08.10.2014

Essence – Hello Autumn LE – swatche, wstępne morały + kilka słów o nowej limitce Catrice

W związku z ekstremalnym poziomem stresu, jaki dotyka mnie od dwóch tygodni, postanowiłam spuścić trochę pary zupełnie klasyczną metodą. Skierowałam swe kroki oraz wózek z Tomaszem w naprawdę skromne progi pobliskiej Natury i pobiegłam do odświeżonych szaf Essence i Catrice. Tam zastały mnie niemacane (sic!), jesienne cuda-dziwy. 


Tym razem, odwrotnie niż zwykle, bardziej zainteresowała mnie oferta Essence, a Catrice – mimo że obejrzana wcześniej online i wstępnie oceniona jako ciekawa – jakoś nie wywołała u mnie szybszego bicia serca na żywo. Wśród limitowanych nowości z kolekcji Check & Tweed wybrałam dla  porządku modelujący żel do brwi, ale na razie (po dwóch podejściach) wydaje się być do bani. Wykręcane pomadki, które pierwotnie najsilniej mnie wabiły, to matowe, bardzo suche kredki do ust. Nie lubię uczucia naustnej Sahary, dlatego odpuściłam bez żalu – szczególnie że jedna z nich (chyba to była Mind the Red) zeswatchowana na ustach, okazała się być nieciekawą wariacją na temat soku z marchwi. Pomacałam cienie z dwóch limitowanych paletek, ale – mimo ładnych kolorów – pigmentacja pozostawia wiele do życzenia. Na lakiery z Catrice staram się nie patrzeć, bo piękne odcienie i wykończenia nie idą w parze z jakością. Uroczo wyglądał też rozświetlacz z tej kolekcji, ale nie było testera, a ja i tak mam już dość rozświetlaczy (tak rzadko ich używam, a tak bardzo mnie nęcą; tak bardzo je kupuję, choć tak bardzo nie powinnam...). Tyle więc w temacie Check & Tweed. Ja nie polecam.


Ceny kolorówki Essence są za to tak niskie, że natychmiast wrzuciłam do koszyka wszystko, co wpadło mi w oko, i wydałam na to 50 złotych. Efekty są różne, ale i tak uważam, że było warto – siateczka radości za pięćdziesiątaka? Dla mnie bomba. 

Po pierwszym łypnięciu na nową kolekcję Essence zakochałam się w pudrowych jesiennych liściach o nazwie Autumn & The City. Nie bardzo nawet wiedziałam, czym one są – zwykłym pudrem dla opalonych brunetek, pudrem brązującym, a może rozświetlaczem? Uznałam, że w najgorszym razie można ich poużywać jako cieni (tudzież jednego wymieszanego cienia), więc na coś się przydadzą. 


Po swatchach łatwo stwierdzić, że najbliżej liściom do rozświetlacza. Puder, nałożony na kości policzkowe, daje piękny, złotawy blask, a na całej twarzy tworzy delikatny, zdrowy błysk bez zmiany odcienia skóry. Kiedy przyjrzymy się z bliska, widać iskrzące w świetle mikrodrobinki, ale na pewno nie są większe i bardziej widoczne choćby od tych, jakie znajdziecie w słynnych kulkach Guerlain. Ten subtelny efekt rozświetlenia bardzo mi się podoba, zarówno w formie skoncentrowanej na szczytach kości policzkowych, jak i na całej twarzy. To był udany zakup!


Zakupy robiłam w pośpiechu i nawet nie zauważyłam, że paletka cieni do brwi jest w dwóch wersjach. Moja to 01 Leaves Are The New Beef. Nie jestem nawet pewna, która jest przewidziana dla blondynek, a która dla brunetek, teoretycznie jedynka powinna być jaśniejsza (ale czy tak jest?). Oprócz dwóch cieni do brwi mamy jeszcze cielisty do rozświetlania łuku brwioweg oraz średnio wysokich lotów pędzelek. Nie byłby zły, gdyby był trochę twardszy, ale da się nim podkreślić brwi.  Jakoś. Nie jest to jednak zbyt łatwe i przyjemne, dużo bardziej wolę ten z paletki do brwi Catrice (ze stałej oferty). Poniższe malunki wykonałam dołączonym pędzelkiem Essence:


Powinnyście już zauważyć, że jaśniejszy cień jest zupełnie bezsensowny w kontekście brwi. Nie wiem, komu mógłby pasować taki ciepły, rudy kolor – na moich blond brwiach wygląda raczej komicznie. Jeżeli pomalujecie ostrożnie same włoski, to ma szansę jeszcze jakoś wyglądać, ale gdy tylko pędzel dotknie skóry, efekt rudego rydza gwarantowany. Ciemniejszy cień jest dla mnie z kolei trochę za ciemny, jeśli użyję go w ilości, w jakiej aplikuję na brwi wspomniany zestaw z Catrice (recenzja tu: klik). Przy ostrożnej aplikacji daje sensowny efekt, który w moim przypadku pasuje do mocniejszego makijażu oka. Przy lekkim make-upie już wydaje mi się za ciemny. Trzeci cień z palety jest w porządku i robi to, co ma robić. Cały zestaw oceniam jednak jako słaby i o niejasnym przeznaczeniu.


Najdziwniejszym elementem kolekcji Hello Autumn jest to_coś. Gdyby nie napis „Powder Blush”, nigdy sama bym na to nie wpadła. Beauti-fall Red to niemalże biały, sprasowany kwadracik, który wygląda jak puder à la Kurewna Ścieżka, zawiera też sporo połyskujących drobin. Kiedy przeczytałam, że dopasowuje się do skóry i tworzy rumieniec na podstawie reakcji z jej naturalnym pH, wiedziałam, że muszę to sprawdzić, a potem Wam opowiedzieć. Moją opowieść zacznę od tego, że...


...ten przedmiot o charakterze makijażowym jest... całkowicie absurdalny. Biały proszek (sniff, sniff), wyraźne drobiny, no i nie widać, gdzie człowiek aplikuje ten chyba_róż, nie wiadomo też, ile go nawalić, żeby efekt był optymalny. Po kilkunastu, a może kilkudziesięciu sekundach biały róż (logiczna logiczność) nabiera koloru, a najbardziej różowy okazał się mój palec, po tym, jak próbowałam zetrzeć z niego resztki Beauti-fall Red przy pomocy śliny. Zaznaczam: nie było łatwo pozbyć się efektu malinowego opuszka. Na moich policzkach ten odcień nie wygląda dobrze – jest identyczny jak naturalny, naczyniowy rumieniec, którego codziennie próbuję się pozbyć. No i nie rozumiem, co ten produkt robi w kolekcji jesiennej – przecież jest kompletnie, śnieżkowato zimowy! Eksperyment ciekawy, ale zakup absolutnie bez sensu. 


Na koniec zostawiłam dwie kredki do oczu, które na szczęście okazały się bardzo fajne, a urzekła mnie nie tylko ich jakość za rozsądną cenę, ale też typowo jesienna kolorystyka. Zgniłkowata zieleń o nazwie Charlie Seen In Green i średni brąz z miedzianym połyskiem, czyli Leaves Are The New Beef (tak, tak, nazywa się tak samo jak set do brwi), to dwa kolory, które dobrze współgrają w makijażu, a do tego nie są wcale takie oczywiste. Kredki mają dołączone gąbki do rozcierania i mimo że da się ich z powodzeniem używać, jest to niezbyt nieprzyjemne: szorstka faktura vs. delikatna skóra wokół oczu. 


Kredki są dość miękkie i dobrze napigmentowane (nie aż tak miękkie jak np. Jumbo z Sephory), łatwo się ich używa zarówno na górnej, jak i dolnej powiece. Dolna linia rzęs podkreślona obydwoma kolorami prezentuje się ładnie, a makijaż przez cały dzień tylko nieznacznie blaknie, więc nie mam uwag do jakości (a już na pewno nie w kontekście ceny: 7 zł za sztukę). Mimo że kredek ci u mnie dostatek, nie żałuję, że skusiłam się na te dwie – kolory są ciekawe, jakość dobra i za tę cenę naprawdę nie widzę powodu, żeby ich nie kupować (oczywiście pomijam tu preferencje kolorystyczne). 

Na górze: w pełnej okazałości, na dole: po roztarciu.

I jak, wpadło Wam coś w oko? Jeśli któraś z Was nie czuje się wystarczająco zniechęcona moimi opiniami i ma ochotę przetestować set do brwi i ten dziwny róż, chętnie przekażę oba kosmetyki w dobre ręce. Dawajcie znać w komentarzach – jeżeli do mojego następnego wpisu zgłosi się więcej niż jedna osoba, przyznam me wspaniałe dary drogą losowania. 

Na koniec ceny:

Multi Colour Powder, 01 Autumn & The City: 13,99 zł
Eyebrow Set, 01 Leaves Are The New Beef: 10,99 zł
Colour Adapting Powder Blush, 01 Beauti-fall Red: 10,99 zł
Eye Pencil, 01 & 02: 6,99 zł za sztukę

68 komentarzy:

  1. Też złapałam się na ten bajerancki róż :D. Jak sobie go nałożyłam w poniedziałek, to myślałam, że zejdę ze śmiechu. Miałam na policzkach oczoje*** różyk, zakreślaczowy :D. Mam też paletkę cieni i z niej jestem zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pewnie za dużo nawaliłaś, jako i ja. to róż, który sprawdza umiejętności malującego :D
      paletki też mi się podobały, ale już naprawdę wystarczy mi w zbiorach brązów i nude...

      Usuń
    2. Tylko dwa razy machnęłam pędzlem po każdym policzku :D. Przez 10 minut podziwiałam swoje dzieło. Śmiałam się jak durna, a musiałam wyjść z domu. Trzeba było pół twarzy zmyć :D

      Usuń
    3. ja byłam mądra i wypindrzyłam się wieczorem, przed demakijażem - mam za mało czasu rano, żeby robić mejkapy wysokiego ryzyka :D

      Usuń
    4. PS zrobiłaś zapas swojego ukochanego wycofywanego różu z Essence??

      Usuń
    5. Zrobiłam :). Mam jeden, w porywach do dwóch (mama ma drugi, ale pewnie nie będzie go używała :D).

      Usuń
  2. Jeezuu..Chora jestem a jak wyzdrowieję to w Naturze pewnie już nic nie będzie. "Liściowy rozświetlacz" i ten dziwny różo-rozświetlacz i jeszcze zielona kredka - muszą być moje.
    Ciekawe czy jak wyślę męża to kupi mi to co trzeba?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. napisz mu na kartce, czego potrzebujesz i jaki numerek, to kupi - posądzam szanownego małżonka przynajmniej o przeciętną inteligencję, więc da radę chłopak :D

      Usuń
  3. Najładniejsze wizualnie są te listki, aż szkoda, że to nie jest delikatny bronzer, bo leciałabym jutro do Natury :) Z rozświetlaczem mi nie po drodze (cera tłusta, błyszcząca się + rozświetlacz = bombka na choince), więc listki odpuszczam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na całkiem białej cerze pewnie listki dałyby lekki efekt brązujący... też mam cerę ze świecącą strefą T, ale pani makijażystka z MAC-a wytłumaczyła mi, że popełniam błąd, nie kładąc na facjatę rozświetlacza. bo to inny blask niż ten smalcowy :> zreeeeesztą idzie zima, nie będziesz się bardzo świecić ;)

      Usuń
    2. No niby tak, ale wiesz po południu będę miała na twarzy rozświetlacz plus smalec, a to już za dużo :) a nie zawsze mam czas i pamiętam o bieganiu do łazienki z bibułkami matującymi.

      Usuń
    3. u mnie w sezonie jesienno-zimowym smalcu wyraźnie mniej, więc mam szanse ponosić rozświetlacze (te rozliczne, które mam w kolekcji hehe), ale latem... też sobie tego nie wyobrażam. brrrr.

      Usuń
  4. Waham się nad różem, ale pewnie zrobienie sobie nim kuku jest nieuniknione. :D Pewnie równie dobrze mogłabym wyłączyć światło w łazience, w której nie ma okna, zamknąć drzwi i nakładać róż. :D
    O dziwo, ten puder po Twojej prezentacji mi się spodobał. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to co, chcesz wziąć udział w moim cudownym rozdaniu? :D

      Usuń
  5. czemu te wszystkie kosmetyki tak ślicznie wyglądają? mam słabość do ładnych opakowań, nie powinnam kupować oczami ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oh, dzięki mojej blogowej prezentacji możesz kupić całkiem świadomie i nie robić sobie wyrzutów, że wzięłaś w ciemno ;)

      Usuń
  6. Ja bym chetnie dala nowy dom zestawowi do brwi. ciagle probuje znalezc ten idealny i jedyny a jakos kiepsko mi idzie :(
    w sumie jak chetnych nie bedzie to to dziwne cos to przygarne :) najwyzej przekaze dalej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. próbować zawsze warto – ten ciemniejszy odcień jest w porządku, zawsze możesz poużywać tylko jego, jeśli u Ciebie będzie ładnie wyglądał

      Usuń
  7. myślałam o tym różu-gadżecie, ale nie... nie podoba mi się jego wykończenie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. róż zmrożonych polików plus połyskujące drobiny - trochę dziwne połączenie

      Usuń
    2. nie jestem fanką drobin na policzkach...

      Usuń
  8. Nie dość, że do Natury wlazła, to jeszcze kasztanów nazbierała! :*
    Liściaste tłoczenie wygląda ślicznie! :)
    Róż ciekawą bestią jest, ale ja pasuję, mam plan nie powiąkszać różowej kolekcji dopóki choć w jednym nie pojawi się denko [ zniżyłam poprzeczkę, kiedyś ambitnie myślałam, że nie kupię nowego, dopóki nie zużyję do końca choć jednego - mission impossible ;P ], brwi mam pod grzywką, więc leżą odłogiem i takie niech pozostaną ;)
    Za to kredki chcę obydwie w trybie natycjmiastowym! Dziś moja ukochana brązowa kredka z Sephory sprzed chyba 3 lat wyzionęła kadłubkowatego ducha, więc chyba mi się należy, nie? :D I ja wbrew pozorom lubię te gąbeczki na kredkach - małe sado maso na oku z rana nie jest złe ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja sobie wytłumaczyłam, że kolorówkę się kolekcjonuje i wcale nie trzeba jej denkować - od tego momentu kupowanie nowości idzie mi dużo łatwiej ;)
      też bym chciała grzywkę i pod nią brwi schowane, ale mam betonowy przedziałek na środku głowy, więc nie wróżę sobie sukcesu...

      Usuń
  9. Ja z tej limitki Essence skusilam sie tylko na gunki do wlosow, chco sporo trzeczy mnie kusilo, ale niestety za duzo rozczarowan bylo ;)
    A tą limitką Catrice też sie rozczarowałam- bo myslalam ze sie skusze na dużo wiecej, a kupilam tylko puder rozswietlający ( bo rozwietlaczem to nie jest, wiecej ma niestety matowej czesci), ale jakos jeszcze nie zdązyłam przetestowac (swoja droga to pierwszy moj produkt catrice wyprodukowany w Chinach, dotychczas wszytskie byly produkowane w Polsce albo Wloszech)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj, toniu, toś poszalała z zakupami ;)
      i zaciekawiłaś mnie tym made in China, ciekawe, czy to zmiana na stałe? w sumie większość rzeczy na świecie pochodzi z Chin, więc czemu tu się dziwić hehe

      Usuń
  10. kredki wyglądają przyzwoicie, muszę wybrać się do Natury i przyjrzeć się tym limitkom :}

    OdpowiedzUsuń
  11. Szczerze mówiąc, to kompletnie nic mi nie wpadło w oko ;p Liście wyglądają fajnie, ale nie przydałyby mi się, kredki też ładne, ale kompletnie nie moje kolory - chyba, że brązowa do brwi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj nie, brązowa do brwi się nie nada, bo ma miedziany połysk – wyglądałabyś jak zaśniedziała staruszka :D

      Usuń
  12. zaciekawił mnie ten biały puder oraz to na jakiej zasadzie działa. Podobają mi się poza tym te kredki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kredki polecam bardzo, szczególnie za tę cenę!

      Usuń
  13. Jedynie brązowa kredka mnie zainteresowała. Chyba mam przesyt kolorówką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też mi się wydawało, że mam przesyt ;)

      Usuń
  14. Hmmmm, chyba tylko tłoczenie tego pierwszego cudaka mi się podoba :)
    Żaden kosmetyk mnie nie przekonuje.
    Z Essence lubię błyszczyki, dobrze się u mnie sprawdzają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o, witaj Aneto, jak miło Cię tu widzieć!

      Usuń
  15. Wieki nie bylam w naturze! Na mojej wsi nie uswiadczysz, choc moze to i dobrze, bo mnie kusi:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hymmm, w kilku sklepach online Essence jest dostępny, może za jakiś czas wprowadzą tam tę limitkę? (ja nic nie mówiłam, tak tylko głośno myślę :P)

      Usuń
  16. Łeeeee, a cbcialam akurat ten róż i ten set do brwi... dzisiaj miałam jechac i ieszę się że napisałaś :) wezmę te listki a set do brwi wezme ten catrice :) a poza tym to ciekawa jestem czy cos u mnie w Naturze jeszcze jest :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam i widziałam... prawie puste polki! Zgarnęłam te liście, cienie do brwi ale te druvie bo jakos na zywo mi się ladniejsze wydawaly i kilka innych pierdół :)

      Usuń
    2. o, to ciekawa jestem, jak się u Ciebie sprawdzi ten drugi set do brwi. Wygląda na to, że jednak dwójka jest jaśniejsza (?).

      Usuń
    3. Jutro wyprobuje to dam znać :) teraz leżę w wannie to nie sprawdze jak faktycznie ten"moj" wyglada ale wydawal mi sie chlodniejszy. I jak teraz se myślę to mogłam capnąć jeszcze te paletki cieni. Ogólnie nic straconego bo chyba jeszcze jutro wieczorem po cwiczeniach podjade do c.h. gdzie jest Natura :) a pamietasz może ile te palety cieni kosztowały?

      Usuń
    4. nie pamiętam, ale maksymalna cena detaliczna podana na stronie producenta to 15,99 zł, więc pewnie dokładnie tyle kosztują w Naturze

      Usuń
    5. Byłam jeszcze raz i jednak tych cieni nie kupiłam bo jednak jakieś błyszczące mocno. Do brwi do tej pory używałam kredki, więc nieźle się namęczyłam machając tym pędzelkiem :) muszę potrenować takie używanie, ale nie jest źle. Trwałość też dobra, więc myślę że się zaprzyjaźnimy :) przynajmniej na jakiś czas :)

      Usuń
    6. może czas zainwestować w porządny pędzelek? :D i dziękuję za relację!

      Usuń
  17. Oj podoba mi się, chyba zajdę dziś do Hebe :D.

    OdpowiedzUsuń
  18. różyk wydaje się być ciekawy - i tak miałam kupować, więc zgłaszam się próbować szczęścia ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. wszystko ładnie wygląda w opakowaniu, gorzej z działaniem :P

    OdpowiedzUsuń
  20. Limitka jest naprawdę bardzo udana, chociaż przypomina mi trochę starą limitkę Wild Craft :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, a wiesz, że mignęła mi paletka do brwi z tej limitki na jednym blogu ostatnio i to samo pomyślałam – że przecież mój set wygląda identycznie!

      Usuń
  21. Śliczne są te liściaki - tak, tak porzućmy konwenanse - puder niech będzie tuszem, tusz szimkną a szminka cieniem - wchodzisz w to ? wiem że tak ;) :*
    Kredki śliczne kolorki mają - a ten Charlie to już wogóle - aż pójdę zobaczyc, czy dostanę jakieś niemacane :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jasne, kreatywność przede wszystkim!
      próbuj szczęścia w Naturze z kredkami - za tę cenę warto nawet obrazki na kartce rysować nimi :)

      Usuń
  22. Jakie świetne zdjęcia! :-)

    Też upolowałam "listki" i wzięłam jeszcze paletkę cieni. Widzę, że kredki mają ładne kolory, jakoś w ogóle ich nie zauważyłam w sklepie!

    Rozbroiła mnie recenzja tego "białego proszku"... sprasowanego. Naczyniowy rumieniec uzyskany przy pomocy makijażu? na korektorze, zakrywającym mój własny, naturalny? ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :D
      Ty nie zauważyłaś kredek, ja nie zauważyłam, że paleta do brwi ma dwie wersje... ot, gapy :P
      Jeśli chodzi o sniff-różyk, to jest dokładnie tak, jak napisałaś! dużo pracy po to, by uzyskać fantastyczny, naturalny efekt ;)

      Usuń
  23. Fajnie napisana notka, uśmiałam się :) Jeśli dotrę do Natury (a zupełnie mi nie po drodze), to przyjrzę się pudrowi i kredkom. Skutecznie wyleczyłaś mnie z chęci zakupu sniff-sniff-różu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Lusterko i cieszę się, że postanowiłaś dotrzeć do mojej starej recenzji :)
      A róż... no wiesz, daje naturalny efekt! ;)

      Usuń
  24. Ale ta zielona kredeczka to faktycznie śliczna. Zaklepuję test na powiece!

    OdpowiedzUsuń
  25. Świetne zdjęcia :) Kredki prezentują się super, bardzo ciekawe kolory :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Listki są faaaajne :)
    Do mnie uśmiechał się róż z Essence w DM-ie i wiedziałam, że nie dla mnie on, ale że miał fioletową domieszkę wrzuciłam do koszyka... Niestety miłości z tego nie będzie, za stara jestem na taki błysk :P gdyby był matowy, to inna sprawa :marzenie:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja tam walę błysk na moje zmarszczki ;)

      Usuń
    2. U mnie niestety nie wygląda to za dobrze :/ Na dodatek naczynka i okresowe grudki więc połączenie mało twarzowe, za dużo tego błysku. I jeszcze o ile przez kilka pierwszych godzin od aplikacji jest dobrze, to potem zaczyna się Armageddon. Dlatego wolę nie ;)

      Usuń
  27. o dziwo nigdy nie mialam rozswietlacza:) bardzo mi se podoba jak piszesz, zostawiam suba i czytam dalej :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger