26.10.2014

Moja pielęgnacja ust

Na szczęście po latach życia w bezmyślnej pielęgnacyjnej ciemnocie wzięłam się w garść i zrobiłam dwie niezwykle przydatne rzeczy: rzuciłam w cholerę obgryzanie i obskubywanie zadziorków na ustach oraz wyrobiłam w sobie nawyk cowieczornego aplikowania na wargi czegoś, co ma lub udaje, że ma właściwości pielęgnacyjne. Za młodu zdarzało mi się nie mieć przy sobie pomadki ochronnej nawet w największe mrozy i, delikatnie mówiąc, moje usta nie wyglądały zbyt wyjściowo. Przy odrobinie mrozu-że-ojacie i stresu-że-o-matko były poobgryzane, popękane, a do tego niepomalowane. W kategoriach cudu należy rozpatrywać fakt, że ktokolwiek chciał je całować. Moi byli chłopcy, wybaczcie, mam nadzieję, że i tak wspominacie mnie miło. Przynajmniej nie paliłam i chodziłam w czarnych podkolanówkach. Zawsze coś.

Dziś jest dziś. Podkolanówki i minispódniczki noszę co prawda wyłącznie w towarzystwie męża i naszych czterech (właściwie to kilkunastu) ścian, ale przynajmniej usta wyglądają ludzko. Kto się przykłada do tej roboty? Oto aktualny zestaw, tym razem nie jest idealny, ale do ideału blisko.


Sylveco – Odżywcza pomadka z peelingiem (ok. 9 zł) – najnowszy nabytek. Peelingów do ust nigdy nie kupowałam, bo najlepszym znanym mi peelingiem jest samoróbka: pół łyżeczki drobnego cukru, pół łyżeczki oliwy z oliwek lub innego wartościowego oleju, pół łyżeczki miodu. Żeby się nie porzygać od nadmiaru słodyczy, możecie wkropić odrobinę soku z cytryny, ale przy dobrze startych ustach to może być szczypiąco ryzykowne. Sztyft z peelingiem trafił do mnie poprzez czerwcowy ShinyBox, blogerki przebąkiwały, że jest świetny, więc z chęcią zabrałam się do testów. Podoba mi się idea takiego gotowca: z natury leniwa, doceniam sprasowany peeling, który zawiera to, co mój ręcznie robiony, tyle że zaklęto go w formie wygodnego sztyftu. Pachnie migdałowym aromatem do ciast, a oleje sojowy i z wiesiołka zostawiają na długo tłustą powłokę na ustach. Mam wrażenie, że ściera słabiej od domowego, ale dzięki łatwości używania po prostu częściej go stosuję. Skład krótki i konkretny. Lubię.

Nuxe – Rêve de Miel (35–40 zł) – wiele blogerek już to napisało, ale nie chce być inaczej: to najskuteczniejszy środek do pielęgnacji ust! Zaaplikowany niezbyt grubą warstwą na noc, rano wciąż jest wyczuwalny, mimo że przez sen regularnie szoruję twarzą po poduszce. Estetyczny słoiczek, przyjemny, pomarańczowy aromat i formuła delikatnie lepkiej pasty uprzyjemniają używanie. Balsam jest bardzo wydajny, a efekty po prostu powalają: usta są po nim miękkie, gładkie, idealnie nawilżone i wypielęgnowane. Nie jest tani, ale moim zdaniem wart każdej złotówki. 


Nivea – Lip Butter Vanilla & Macadamia (11 zł) – gdy tylko zobaczyłam serię ślicznych minipuszek Nivei, wiedziałam, że jedna z nich na pewno wróci ze mną do domu. Tak się stało, a ja do dziś nie mogę się nacieszyć tym widokiem. Zapach masełka jest cudowny – to nieprzesadzona waniliowa słodycz, do której wracam z ogromną przyjemnością i to jest właściwie główny cel moich regularnych powrotów. Działanie nie powala tak bardzo jak u francuskiego kolegi, ale i tak jest całkiem nieźle. Dopóki masło nie zostanie zlizane, usta są w dobrym stanie, po prostu Lip Butter nie daje długotrwałych efektów. Parafina w składzie może odstraszać, ale w kosmetykach do ust zupełnie mi nie przeszkadza. Niedawno w sprzedaży pojawiły się nowe wersje smakowe: jagodowa i kokosowa (!). Kokosie, będziesz następny.

Mades Cosmetics – Coconut Lip Balm (ok. 6 zł?) – na razie muszę zadowolić się kokosem z Hebe. Dostałam go od M., która całkowicie nie akceptuje parafiny, ale skusiła ją obietnica kokosowej przyjemności. W tym balsamie kokos jest trochę chemiczny, ale i tak mi się podoba (próbuję sobie przypomnieć, czy istnieje cokolwiek kokosowego, czego zapach by nie odrzucał i... nic nie przychodzi mi do głowy). Balsam, mimo całej swej niebieskości w słoiku, na ustach pozostaje bezbarwny. Ma najmniej zachęcający skład z całej gromady, ale przynosi krótkotrwałe ukojenie, więc niech mu będzie. Nie wrócę już do niego, bo w kategorii wazelin bezwzględnie wygrywa u mnie  pomarańczowa wazelina Flos-Leku (recenzja).

W tym miejscu powinnam napisać, że w sezonie jesienno-zimowym do kieszeni mojego płaszcza trafia jakiś sztyft ochronny, którego regularnie używam, ale to bujdy na resorach. Zwykle coś tam sobie noszę, ale kiedy mróz skuwa mi tyłek, ostatnie, o czym myślę, to pielęgnacja ust. Polegam na sposobach domowych wskazanych powyżej, a gdy wieje lub jest minus dwieście stopni, chowam moje pomalowane szminką z MAC-a wargi w najgłębsze warstwy szalika i marzę o tym, by przed powrotem do domu żaden pośladek nie odpadł mi gdzieś po drodze niczym kostka lodu z plastikowej wypraski. Nienawidzę zimy tak bardzo jak selera naciowego i poezji barokowej.

68 komentarzy:

  1. Nie kupuj kokosa z Nivei jest taki sztuczny, jakby rozwodniony!
    Nuxe uwielbiam, niestety już mi się skończył. Teraz mam pomadkę z peelingiem z Sylveco, ale jakoś nie lubię jej używać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. możesz mi mówić najstraszniejsze rzeczy o kokosie, a i tak będę musiała go kupić i wypróbować. obrazek mnie zaczarował i kocham kokosy. nic nie poradzę :(

      Usuń
    2. Też lecę na kokoski, przyciągnęło mnie to opakowanie, ale chciałam lojalnie przestrzec :D

      Usuń
    3. bardzo Ci dziękuję, dzięki Tobie nie polecę po nie od razu, tylko poczekam, aż coś mi się skończy hheheh

      Usuń
  2. Fajna gromadka, gdyby nie ten nieszczęsny pseudo kokosek ;)
    Ja bardzo polub iłam się z peelengiem Sylveco, smaruję się nim codziennie ^^ Nuxe też codziennie na noc ląduje na ustach, czasem tylko zamieniam go z przeuroczym Great Kisser z Soap&Glory, który niedawno dostałam od Irenki :) Pachnie bardziej prawdziwym kokosem niż większość kosmetyków o tym zapachu ;)
    No i ja uwielbiam nosić ze sobą jakiś sztyft, zawsze mam w torebce. Od kilku miesięcy to superwydajny diabeł od Wise - jest ekstra, cały naturalny, zaskakująco wydajny i robi mi dobrze :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tomek lubi skrobać w kokosku od Ciebie :D
      Sylveco to dla mnie żaden wielki cud, ale na pewno ułatwienie, a to lubimy. Naprawdę nie chce mi się babrać w domowych peelingach, rozrabiać glinek itd. do S&G mam stosunek obojętny, chyba za dużo złego się o nich naczytałam, choć sama niczego nie wypróbowałam, więc może to obojętność na wyrost. O tym Wise w ogóle nie słyszałam :O

      Usuń
    2. No to jakiś pożytek jest ^^
      Ja akurat S&G ciekawa jestem, nie miałam dotąd styczności z marką, a pamiętam, jak balsamy do ust chwaliła Hexx swego czasu :)
      Wise to jakaś norweska / szwedzka marka naturalnych kosmetyków, chciałabym wypróbować chyba wszystko z oferty, ale cóż, szampon za 76 zł to dla mnie trochę za wysoki pułap ;P niemniej pomadkę na pewno odkupię, bo jest warta tych mieeesięcy używania, a kosztuje chyba 20 zł:)

      Usuń
    3. dobra, zanotowałam tego Wise'a :)

      Usuń
  3. za Nuxe – Rêve de Miel serdecznie dziękuję, wypróbuję. choć od wieków na noc nakładam grubą warstwę zwykłego kremu Nivea

    od siebie natomiast polecam http://www.bigelowchemists.com/skincare/lips/c-o-bigelow-spearmint-supreme-2x-lip-shine-no-506.html - naturalna mięta delikatnie podrażnia skórę ust, no i pięknie pachnie! kiedyś kupiłam w Złotych, nie wiem czy jeszcze ten sklep jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o, najwidoczniej jeszcze jest
      http://zlotetarasy.pl/sklepy/zdrowie-uroda/perfumeria/bathandbodyworks
      :)

      Usuń
    2. hmm hmm, mięta, powiadasz... trochę się jej boję, ale przy najbliższej okazji wymacam, dzięki :)

      Usuń
  4. stosuję wersję blueberry i jestem nią oczarowana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie jagody nie nęcą, choć w sumie interesująca jest ta wersja, jeszcze nieoklepana :)

      Usuń
  5. Mam fioła na punkcie pielęgnacji ust;) z Twoich produktów znam Sylveco i Nuxe. Z tej pierwszej byłam bardzo zadowolona, to drugie jak dla mnie jest nieco przereklamowane, ale ładnie pachnie. Nivea miałam w innej wersji i w ogóle sie nie sprawdziło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A zimy też nienawidzę i to jak!

      Usuń
    2. no żartujesz! Nuxe u Ciebie nie czyni cudów? która Nivea okazała się nie teges?

      Usuń
  6. O, to ja uwielbiam zimę i seler naciowy. Poezję barokową pominę :D

    Dobrze jest mieć sprawdzony i pewny zestaw, dla mnie pielęgnacja ust jest równie ważna jak pozostałe części twarzy dlatego też z chęcią kupuję co rusz nowe mazidła, opakowanie nie ma znaczenia, liczy się działanie. A jeszcze chętniej wracam do tych sprawdzonych.

    U mnie Nuxe wyleciał z półki, a była wielka miłość. Niestety płomienne romanse czasami mają to do siebie, że z czasem pozostaje tylko po nich wspomnienie. I tak też stało się tym razem. Trafiłam za to na cudowny balsam do ust, który posiada to, czego zabrakło Nuxe.
    A tak w ogóle, to śmiać mi się chce, bo jak pisałam u siebie o tym balsamie wiele osób narzekało na cenę i aplikację (zresztą zawsze te głosy się pojawiają jak widać zakręcany słoiczek/puszkę itd.). Potem był jakiś boom cenowy i nagle cały świat go uwielbia, nawet słoiczek nie przeszkadza. Nie bierz tego czasem do siebie, ot mała ogólna dygresja wobec blogerskiego światka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hexx, o matko, uwielbiasz zimę? Wy tam w tym Mieście Świętej Wieży macie chyba jakieś niezwykłe postrzeganie temperatur, bo mój mąż to samo. I teściowa :D. Ja tolerowałam zimę dopóki nie zaczęłam: a) oskrobywać szyb o poranku, b) pchać wózka przez zaspy i w temperaturze minus milion. Brrrrrrr. Na samą myśl o tym, że czeka nas pół roku ohydnych temperatur, robi mi się słabo. A uwielbienia do selera naciowego zazdroszczę – też bym chciała, jest w tylu przepisach Ramsaya i Jamiego Olivera :P

      Ja nie używam Nuxe codziennie i przez rok jego efekt pielęgnacyjnego dopalania wciąż mnie zachwyca. A słoiczki i puszki akurat od zawsze uwielbiam i nigdy nie widziałam problemu w tym, że trzeba grzebać w nich palcem i że niehigieniczne. Tylko na zewnątrz wolę sztyfty, bo nie lubię się babrać w tłustej mazi w takich okolicznościach, ale jako że 95% pielęgnacji ust odbywa się w domu, słoiki są mi miłe i drogie :)

      A który balsam taki cudowny? Pewnie pisałaś u siebie, ale nie pamiętam.

      Usuń
    2. Słoiczki też uwielbiam, seler naciowy tak sobie ale zimy nie cierpię, często mnie przyprawiają o choroby. Nie lubię jak nic. :) O poezji barokowej nie wspomnę. :)

      Usuń
    3. Seler uwielbiam ( soczek marchewka plus seler to moja miłość <3 ), zimy nie znoszę. Ale w całą dyskusję wtrącam sie bo tez zwróciłam uwagę na miłość, która do Reve de Miel zapalania po zorganizowaniu wspomnianej przez Hexx promocji ;) ja oiczkow nie lubie, czesto mam długie paznokcie i taka aplikacja jest zbyt kłopotliwa toteż pozostałam przy kosmetyczce bez miodku ;) Choć czasem mam prześwity, ze moze by go jednak spróbować.

      Usuń
    4. od takiego zdrowego soku puściłabym kilometrowego pawia, niestety.
      masz rację, że dłuższe paznokcie + słoiki = problem, dlatego ja najbardziej kocham te płaskie, szerokie puszki. Nuxe jeszcze da radę, ale fatalne w aplikacji są za to wazeliny z Oriflame, ukryte w słodkich, ale zupełnie bezsensownych beczułkach

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. oczywiście! jest do nabycia w małym sklepie po drugiej stronie ulicy :D

      Usuń
    2. Czy według Ciebie też podjeżdżał nieco kokosowym balsamem do ciała? :D

      Usuń
    3. Hmmm, mnie się skojarzył z kokosową alpagą, którą piłam dawno temu w liceum :> ciekawe, czy teraz bym przełknęła taki wynalazek :D

      Usuń
    4. Według mnie smakował trochę chemicznie. Za to miałam wczoraj okazję spróbować karmelowego Magnusa i w nim chemii jest dużo mniej. Polecam!

      Usuń
    5. rzadko piję, ale dobra, karmelowy Magnus, wchodzę w to!

      Usuń
  8. A ja kokosa od Nivei lubię. I wcale wg mnie nie pachnie sztucznie, a już niejeden sztuczny kokos było dane mi wąchać, bo kokosowy to jeden z moich ulubionych zapachów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. widzę, że opinie podzielone, i tak przekonam się sama, bo puszka znowu mnie kupiła :)

      Usuń
  9. ZIMA JEST SUPER (piszę to, stojąc na przystanku, wiem, co mówię). Spróbuj kiedyś pomadek Alverde albo Balea, są fajne i bez parafiny. W sumie usta są mi miłymi i nie psują się, ale chetnie wtrącę swoje 3 grosze. Nuxe to koszmar, czuć sam miód. DRAMAT.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiem, są na tym świecie ludzie, którzy kochają zakładać na siebie 34 warstwy odzieży, a potem z lubością je zdejmują po to, by przypomnieć sobie, że nie kupili czegoś ważnego i muszą wyjść ponownie. W tych 34 warstwach. Ale ci ludzie nie pchają zwykle wózków w pizgawicy, na ich szczęście. I nie wsiadają o poranku do lodowatych samochodów, tylko wożą swoje szanowne cztery litery nagrzanymi autobusami :P

      Usuń
    2. Jeśli zaś chodzi o Twój stosunek do Nuxe... I'm covering my ears like a kid, when your words mean nothing, I go la la la :P

      Usuń
    3. Naginana ta opowieść!

      Hihi.

      Usuń
    4. Moje nowe, przecudowne woskowane gacie zaczynają się wyginać jak blacha. Zima w moim odczuciu już trwa. Gupja pipa.
      (z radością stwierdziłam, że sztyft do ust marki Balea mam w szufladzie. czeka aż wykończę Himalaya Herbals)

      Usuń
    5. A ta Himalaya nie podeszła Ci jednak?

      Usuń
    6. Podeszła, ale niedługo się skończy. Pewnie po wyzerowaniu zapasów znowu do niej wrócę. Poza baleą mam w kolejce peelingującą pomadkę sylveco z brązowym cukrem i jakieś randomowe masła (malinowa nivea ssie, waniliową zgubiłam a karmelowa dawno wykończona).

      Usuń
  10. Ten słoiczek od Nuxe to mi się śni :) Wszyscy go zachwalają, więc muszę go dorwać w końcu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie wyobrażam sobie, żeby mógł się u Ciebie nie sprawdzić. w najgorszym razie nie padniesz w zachwytu ;)

      Usuń
  11. Nuxe też bardzo lubię i uważam go za świetny balsam, ale w moim przypadku nie jest jakiś super wydajny ;) Może dlatego, że używam go non stop :) Do ust świetna jest też pomadka Caudalie, ostatnimi czasy to chyba mój ulubiony sztyft :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a no właśnie, ja co kilka dni, wymiennie z Niveą :) może faktycznie przy codziennym używaniu nie grzeszyłby wydajnością. Pomadki Caudalie nie próbowałam, ale już parę razy się na nią zasadzałam. Na pewno ją wypróbuję, dzięki za przypomnienie :)

      Usuń
  12. posiadam Nuxe. Jest idealny na noc i tak go tylko stosuję,nie lubię dłubać w słoiczkach i paciac się w tym balsamiku. Nakładam gruba warstwę i idę spać. Jest bardzo treściwy i wydajny Za dnia używam jakichś sztyftów. Mam w każdej torebce i kieszeni jakieś mazidła bo moje usta to istne wióry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja w sezonie jesienno-zimowym staram się używać bardziej nawilżających pomadek, przynajmniej tyle mogę zrobić w temacie pogodzenia pielęgnacji z kolorem

      Usuń
  13. też kiedyś na potęgę skubałam i obgryzałam wargi. wyglądały okropnie! teraz staram się cały czas mieć jakieś mazidło na ustach, co powstrzymuje moje skubacze zapędy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o tak, też mnie to uratowało, kolorowe pomadki w służbie nieobgryzania!

      Usuń
  14. Świetną gromadę posiadasz! Tym peelingiem Sylveco i ja byłam przez jakiś czas zainteresowana, ale z braku dostępności dałam sobie siana i kupiłam peeling Pat&Rub.
    Balsam Nuxe mam i bardzo lubię, choć jeszcze tyćkę lepiej działa u mnie Tisane słoiczkowy.
    Masełko Nivea także mieszka w mojej łazience, jednak zdecydowałam się na karmelowe. Uwielbiam sobie je wąchać ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja właśnie nigdy nie skusiłam się na Pat&Rub, bo stwierdziłam, że szkoda kasy, już lepiej zrobić samodzielnie taki peeling :)

      Usuń
  15. Dla mnie podstawowym produktem odżywczym do ust jest olej kokosowy. Zawsze smaruje sie nim przed snem, a rano usta jeszcze mają lekką warstwę na sobie :) Do smarowania sie w ciągu dnia lubie klasycznego Carmexa, albo wszystkim dobrze znane masełko z Oriflame :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja nie mogę używać oleju kokosowego jako produktu pielęgnacyjnego, w szczególności do ust, ponieważ uwielbiam go jeść. wyjadać łyżkami. zapijać nim życie.

      Usuń
  16. Nuxe jest moim absolutnym ulubieńcem <3

    OdpowiedzUsuń
  17. Kusi mnie Nuxe i pomadka peeling Sylveco :)
    Bardzo lubię masełka Nivea :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Pomadkę z peelingiem z Sylveco wprost uwielbiam. Balsam Z Nuxe również się u mnie sprawdza, ale powiem szczerze, że nie gorzej spisywało się Tisane w słoiczku, do którego wrócę jak tylko zużyje Nuxe. Za to masełko z Nivea po prostu było totalnym bublem. Pozostawiało na wargach obrzydliwie tłustą wartwę, a po jej zejściu usta z powrotem były suche i nieestetycznie popękane. Za to zapachy faktycznie boskie. I to słodkie opakowanie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeszcze nie udało mi się wypróbować słoikowego Tisane, mimo że słyszałam o nim same dobre rzeczy. jak skończy się Nuxe, chyba czas będzie przekonać się o świetności Tisane :)

      Usuń
  19. Znam jedynie masełko NIvea, które było ok, ale znam lepsze produkty do pielęgnacji ust np. tisane, carmex lub lovely natural lip stick ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dla mnie Carmex to jakiś koszmar (znam tylko wersję w tubce, wiśniową, była okropna!!!)

      Usuń
  20. W moim przypadku niezastąpione okazały się Carmexy oraz Nuxe. Narobiłaś mi nadziei tym kokosowym balsamem, ale po zapoznaniu się z tekstem odpuszczam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Carmex wiśniowy w tubce to dla mnie był jakiś dramat. Połączenie kamfory z mentolem nie dość że capiło okrutnie, to jeszcze wysuszało zamiast pielęgnować. Po tym eksperymencie wyrzuciłam z głowy Carmex raz na zawsze :(

      Usuń
    2. hehe to mój ulubiony :D Ale ja wszystkie lubię i zjadam nałogowo *.*

      Usuń
    3. wciąż nie mogę się nadziwić, jak jeden kosmetyk może wywoływać skrajne emocje!

      Usuń
  21. Na masełko z Body Resort (tylko, że nie kokosowe, a mango) polowałam w wakacje, niestety bezskutecznie ;/

    OdpowiedzUsuń
  22. Znam tą wersję masełka Nivea i mam ochotę na nowe, ale zainteresowałaś mnie tym od Hebe :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. od Hebe to zwykła wazelina, więc nie masz co liczyć na nadzwyczajne właściwości pielęgnacyjne...

      Usuń
  23. ja mam aktualnie pomadkę z neutrogeny ale nie spisuje się jakoś szczególnie ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i pewnie jeszcze nie pachnie i nie smakuje za specjalnie? Neutrogena to dla mnie taka... bezduszna marka :)

      Usuń
  24. Wlasnie nasmarowalam usta nivea na noc:)

    OdpowiedzUsuń
  25. Musze w końcu zaopatrzyć się w ten peeling od Sylveco. Jestem bardzo ciekawa jak sprawdzi się u mnie. Poza tym mam też (i bardzo lubię) balsamy Nuxe i Nivea, ale u mnie sprawdzają sie jednak gorzej niż klasyczny Carmex w słoiczku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o rety, ja już nie chcę słyszeć o firmie Carmex! wiśnia w tubce była okropna :(

      Usuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger