02.10.2014

Kocham cię, brzydalu! Organique – Savon Noir [recenzja]

Dawno nie miałam do czynienia z czymś tak odrażającym i skutecznym zarazem. Temat czarnego mydła obijał mi się o uszy i oczy regularnie, ale z jakiegoś powodu niespecjalnie chciało mi się zgłębiać temat. Właściwie ten „jakiś powód” jest całkiem oczywisty – nie darzę zbyt głębokim uczuciem naturalnej pielęgnacji, która ani nie pachnie, ani nie wygląda. To mydło jest właśnie takie: niepachnące i niewyglądające


Wizualny honor czarnucha z Organique ratuje estetyczne opakowanie (uwielbiam te alu-nakrętki z pięknym tłoczeniem!). Niestety, w środku mamy już tylko coś o wyglądzie zmielonego płuca nałogowego palacza. No zobaczcie same. 


Skład pięknie prosty: woda, oliwki i regulujący pH wodorotlenek potasu. Ten ostatni daje bardzo przykre efekty uboczne, o czym za chwilę. Samo mydło – poza tym, że brzydkie – jest miękkie i, wbrew wszelkiej logice, po roztarciu na skórze i po kontakcie z wodą lekko się pieni. Proces mycia jest niezwykle przyjemny – mydło nie jest klejące ani tępe, łatwo się rozprowadza i nawet ma miły, lekko słodki smak (Esku, Twoja szkoła!). Nie ma sensu go jednak zjadać, bo fantastycznie działa na skórę, należy tylko uważać, żeby nie dostało się do oczu, bo wspomniany wcześniej wodorotlenek powoduje doprawdy hardkorowe doznania. Najpierw pod prysznicem zawył mój małżonek – przyznaję, nie wzięłam jego użalania się nad sobą na poważnie. No co, wpadło do oczu, trochę poszczypało – wielkie mi halo. Dwa dni później to ja wydałam z siebie jęk cierpienia, tym samym zwracając honor ukochanemu: mydło faktycznie szczypie okrutnie. Czujcie się ostrzeżone. 


Savon noir stosuję tylko do twarzy, bo i po co katować umordowane dniem ciało czymś tak nieatrakcyjnym, kiedy na półce pod prysznicem uśmiecha się do mnie pysznie pachnący kawowy żel z Yves Rocher*? Moja mieszana w kierunku tłustej cera jest mi wdzięczna za codzienne spotkania z savon noir i wygląda na nieco obrażoną, że dopiero teraz raczę ją takimi pielęgnacyjnymi wspaniałościami. Mydło jest wydajne, dlatego nie polecam kupować wielkich pojemności. W Organique sprzedawane jest na wagę lub w 200-gramowych opakowaniach z ładną etykietą. Po umyciu mamy efekt tępej, skrzypiącej czystością skóry, charakterystyczny dla absolutnie wszystkich mydeł, z jakimi miałam do czynienia. Jest on jednak subtelny jak nigdy, dlatego wyjątkowo mi nie przeszkadza – wręcz przeciwnie, odpowiada mi świadomość idealnie oczyszczonej twarzy. Największa robota, jaką wykonało to mydło u mnie, polega na zlikwidowaniu z brody nawrotu podskórnych tłuszczowych gul, z którymi ostatnim razem poradził sobie dopiero Effaclar K (recenzja). Jestem zaskoczona, zachwycona i tylko trochę mi smutno, że z problemami mojej skóry tak świetnie radzi sobie akurat coś tak szkaradnego.

Używacie? Kochacie? A może nie robi na Was wrażenia?

Pojemność: dowolna
Cena: w zależności od pojemności lub 39,90 zł za 200 g
Ocena: 5+/6

*Znacie ten żel? Za każdym razem, gdy go otwieram, umieram z rozkoszy i mam ochotę zjeść kilogram tiramisu. 

50 komentarzy:

  1. To jest mydło? Woow, rzeczywiście brzydal :)
    Odwiedź i mnie czasem :))
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Naczytałam się o tym mydle dużo dobrego :) Nie jestem jednak pewna czy kiedykolwiek go kupię - chyba wolę pachnące, piękne produkty ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też wolę, ale moje syfy na twarzy nie wolą ;)

      Usuń
  3. Mam, ale nie z Organique :) zgadzam sie, ze jest wyjątkowo nieatrakcyjne, ale czyści jak żadne inne :) fajnie działa rownież pozostawione jako maska na kilkanaście minut

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o, fajny pomysł, dzięki za inspirację, wypróbuję na pewno!

      Usuń
  4. porównanie mydła do płuc palacza made my day :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet podobne do płuc palacza, widziałam na żywo, a właściwie na martwo. ;)

      Usuń
    2. heh, no ale przecież ten kolor oddaje idealnie przepalone płucka :)

      Daisy, a cóż to za kosmos w życiu odbywasz, że oglądasz płuca umarlaków?

      Usuń
  5. Kocham! Używam! Co prawda z Nacomi (cóż za nieszczęśliwa nazwa swoją drogą), ale skład ma podobny. A co do zapachu - kiedyś w Mydlarni Franciszka kupiłam savon noir z eukaliptusem i chociaż nie jestem koalą, to zapach uznałam za bardzo sympatyczny. W ofercie jest chyba też różane i jeszcze jakieś. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, masz rację z tą nazwą :D
      o, eukaliptus, no właśnie, czemu by nie pomieszać? mi w ogóle zapach nie przeszkadza, po prostu miło by było, gdyby ten niezwykle udany produkt był trochę bardziej cywilizowany :)

      Usuń
  6. Kiedyś pewnie przyjdzie taki dzień, że się nim uraczę ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. ajnie że Ci służy, ja jednak nie skorzystam. :D

    OdpowiedzUsuń
  8. mam to z Champ de Lavende i wyglada jak woda, dziwie sie, że Twoje jest nadal zbite :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale Twoje wodniste od wkładania wilgotnych łapek do środka?

      Usuń
  9. Uwielbiam.
    Odkąd odkryłam czarne mydło to mój pielęgnacyjny hit.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja miałam kiedyś, z innej firmy i był taki se. Myślę o zakupie wersji z eukaliptusem.

    OdpowiedzUsuń
  11. Faktycznie wygląda okropnie :P Kiedy pierwszy raz go zobaczyłam nie wiedziałam co to jest :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja sobie pomyślałam po pierwszym odkręceniu słoika: "to się nie może udać..."

      Usuń
  12. Słyszałam o tym mydle dużo dobrego i myślę, że przy następnej wizycie w Organique się na nie skuszę :) Ja też mam problem z podskórnymi tłuszczowymi gulami na lewej żuchwie i nie mogę sobie z nimi poradzić. A wygląda to paskudnie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Haha mam, dobrze, ze mi nie wpadło do oczu:]

    OdpowiedzUsuń
  14. Co czarne mydło to inna konsystencja :)
    To jest na mojej liście zakupowej :)
    Do tej pory używałam z L'Orient oraz natura Siberica

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie tylko Organique na razie gościł, one się czymś wielkim różnią?

      Usuń
  15. Uwielbiam to mydło do konkretnego oczyszczania mojej twarzy. Używam go 2-3 razy w tygodniu i naprawdę jestem zachwycona jego działaniem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja jak już wpadnę w ciąg konkretnego oczyszczania, to używam i używam i przestać nie mogę ;) jednak uczucie idealnie wyszorowanej skóry jest uzależniające!

      Usuń
  16. Mi też szkoda używać go do ciała, bo doskonale oczyszcza twarz :) Bardzo je polubiłam.

    OdpowiedzUsuń
  17. hahaha
    Ciekawe odczucie szkarady;)
    Jednak w tym miejscu muszę, zareagować "nie darzę zbyt głębokim uczuciem naturalnej pielęgnacji, która ani nie pachnie, ani nie wygląda"
    Oczywiście możesz nie darzyć, ale to nie tak, że wszystko co naturalne nie pachnie i nie wygląda:P Polecam, choćby maski do włosów z organique [jak już jesteśmy w temacie;)], czy wiele, wiele innych... zatem wyglądają i smakują, że tylko chcesz jeść:P
    Dokładnie tak, jak z tradycją... mam odczucie, że to wiesz, tylko się tak napisało;)
    Mam Savon Noir arganowe - jestem również zachwycona działaniem i również okrutnie szczypie, gdy dostanie się do oka... jak nic innego jeszcze...

    pozdrawiam ciepło
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...czsem wyglądają i smakuję, że... bo faktycznie nie zawsze..

      Usuń
    2. Patrycjooo, ale się koślawo wypowiedziałam! chodziło mi dokładnie o to, że nie lubię tych kosmetyków naturalnych, które kiepsko pachną i wyglądają, co oczywiście nie wyklucza faktu, że lubię naturalne, które pachną i o ich istnieniu wiem :D

      Masek z Organique jeszcze nie testowałam, ale jedną z nich mam już w zapasach, więc niebawem się spotkamy :)

      no i żeby do savon noir dowalić arganu, to już naprawdę brzmi jak pielęgnacyjny odlot!

      Usuń
    3. tak sądziłam, acz wolałam sprostować - choćby dla Czytelników - tych nowych i nie znających natury;)

      buziol

      Usuń
  18. Uwielbiam je pomogło mi pokonać ostatni kryzys jaki dopadł moją twarz :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Ty to jednak lubisz się tak porządnie wybabrać i okropne porównania stosować (zapamiętać: nigdy nie jeść podczas czytania bloga Agatki).

    OdpowiedzUsuń
  20. kupię sobie z myślą o twarzy. jak skończę syndet dermedic który też jest rewelacyjny

    OdpowiedzUsuń
  21. Miałam te mydło kiedyś oddałam je zaraz po tym gdy je powąchałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. błąd! trzeba było zacisnąć zęby i potrzeć nim buzię :D

      Usuń
  22. Jeszcze nie miałam przyjemności stosować tego produktu, ale może kiedyś się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  23. Efekt "zmielonego płuca nałogowego palacza" hahahahaha dobre porównanie ;)
    Nie znoszę zapachu czarnego mydla - mam z Kosmetyki Maroko czy coś takiego - no po prostu nie mogę się przemóc ;/ ale wierzę, że jest świetne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kurczę, to z Organique nie capi jakoś straszliwie. na pewno nie tak, żeby zniechęcić się do używania, ale jeśli nie lubisz tej konkretnej nuty, wierzę, że w każdej wersji wyczujesz nieprzyjemność.

      Usuń
  24. Uwielbiam brzydala! Kupuję na wagę w Organique, biały plastikowy słoiczek mnie nie zniechęca (:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D i też Ci na długo starcza? ja mam wrażenie, że jest jakieś kosmicznie wydajne.

      Usuń
  25. Ja się niestety nie polubiłam z nim :/ miałam straszny wysyp pryszczy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hmmm, dziwneeee. a może inne firmy coś dodają od serca? chyba że wypryszcza Cię konkretnie po Organique

      Usuń
  26. Eeee, a ja się nie zgodzę, że wygląda szkaradnie i śmierdzi. Zapach mi wręcz bardzo odpowiada (dziwne mam upodobania? :D). Poza tym, kojarzy mi się ze świetnymi efektami, bo i u mnie rewelacyjnie zdaje egzamin!
    Mam porównanie z innym Savon Noir (L`Orient, wersja z eukaliptusem) i choć to moje pierwsze mydło również lubiłam, Organique zdecydowanie bardziej mi odpowiada - zarówno pod względem aplikacji, zapachu i konsystencji. No i działanie, działanie! :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Używam na razie jedynie do ciała:) ale do twarzy też spróbuję jak zużyję to co mam:)

    OdpowiedzUsuń
  28. Wygląda bardzo hmmm.... oryginalnie. :D

    OdpowiedzUsuń
  29. ja uwielbiam działanie czarnego mydła. Zużyłam już hohoho w różnych wariacjach, różnych firm. No śmierdzi. Ale mydła dziegciowego nie pobije zapachem ;) ale przyznaję, że ja chętnie używam go do mycia całego ciała - tak co 2-3 dni.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger