14.07.2014

Moje kosmetyczne pomyłki, odc. 6

Dzisiejszy odcinek z kosmetycznymi niewypałami poświęcam produktom makijażowym. Przed Wami czteromiejscowy hol of szejm. Zwiedzanie rozpoczynamy od obejrzenia bazy pod cienie Artdeco, która nie jest tą wspaniałą bazą znaną przez cały blogowy świat...  


Artdeco – Pure Minerals – mineralna baza pod cienie 

Mineralna baza dla wrażliwców, która jest tak różna od słynnej, zachwalanej, w słoiczku, że aż trudno uwierzyć w ich wspólne drzewo genealogiczne. Ta tutaj za każdym razem wita nas cudnym, olejowym rzygiem. Tak na dobry początek dnia. Na wstępie naszej znajomości nie wiedziałam, na co ją stać, więc parę razy oberwałam solidną porcyjką lejącego tłuszczu. Potem nauczyłam się ugniatać zakręconą tubę i efekt był nieco lepszy, choć – jak widzicie na zdjęciu – wcale nie doskonały. Niestety, ta okrutna konsystencja niesie za sobą dalsze przykrości: moim tłustym powiekom robiło się po niej gorzej, cienie rolowały się szybciej niż zwykle, no po prostu klapa na całej linii. Faktycznie jest łagodna i nie podrażnia, ale wiecie, niespecjalnie mnie to już interesuje.


Catrice – Liquid Lip Tint 

Ten tint został już wycofany z szaf Catrice (ostatecznie dzieje się tak z większością ich produktów, wymieniają się regularnie, partiami, znikają cichaczem z konsumenckich żyć), ale jeszcze do niedawna można było go nabyć w drogeriach Natura w koszach z przecenionymi końcówkami kolekcji. Jeżeli jakimś cudem go zauważycie i – co gorsza – zapragniecie posiadać – uprzejmie służę prześliczną ilustracją, którą – dla lepszego efektu – specjalnie wykonałam z wyjątkowo ohydnym fleszem. Tint zaraz po zakupie, na świeżo, był bardzo przyjemny. Pysznie słodki, barwił usta na całkiem twarzowe bordo. Nacieszyłam się nim trochę, a potem gorące uczucia przeszły na kogoś (coś?) innego. Wróciłam po kilku miesiącach i odkryłam, że mieszkańcy Szuflandii zużyli w międzyczasie połowę butelki. To, co po sobie zostawili, to bardzo gęsty, nienadający się do niczego glut, który warstwowo rozkłada się na powierzchni ust, wieńcząc dzieło urodziwą ciemną poświatą przypominającą efekt za ciemnej konturówki. To co, skusicie się na – z pewnością wielokrotnie odkręcany przez kretyńskie klientki – tincik w promocji?


Yves Rocher – Peau Parfaite 6w1 – krem BB w odcieniu light 

Na szczęście ten krem BB dostałam w gratisie do zamówienia. Na nieszczęście moja mama też go dostała i podarowała mi wraz z innymi yvesrocherowymi produktami. Tak oto stałam się posiadaczką 100 mililitrów całkiem beznadziejnego kremu-na-pewno-nie-bb w odcieniu light, czyli teoretycznie moim. Nie będę nawet wnikać w to, jakie sześć w jednym wymyślił producent. Powiem tylko, że krem ma bardzo azjatycki, różowo-siny odcień, tylko niestety nie chce się stopić z cerą tak, jak robią to koledzy zza gór i mórz. Efekt na twarzy to różowawa, rozmazana szpachla. Dzięki wyjątkowo nieudanej formule niezależni obserwatorzy mogą podziwiać Waszą technikę nakładania podkładu, widać każde pociągnięcie palcem. Mogłabym oczywiście spróbować zaaplikować go gąbką-jajem, ale jest tyle lepszych kremów udających BB, że niestety, nie znalazłam w sobie mocy sprawczej.


Maybelline – Forever Strong Pro nr 730 Lunar Grey 

To moje najnowsze bublowe odkrycie. Lakier kupiłam dawno temu wraz z dwoma innymi odcieniami w jednej z tych nie-dających-się-olać-promocji, zdaje się, że to akurat był kosmetyczny outlet. To było dość dawno, Lunar Grey czekał na swoją kolej, aż wreszcie wygrzebałam go z szuflady i z radością zabrałam się za malowanie. Taki on jasny i letni, no i z shimmerem – chciałam go porównać z Catrice'owym Lilactric, bo to taka smutniejsza, szara wersja liliowego kolegi. O ile do lakieru Catrice mam parę uwag technicznych, ale ogólnie daje się go nosić z niemałą przyjemnością, o tyle Maybelline prawie od razu okazał się bezużyteczny. Zupełnie nie wygląda na takiego zwiędłego fallusa, ale z jakiegoś powodu NIE WYSYCHA. Baza ta co zwykle, Seche Vite na górę i... wielka dziura w paznokciu po kilku godzinach od malowania. Lakier z błahego, codziennego powodu zadarł się czule całą swą Jaśnie Plastelinowatością, pozostawiając paznokieć całkowicie nieoglądalnym. Tak się złożyło, że z Lunar Greyem poszłam na całość i pomalowałam nim również paznokcie u stóp. Bałam się zaglądać, no ale. Cóż, lewy paluch również zgubił część lakieru. Nie mogę się doczekać randek z pozostałymi odcieniami...

Znacie któryś z tych produktów? Jak tam Wasze kolorowe buble?

52 komentarze:

  1. Tint mnie powalił na łopatki :D A tego BB z YR też nie znoszę, stoi cały nieużywany bo się nie da :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czyli jednak z tym kremem nie-BB mi się nie wydawało...

      Usuń
    2. nic a nic Ci się nie wydawało :D

      Usuń
  2. O, a ja mam ten tint z Catrice (kupowany w DE) i uwielbiam go. Mam jednak wrażenie, że mój jest w innym kolorze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a dawno temu go odpieczętowałaś? i czy zaglądałaś do niego ostatnio? ;D kolor pewnie masz inny, bo tutaj zdjęcie robione z lampą, a poza tym po wielkiej metamorfozie z łabędzia w brzydkie kaczątko :)

      Usuń
  3. A ja chciałam wypróbować ten BB z YR. Teraz już nie chcę ;/

    OdpowiedzUsuń
  4. Na całe szczęście miałam odlewkę kremu BB z YR i szybko się z nią pożegnałam. Muszę zobaczyć jaki u mnie będzie efekt z mineralną bazą ArtDeco, bo dla odmiany klasycznej nie cierpię :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja nie miałam wyboru, dwie tuby YR zostały mi wciśnięte :D

      Usuń
    2. i chyba nie ma sensu, żebyś próbowała tę mineralną, skoro Lime Crime jest milion razy lepsza

      Usuń
    3. Pewnie, że tak ale.... opakowanie bazy mineralnej ArtDeco siedzi w szufladzie od jakiegoś czasu :D

      Usuń
  5. nie znam żadnego produktu, a już na pewno żadnego nie kupię! tint z catrice powala swoją beznadziejnością :o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wcześniej tint był okej, tylko po paru miesiącach mu się odmieniło...

      Usuń
  6. O matko, efekt tego tintu koszmarny xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. długo go sobie nie poużywałam... ;)

      Usuń
  7. ten tint, bleeeeee

    nigdy wcześniej nie widziałam tej bazy artdeco. i bardzo dobrze ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. łooo żeszz - jak to miło na bubliska popatrzeć ..;)
    Tint porządny - jakby taki wyblakły wampirzy ciut, ciut :D Muszę zrobić research swoich pomyłek :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Tint wygrywa ten bój, choć lakier aż tak bardzo w tyle nie zostaje ;)
    Kiedyś chciałam ten BB z YR i w sumie nie wiem, dlaczego nie kupiłam ... Chyba przeczucie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobrą masz intuicję, moja droga! pozazdrościć :)

      Usuń
  10. Ten BB YR wygląda jak tynk :D A tint bije wszelkie rekordy bublowatości!

    OdpowiedzUsuń
  11. Tintem mnie powaliłaś - wygląda bardzo hm... twarzowo. :D

    OdpowiedzUsuń
  12. wita nas cudnym, olejowym rzygiem
    Jadłam.

    Boże, ten tint :D :D :D :D :D :D :D a wyrzuciłaś już go? Bo bym chciałą zobaczyć efekt na żywo. Musi być zniewalający.

    Chwila, chwila. To lakier u stóp Ci odprysł czy zzieleniał? HEHE.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety, już go z nami nie ma, pożegnajmy go minutą ciszy.
      a lakier... no cóż, najpierw odprysł, a potem zzieleniał, może mchem porósł, kto go tam wie.

      Usuń
  13. mam ten Liquid Lip Tint i nie wygląda tak tragicznie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obsession, a kiedy ostatnio do niego zaglądałaś? ;)

      Usuń
  14. "Jaśnie Plastelinowatość" :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Całkiem wampiryczny efekt na ustach :P

    OdpowiedzUsuń
  16. Z Art Deco miałam bazę ale tę w słoiczku i bardzo ją sobie chwaliłam. Z tego co widzę jednak te dwie bazy są zupełnie różne: słoiczkowa jest dosyć sucha natomiast ta opisywana przez Ciebie tłusta i na tę wersję na pewno się nie skuszę. Tint z Catrice na ustach mnie autentycznie rozwalił :D A krem BB z YR - miałam na niego ochotę ale jak patrzę już na sam kolor jaki zostawił na dłoni to z góry za niego podziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no ja też już po swatchu miałam przeczucie, że z mojej relacji z YR tym razem nie wyjdzie nic dobrego...

      Usuń
  17. hahaha
    jak zawsze znalazłam coś dla siebie: "nie-dające-się-olać-promocje", to wręcz mój konik... ach i te anatomiczne wygibasy hihihi
    a co do produktów, widzę, że na szczęście nie znam i raczej nie poznam, bo szukam w innych rejonach... ale nie zazdroszczę tak spektakularnych doznań... sama też bywa, że natykam się na takie czarne owce... wrr

    pozdrawiam ciepło
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. opowiedz o swoich czarnych owcach, chętnie poczytam taki zbiorek :D

      Usuń
    2. już co nieco pisałam, pod tagiem buble;)
      jak patrzę na ten tint, to myślę o Halloween - wtedy idealny:)

      :)

      Usuń
  18. O jaa ten tint z Catrice wygląda okropnie! Dobrze, że go wycofali :D na szczęście nie miałam żadnego z Twoich bubli :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tint był w porządku... do (niedługiego) czasu ;)

      Usuń
  19. Przeboski efekt daje ten tint:) nie trzeba używać konturówki:)))

    OdpowiedzUsuń
  20. Haha uśmiałam się czytając, nie ma to jak lekkie pióro autorki :)
    Ten tint z Catrice ma według mnie bardzo fajne kuszące opakowanie, dobrze wiedzieć, że gdybym jakoś gdzieś jeszcze na niego natrafiła nie mogę dać się niecnie zwieść! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za komplement, Joko :D
      tint kiedyś był w porządku, ale szybko mu się pogorszyło, to nie tak, że od początku dawał ten mroczny efekt :)

      Usuń
  21. Wyglądają okropnie, na szczęście żadnego z nich nie miałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Omg, ten tint naprawdę straszny ;) Nie znam żadnego z tych produktów, całe szczęście ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. O, żesz - tint wygrywa zadecydowanie!
    Na szczęście, nie miałam styczności z zaprezentowaną gromadą :)

    OdpowiedzUsuń
  24. A chciałam się skusić na ten 'BB krem' z YR :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj, Kasiu, kup inny dowolny – jest duża szansa, że będzie lepszy od tego ;)

      Usuń
  25. Nie mialam zadnego z tych produktow, moze to i lepiej ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. same cuda! beda omijac szerokim lukiem w sklepach :)

    OdpowiedzUsuń
  27. sama mam kilka takich porażek makijażowych co kupiłam sama, na początku swojej przygody z tym wszystkim :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja w sumie i tak dość rzadko trafiam na spektakularne buble jeśli weźmiemy pod uwagę liczbę kosmetyków, które kupiłam – statystyka jest dobra! :)

      Usuń
  28. Dzięki bogu nie znam żadnego z nich:) Choć ostatnio mignął mi u mojej siostry ten pseudo-bebik. Muszę zapytać jak im się razem żyje:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o, bardzo jestem ciekawa, czy ktoś w ogóle bywa z niego zadowolony!

      Usuń
  29. Wydaje mi się, że tinty z Catrice czy Essence mają w sobie jakieś skłonności do parowania... Miałam podobną sytuację z jednym z nich - najpierw był w porządku, a później jakby wyparował, zgluciał i do niczego się już nie nadawał...
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń
  30. możesz robić za makijażystkę przy kolejnym świcie zmierzchu czy czymś w tę mańkę <3

    OdpowiedzUsuń
  31. Chciałam kupić tego tinta i z pewnością nie byłyby to zakup życia, ale chłopak mnie odciągnął mówiąc, że mu za gorąco w Naturze (a mogłabym przysiądz, że klimatyzacja działała!)..

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger