11.11.2014

Czy i Wam doskwiera próbkowa bezsensowność?

Wczoraj sprzedaliśmy Tomasza dziadkom, a ja ochoczo zabrałam się za porządki w kosmetykach. Impreza trwała pół dnia, ale efekty są oszałamiające! Wreszcie wiem, co mam i gdzie mam, zapomniani pupile są pod ręką, trochę towaru pójdzie w świat lub zaliczy czarter na wysypisko. Bardzo odświeżające. Przy okazji zajrzałam do przykurzonego pudła z próbkami, a tam cuda, dziwy, a wraz z nimi garść przemyśleń. Bo mnie w zasadzie próbki głównie denerwują. Coś teoretycznie doskonałego (zbyt) często przybiera formę groteskową. No bo dlaczego, ach, dlaczego na swojej drodze spotykamy...


Za ciemne podkłady

W Polsce większość kobiet ma cerę od bardzo jasnej do średniej. Patrząc na próbki podkładów, dochodzę do wniosku, że muszę cierpieć na bielactwo, bo wszystko, co wpada mi w ręce, jest o co najmniej trzy tony za ciemne. Do przetestowania dostaję fluidy w odcieniach od niewinnie brzmiącego natural, przed medium do golden i tan (sic!). Wszystkie są marchewkowe, część idealnie stopiłaby się z cerą Mulatki. Nawet jeśli pesymistycznie przyjmiemy, że ekspedientki w drogeriach i perfumeriach to stare cwaniary, które przykrywają swoje pryszcze próbkami przeznaczonymi dla nas, jak w takim razie wytłumaczyć fakt, że podobnie twarzowe odcienie przybywają do mnie wraz z zamówieniem prosto od producenta kolorówki lub z gazetką Super-Pharm? I przede wszystkim: jak można patrzeć z uśmiechem na mnie i moją jasną cerę, a potem dorzucać do torby z zakupami „próbkę nowego podkładu firmy XYZ, polecam serdecznie” w odcieniu medium. Czy ktoś z Was widział saszetki z jasnymi podkładami, czy to kolejny potwór z Loch Ness?

Czym by się dziś przysmażyć?

Za małe pojemności

Po przejrzeniu próbkowych zapasów wybrałam kilka do zużycia w pierwszej kolejności. Okazja nadarzyła się tuż po kąpieli – chciałam przetestować masło do ciała. Otworzyłam podejrzanie małą saszetkę, zaczęłam smarować jedną rękę dość oszczędnie i... masło skończyło się w połowie drugiej. Czy na tej podstawie można ocenić cokolwiek? I co, do cholery, mam zrobić z resztą siebie, skoro jedna któraś mnie jest posmarowana czymś bardzo nietypowo pachnącym? Na lewej rączce stokrotka, na prawej bergamotka? To bardzo zachęca do zakupów, drodzy producenci. Bardzo. Wcale nie czuję, że robicie mi łaskę, dając możliwość wypróbowania swoich produktów przed zakupem na kolanie lub lewym półdupku. 

Za duże pojemności w złych opakowaniach

Saszetka dobra rzecz, bo tania. Chęć obdarowania mnie większą niż pół mililitra pojemnością kosmetyku doceniam bardzo, ale co mam zrobić z kremem do twarzy, którego w totalnie rozflaczonej saszetce zostało jeszcze na dwa użycia? Zostawić taką ufaflonioną saszetkę na jutro i pojutrze? Wywalić? Wystarczyłoby stopić plastik w dwóch miejscach i podziurkować, tak żebym mogła w higieniczny sposób skorzystać z próbki trzykrotnie. Jeśli mam wybierać, oczywiście wolę ufaflonione większe pojemności niż pół ręki o zapachu ciasteczkowym i pół – cytrynowym. Drodzy twórcy saszetek, powiem Wam na ucho, że można oferować większe pojemności w plastikowych mikrosłoikach lub tycich buteleczkach. Tylko szszsz, nie mówcie nikomu.

Próbka w słoiku? To się nie dzieje naprawdę...


Perfumy z papierka

Próbka perfum. W formie kartki pocztowej z naklejką. Jak odkleicie naklejkę, dopłynie do Waszych nozdrzy woń nieopisana. Lub opisana – na tej kartce. Odklejacie więc i... scenariusz nr 1: mikropróbka perfum rozlewa się po Waszych dłoniach; scenariusz nr 2: szorujecie tą kartką pocztową po szyi i nadgarstkach. Jak dostojnie, jak elegancko!

Brak dokładnego opisu perfum na szkiełku

Tym razem jest lepiej, próbka perfum w szklanym pojemniku z atomizerem. Co najmniej 1,5 mililitra! O to przecież chodzi: żeby popsikać kilka razy i zobaczyć, czy na naszej skórze są ładne, i czy trwałe. Próbka przybyła w kartoniku, ale on gdzieś się zapodział, pewnie wyrzuciłam, bo po co trzymać takie pierdoły? Zapach okazał się fantastyczny, postanawiam, że kupię. Patrzę na szklane opakowanie, już niestety puste. I co? I widzę nazwę perfum. Wklepuję ją w wyszukiwarkę, a następnie dowiaduję się, że to tylko nazwa rodziny zapachów, a rodzina liczy – dajmy na to – pięciu członków. Skąd mam wiedzieć, czy przez ostatnich kilka dni rozpylałam ojca, matkę czy ciotkę? Znikąd. Informacja była na kartoniku, który właśnie jest przerabiany na rolkę papieru toaletowego. Żegnajcie, zakupy przez internet.

Brat? Siostra? Kuzyn? Nie wiadomo.

Brak daty ważności

Próbki zbieram i zbieram, wpadają do jednego pudełka, do którego co jakiś czas zaglądam. Na przykład w takim dniu jak dziś. Znajduję kilka interesujących, więc automatycznie sprawdzam datę ważności. Co najmniej połowa próbek ich nie posiada. Nie mam pojęcia, czy leżą u mnie miesiąc, czy sześć miesięcy. Nie mam też pojęcia, jak długo taka próbka leżała u sprzedawcy. To oznacza, że co najmniej połowa próbek, które do mnie trafiają, leci do kosza. Jeśli wysmaruję twarz kremem, a potem mnie wypryszczy, skąd mam wiedzieć, czy to krem źle zadziałał, czy po prostu był przeterminowany? Prędzej wybaczę brak INCI niż daty, choć oczywiście każda z tych informacji powinna znaleźć się na opakowaniu. Bez łaski.

Brak opisu, do czego służy dana próbka

Zdarzało się i tak, że znajdowałam w próbkowym pudle saszetki, których przeznaczenie było mocno niejasne. Widnieje tam kilka słów, które nic mi nie mówią, bo są tylko nazwami mało znanej firmy i linii kremów, a na odwrocie ani słowa o przeznaczeniu. Trzymam w rękach jakiś krem. Napisali, że do skóry suchej. Suchej na policzku czy na kolanie? Wszystko jedno, a ty, głupia babo, nie narzekaj – od czego jest internet?


80 komentarzy:

  1. Trafne próbkowe uwagi, mnie najbardziej denerwują próbki kremów. Fajnie byłoby gdyby były po porcjowane na kilka mniejszych. Świetny pomysł!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja już od dawna o tym porcjowaniu rozmyślam. opcja dawania kilku małych próbek przez sprzedawcę i tak nigdy się nie sprawdza, bo najczęściej wrzucają do torby jedną, dlatego producent mógłby porcjować sam :)

      Usuń
  2. "Brat? Siostra? Kuzyn? Nie wiadomo" ale się uśmiałam:D dużo w tym racji:D ogólnie nie lubię próbek w saszetkach, czasem coś zużyję, ale najczęściej się u mnie poniewierają;) strasznie mnie drażni taka napoczęta saszetka wielokrotnego użytku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do próbek podkładów dobre to z dawniem ciemnych odcieni dla jasnej cery:D mi z kolei nieraz niesłusznie doradzają za jasne

      Usuń
    2. pewnie się boją doradzić za ciemny i zbaczają niechcący w drugą stronę :>

      Usuń
  3. No właśnie - próbki :( u mnie też jeż sporych rozmiarów pudełko, które je mieści :) pół biedy, kiedy to są małe słoiczki, buteleczki - można zabrać w drogę, czyy krótki wypad :) ale saszetki to bywa masakra :(
    Ja dodałabym jeszcze do tej wyliczanki szampony i odżywki do włosów właśnie w saszetkach - jakoś dziwnie nigdy mi nie wystarcza na umycie całych włosów :( więc mam umyć u nasady czy końce ;)
    Poza tym wkurzają mnie też odcienie podkładów i brak daty ważności :)
    Super notka :) Gratuluję i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ahhaha, o, szampony rzadko trafiam, ale faktycznie trudny temat – chyba lepiej myć u nasady ;). ale to jest beznadziejne, rety.

      Usuń
  4. trafiłaś w sedno z tymi spostrzeżeniami :) jak nie za mało to za dużo, brak konkretów (daty czy przeznaczenie) a całe zadrukowane... no i te podkłady!
    bez próbek źle a z nimi jeszcze gorzej ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Za ciemne podkłady to w ogóle zmora. I rozbraja mnie to, że ktoś pisze, że jest bladziochem, bo używa np. Rimmel Wake me up 200... Już pomijam to, że 100 można sobie nogi opalać :D.
    Uwielbiam próbki balsamów, które kończą mi się po posmarowaniu jednej nogi :D. Potem każdą część ciała mam wyciapaną innym smarowidłem. Takie testy na żywo robię ;D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja to samo, jedna noga jedną próbką, druga drugą, a potem się zastanawiam, co mi tak dziwnie podśmierduje z dołu :P

      Usuń
  6. Mam takie same przemyślenia związane z próbkami. Ok, wiem, że to tylko próbka, ale jednak ma zachęcić nas do zakupu. Więc skoro firma wydaje grubą kasę na wynalezienie kosmetyku, stworzenie designu, wprowadzenie na rynek i cały PR, to w gruncie rzeczy zrobienie sensownych próbek jest raptem śladowym procentem całego wydatku. A nie trzeba zatrudniać sztabu specjalistów to stworzenia próbki balsamu, który da się użyć na całe ciało albo kremu do buzi, który nie zasycha nam i nie brudzi półek w łazience. O dacie ważności i NCI nie wspomnę, bo do tego już chyba trzeba mieć doktorat co najmniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w 100% z tym, co napisałaś. próbka ma zachęcić do zakupu! mam wrażenie, że producenci i sprzedawcy całkiem o tym zapomnieli.

      Usuń
  7. Próbki to jakiś koszmar. Słyszałam kiedyś, że producenci specjalnie dają silniejszy kosmetyk w próbce, żeby szybciej i lepiej działał, co nakłania nas do kupna, tylko, że co z tego, kiedy kupujesz wersję pełnowymiarową, która najzwyczajniej nie działa, bo producent pomieszał w składzie tylko na poczet próbek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślę, że z tymi silniejszymi próbkami to urban legend, aczkolwiek czasem miałam wrażenie, że coś jest na rzeczy jeśli chodzi o testery perfum...

      Usuń
  8. Kiedyś namiętnie zbierałam próbki, bo.... raz, że mieszkałam w grajdole i ciężko było o cokolwiek sensownego, a dwa że na wyjazdy czasami się przydawały. W końcu dałam sobie z tym spokój, pudło wywaliłam do kosza, zostawiłam tylko fiolki z perfumami, ale te które znam.
    Teraz sięgam po próbki kiedy faktycznie czegoś szukam i chcę wypróbować, a na wyjazdy kupuję miniatury i ogólnie na nich bazuję o ile tylko, to możliwe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja lubię ideę próbek, ale coraz bardziej dobija mnie, jak to wygląda w praktyce (stąd zresztą moja ociekająca lukrem notka). próbek nie wywalam, część zużywam, a część rozdaję innym zainteresowanym. jedyne, co się zmieniło w moim postępowaniu, to że już nie mam wyrzutów sumienia, kiedy wywalam próbkę, bo się przeterminowała. hehe, to już była przesada :D

      Doceniam Sephorę online za sensowne próbki – albo te, które sama mogę sobie wybrać (i podane są pojemności), albo miniatury, dzięki którym mogę na spokojnie zadecydować, czy chcę coś kupić, czy nie. Ideał.

      Usuń
  9. Ja mam takie mega szczęście, że zawsze dostaję próbki, które nijak się mają do moich potrzeb :D A te za ciemne podkłady to koszmar...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie jesteś wyjątkiem, kremy dla cery suchej, podczas gdy przy kasie moja twarz ocieka smalcem – standard ;)

      Usuń
  10. podkłady koszmarne-zawsze dostaję za ciemne, ale z resztą nie narzekam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. potwierdzasz moją teorię o tym, że próbki jasnych NIE ISTNIEJĄ :D

      Usuń
  11. mnie tez denerwuja probki. niby fajnie, bo mozna wypróbować.. ale z drugiej stony mam poczucie ich bezsensowności ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. idea wspaniała, wykonanie... bez komentarza :)

      Usuń
  12. Trafiłaś w sedno... Za ciemne podkłady w próbkach to właściwie standard. Dlatego też często będąc w Douglasie proszę o zrobienie odlewki podkłądu w odcieniu, który najbardziej mi odpowiada :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i to jest świetny pomysł, o którym wiecznie zapominam.

      Usuń
  13. Święte słowa, święte! Nie wiem nawet co mogłabym dodać. Do głowy też nie przychodzą mi żadne firmy, których próbki mi jakoś szczególnie przypadły do gustu. Lubię możliwość zabierania ze sobą odlewek podkładów i to jest chyba jedyna słuszna forma sprawdzania fluidów. Przynajmniej niedopasowany kolor będziemy zawdzięczać w 50% sobie :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubię Sephorę online za możliwość doboru próbek (i podane są pojemności), zresztą Douglas robi podobnie (czemu stacjonarnie jest dokładnie odwrotnie?). Dobre wrażenie robiły też na mnie próbki z Pat&Rub – w wielu przypadkach to spore odlewki, jedyny minus: trzeba szybko zużywać; tak samo Organique, który mam niedaleko domu – przy każdych zakupach pani pyta, co chciałabym wypróbować, a potem wrzuca mi do torby kilka takich samych saszetek, żebym naprawdę mogła spokojnie popróbować. Że nie wspomnę o słynnych próbkach ich tłustego masła shea o wielu zapachach – nakładają do całkiem sporego słoiczka i zużywa się to przez kilka(naście) dni :)

      Usuń
    2. Myślę, że to wszystko kwestia pracowników w danym sklepie. W Sephorze i Douglasie w jednym mieście spotykam miłe panie, które chcą pomóc, mają poczuce humoru, rozmawia się z nimi miło i zawsze wrzucą jakieś fajne saszetki, a w drugim mają mnie kompletnie gdzieś i po dłuższych poszukiwaniach wychodzę z niczym. Osobiście też nigdy nie spotkałam się z próbkami w Organique. Może muszę wyraźnie poprosić albo częściej robić tam zakupy. Następnym razem się upomnę i zobaczymy :)

      Usuń
  14. Podzielam Twój bulwers, wyjęłaś mi to z ust. :) Zwłaszcza te kombinowanie z za ciemnymi podkładami. :/ Brak daty ważności to szczyt braku szacunku dla klienta. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O braku szacunku toby można książkę napisać... niestety :/

      Usuń
  15. Dlatego nie zbieram próbek, utonęła bym :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja nie planowałam ich zbierać – same się zebrały :D

      Usuń
  16. oj jak ja nie lubię ich wyciskać. połowa ląduje na podłodze, rozpryskuje się po ścianie, umazana saszetka. a reszta zaraz zasycha jak się nie zużyję w ciągu 2 dni.
    bladziochem jestem i też te próbki ciemne są. moge je jedynie mieszać z pełnowartościowymi jasnymi. albo oddać komuś.
    Ale i tak lubię sobie potestować, bo nie mam na tyle wolnych środków aby kupować od razu w ciemno pełnowartościowe produkty. mini próbka chociaż pozwoli mi powąchać, sprawdzić konsystencję i czy np nie uczula mnie czy nie zapycha.
    a wiesz, gdzie można nabywać próbeczki? bo w moim miescie w aptekach zawsze "nie mają"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, sama idea próbek jest świetna, ja też korzystam z tych moich próbkowych zasobów, co nie zmienia faktu, że producenci powinni trochę pomyśleć nad systemem obdarowywania nimi klientów, bo przecież one mają nas zachęcać do zakupów, prawda?

      U mnie próbki wpadają do koszyka przy okazji innych zakupów – głównie w perfumeriach, szczególnie tych online lub przy zakupach internetowych. Aptekarki, jeśli poprosisz o próbkę czegoś, zwykle zachowują się tak, jakby robiły łaskę i rzucały ochłapa biedocie, strasznie tego nie lubię, więc rzadko sama o coś proszę (a jesli tak, to zawsze o coś konkretnego). Twoje apteki są mocno podejrzane, oni zawsze toną w próbkach, więc jeśli nie mają, to znaczy, że wszystko biorą dla siebie. Moja koleżanka pracuje w aptece i jak kiedyś robiłam u niej zakupy, to dostałam kilka miniatur Nuxe – można? można. Ale – jak widać – dla wybrańców.

      Najsensowniejsze próbki dostawałam w Pat&Rub (spore odlewki), Organique (kilka saszetek tego samego rodzaju), Sephorze i Douglasie online (możliwość wyboru, co chcemy dostać).

      Usuń
    2. u mnie sami do zakupów próbki dają baaardzo rzadko. z kolei jak pytam o konkretną próbkę podkładu czy kremu np la roche to nigdy nie mają. być może że biorą to dla siebie. w jednej aptece czasem do większych zakupów dorzucają łakocie czy balsam do ust.
      a co do Twoich propozycji gdzie można dostać fajną próbkę to skorzystam przy najbliższej okazji :) dzięki na info ;) mieszkam w małym mieście i o dobre sklepy tu trudno ale w internetowych poszperam ;) Pozdrawiam

      Usuń
  17. haha rewelacyjny post i ile w nim prawdy. Panie w drogeriach zawsze " rewelacyjnie" dobiorą próbkę podkładu do koloru twojej cery, a co najlepsze :D w gratisie też dostaniesz krem dla 60latki a masz 30 lat :) w domu zastanawiam się czy naprawdę aż tak źle wyglądam że potrzebuje kremu dla kobiety 60-letniej?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, akurat warto brać pod uwagę kremy dla 60-latek – często mają w sobie moc wartościowych składników :D

      Usuń
  18. O tak! Za ciemne podkłady to moja zmora ;/

    OdpowiedzUsuń
  19. Ej, pamiętam jak dziś, jak grzebałyśmy w tych próbkach!
    To był chyba lipiec.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. od tego czasu zajrzałam tam może ze dwa razy.

      Usuń
  20. bardzo dobrze powiedziane!
    ja nie rozumiem idei probek, dlatego unikam ich jak ognia!
    kiedys czasami siegalam po probki podkladow, jednak kolor zawsze byl nie trafiony, wiec i te sobie darowalam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. idea jest świetna, tylko wykonanie pozostawia tak wiele do życzenia...

      Usuń
  21. Ja od razu robię selekcję próbek. A dodałabym jeszcze do Twojego wpisu: brak próbek produktów - które chcemy przetestować przed zakupem;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o tak, masz rację, to byłby dobry ostatni punkt mojego wywodu :)

      Usuń
  22. ja rozdaję próbki, więc nie mam tego wiele u siebie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to też jest niezłe rozwiązanie – ciekawe, ile jest próbek przechodnich, których nikt nigdy nie otwiera ;)

      Usuń
  23. ja uzywam na mezu probki, sama juz nie ma na nie sily ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie pamiętam kiedy ostatni raz zużyłam jakąś próbkę
    Na szczęście tutaj w UK zaczęłam po prostu zużywać kosmetyki,nie biorę próbek, nie wyciągam ich z gazetek kiedy którąś kupuję
    Więc od razu zrobiło się lżej w moich szufladach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) ja też nie biorę próbek, one same do mnie przychodzą!

      Usuń
  25. Szczerze mówiąc ja z tych próbek praktycznie wcale nie korzystam, leżą i czekają aż w końcu lądują w koszu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie spora grupa też tak kończy – zużywam te, które naprawdę mnie interesują i jestem ciekawa efektu, zapachu, konsystencji itd.

      Usuń
  26. Ja w tym próbkowym szaleństwie jestem jakaś dziwna. Już wyjaśniam - lubię dostawać próbki, ale przeważnie dostaję takie, o jakie poproszę, więc to nie problem, jednak potem się wkurzam, bo mam tych próbek miliony i za małe toto, żeby gdzieś zabrać, no i za małe, żeby dokładnie się temu przyjrzeć. Także generalnie saszetki to jest pomysł średni. Uwielbiam za to miniaturki, chociaż to mało kto daje, ale taka miniaturka starcza na dłużej, można produkt poznać lepiej i stwierdzić, czy go chcemy kupić, czy nie, ale tutaj z kolei też dylemat, bo potem tych miniatur też mam tyle, że się walają i zamiast używać i recenzować pełnowymiarowy jakiś produkt to ciągle te miniatury używam, więc oczywista recenzji z tego nie będzie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miniaturki są świetne, wiadomo. Ja dostaję takowe tylko w Sephorze online, nigdzie indziej się nie złożyło... Sama nie proszę zwykle o próbki, bo i tak mam kosmetyków aż za wiele, ale te małe saszetkowe cholery same do mnie przychodzą :D

      Usuń
  27. z tych wszyskich powodów po prostu nie lubię próbek....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. za to miniatury jak najbardziej; chodziło mi o jednorazowe saszetki :)

      Usuń
    2. No saszetki to zło, chyba że w środku jest pełna porcja maseczki, peelingu czy czegoś podobnie użytecznego :) Albo chociaż masło do ciała, które wystarczy na wysmarowanie się od stóp do głów :D

      Usuń
  28. Nie znoszę próbek, zawsze jw wyrzucam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A producenci i sprzedawcy TAK SIĘ PRZECIEŻ STARAJĄ, żeby Ci dogodzić ;P

      Usuń
  29. Doskonale to wszystko ujęłaś:-) ja wczoraj wyciągnęłam kosmetyczkę z próbkami i zaczęłam tydzień próbkowy... próbki, na których nie ma dat albo dokładnie nie wiem do czego służą nakładam na stopy:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, tydzień próbkowy, ciekawy pomysł :D ja mam co najwyżej dni próbkowe, a potem od razu wracam do moich pełnowymiarowych opakowań... :)
      Motyw ze stopami kiedyś przerabiałam, ale tylko w kontekście pełnowymiarowych kremów do twarzy lub ciała, które się nie sprawdzały zgodnie z przeznaczeniem. Jak próbka całkiem mi nie pasuje, to po prostu ją wywalam, ale masz rację – stopy wszystko zniosą ;)

      Usuń
  30. Ja próbki zawsze rozdaje i nie mam kłopotu z nimi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, czy ktoś je kiedyś zużywa :D

      Usuń
  31. Z podkładami to jest masakra, w życiu, a długo żyję, nie spotkałam jasnej próbki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie jesteś jedyna! mój wywiad z ostatniego tygodnia daje mi jasny komunikat: próbki jasnych podkładów NIE ISTNIEJĄ :P

      Usuń
  32. Próbki najczęściej rozdaję miłym ludziom na fanpage FB :) W ten sposób pozbywam się nadmiaru, a przy okazji zawszę mogę kogoś ucieszyć. Z podkładami nie mam problemu - ciemna karnacja. OPIS jest świetny - brakowało mi takiego w blogosferze- PIONA! CMOK W BOK :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i ludzie chcą od Ciebie te saszetki? rozdajesz je na tony czy jak? :D czuję się zaintrygowana.

      Usuń
    2. i dziękuję za miłe słowa :)

      Usuń
  33. ale z ciebie czepliwa baba. Dajo, a ty marudzisz, zamiast brość. Dat ważności by chciała. W dupach się poprzewracało!
    /może jak byś studiowała marketink i zarzondzanie, to byś wiedziała, o!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, rzucili ochłapa na sklep, a ta narzeka. Widać, że dorastała po transformacji ustrojowej :D

      Usuń
  34. Nie cierpię próbek w saszetkach. Jeśli kosmetyku wystarcza na więcej niż jedno użycie, zawsze ląduje w koszu. Nigdy nie zostawiam otwartej saszetki do kolejnego dnia. Cenię, podobnie jak Ty, próbki w słoiczkach, buteleczkach czy innych tego typu, mogących być wielokrotnie otwieranymi opakowaniach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miniatury to fantastyczna sprawa, ale... prawie nikt ich nie daje. A saszetki mogą być, o ile są przeznaczone do jednego użycia, na to jedno starczają i po jednym da się coś sensownego powiedzieć o danym kosmetyku. Lub kiedy sprzedawca daje kilka takich samych saszetek. Inaczej to się mija z celem.

      Usuń
  35. Strasznie wkurzają mnie przypadkowe próbki - za ciemne podkłady, rzeczy zupełnie nie do mojej skóry.Ostatnio w sklepie firmowym ziaja chciałam do zakupów konkretną próbkę, a sprzedawczyni na to"dajemy losowo próbki, ale za to aż 3 sztuki". I była mocno zdziwiona, że nie skaczę z radości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to faktycznie doskonały marketing, brawo Ziaja! Ciekawe, co pani zależało "wylosować" tę, która Cię interesowała?

      Usuń
  36. Racja, ja też wyrzucam saszetki po pierwszym użyciu, szkoda bo czasami chciało by sie wypróbować więcej razy, ale to takie niehigieniczne..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że coraz więcej firm będzie się skłaniało ku sensowniejszym formom próbek.

      Usuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger