06.02.2015

Michael Kors: Lip Lacquer w odcieniu Diva

Oj, bo mi się latem zachciało odrobiny luksusu. Kiedy to było? No, lato było latem, więc to również było wtedy. Czyli latem. Czyli dawno temu, prawie już nie pamiętam tych pięknych chwil na mikrobalkonie wśród kwiatów i ozdób, jakie przywiozła nam Mama nr 2 z Tatą nr 2. Było sobie lato, a teraz jest beznadziejna zima, której nie cierpię, bo Tomek znowu ma zapalenie oskrzeli i kisimy ogóra w domu. No to pomyślałam, że chociaż powspominam czerwcowe zakupy w Douglasie online, kiedy to z jakimś-tam-rabatem kupiłam szminkę za ponad sto złotych. A potem sobie przypomniałam, że przecież okazało się...

cycki macie gratis. 

...że to właściwie nic specjalnego. Wiecie, myślałam, że skoro to Michael i skoro taka cena, i przede wszystkim: skoro lakier do ust (yy, w sztyfcie? dziwne) – musi być świetnie. Jest ładnie, niestety nazbyt zwyczajnie, dlatego czuję się nieco rozczarowana. Ale po kolei.


Mój mały od-MAC-owy skok w bok po wyjęciu z kartonika zaprezentował się olśniewająco. Nie zwykłam używać pomadek w tak eleganckiej oprawie, dlatego zrobiło to na mnie niemałe wrażenie. Opakowanie jest ciężkie i solidne, i z tego dość kretyńskiego powodu przy aplikacji pomadki czuję się wyjątkowo luksusowa. Jak nie ja. Efekt psują odciski linii papilarnych. Nie wiem, może prawdziwe damy (diwy?) używające na co dzień Korsa mają zawsze idealnie czyste dłonie, ale w moim świecie odciskanie paluchów na lustrzanym pudełeczku to normalka. 


Uwiodło mnie też tłoczenie na sztyfcie, chociaż nie należy zapominać, że tego typu stempelki wygniotki można spotkać nawet na pomadkach Catrice. Także tego. Przejdźmy dalej, bo nie ma się czym podniecać. 


Formuła zawiera masło shea i witaminę E, ma nie tylko nie wysuszać, lecz także pielęgnować usta możliwie najskuteczniej. Mogę się zgodzić z tym, że pomadka nie wysusza i utrzymuje usta w dobrym stanie (oczywiście pod warunkiem, że nie doprowadziłyście ich wcześniej do stanu opłakanego). Za tę pielęgnację duży plus, szczególnie że wcale się tego nie spodziewałam po twardym sztyfcie. Aha, pachnie pomarańczą, co bardzo mi się podoba, ale po pół roku nieregularnego używania zapach zaczął się trochę psuć. Daleko mu do zjełczałego masła, ale to już nie to, co na początku. Pewnie prawdziwe damy dezynfekują pomadki po każdym użyciu, ale u nas na ursynowskiej prowincji takich praktyk się nie stosuje. A teraz to, co najważniejsze, czyli kolor. 



To mocno połyskujący, brzoskwiniowy beż, który – testowany na dłoni – prezentuje się niczym najpiękniejszy nude w galaktyce. Odcień Diva należy do kolekcji „Sporty” – już sama nazwa sugeruje, że mamy do czynienia z kosmetykami, których robota polega na udawaniu, że nie istnieją. Oglądałam wcześniej swatche, które bardzo mi się podobały, więc podczas zakupów miałam pewną wizję Divy na moich ustach. Wyszło coś takiego:


I co Wy na to? Źle nie jest, ale tyłka nie urywa, prawda? Z daleka i w pełnym kontekście Diva wygląda okej – intensywnie połyskuje, ładnie uzupełnia mocniejszy makijaż oka. Naturalna, półtransparentna brzoskwinia to według producenta odcień, w którym każdej kobiecie do twarzy, w co jestem skłonna uwierzyć, bo na każdej kobiecie efekt będzie na tyle subtelny, że trudno coś tu spieprzyć. No ale to, co widzicie, to mój naturalny odcień ust z odrobiną połysku i pomarańczowych akcentów tu i ówdzie. A na zdjęciu reklamowym wyglądało tak pięknie i wyjątkowo...

Z pewnością nie jest to warte 119 złotych i pewnie przyznacie mi rację, jeśli powiem, że pomadka nie wytrzymuje próby zjedzenia kanapki i zostawia ślady na szklankach. Niedotykana trzyma się ładnie, ale producent coś mamrotał o lakierze do ust, więc w tym kontekście trwałość jest mocno poniżej oczekiwań. 

Swoją drogą Kors już dawno zasłużył na kocówę, bo wycofał mój ukochany zapach Island, za co jestem mu dozgonnie niewdzięczna.

Ile: 3,4 g
Cena: 119 zł
Dostępność: wyłączność w Polsce ma Douglas

38 komentarzy:

  1. każdy, dosłownie każdy, zachwyca się Michael'em Kors'em, a ja w jego projektach nie widzę nic szczególnego, prócz tego, że żeby kupić sobie jego torebkę musiałabym przeznaczyć na to całą wypłatę i chyba jeść własne ciało - serio, zero ekscytacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Torebki Korsa... no, co kto lubi. Mi też by było szkoda kasy :). Ale widziałam ostatnio w metrze panią, która piastowała z dumą swój egzemplarz i jej duma była tak wielka, że nawet nie zdjęła ogromnej metalowej zawieszki z logotypem, mimo że na samej torebce był równie wielki napis MICHAEL KORS :D

      Usuń
    2. biedna pani, ale szczerze mówiąc to kolejne 5 minut sławy - tak jak było z Urban Decay, Make Up Revolution, tak teraz jest z Kors'em :)

      Usuń
    3. A to nie tak, ze te zawieszke sie nosi, bo to czesc dizajnu? Nie wiem, nie mam, nie znam sie. Ale te korsy, co je widuje, to nieodlacznie maja zawieszki.
      I w sumie torby jak torby, w wyrzucaniu chorych pieniedzy na ladna i solidna (!) torbe jestem swietna, ale nie czaje kwestii majkelowych zegarkow. Za te cene mozna kupic o miliard piekniejszy automat zamiast pozlacanego shitu na baterie.

      A za wycofanie zapachu, to z radoscia przylaczam sie do kocowy.

      Usuń
  2. tyłka nie urywa. w ogóle mam wrażenie, że wyroby MK są mocno przereklamowane...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja znam tylko moje ukochane perfumy i tę pomadkę, więc to za mało, żeby się wypowiadać o całej marce.

      Usuń
  3. Z trwałością tej pomadki rzeczywiście kiepsko, ale i tak ją bardzo lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  4. E, szału nie ma :) Nie kupiłabym nawet taniej ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. efekt ladny, podoba mi sie kolor, ale chyba nie za ta cene... no ale jak kto lubi, bo dla innych efekt moich ukochanych pomadek Mac nie jest wart swojej ceny :)

    mi MK sie kojarzy z torebkami :) no i niestety / stety ja naleze do tych osob, ktorym sie marzy torebka MK... i to nie dlatego ze ma MK, tylko po prostu, model torebki oh ah!!!



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moje serce należy do torebek Hilfigera, ale rozumiem, że można mieć zajawkę na MK :) ja po prostu tak szybko niszczę torebki, że szkoda mi przeznaczać tak wielkie sumy. Hilfigera można kupić z duuuuuuuużym rabatem online, więc to już ma sens.

      Usuń
  6. Wygląda jak wszystkie Twoje pomadki MAC.
    (heheszki) (żarciki o tym, że wszystkie pomadki [MAC] Agaty są takie same) (nigdy mi się nie znudzą)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lu, moja kolekcja MAC-a tak się już rozrosła, że stała się niezwykle zróżnicowana – musisz zobaczyć!

      Usuń
    2. Przybędę z Gimme Brow.

      Usuń
  7. Weee Divy chyba musza lizać opakowanie po każdym użyciu, żeby nie było śladów paluchów ;)
    Tego...normalna taka.. równie dobrze to mogłaby być wibo :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z drugiej strony przypomnij sobie opakowania pomadek Wibo hyyh. np. słynne Eliksiry... :D

      Usuń
  8. Wspomniana Celia ma fenomentalne opakowania. Metalowe, na klik, sa ciezkie. Cudowane. Mnie MK jakos nie kusi. Tj.gdyby nie zlote dodatki w czarnych modelach to bylby moj;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kolor nie dla mnie, wykończenie też mnie nie przekonuje :(

    OdpowiedzUsuń
  10. Faktycznie tyłka nie urywa, kompletnie. Jest ładna owszem, ale podobny odcień na pewno można dorwać znacznie taniej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślę, że nie trzeba się nawet specjalnie wysilać, żeby znaleźć coś podobnie wyglądającego o podobnej trwałości na niższych półkach :)

      Usuń
  11. Mimo wszystko wolę pomadki MAC :D

    OdpowiedzUsuń
  12. jakoś MK i te jego z dermy torebki mnie nie przekonują. I ta cena za te jego projekty.

    OdpowiedzUsuń
  13. Opakowanie mega eleganckie, bardzo mi się podoba, szminka natomiast za delikatna jak dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ona z daleka daje efekt mocnej tafli, więc aż tak delikatna nie jest, ale z bliska faktycznie widać, że niewiele tam konkretnego koloru

      Usuń
  14. piękne opakowanie, ale jeśli jakość jest jaka jest to szkoda. Mam jedną pomadkę z MAC i chyba jak mnie najdzie wydać więcej to kupię drugą . Michaela lubię w project runway a raczej lubiłam bo już tam nie występuje:) Za drogo się ceni jak na moje moziwości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MAC pozostaje dla mnie bezkonkurencyjny, jeśli chodzi o pomadki. a Project Runway nie oglądałam, ale chętnie bym to zrobiła – ciekawa jestem, jak się prezentuje na żywo ten słynny Kors... :)

      Usuń
    2. warto obejrzeć, M>K ma świetne poczucie humoru, po jego odejściu program wiele stracił, zastąpił go Zac posen czy jak mu tam, który jest sztywny i no co tu mówić, duszą towarzystwa nie jest.

      Usuń
  15. Wygląda na to, że masz bardzo ładny kolor ust :) Cena kosmiczna, ale moim zdaniem prezentuje się całkiem ok :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. usta mam dość mocno napigmentowane, ale kolor trochę trupi, więc nie wiem, czy taki ładny ;))

      Usuń
  16. jak już mam wydać stówkę na pomadkę to wybieram ją w intensywnym kolorze ;D Ale ta jest ładna, delikatna i też w moim kolorze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja często wybieram właśnie nude, bo wiem, że taką zużyję i się nie zmarnuje :)

      Usuń
  17. Emmm, jakby to powiedzieć...Za tę cenę nie wygląda to dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  18. Kolor bardzo mi się podoba, ale widząc te zdjęcia, powiedziałabym, że jest to efekt jakiegoś dobrze nawilżającego błyszczyku lub pomadki pielęgnacyjnej o delikatnym zabarwieniu. W życiu bym nie pomyślała, że taką pigmentację ma pomadka za ponad stówkę. No trudno - i takie kosmetyki bywają bublami, a szkooooda. :(

    OdpowiedzUsuń
  19. Szkoda, ze nie warta swej ceny bo ten delikatny kolor mi się podoba. Z kosmetyków Korsa nic nie miałam, jedynie torebki ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Mimo mojego uwielbienia do szminek Diva nie przyprawiła mnie o szybsze bicie serca, wolę moje MACzki.

    OdpowiedzUsuń
  21. Opakowanie boskie :) Ale jak dla mnie za malo koloru zdecydowanie :D Chyba te szminki sa glownie dla fanek MK ;)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger