03.11.2014

Projekt denko, odc. 19

Jako że Tomasz udał się dziś na spacer z ciocią Martyną, a ja miałam chwilę dla siebie, sfotografowałam martwą naturę w szklanej misce. Natura równie martwa co pusta. Natura zużyta. Natura martwa, pusta i chemiczna. Z małymi wyjątkami. 


A tak przy okazji: czy Wy też czujecie tę dziką satysfakcję, gdy opróżniacie worek pustych opakowań po kosmetykach? Moja jest dzika wielce. Dzika na wskroś. Kosmetyczny zakupoholizm ma uzasadnienie i widać to jak na dłoni. A raczej: jak w misce. Gdy sobie zaglądam do takiej miski, od razu czuję się pachnąca, gładka i wypielęgnowana. Oczywiście pod warunkiem, że miska zawiera produkty warte uwagi. Z tych niewartych możemy się przynajmniej ponaigrawać.


Dermacol – Aroma Ritual – arbuzowy żel pod prysznic – ten żel przywiozłam z wakacyjnego wypadu do czeskiego DM-u, odstał swoje w szafce z zapasami i oto jest. Pusty, w drodze na wysypisko. Ze względu na wątpliwe walory estetyczne opakowania (ach, ten arbuz z lat 90. na zielonym tle z lat jeszcze bardziej 90.) odkładałam go na następny raz. I jeszcze następny. I może na później. Gdy już doczekał się miejscówki pod prysznicem, okazało się, że... to kopia Arbuzowego Orzeźwienia polskiego Apisu. Identycznie pachniały wielkie, czerwone, przezroczyste lizaki w latach równie 90. co opakowania obu kosmetyków. Uwielbiam ten zapach, dlatego pokochałam zarówno serię Arbuzowe Orzeźwienie, jak i żel Aroma Ritual. Jeśli wciąż będzie w sprzedaży, gdy znowu zawitam do DM-u, z przyjemnością wrzucę go do koszyka. 

Yves Rocher – Jardins du Monde – kawowy żel pod prysznic – powinni tego zabronić. To najsmaczniej pachnący żel w historii wszechświata. Jest jak najpyszniejszy deser kawowy. Jak tiramisu. Jak góra lodów kawowych z bitą śmietaną i orzechami laskowymi. Jak najznakomitszy kawowy wafelek i najpyszniejsza kawowa pralina. Gdy się nim myję, dostaję ślinotoku, a gdy wychodzę spod prysznica, cierpię. Aquolina może się przy nim schować. Jedyny minus to słaba wydajność, która dotyczy wszystkich Jardins du Monde. 

Organique – Creamy Whip – African Ebony – piankami myjącymi Organique zachwycałam się tu:  klik. Jeśli chodzi o konsystencję i przyjemność użytkowania, te pianki są jakieś 23 razy lepsze od różanego sufletu Stenders i 144 razy doskonalsze od maseł myjących Bomb Cosmetics. Zapachy też mają urodziwsze. African Ebony to uniseksowy, ciekawy, kadzidlano-słodki aromat, który bardzo przypadł mi do gustu. Powiem Wam w sekrecie, że zużyłam ją lekko po terminie i jej przeterminowanie nie zrobiło wrażenia ani na mojej skórze, ani na puchatej, cudownej konsystencji pianki. Tylko ciiiii. Oficjalna wersja jest taka, że kosmetyki, którym minęła data ważności, natychmiast lecą do kosza. Wiadomo.

Balea – mydło w płynie brzoskwiniowo-nektarynkowe – nie ma się co rozwodzić. Tanie mydło, które ładnie pachniało, dobrze się pieniło, nie wysuszało rąk i spodobało mi się na tyle, że chętnie do niego wrócę, tak jak wracam do innych wersji zapachowych Balei.


Różany peeling cukrowy to fantastyczny prezent od kochanej wakacyjnej Magdy. Samodzielnie wykonany, z kawałkami róż w środku, pachnący świeżo i prawdziwie. Peeling, mimo że całkowicie naturalny i bez konserwantów, przez parę ładnych tygodni nie zmieniał stanu skupienia, wciąż pozostając sypkim, wysoce skutecznym zdzierakiem. Końcówkę zużyłam do peelingowania dłoni – wiedz, Magdo, że dłonie są Ci wdzięczne za to solidne tarcie i wspaniale pielęgnujące olejowe wykończenie. Gdyby M. kiedyś postanowiła sprzedawać swoje wyroby, wiedzcie, że peelingi wychodzące spod jej ręki są godne polecenia. 

CeCe of Sweden – Argan Oil – Body Elixir do skóry suchej – guzik prawda, że do suchej, bo taka skóra potrzebuje dużo lepszego nawilżenia i odżywienia niż to, które można uzyskać z pomocą Body Elixiru. Nie zmienia to jednak faktu, że gdy butelka wydała z siebie ostatnią kroplę olejku Cece of Sweden, było mi autentycznie przykro. Subtelny zapach, moc wygładzania i prostota aplikacji sprawiły, że zakochałam się w nim bez pamięci. To jeden z moich tegorocznych pielęgnacyjnych hitów. A że jest doskonały na randki z opcją łóżkową, przekonywałam w recenzji. Zaskoczyła mnie również jego wysoka wydajność. Oj, na pewno jeszcze się spotkamy!


Balea Professional – Oil Repair Spülung – odżywka z olejem arganowym – mimo bardzo apetycznego, choć chemicznego zapachu ciasteczek, nie planuję powrotu. Odżywka ładnie wygładza i dodaje blasku, ale dla moich cieniutkich-że-hej włosów jest zdecydowanie za ciężka. Za to szamponowi mówię soczyste mrau. 

Bioderma – Sensibio H2O – klasyka gatunku, najczęściej komplementowany płyn micelarny w blogosferze, po wielu długich tygodniach wreszcie dobił dna. Ale nie bój żaby, matko Tomasza, przecież na swoją kolej czeka kolejna półlitrowa flaszka! Rzeczywiście jest najskuteczniejszy ze wszystkiego, co ma tylko jedną fazę, ale coraz bardziej drażni mnie jego gorzki smak. Po cichu szukam godnego następcy.

Missha – Pure Source Sheet Mask z kawiorem – to jeden z gratisów od Koreanki z eBaya o ksywie sing-sing-girl. Zakupy u niej polecam – paczki dochodzą szybko, wybór kosmetyków szeroki, brak opłat za wysyłkę. Missha nie zrobiła na mnie wielkiego wrażenia, ale uwielbiam łatwość użycia płatowych masek do twarzy, więc zużyłam z przyjemnością. 


Antyperspirant Dove Invisible Dry znalazłam w którymś ShinyBoksie. Coraz bardziej drażni mnie, że – zapewne wychodząc naprzeciw oczekiwaniom subskrybentek – w boxach znajduję ciągle tanie, łatwo dostępne kosmetyki w pełnym wymiarze. Nie taka była idea, ale też nie czas, by na to narzekać. Na dezodorant Dove narzekać również nie będę, ale jeśli mam wybierać, wciąż bezkonkurencyjny pozostaje ich spray w wersji różowej (goFresh).  

Nivea – Dry Comfort Plus – kulka, która chroni doskonale, a ja wciąż jestem wdzięczna M. i Esom Floresom za polecenie mi jej. Po latach życia w antyperspiracyjnym, sztyftowym mroku, wróciłam do klasycznego rozwiązania, które okazało się najskuteczniejsze. Zapach też bardzo miły, prawdziwie niveowy. 

Catrice – Eyebrow Filler – hurra, jest i coś z kolorówki! To, co niezużywalne, stało się zużyte (Coelho byłby ze mnie dumny). Brawa dla mnie, brawa dla Eyebrow Fillera. Gdyby był beznadziejny, zapewne wciąż gniłby zapomniany w jakimś pudle, a tak dokonał żywota w chwale. Żel do stylizacji brwi ma bardzo dobry kolor – żadnych fałszywych, rudych nut, jest dość ciemny, ale przy zachowaniu umiaru (o który naprawdę łatwo) nadaje się również dla takich jasnych blondynek jak ja. Żelu do brwi używam tylko wtedy, gdy rano mam mało czasu. Czyli prawie zawsze. Mogłabym jedynie postulować o przyjemniejszą, mniej drapiącą spiralę do aplikacji. 


Na koniec specjalne gratulacje należą się producentowi płatków kosmetycznych Lilibe. Jest to marka własna Rossmanna, a mnie się coś ubzdurało, że czytałam, że dobre, do tego była promocja i... nieszczęście gotowe. Teraz jestem pewna, że nie mogłam czytać peanów na cześć tych płatków, bo chwalić się ich nie da. Za każdym razem, gdy próbowałam wyjąć jedną sztukę z tego opakowania, wyjmowałam pół. Był rozdwojony. ZAWSZE. Nie mam cierpliwości, to jakiś koszmar. 

I tym optymistycznym akcentem kończę moje denkowe opowieści. Jak widać, w tym miesiącu obyło się bez większych katastrof.


50 komentarzy:

  1. Calkiem sporo zużyć. Mialam micela z biedronki i żel z yves rocher oraz te płatki z rossmana i rzeczywiscie byly średnie;)

    OdpowiedzUsuń
  2. gratuluję fajnych zużyć
    mam nadzieję, że ja w przyszłym mcu też pochwalę się fajnym denkiem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to życzę skutecznego opróżniania opakowań!

      Usuń
  3. Ja nie wiem co większość blogerek widzi w tym płynie z biodermy. Dla mnie średniak ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pewnie widzi jego skuteczność w zmywaniu makijażu ;)

      Usuń
  4. A ja tam lubie te płatki z rossmana! : p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czy jesteś pewna, że lubisz TE same? te małe okrągłe? a nie duże kwadratowe? :D

      Usuń
  5. Dla mnie Bioderma jest zdecydowanym numerem jeden mimo małych skoków w bok od czasu do czasu. Tych płatków nie znoszę, kupiłam je raz i zużyłam czyszcząc małe elementy sprzętów domowych;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, i tak podziwiam samozaparcie z tym czyszczeniem :) ja zużyłam całe opakowanie, bo jak na złość, cały czas zapominałam kupić nowe płatki...

      Usuń
  6. Posiadam ten żel do stylizacji brwi i również go lubię

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam nadzieję, że go nie wycofają, ale to chyba nieuniknione - wciąż mielą asortyment :(

      Usuń
  7. Nienawidzę takich płatków... Podobnie jak takich z ostrymi brzegami ;)
    A co do miceli, to próbowałaś Loreal? Albo Bourjois? U mnie sprawdzają się lepiej od Biodermy, która zostawiała jakby suchą cerę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a jakie to są z ostrymi brzegami? chyba nie kojarzę :)
      nie próbowałam żadnego z wymienionych przez Ciebie miceli, ale muszę to zmienić, bo jednak sporo osób je chwali. chyba zacznę od Bourjois :)

      Usuń
  8. Twoje denkowe posty czyta się zajebiście. to coś więcej niż tylko podsumowanie. dlaczego ja tak nie potrafię pisać? :(
    (nie to, że chciałabym kopiować Twój styl, ale chciałabym mieć nieco lżejsze, dużo dowcipniejsze pióro. niestety nie każdemu dany jest ten dar...)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. simply, Twoje komplementy naprawdę uskrzydlają! aż chce się pisać :)
      Wiesz, mój styl pisania to cała ja – zarabiałam tak na życie, teraz gdzieś tam po cichu piszę książkę i inne teksty... to chyba moja jedyna sensowna umiejętność :>

      a Ty piszesz konkretnie, ale uwielbiam do Ciebie wracać, więc wiesz. no wiesz. dobrze jest :D i te Twoje ustaaaaaa!!! <3

      Usuń
    2. jeśli kiedyś tę książkę wydasz, daj znać. od razu pobiegnę do księgarni :)

      dzięki :*******

      Usuń
  9. Jesteś Salvadorem Dali polskiej kosmetycznej blogosfery i przełamujesz schematy. Zużycia w misce - tego jeszcze NIE BYŁO.

    Sprezentowałaś mi co prawda żel z Dermacolu o zapachu pistacjowym, ale był boski. Już za nim tęsknię.

    Nadal mam problem z tą Baleą. Uważam, że szampon faktycznie im się udał, ale moje włosy ta odżywka obciąża za mało. Ba! Wydaje mi się, że olej arganowy przestał działać zbawiennie na moje włosy. Może Ci go podrzucę?

    Bioderma LOVE. Też mi się właśnie kończy... a za ten gorzki smak to Ci pstryczek w nos, marudo. Taka mała wadeńka przy takiej doskonałości! A idź w te chanele i heleny rubinsteiny, a idź!

    Próbowałaś kiedyś tego słynnego już antyperspirantu Vichy z zieloną nakrętką? Ja go kocham. Tak jak żel do brwi z Catrice.

    Idę łyknąć antybiotyczek. Całuski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zużycia w misce na pewno były. Wszystko już było. Jesteśmy u schyłku kultury.
      Olejów jakoś jednak nie używam solo, więc zostaw sobie, nie wiem, do twarzy? do ciała?
      W Chanele poszłam i wcale dobrze na tym nie wyszłam, więc Bioderma zostaje na chacie. Vichy mnie ominęło, jakoś się nigdy nie złożyło, kiedyś spróbuję na pewno, szczególnie że w naszym Super Pharmie jest tego cały kosz w wiecznej promocji.

      Usuń
    2. Nie olejuję ani gęby, ani cielska. Może sobie chociaż spróbujesz na włosach. Nie marudź, jak daję, to bierz.
      A wiesz co, mnie się jeszcze strasznie podobał micel z LRP. (Miałam próbeńkę.) Był super i nie zostawiał gorzkiego smaczku, może kiedyś sobie chapnij.
      "W naszym" ♡

      Usuń
  10. U mnie odżywka jest okay. Też mam cienkie włosy, ale lubię porządne dociążenie. Mam ochotę na piankę do ciała, ale jakość szkoda mi kasy, bo sie moje, ze wystrczy mi na 3 razy;) I oczywiście przeterminowane kosmetyki ladują w kosztu - ja wczoraj w końcu wykończyłam krem z Pat&Rub - po 11 msc, mimo że wazny jest 6;) ale nic się nie działo, nadal łądnie pachniał, wiec nie będę wyrzuca!
    Ja jestem wierna płatkom z Biedronki, te ziolone lubię:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak nie będziesz brała całej garści od razu, to pianka posłuży Ci przez parę dobrych tygodni :) Ja szybko zorientowałam się, że wystarczy odrobina, a całe ciało jest ładnie umyte. Też na początku ta mała pojemność wydawała mi się podejrzana ;)

      Usuń
  11. Ale mnie skusiłaś na kawowy żel pod prysznic, aż smaka nabrałam :D;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla kosmetycznych łasuchów to jest pozycja obowiązkowa!

      Usuń
  12. oprócz świetnej Biodermy, nie miałam okazji używać żadnego z tych produktów:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oh, jakby było wspaniale, gdyby nie była taka gorzka.

      Usuń
  13. Też bardzo lubię żele pod prysznic z YR, mimo że są mało wydajne :) Miałam różne wersje i w sumie chyba nie mam jednej ulubionej, choć kiedyś miałam ale mi ją wycofali.

    Piankę z Organique o tym zapachu miałam i bardzo lubiłam jej używać, z pewnością jeszcze się kiedyś na nią skuszę jak trochę uszczuplę swoje zapasy... (czyli za jakieś 3 lata ;D).

    Mydełka z Balea też kupuję i używam i również je bardzo lubię bo są tanie i krzywdy moim dłoniom nie wyrządzają.

    No i oczywiście Biodermę uwielbiam <3

    A tak w ogóle Agato to... ładne denko :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a to łobuzy w tym YR, którą wersję Ci wycofali?? ja tak mam ciągle z Catrice – co się zakocham, to wycofują, ale w sumie znam ich filozofię i nie powinnam się dziwić.

      Usuń
    2. Wycofali mi wersję o zapachu ziaren kakao :( A uwielbiałam tę wersję i zużyłam sporo opakowań. Mi też firmy robią psikusy i jak już znajdę produkt, który bardzo polubię to potem okazuje się, że zostaje wycofany. Złośliwcy.

      Usuń
  14. widziałam ten Body Elixir w Hebe i jakoś mnie nie kusi, nie wiem, chyba odstrasza mnie ich szata graficzna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja tak miałam z ich produktami do włosów – jakaś taka bladoniebieska bieda, nie było na czym zawiesić oka. tutaj moim zdaniem jest trochę lepiej, ale też ten brązowy plastik... no wiadomo, mogłoby być lepiej, ale uwierz, w środku mieszka skarb prawdziwy!

      Usuń
  15. Wiele osób narzeka na gorzki smak Biodermy, a ja używam jej od wieków i nigdy go nie czułam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, co Ty mówisz :-O może nie używasz jej w okolicach ust? ;) to jest naprawdę BARDZO gorzki kosmetyk!

      Usuń
  16. Stałabym pierwsza w kolejce po peeling różany ;) A kawowy żel YR to mój zdecydowany faworyt ze wszystkich Jardins du Monde.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba niedawno o nim wspominałaś?
      wiem, że gdzieś przeczytałam o tym żelu i sobie przypomniałam, że mam go w zapasach - od razu poszedł w ruch :)

      Usuń
  17. gratuluję denka, płyn z biodermy muszę kiedyś wypróbować.

    OdpowiedzUsuń
  18. Nawet nie wiedziałam, że Dermacol ma kosmetyki pielęgnacyjne! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie się rzuciły w oczy w DM-ie tylko żele pod prysznic i balsamy :)

      Usuń
  19. Jezu, jak ja się cieszę, że nie mam tego żelu z YR, bo byłam głodna i bardzo zła dzień w dzień ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehehe, no fakt, używanie takich niejadalnych smakołyków ma swoje przykre konsekwencje :D

      Usuń
  20. Miałam też ten peeling od Magdy, pachnie obłędnie!

    OdpowiedzUsuń
  21. hah akcent końcowy nader optymistyczny:P
    przyjemne denko, zwłaszcza ta smaczne pianka... Organique:)

    OdpowiedzUsuń
  22. A ja odżywkę Oil Repair wręcz uwielbiam:)

    OdpowiedzUsuń
  23. Co prawda testowałam tylko zieloną Biodermę ale wydaje mi się, że płyn z Garnier jest identyczny w działaniu. Reszty Twoich pustaków nie znam, używam teraz czegoś na kształt tego żelu z Catrice, tyle że z Maybelline i nie wiem co o nim myśleć.

    OdpowiedzUsuń
  24. Abruzowy żel pod prysznic chętnie bym wypróbowała na sobie :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Z tego wszystkiego używałam tylko antyperspirant z Dove i kulkę z Nivea. Antyperspirant był fajny, nieziemsko pachnie, ale za szybko się kończy. :/ Pozdrawiam i obserwuję, justysxo

    OdpowiedzUsuń
  26. Ach, pianki z Organique..... Uwielbiam! :) Z chęcią wrócę do mlecznej wersji, ale na razie nie ma miejsca w szufladzie z żelami pod prysznic ;)
    Nektarynkowe mydło do rąk mam właśnie w użyciu, jest zaskakująco wydajne! No i zapach piękny, jak na Baleę przystało.
    Pozdrawiam peelingowane dłonie! :*
    No i cieszę się, że dezodorant zyskał Twoje uznanie :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Nie widziałam w DM tych żeli z Dermacol, ale widocznie za słabo paCZyłam :D Muszę to nadrobić przy najbliższej okazji, zwłaszcza jak widzę arbuza (nieważne z których lat :P) na opakowaniu <3

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger