkiego żel słabo się pieni i jest niewydajny. Za tę kasę nie warto. Nie było nam razem miło.

Pat&Rub – Hipoalergiczny olejek do kąpieli (próbka) – nie mam w domu wanny, a pod prysznicem nie bardzo się sprawdza akurat ta patandrubowa olejowa formuła. Nie pieni się wcale, rozlewa między palcami, nie rozumiem tego produktu, więc u mnie pod prysznicem romansu z tego nie będzie. Ale wierzę, że w kąpieli może być przyjemnie.


W tym miesiącu olałam próbki i saszetki. Zapomniałam o istnieniu pudełka z próbkami. Wspomnę więc tylko szybko, że maseczka Balei była w porządku (uwielbiam łatwe w obsłudze maseczki w płachtach), ale nie na tyle, żeby się zabijać o jej powrót do moich kosmetycznych zbiorów; Głęboki peeling wygładzający AA to zupełny średniak (ma dużo parafiny), choć połączenie peelingujących drobin (aua) z enzymami jest interesujące. Próbka silikonowej bazy pod makijaż Sephory zachęciła mnie do zakupu pełnego wymiaru i przy okazji ostatnich sephorowych promocji trafiła do mojego koszyka. 

Więcej grzechów nie pamiętam. Do następnego!

56 komentarzy:

  1. Świetne denko. :) Uwielbiam masło otulające P&R. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawi mnie hydrolat oczarowy, jednak boję się tego zapachu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zapach nie jest intensywny, nie ma się czego bać :) po kilku dniach zaczyna się robić ładny dla nosa :)

      Usuń
    2. to ja się także dołączam do klubu :)

      Usuń
  3. hehehe
    naprawdę z przyjemnością i uśmiechem czytam Twoje słowne, często trafne akrobacje:D
    mam to masło z P&R i również podzielam zachwyt nad zapachem, jakże nie cytrynowym;)... bardzo się lubimy... olejek mam również, zużywam w kąpieli, jednak piania z zachwytu nie przewiduję...

    z clinique, jakoś się specjalnie nie polubiliśmy, miałam krem na noc i peeling 7 days...

    a angels z lusha jest genialny dla mej wrażliwej cery, powoli, bardzo powoli przymierzam się do DIY tego czyścika...

    pozdrawiam ciepło
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo mi miło czytać Twoje komplementy, Patrycjo :)
      w maśle P&R oczywiście cytryna też jest – to takie ciasto karmelowe z aromatem cytrynowym hehe, znak firmowy w recepturze pozostał :> potwierdzasz moją teorię, że nie warto brnąć w pielęgnację Clinique.

      Usuń
    2. nie ma za co - szczerze "mówię", co czuję tu u Ciebie:P
      a tak tak, cytrynka jest, ale co istotne nie gra pierwszych skrzypiec w aromacie, jest tak jak lubię, tworzy delikatne tło...

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czyścik z Lusha AOBS miałam i bardzo się z nim polubiłam. Myślę, że za jakiś czas, jak zużyję inne produkty to ponownie po niego sięgnę. Dwufazę z YR miałam i mimo że za taką formą demakijażu oczu nie przepadam (wolę micele) to produkt ten mi się podobał. Miałam też balsam do ciała z Isany i u mnie sprawdził się dobrze :) Natomiast otulające masło do ciała z Pat&Rub mam w zapasach i czeka na sezon jesienno-zimowy choć korci mnie żeby po niego sięgnąć teraz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. balsam z Isany jest w porządku, nawilża dobrze, ale niczym mnie nie zachwycił, a tyle innych, pięknie pachnących smarowideł jest na rynku, że nie mam po co wracać do tego :) otul się masłem P&R już teraz, po co czekać! na jesień możesz kupić kolejny słoik :P

      Usuń
  6. Płyn dwufazowy z bławatkiem YR bardzo lubię. I gdy można, to kupuję w promocji.
    Teraz mam garniera i również jest bardzo ok.
    Tę wersję czyścika LUSH miałam i wielbiłam. Gdy tylko nadarzy się okazja ponowię zakup.
    Miałam też masło otulające P&R. W działaniu było znakomite, ale pamiętam, że wtedy troszkę rozczarował mnie zapach. Napisałam "wtedy", ponieważ od kilku dni miziam się balsamem do ciała w tej wersji i zapach podoba mi się. nawet bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no bo to udana kompozycja zapachowa, tym razem, wreszcie, bez dwóch zdań :)

      Usuń
  7. ja bym chciala lushowy czyścik czy cokolwiek ale jak słyszę cenę to palpitacji serducha dostaję, mdleję i chudnę od razu w mózgu o 3 gramy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a tam. zużywaj zapasy i nie zawracaj sobie głowy Lushem ;P

      Usuń
  8. Czyścik Angels On Bare Skin właśnie dziś mi się skończył i już tęsknię :/
    Serum Bioliq miałam, wspominam miło, nawet bardzo.
    Masło otulające P&R zużyłam jakiś czas temu, było fajowe. Aktualnie używam hipoalergicznego, które według mnie nawilża jeszcze lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o, to ciekawe, bardzo lubię linię hipoalergiczną, ale miałam tylko balsam. zachęciłaś mnie do maślanych eksperymentów :)

      Usuń
  9. To kiedy idziemy na tę balonówę, łobuziaku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak pójdziemy kupić Twoją pomadeczkę :D zrobisz MAC-owe balony!

      Usuń
  10. gratuluję denka, z AA miałam balsam antycelulitowy

    OdpowiedzUsuń
  11. Krem nawilżający Bandi i mnie bardzo przypadł do gustu, świetne nawilżenie bez uczucia lepkości

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, jest bardzo fajny. i ta butelka z pompką!

      Usuń
  12. Mimo wszystko chciałabym jakiś produkt z serii rozgrzewającej od pat...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. seria rozgrzewająca jest ciekawa, może się podobać, więc musisz przekonać się sama :)

      Usuń
  13. Muszę w końcu kupić ten hydrolat oczarowy, bo dużo osób go zachwala :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to oczywiście nie jest jakiś ósmy cud świata, ale na pewno to bardzo wartościowy produkt

      Usuń
  14. Jakie spore denko. Moje to był śmiech na sali.
    Chyba miałam ten sam nawilżający żel krem z Clinique i mnie rozczarował. Ogólnie nie przemawia do mnie ta firma.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje denko było urocze :>
      do mnie też Clinique nie przemawia, dlatego zdziwiłam się, że ten żel jednak nie był taki zły, jak sądziłam, że będzie :)

      Usuń
  15. Muszę też o tym masełku od P&R pamiętać jesienią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na lato też jest przyjemne – to nie jest duszący, ciężki zapach, mimo że karmelek

      Usuń
  16. żeby tak ten mój dał się namówić na używanie paru dodatkowych kosmetyków (chociażby żel do mycia twarzy i właśnie jakiś krem)... ale on nie i nie :((((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to może przychodź do niego codziennie wieczorem z tubą kremu i mów: kochanie, już czas ;)

      Usuń
    2. próbowałam. on jest w pewnych kwestiach uparty jak osioł ;/

      Usuń
  17. Odpowiedzi
    1. super, bo kolejne kosmetyki już zniecierpliwione wyglądają z pudła z zapasami ;)

      Usuń
  18. Sporo zuzyc :) Z Twoich wydnkowanych nie mialam zadnego produktu ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Muszę się skusić na ten hydrolat oczarowy:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Denko spore! Ale nic z niego nie znam :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja się właśnie zaopatrzyłam w 2fazówkę z YR:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam nadzieję, że się u Ciebie sprawdzi tak dobrze jak u mnie!

      Usuń
  22. Koniecznie muszę dorwać otulające masełko z P&R, bo już dość długo czekan na mojej liście . Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  23. Mam peeling otulający P&R, ma świetny zapach :D

    OdpowiedzUsuń
  24. Jak dla mnie to i tak sporo tego ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Masło Otulające mam ochotę wypróbować, ale dopiero na jesień, jak piszesz, obecnie wolę lżejsze zapachy :) Zaciekawiłaś mnie tym żelem Clinique - Dramatically Different Moisturizing Gel, u mnie jakoś też średnio wypadały ich pielęgnacyjne kosmetyki, więc odpuściłam sobie, a teraz ponownie czuję chęć do wypróbowania - jesteś cudotwórczynią!
    Mąż Twój wie co dobre, mój także wie, i również uwielbia, zarówno jak i ja, nawilżającą linię Bandi HydroCare - uwielbiam zapach i działanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taniko, cieszę się, że u Was krem Bandi też tak dobrze się sprawdza, sama chętnie do niego wrócę za jakiś czas – niech no tylko pozużywam te okrutne zapasy, które w promocyjnym opętaniu uzbierałam w ostatnich miesiącach ;)
      A na Clinique uważaj – napisałam, że daje fajny efekt, ale pielęgnacja to jest z nim żadna, więc nie masz co liczyć na niesamowite, odlotowe nawilżenie, jakie obiecuje producent :)

      Usuń
  26. Ładnie Ci poszło:) Otulającego masła zużyłam chyba ze 3 czy 4 opakowania i mimo, że nie jest idealne, na pewno będę wracać:) Teraz mam wersję hipoalergiczną, o bardziej wiosennym zapachu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie się zapach serii hipoalergicznej kojarzy z facetem :) bardzo ładny aromat, podoba mi się (i też nie jest cytrynowy!!!)

      Usuń
  27. Również uwielbiam hydrolat oczarowy z BU. Nawet mam wrażenie że nie różni się zbytnio od drogocennego toniku Pat & Rub w działaniu (oraz zapachu).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oho, ciekawe spostrzeżenie, zawsze lepiej nie przepłacać za tonizowanie :)

      Usuń
  28. Dwufazówkę z YR również uwielbiam i często do niej wracam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zauważyłam, że ma sporo wielbicielek i wcale się nie dziwię!

      Usuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger