31.07.2014

Projekt denko, odc. 16



Oto oni. Lipcowa banda śmieci, dzięki którym wiem, że mogę bezkarnie kupować kolejne pudełka, słoje i tubki. Nadają sens mojemu zakupoholizmowi, radują zmysł kolekcjonera odznak, osiągnięć, achievementów. Projekt denko jest po stokroć fantastyczny – każdy wyrzutek trafiający do ohydnej ekotorby z Pat&Rub jest jak trofeum. Generuje radosne zmarszczki mimiczne wokół ust. Napawa dumą. A to przecież tylko śmieci. 


Yves Rocher – Volume – szampon zwiększający objętość z wyciągiem z malwy – tak się zastanawiam, jak z malwy można coś wyciągnąć? Przecież to taki suchy kwiatek. Szampon jest okryty dobrą sławą, nawet przesławna Anwen go polecała, choć dla mnie nie powinno to mieć większego znaczenia, bo gdzie jej włosy, a gdzie moje (jej tam, a moje tu). Miał nadawać objętości i w trakcie mycia faktycznie włosów robiło się nagle dwa razy więcej, ale po wyschnięciu szału nie było. Jest wydajny, pachnie mocno średnio... czasami swędziała mnie po nim głowa, ale zwykle nie. Dobrze domywał, nie plątał, a jednak jego działanie mnie nie powaliło. Może jeszcze się spotkamy, ale raczej nieprędko. 

Hipp – Baby Sanft – szampon od 1. dnia życia – Hippa zdenkował mój syn na spółę z pędzlami. Ja próbowałam myć głowę tym delikatnym kosmetykiem, ale wygląda na to, że nie dla mnie delikatesy. Nie umiem się cieszyć z czystych, miękkich, ale totalnie poplątanych włosów, dlatego dalsze hippowe przygody pozostawiam Tomaszowi. Jemu zwisa, co leję mu na głowę, ale ja wiem, że to, co jest lane, ma dobry skład i i dobre działanie. Może jak będzie starszy, to doceni. A może będzie miał to w dupie?

Nivea – Long Repair – odżywka odbudowująca – olejek babassu, płynna keratyna w konfrontacji z łamliwymi, rozdwajającymi się, długimi włosami – tak wygląda teoria producenta. Moje włosy są dość długie, nie łamią się i rozdwajają wyłącznie pojedyncze sztuki, ale rzadko się to zdarza, bo regularnie podcinam końcówki. Nie jest to odżywka wymyślona dla tak cienkich włosideł, jak moje, dlatego zawsze mam po niej zapewniony perfekcyjny efekt przyklapu i perfekcyjne dociążenie, które na mojej rzadko owłosionej głowie jest raczej przeciążeniem. Nie zmienia to jednak faktu, że odżywka cudownie wygładza, pięknie pachnie, jest bardzo wydajna i czasem po prostu nie mogę sobie odmówić przyjemności posiadania takich księżniczkowatych, lejących się piórek. Dla grubowłosych powinna być bajkowa!



Bodyfarm – Dark Chocolate – żel pod prysznic – o zapachowej magii produktów Bodyfarm rozprawiałam niedawno TU. Żel Dark Chocolate to naturalna kontynuacja naszych zachwytów nad tym, jak bardzo zapach żelu do mycia może być bliski rzeczywistości. Czekolada wymiata o każdej porze roku. Kochamy, wrócimy.

Mythos – oliwkowy żel pod prysznic (miniatura) – on pachnie czymś z mojego dzieciństwa! Im bardziej go wącham, tym bardziej nie wiem, czym. Na pewno nie polewałam się za młodu Mythosem (na pewno na pewno?), więc to musiał być jakiś inny żel. Albo inne coś. Nie wiem. Zapach nie jest jakiś super, ale przedszkole stanęło mi przed oczami, więc natchniona tym jakże odległym wspomnieniem nie napiszę Wam o Mythosie nic negatywnego. Mała butelka starczyła na dłużej, niż podejrzewałam, żel działał prawidłowo (czyli mył i nie wysuszał skóry). Nie urzekł, ale to nic. Przecież pachnie przedszkolem!

Yves Rocher – Jardins du Monde – żel pod prysznic, wersja pomarańczowa – jako że regularnie robię zakupy w Yves Rocher, a Magda na wakacjach zagląda do salonów YR tylko okazjonalnie, logicznym jest, że ten żel dostałam właśnie od niej i równie logicznym – że wersja pomarańczowa gościła u mnie po raz pierwszy. To nie była najśliczniejsza pomarańcza, jaką wąchałam, ale dość wierna oryginałowi. Używało się miło, tylko – tradycyjnie dla tej serii – bardzo krótko, ok. 3 tygodni. Na pewno jeszcze się spotkamy, przecież to Yves Rocher ;).


Bielenda – Esencja Młodości – Nawilżający płyn micelarny – ten micel tańczy i śpiewa. Przygrywa mu kwas hialuronowy, a komórki macierzyste przytupują do rytmu. I oczyszcza, i matuje, i nawilża, i wsysa młodość w zmęczoną życiem skórę... to wszystko dzieje się według producenta po przetarciu twarzy wacikiem. Tak niebywałe, że aż nie zauważyłam. Za to wyraźnie widziałam niedomyte, pandzie oczy, co sprawiło, że moje zainteresowanie tym micelem spadło. Ale gdyby używać go tylko do reszty twarzy, sprawdzi się dobrze. Jest delikatny, a do tego ładnie pachnie, nie lepi się i – w przeciwieństwie do mojej ulubionej różowej Biodermy – nie jest gorzki. A że do demakijażu oczu najczęściej i tak używam płynów dwufazowych, nie wykluczam ponownego spotkania z Bielendą. 

Almea Baby Foot – skarpety peelingujące – dziwna sprawa z tymi skarpetami. Kupiłam je, kiedy na blogach temat skarpet złuszczających dopiero się rozkręcał i moje egzemplarze zamawiałam w jakimś nieznanym sklepie za około 50 zł. Niedawno Biedronka przyczyniła się do apogeum skarpetowego szału, a ja przypomniałam sobie, że mam te moje niepopularne, starałam się również nie pamiętać o tym, ile za nie zapłaciłam. Jako że jutro wybieramy się na urlop, jasnym jest, że stopy złuszczają mi się z dużym opóźnieniem właśnie teraz. Nie wygląda to dobrze i wcale dobrze nie rokuje (pięty są bardziej popękane niż złuszczone). Pełną recenzją pewnie Was poczęstuję za jakiś czas, na razie mój stosunek do skarpet firmy Almea jest raczej chłodny. 

Fitomed – Żel do mycia twarzy z mydlnicą lekarską, do cery tłustej – bardzo lubię działanie produktów myjących do cery tłustej z Fitomedu. Są niezwykle delikatne i nie wysuszają mojej mieszanej cery. Niestety, mają też najgorsze na świecie opakowania. Tu etykieta łaskawie opuściła lokal, by nie drażnić już mego poczucia estetyki, niestety nie wiedziała biedaczka, że odkleiwszy się, również sprawi ból mym gałkom ocznym. Wybaczam tylko dlatego, że doceniam głębokie wnętrze. To już kolejne zużyte opakowanie i na pewno będzie więcej. Brrrrr.


Bobbi Brown – Hydrating Eye Cream – to drogi, ale dobry krem nawilżający pod oczy. Pełna recenzja niebawem (choć w zasadzie to już mogłaby być pełna recenzja). To, co jest w tym kremie najbardziej niesamowite, to wydajność. Używany dwa razy dziennie wystarczył na ponad trzy miesiące. 

Pat&Rub – Orzeźwiające masło do ciała – nie wiem, po co Pat&Rub zawracało sobie głowę wymyślaniem na etykiecie jakichś pomarańczy, grejpfrutów i ziół. Linia Orzeźwiająca pachnie IDENTYCZNIE jak Rewitalizująca (z żurawiną i cytryną), naprawdę wszystko jedno, czy wrzucicie do koszyka zielone, czy czerwone opakowania. Działanie – podobnie jak w przypadku linii Otulającej, którą wielbię – doskonałe. Masło ma świetną konsystencję, świetną wydajność, świetnie nawilża. 

Bioliq – Krem regenerujący do cery trądzikowej na noc – to jeden z tych kremów, o których nie mam pojęcia, co napisać, bo zupełnie nie mam zdania na jego temat. Miał ograniczać wysyp zaskórników, ale ja nie miewam wysypów. Miewam za to regularnie pojedyncze, irytujące, ropne wypryski, które w trakcie stosowania kremu Bioliq nadal pojawiały się od czasu do czasu. No ale moja cera nie jest trądzikowa, więc się nie zna. Ja mogę tylko powiedzieć, że konsystencja jest lekka, ale krem zostawia tłusty film, który trwa do rana. Na razie nie planuję powrotu, chociaż zły nie jest. 

L'Occitane – Amande – Smooth Hands – migdałowy krem do rąk z L'Occitane, o którym pisałam już w recenzji porównawczej z drugim migdałowym kremem do rąk z L'Occitane. Obydwa ładnie wygładzają, ale wolę intensywnie pachnącego braciszka (Delicious Hands) od tej wersji kwiatowej. Aha, ten na koniec zmienił zapach. Niefajnie. Nie wrócę, bo: patrz wyżej.


Bioderma – Sebium Pore Refiner – miniatura wystarczyła na wiele użyć, krem zaskoczył mnie wydajnością. Matuje doskonale, na parę godzin, świetnie nadaje się pod makijaż i bardzo mi się podoba. Tak bardzo, że kupiłam już pełnowymiarowe opakowanie. 

Caudalie – Vinosource – nawilżający sorbetM. kiedyś się nim zachwycała, ale ona tak uwielbia Caudalie, że miłość przesłania jej zdrowy rozsądek i naklejki z cenami ;). W pełnym wymiarze (40 ml) za ten sorbet producent życzy sobie 90 zł. Jestem oczywiście skłonna tyle zapłacić za krem do twarzy, jeśli zachwyci mnie działaniem. Ten jest... poprawny i przyjemny, więc być może, być może... Na pewno nie mogę odmówić mu delikatności, formuła jest lekka, szybko się wchłania, nie roluje. Ale znam dużo lepsze nawilżacze, więc jeśli wrzucę do koszyka sorbet z serii Vinosource, na pewno stanie się to przy okazji jakiejś niezgorszej promocji.

Dermika – Olśnienie – baza pod makijaż wygładzająca skórę – ta miniatura to limitowany wynalazek wyprodukowany specjalnie dla Shiny Box. Nie wiem, po co oni to robią, skoro boxy mają służyć poznawaniu realnej oferty firm kosmetycznych i ewentualnym przyszłym zakupom. Ta baza bardzo mi się spodobała, zawiera nierzucające się w oczy rozświetlające drobinki, ma idealną, lekką konsystencję. Tylko co z tego, skoro podobno nie mogę jej kupić? Sprawdziłam, Dermika ma w ofercie inną bazę z drobinkami złota. Może to ta? A może inna? Bezsensowne działanie marketingowe, którego nie popieram. Aha, kolejnym problemem był fakt, że data ważności baz dołączonych do pudełek Shiny to był lipiec 2014. Dali nam parę krótkich miesięcy na testy. Trochę dziwne, przecież podobno to edycja specjalna? A może zlewki staroci zamknięte w limitowanym pudełeczku? 

Artdeco – Pure Minerals – mineralna baza pod cienie – zupełnie inna od przebojowej bazy w słoiczku, zupełnie nieudana, bo rzadka i ociekająca tłuszczem. Mój egzemplarz dodatkowo pogryziony przez Tomasza. Wywalam bez żalu. Tu recenzja: klik


Robiłam mały, niezobowiązujący przegląd lakierów, w wyniku którego do śmieci poleciał biały, przeterminowany, zepsuty lakier Paese (nie użyłam ani razu, śpieszmy się kochać lakiery, tak szybko odchodzą), najgorsza w historii wszechświata baza i top w jednym od Revlonu (znęcałam się nad nią TU) oraz baza Essie All-In-One Base, która przez ponad rok używania nie zgęstniała (do resztki ciężko się dobrać, dlatego już się żegnamy) i wszystko byłoby świetnie, gdyby nie fakt, że lakiery Essie w ogóle nie chciały się na niej trzymać. Tak dziwne, że aż może śmieszne? Wiele miesięcy narzekania, że nie dla mnie Essie, bo schodzą płatami, a potem nagle zdziwienie, bo te same Essie trzymają się wcale nieźle na odżywkach Sally Hansen. Co ciekawe, lakiery innych marek dobrze współpracowały z All-In-One. Wyrzucam, pełna sprzecznych emocji, targających mą kosmetyczną duszę... 


Wśród zużytych próbek znalazł się m.in. beznadziejny krem wyrównujący koloryt od Bandi (ciemny, nietrzymający się cery, jakościowo porównywalny z BBB od Pat&Rub), intensywnie nawilżające serum Clochee, które nie nawilżało intensywnie, a do tego nie pozwalało nakładać na siebie podkładu, a także najgłupszy krem do stóp w historii ludzkości: rozgrzewająco-chłodzący. Mnie tylko ciut schłodził, ale i tak było śmiesznie. 

Tyle w lipcu. Jutro pędzimy na Pierwszy Krótki Urlop Bez Dziecka. Czuję się szczęśliwie patologiczną matką, będę tęsknić i – jak na wytrawną blogerkę beauty przystało – wybieram się w polskie Tatry przez czeski DM i słowacką Słowację. Za Wami też będę tęsknić! 

65 komentarzy:

  1. Sorbet Caudalie znam, ale to takie pitu pitu.... używam łącznie z serum SOS, na wiosnę-lato może być od biedy pod makijaż. Nie sądzę abym kupiła jeszcze kiedykolwiek, choć zużyłam kilka zestawów :D Dobre promocje i gratisy przesłoniły mi zdrowy rozsądek, bo inaczej tego nazwać nie mogę. Za to poszłam po rozum do głowy i szkoda mi czasu na takie kosmetyki, które średnio działają i czyszczą stan konta. Nawet jeżeli to Caudalie, które ma takie kuszące promocje.

    Mówisz, że z BB ten krem taki dobry? do tej pory doceniałam głównie kolorówkę z tej firmy tylko, że planuję zakupy bo mam jeszcze ważny bon urodzinowy :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ten krem Bobbi Brown jest... hm... porządny. Ma dobrą, treściwą konsystencję (jest cięższy od Riche Creme), ale sporo lżejszy od Kiehl'sa, którego właśnie zaczęłam używać (ten to już jest aż klejący, taki naładowany treścią! ;)). Nawilża dobrze, ale ma jakiś lekko wyczuwalny zapach, który może się nie podobać. Nie zakochałam się w nim, bo patrzę w lustro i widzę, że potrzeba mi jednak czegoś mocno przeciwzmarszczkowego, nim będzie za późno.

      a sorbet. No cóż, masz rację. W zasadzie kupowanie go jest bez sensu, skoro nie urywa tyłka poziomem nawilżania. Myślałam raczej o tym, że mogłaby się do czegoś przydać jego superlekka konsystencja, ale jakby się nad tym zastanowić na spokojnie, to... niby do czego? :D

      Usuń
  2. ten żel czekoladowy może być niezły:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kup mi w DMie odżywkę z Balei! :D
    God, nic z Twoich wyrzutków nie znam, oprócz dezodorantu Rexona i miniatury żelu pod prysznic Mythos :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o, popatrz, zapomniałam napisać o Rexonie :D
      jaką chcesz odżywkę z Balei? :)

      Usuń
    2. Tę czarną, Oil Repair :P
      Serio możesz mi przywieźć przy okazji? :O

      Usuń
  4. Matko Bosko, dużo tego :D. Wyjdź kiedyś z tej łazienki, kobieto :D!
    Ostatnio latałam za szamponem Hipp, ale nigdzie go nie było. Ja lubię takie delikatne produkty, moja skóra głowy to diabeł wcielony i okropnie obrażalska istota. Odżywkę Nivea mam w zapasie, kupiłam za mniej niż 5 zł, więc jak zrobi mi czepek na głowie, to bez żalu zużyję ją do golenia nóg.
    Mnie serum Pore Refiner nie zachwyciło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z serum Pore Refiner jest jeden problem – nie ukrywa porów. ale jako krem matujący naprawdę się u mnie sprawdza, podobnie jak jego kolega, nie-serum z tej serii.
      i wcale nie ma tak wiele! po prostu zużyło się po cosiu z każdej kategorii ;)

      Usuń
  5. Rozgrzewająco-chłodząco krem? Kogoś poniosła fantazja. :D I to porządnie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I udanego urlopu :) Przywieź ładne i dobre pamiątki :D

      Usuń
    2. hmm, czy to zachęta do jakiegoś DM-owego konkursu? :D
      dziękuję, Ewo! a co do kremu do stóp, to wrzucili do niego po prostu kamforę z mentolem ;)

      Usuń
  6. Kusisz mnie tymi żelami pod prysznic Bodyfarm :) Co prawda tonę w żelowych zapasach i niebawem chyba na żelach pod prysznic będę spała i będę po nich chodzić niczym po dywanie no ale... :))

    Z Twoich zużytych produktów znam żel pod prysznic z YR i o dziwo z tą wersją zapachową bardzo się polubiłam. Ogólnie lubię żele z tej serii choć faktycznie wydajnością nie grzeszą.

    Szamponu Hipp też używałam dla mojego synka jak był młodszy i bardzo dobrze się u niego spisywał. U mnie natomiast tak jak i u Ciebie nie bardzo - włosy miałam tak poplątane, że rozczesując je (pomimo wcześniejszego użycia odżywki) przeklinałam pod nosem albo i trochę głośniej ;)

    Miłego urlopu Agato! Bardzo zazdroszczę - mi od 4 lat (bo mój maluch tyle ma) jeszcze nie udało się pojechać na urlop bez niego. Ba, nawet na weekend nie zostałam sama, a marzy mi się choć chwila odpoczynku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rudasku, a czemu nie udało Ci się jeszcze nigdzie wybrać bez synka? Twoja matczyność Ci nie pozwala czy nie miałaś jak? Koniecznie zorganizuj sobie chociaż weekend, my raz na jakiś czas oddajemy stwora dziadkom na noc i to pozwala naładować akumulatory i sprawia, że potem mam dużo więcej cierpliwości.

      Bodyfarm naprawdę są niesamowicie prawdziwe – tylko właśnie musisz sobie odpowiedzieć na pytanie, czy chcesz się szorować prawdziwą czekoladą, prawdziwym ciastkiem itd. :) i z tego co wiem nieco gorzej wypadają ich żele owocowe.

      Usuń
    2. Niestety nie miałam jak. Dziadkowie malucha nawet na weekend nie chcą zabrać bo on jest ze mną strasznie mocno związany i każda próba kończyła się tym, że musiałam po nocy jeździć i synka odbierać od dziadków bo tak mocno płakał za mną, że aż 40 st gorączki potrafił dostać :/ Nawet pani w przedszkolu mówi, że dawno nie widziała tak emocjonalnie związanego z matką dziecka. Ale w sumie czemu się dziwić, jak on od małego praktycznie tylko wiecznie ze mną przesiadywał...Nawet do sklepu jak wychodzę to siedzi pod drzwiami i płacze dopóki ja nie wrócę, masakra.

      Agato, ja uwielbiam takie zapachy :) A teraz jestem na diecie to chociaż bym sobie wyobrażała podczas kąpieli że zjadam kawałek czekolady albo ciasteczka :D

      Usuń
    3. Żele owocowe Bodyfarm wypadają zdecydowanie gorzej. Ale te jedzeniowe zapachy i sandałowiec - poezja!

      Usuń
    4. Ruda, uuuu, to faktycznie bardzo przywiązany mały człowiek, ale potem się usamodzielni! [zawsze się tak pocieszam, jak mi trudno – że wyrośnie, że zmądrzeje, że jak zaczniemy ze sobą konwersować, to będzie lepiej ;)]

      L. na sandałowca zasadzę się później. pamiętam o nim.

      Usuń
  7. Przeczytałam to denko i notowalam co chce kupic i wiesz co ? Musze kartkę wyrzucić bo za dużo sie tego uzbierało,a ja takie zapasy mam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale przecież w tym miesiącu sporo średniaków i innych podejrzanych typów :)

      Usuń
  8. Ten krem BB słyszałam, że całkiem niezły :)
    Z Caudalie kusi mnie serum, aczkolwiek sorbet do twarzy też kusi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie kusi tylko klasyka, czyli woda winogronowa, ale obawiam się, że mogę nie dostrzec jej piękna ;)

      Usuń
    2. Woda winogronowa jest czadowa. Kupuj.

      Usuń
  9. Aleś zdewastowała opakowanie Fitomed !
    Ja namęczyłam się chyba z 2 godziny pewnego pięknego dnia, kiedy wpadłam na pomysł, żeby wykorzystać ponownie ich opakowanie do swoich niecnych celów. Powiem tylko tyle : niezły, niczym niezmywalny klej mają xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. samo się zdewastowało od wody z prysznica!
      no proszę, czyli jak nie chcemy, to etykieta złazi, a jak chcemy, żeby zlazła, to ta siedzi. złośliwość rzeczy martwych? złośliwość producenta? :) z utęsknieniem czekam na dzień, w którym Fitomed zmieni etykiety na jakieś z XXI wieku ;)

      Usuń
  10. Odżywkę Long Repair znam i lubię :) Żel Fitomed mam na wykończeniu. Jest w porządku, ale mam wrażenie, że moja skóra potrzebuje czasem czegoś mocniejszego do oczyszczania :) I to właściwie wszystko co znam z Twoich zużyć. Życzę przyjemnego wypoczynku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, Serduszko :)
      żel faktycznie nie daje poczucia dogłębnego oczyszczenia, chociaż pewnie byłoby super, jakby myć nim twarz przy użyciu szczotki.

      Usuń
  11. Gratuluje zuzyc, nie mialam zadnego z Twoich wydenkowanych. Zycze udanego urlopu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, Ewo :) urlop udany, szkoda tylko, że krótki i deszczowy :(

      Usuń
  12. Również uważam, że starania P&R poszły na marne bo dopiero na upartego można odróżnić zapach serii czerwonej od tej zielonej :)
    Kusi mnie też jakiś nowy krem pod oczy ;P Tylko musi być gęsty, treściwy i oficjalnie rozpoczęłam poszukiwania ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty jesteś w stanie w ogóle je odróżnić? ja miałam produkty z obu serii naraz i nie widziałam absolutnie żadnej różnicy :O

      Bobbi Brown jest gęsty i treściwy, ale taki supermegatreściwy to jest Kiehl's z awokado, właśnie go od niedawna używam. on jest aż klejący, tak ma dużo treści hehehe

      Usuń
  13. Z takimi zużyciami jesteś rozgrzeszona z wszelkiego zakupoholizmu ;-)
    Przypomniałaś mi właśnie, że już dawno nie kupiłam sobie nic z Yves Rocher, więc pewnie wybiorę się do nich niedługo :-)
    Masło Pat&Rub uwielbiam, ale ta seria orzeźwiająca tudzież rewitalizująca działa drażniąco na moje nozdrza. Zdecydowanie wolę wersję hipo.
    Dobrze wiedzieć, że krem od Bobbi jest tak fajny! Może kiedyś się skuszę, a na razie wielbię serum pod oko z Guerlaina.
    Udanych wakacji, Kochana!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też już dawno nie robiłam zakupów w Yves Rocher, chociaż ich bardzo lubię – pewnie to dlatego, że mnie zarzucili gratisami i nie mogę się wykopać ;)

      nie znam serum Guerlain, jakoś nigdy nie próbowałam ich kosmetyków pielęgnacyjnych.

      a wakacje są udane, tylko deszczowe :D

      Usuń
  14. Odżywkę Long Repair miałam w formie kilku próbek - dramat. Mam niby gęste włosy, ale wcale mi się nie podobał efekt bagna na głowie. Obciążała i ohydnie oblepiała mi włosy, ciężko było ją spłukać.

    Jak zawsze masz świetne zużycia, bardzo lubię czytać Twoje podsumowania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, cieszę się, że lubisz do mnie zaglądać w sprawie denek :D
      co do Long Repair, to wierzę, że mogła Ci nie podejść, ona naprawdę jest meeeegaciężka.

      Usuń
  15. O matko :o ile tego.. U mnie niestety zużywanie idzie kiepsko ;c
    Narobiłaś mi ochoty na ten żel czekoladowy.

    OdpowiedzUsuń
  16. ja też właśnie w ostatnim denku pokazywałam tą bazę z dermiki, połowę wyrzuciła, za krótki termin

    OdpowiedzUsuń
  17. Sporo tego nie powiem. Hippa tez bardzo polubiłam jeszcze przed narodzinami Synka teraz juz lubimy oboje ;) tej odzywki z Revlona nie znam ale uzywam od nich wysuszacza i bazę pod lakier i musze przyznac ze sa swietne ;) rexone tez w tej wersji lubie w UK nazywa sie Sure ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hipp ma bardzo fajne i ładnie pachnące kosmetyki, nie uczulają i ich zapach jest miłą odmianą od tych bezzapachowych, antyalergicznych nudziarstw dla dzieci :). to coś z Revlonu to nie odżywka, tylko baza i top w jednym, unikaj jak ognia, ona nigdy nie wysycha!!!

      Usuń
  18. sporo tego , mam ochote przetestowac wszystko :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Doskonale podsumowałaś istotę denkowania w tym pierwszym akapicie, a już przy zmarszczkach mimicznych moje własne zdecydowanie się pogłębiły. :)

    Wszędzie te fitomedy, chcę w ich sklepie już z pół wypłaty zostawić (tylko jak na złość pracy mi brak).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja znam tylko tę ich serię do cery tłustej, ale też mam ochotę popróbować innych fitomedowych przysmaków. jedyne, co mnie powstrzymuje, to ich odrażające etykiety :P

      Usuń
  20. lubię kremy do rąk loccitane, są fajne, ten migdałowy jest wyjątkowy, miałam tylko mini wersję 10 ml. Małe opakowania kosmetyków mythos zostawiłam sobie na wyjazd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. migdałowy jest cudowny, inne wcale mnie nie zachwyciły, a najgorsze wrażenie zrobił na mnie krem-żel werbenowy: zero właściwości nawilżających i pozostawia ohydną, lepką warstwę :/

      Usuń
  21. kolejne imponujace denko :)
    tak, mozesz spokojnie kupowac nowe egzemplarze kosmetykow, poniewaz nic sie u Ciebie nie marnuje! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za rozgrzeszenie, szkoda, że tak łatwo nie idzie denkowanie kolorówki, choć nawet rozrastająca się kolekcja nie jest w stanie mnie powstrzymać od zakupów hehe

      Usuń
  22. Kusił mnie ten sorbet Caudalie, ale skoro mówisz, że nic nie urywa, to wstrzymam się z zakupem do jakiejś super okazji cenowej, z której grzechem byłoby nie skorzystać, a na razie zostanę przy Tolerance+ Biodermy:) Udanego urlopu kochana, no i pewnie zakupów, skoro już o DM wspomniałaś:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja z kolei tę Biodermę bym wypróbowała, ale czekam, aż mi się kremowe zapasy uszczuplą :)
      dziękuję, urlop wyborny, tylko deszczowy. ale w DM-ie byłam, jakże bym mogła inaczej ;)

      Usuń
  23. Ostatnio kupiłam odżywkę z Nivea i jestem zachwycona, włosy po niej są świetne, miękkie i ładnie się układają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda, miękkość i gładkość daje niesamowitą, ale pewnie Ty masz grubsze i gęstsze włosy od moich i nie oklapują Ci tak bardzo jak te moje nędzne cienizny :(

      Usuń
  24. Po malwie z YR spodziewałam się więcej, a tu niestety rozczarowanie. Szkoda, bo swędziłebka nie kupię :/
    Masło orzeźwiające aktualnie używam i jestem zachwycona. Nie spodziewałam się, że tak mocno polubię jego lekką konsystencję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może Ciebie by nie swędziała... efekt daje ładny, tylko ten zapach zmielonego chwasta w połączeniu z okresowym swędzeniem mocno mnie zniechęcił.
      konsystencja maseł P&R faktycznie jest doskonała, uwielbiam!

      Usuń
  25. Przez Ciebie boję się myć głowę tą malwą!

    Srebium Srore Srefiner. Nigdy więcej nie chcę go oglądać!
    Mój Ty Sherlocku baz pod makijaż.
    Nie napisałaś nic o próbce odżywki z L'Occitane!

    Ja tęsknię :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie bój się, może Tobie nic nie będzie. i nie wiem, co z tą Biodermą u Ciebie nie wypaliło - ja mam wrażliwą gębę i ona przyjmuje tak dobrze ten krem, a tutaj takie cuda? smuteczek.
      ja też tęsknię!!!

      Usuń
  26. Bardzo dobre zużycia ! :)
    Pat&Rub – Orzeźwiające masło do ciała - odnoszę takie samo wrażenie:) pachną identycznie, nie zmienia to jednak faktu, że bardzo lubię i te masła i ten zapach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, też lubię ten zapach, ale to trochę oszustwo – wymyślać jakieś zioła czy grejpfruty, które potem i tak zamieniają się w cytrynę znaną od lat!

      Usuń
  27. wypasione deko:)
    P&R otulająca jest po prostu cudowna, kocham:) nie przepadam za rewitalizującą, zatem i zielona by mi nie przypadła aromatycznie do gustu;)

    udanego urlopowania i daj potem znać, jak tam te nieszczęsne pięty na urlopie...

    pozdrawiam serdecznie
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na pewno zrobię zapasy masła z serii Otulającej na jesień i zimę, poczekam tylko na odpowiedni rabat ;).

      o piętach lepiej nie mówić, łuszczą się wciąż...
      pozdrowienia z Tatr! :)

      Usuń
  28. wow dużo tego:))
    Miałam tylko Hipp szampon oraz odżywkę z Nivea:)
    Udanego urlopu:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję! urlop udany, choć krótki i deszczowy

      Usuń
  29. Dementuję wszelkie plotki o mojej pomroczności związanej z marką Caudalie - trafiłam na mocno przeciętny produkt :D

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger