01.11.2014

Makijażowa dziwaczka: Grashka – Baza pod cienie i do ust [recenzja]

Firma iGruszka jest dla mnie dość... osobliwa. Mają sklep internetowy, w którym sprzedają produkty tylko czterech marek, a do tego postanowili stworzyć i rozwijać własną markę kosmetyków kolorowych Grashka. Oferta Grashki, podobnie jak oferta sklepu, jest uboga – to tylko kilka perłowych cieni, tusz wydłużający, korektor pod oczy i bohaterka dzisiejszego wieczoru: baza pod cienie i do ust. Właściciele tłumaczą się tym, że nie skredytowali swojej działalności i dochód ze sprzedaży w całości idzie na produkcję i rozwój, ale mnie to nie przekonuje. Kredyt na firmę to nic nadzwyczajnego, a o ile lepiej prezentowałaby się oferta marki, gdyby znalazło się tam więcej produktów! A tak Grashka robi na mnie wrażenie ubogiej krewnej większych firm kosmetycznych, działa na pół (a nawet ćwierć) gwizdka, wobec czego nie wróżę jej wielkich sukcesów. Dajmy jednak szansę koleżance i zobaczmy, co skrywa wnętrze niezbyt urodziwego, niebieskiego kartonika. 


Na początek komplementy. Baza ma dobrą, zbitą konsystencję i wygodnie się ją nabiera z szerokiego, płaskiego opakowania. Dużo milej mi się z nią pracuje, niż np. z doskonałą bazą Eye Helper od Lime Crime (Hexx, dzięki za polecenie!). Eye Helper mieszka w mocno napowietrzonej tubie i gdy zużyjemy sporą część produktu, trzeba cisnąć i cisnąć, aż w końcu wyrzyga z siebie – zwykle i tak zbyt obfitą – porcję. W przypadku Grashki wystarczy jedno konkretne maźnięcie palcem i już mamy odpowiednią ilość, którą potem z łatwością da się przenieść na powiekę. Baza zachowuje się jak cień w kremie i bardzo mi się to podoba. Z uwagi na wrodzoną konsystencyjną tępotę zalecam wklepywać ją, zamiast rozsmarowywać beztrosko. Powieki będą wdzięczne. Niestety, tylko one.

Do ust baza właściwie się nie nadaje. Konsystencja jest zbyt sucha, podkreśla każdą niedoskonałość i uwydatnia zadziorki, o których istnieniu nie miałam pojęcia. Nieprzyjemnie mi z nią na wargach, czuję ją cały czas, dlatego pozostanę przy standardowych metodach noszenia pomadek – na żywca lub po uprzednim zapodkładowaniu bezbarwnym balsamem. Na pewno nie nada się do półtransparentnych szminek, bo zwyczajnie będzie ją widać na ustach. Jest matowa i dobrze napigmentowana – jak kamuflażowy korektor. Jest też bezzapachowa.


Zastanawiający jest kolor. Może nie widać tego na zdjęciu, ale to naprawdę ciemny beż – tak ciemny, że moja cera nigdy nawet nie zbliżyła się do takiego odcienia. Po nałożeniu na powiekę baza jest bardzo widoczna, ma ciepłą tonację i choć zakrywa wszystkie żyłki i ładnie ujednolica skórę, samotna wygląda bardzo dziwnie, przynajmniej przy mojej dość jasnej karnacji i równie jasnym blondzie. Ze względu na swój natrętny odcień, nie wydaje się być odpowiednim podkładem dla delikatnych, jasnych makijaży typu „no make-up”, ale co ja tam wiem o malowaniu... W każdym razie jej ciemnobeżowatość i wyrazistość bardzo mnie onieśmielają. Może brunetki o oliwkowej cerze byłyby zadowolone?

Trwałość oceniam nieźle, ale bez szału. Na moich bardzo tłustych powiekach makijaż trzyma się kilka godzin, ale gdy wieczorem przystępuję do demakijażu, w załamaniach mam już prawdziwe kolonie pigmentu. Do plusów dorzuciłabym jeszcze wysoką wydajność, ale wobec kilku niewygodnych faktów, które Wam przedstawiłam, nie planuję powrotu. 

Ile: 1,2 ml
Cena: 18,90 zł
Ocena: 3/6
Dostępność: wyłącznie w sprzedaży internetowej u producenta

21 komentarzy:

  1. https://www.youtube.com/watch?v=PjpdgvPnOEQ
    Grażka, Grażka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a cóż to znowu. skąd Ty bierzesz takie kwiatuszki?

      Usuń
    2. Internet nie ma przede mną tajemnic.

      Usuń
  2. ha! zewsząd leciały same pozytywy, ale wątpiłam. i chyba słusznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę Adwokatem Diabła :D
      Nie widziałam samych pozytywów na temat bazy, raczej umiarkowany entuzjazm. Poza tym warto wziąć pod uwagę na nawyki makijażowe wielu osób. Ile z Nas staje co rano przed lustrem, by nakładać kilka kolorów a'la tęcza? nie sądzę, by ta ilość była oszałamiająca. Do tego do pracy/szkoły potencjalna Kowalska nie używa krzykliwych kolorów i zestawień z czterech lub pięciu odcieni. Dlatego też do zwykłego dziennego makijażu ta baza staje się całkiem niezłym dodatkiem, a jej kolor pozwala na kamuflowanie niedoskonałości na samej powiece jak np. żyłki, przebarwienia itd. Spójrzmy racjonalnie na rolę bazy pod cienie i dopasujmy to do własnych wymagań, preferencji a przede wszystkim do sytuacji :)

      I nie piszę tego dlatego, że znam właściciela i miałam możliwość rozdzielania tego produktu podczas HexxBOX'a, tylko miałam i mam tę bazę. Było dane poznać mi jej właściwości i porównać ją do innych produktów na rynku.

      Natomiast w pełni się zgodzę, że w roli bazy pod produkty do ust, to spore nieporozumienie.

      Usuń
    2. a ja powiem dla odmiany, że dziś rano zaaplikowałam tę bazę na powieki, zrobiłam resztę makijażu, Tomek mnie odciągnął i... wyszłam z domu. Bez cieni. Z samą bazą. Iiii... ładnie się prezentowała do wieczora. Jako cień. Można i tak :D

      Usuń
  3. O tej firmie dawno temu słyszałam, ale.....zapomniałam i w sumie nie mam co się ich ofercie bliżej przyglądać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. podobno tusz do rzęs jest bardzo fajny, kiedyś pewnie wypróbuję :)

      Usuń
  4. Samo opakowanie jest fajne, ale kartoniki to jakaś pomyłka :P Co do właściwości - szkoda, że nie wytrzymuje cały dzień. Ja właśnie jestem w połowie opakowania znienawidzonej przeze mnie bazy Dax Cosmetics i mam nadzieję, że jak ją skończę to uda mi się zdobyć naprawdę fajną bazę. Może wrócę do lubianej Hean albo naciągnę męża na bazę Urban Decay...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie nie wytrzymuje całego dnia, ale u Ciebie może wytrzyma? moje powieki naprawdę są dość tłuste i jeszcze opadające. trudne po prostu. Nie kojarzę tej bazy Dax Cosmetics, ale postaram się pamiętać, żeby jej nie kupować :)

      naciągnięcie męża na Urban Decay to oczywiście doskonały pomysł :D

      Usuń
  5. Ja sobie najbardziej chwalę bazę z Hean.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. leży i czeka na swoją kolej. bardzo jestem jej ciekawa!

      Usuń
  6. Ja mam i używam jako... korektora! W tej roli sprawdza się idealnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a to bardzo dobry pomysł! u mnie byłby za ciemny, chyba że pod oczy... ale kto by tam walił ciężki kamuflaż? ;)

      Usuń
  7. Grashka to marka własna i to, co jest w opisie na stronie jest prawdą, ale nikogo na siłę nie przekonuję.

    Lubię tę bazę, ona pomogła uporać mi się z moimi cieniami z Inglota, które w większości suche i pyliste do niczego się nie nadawały. Baza faktycznie oswoiła aplikację i wydłużyła ich żywotność. No i opakowanie także na plus, aczkolwiek tubkowe także bardzo lubię jak np. Lumene czy Crime Lime. Kolor w moim przypadku nie odgrywa roli, za to zdaję sobie sprawę że dla wielu osób może być zbyt ciemny. Z drugiej strony bardzo ładnie stapia się ze skórą i maskuje niedoskonałości.
    Nie mogę na nią narzekać, nieźle sobie radzi z moim tłuszczem na powiekach. Kiedyś takiego problemu i nie miałam i byle cień sam w sobie się trzymał. Teraz już niestety tak kolorowo nie jest i nie pomaga, że MAC, Guerlain czy Inglot. Niektórzy twierdzą, że jak cienie są dobre, to powinny wytrzymać solo. Niby tak i to niby jest mocno wątpliwe, bo każda wie jaką skórę na powiekach posiada i co się dzieje w trakcie dnia.

    Lime Crime stanowi królową baz :D zwłaszcza dla osób posiadających mocno przetłuszczające się powieki, aczkolwiek ma problem z wydobywaniem pigmentu przy niektórych formułach/kolorach, ale nie czepiam, ponieważ dzięki niej mogę nosić nienaruszony makijaż od zmierzchu do świtu :))) Cieszę się, że jesteś z niej zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja nie mówię jej całkiem NIE, bo ma wiele pozytywów. Zresztą wracam do niej, jak tylko mam w planach aplikację czegoś ciemniejszego na powiekę. Szkoda, że moje tłuste, w dodatku opadające powieki nie wytrzymują z nią do końca dnia, ale sprawdzę z cieniami Inglota, ciekawe, jak wypadnie ten duet.

      A Lime Crime jest bezbłędna! W dodatku ta wielka, niekończąca się tuba wcale nie wychodzi tak drogo, jeśli weźmiemy pod uwagę wysoką wydajność.

      Usuń
  8. Ta baza bardzo dobrze się u mnie spisuje. Podbija kolory cieni, przedłuża ich trwałość. Co lepsze, moim zdaniem, jest niezbędna przy używaniu cieni Grashka, które bez i z bazą są niemal dwoma rożnymi produktami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie próbowałam duetu Grashka-Grashka, ciekawa jestem tej różnicy!

      Usuń
  9. Polecam bazę hean, mam drugie opakowanie (już ponad rok używam jednego opakowania). Sprawdza się idealnie, z tym że to tylko baza pod cienie. Używałam tuszu do rzęs tej firmy i był ok, ale efekt jaki dawał nie do końca mi pasował. Wolę Max Factor FalseLash

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, baza Hean już na mnie czeka, ale na razie nie otwieram, bo mam i Grashkę, i Lime Crime. Fajnie, że tyle osób ją poleca, mam nadzieję, że u mnie też się dobrze sprawdzi.

      Usuń
  10. super ! już wiem jaki będzie mój kolejny zakup :)


    Zapraszam również do mnie, drugie życie mojego bloga, z tej
    okazji rozdanie z nivea ♥
    http://sandi-beauty-lifestyle.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger