28.03.2015

Pervoe Reshenie – Bania Agafii – ekspresowe maski do włosów: pielęgnacyjna i regenerująca

O tym, w jak beznadziejnym stanie są moje włosy, mogłabym napisać powieść. Zawsze były bardzo cienkie i niezbyt gęste, dlatego nigdy nie katowałam ich farbowaniem czy nawet stylizacją. Z suszarką mają do czynienia kilka razy w roku, nie znają pianek, lakierów ani gumy matującej. W praktyce znaczy to tyle, że choć prowadzą się dobrze, wyglądają nędznie. Są pożałowania godne. A do tego od kilku miesięcy wypadają tak intensywnie, że została mi 1/3 objętości, czyli w wolnym tłumaczeniu: smętny, cieniutki kucyk. Dotychczas kuracja biotyną działała wyśmienicie. Niestety, tym razem po trzech opakowaniach Biotebalu wypadanie zostało nieco ograniczone, ale problem się nie skończył. Zrobiłam więc badania. Tarczyca zdrowa, ale żelazo niskie i anemia na pokładzie. Mam już więc rozwiązanie zagadki, teraz tylko muszę się dowiedzieć, czy niskie żelazo oznacza wrzody żołądka, ropień odbytu, ciężką niewydolność nerek, czy może jakieś inne fantastyczne schorzenia. Tak, pani w aptece nie pozostawiła cienia wątpliwości: skoro mam niskie żelazo, dolega mi Coś Strasznego i natychmiast muszę dowiedzieć się, co. „Przecież ma pani dla kogo żyć!” – dodała filozoficznie. No to żyję. Na razie.

W tej sytuacji chwilowo nie zależy mi na tym, żeby zatrzymać wypadanie włosów szamponami, wcierkami, czy innymi tabletkami. Muszę zwalczyć zdrowotną przyczynę, a włosy utrzymywać w możliwie dobrej kondycji. No to paćkam je tym i owym. Ciekawe, czy czują się od tego lepiej. Włosy, co wy na to?

Od lewej: błyskawiczna maska pielęgnacyjna i ekspresowa maska regenerująca.

Od dłuższego czasu używam na zmianę dwóch masek: błyskawicznej, która pielęgnuje i ekspresowej, która regeneruje. Bardzo jestem ciekawa, czy błyskawiczna jest szybsza od ekspresowej, czy może odwrotnie*? W każdym razie jedną i drugą producent zaleca trzymać na włosach 3–5 minut. Żeby było łatwiej, obie wyglądają bardzo podobnie, dlatego rozpoznaję je po zapachu: błyskawiczna pachnie męską, słodką wodą po goleniu, a ekspresowa – łąką pełną kwiatów i pszczółek (pytanie dnia: czy pszczółki pachną?).  

Błyskawiczna maska pielęgnacyjna

Podobnie jak ekspresowa koleżanka, zawiera same naturalne składniki. Wśród pielęgnujących czarodziejów znajdziemy: żeń-szeń dalekowschodni (dużo witamin i mikroelementów – sprzyja wzrostowi i regeneracji), cebulicę syberyjską (bogata w delikatnie oczyszczające włosy saponiny), biały len (zapobiega łamliwości i rozdwajaniu), ekstrakty z mchu islandzkiego (tonizuje skórę głowy) i wrzosu islandzkiego (poprawia barierę ochronną skóry głowy), a także miodunkę plamistą, która wzmacnia korzenie włosów. Wszystkie te składniki mają natychmiast przywrócić włosom naturalny połysk, miękkość i elastyczność oraz intensywnie je odżywić

Ekspresowa maska regenerująca 

Chwali się zawartością wyciągów z różeńca górskiego (silny przeciwutleniacz, przywraca gęstość i blask) i bażyny syberyjskiej (odżywia i wzmacnia cebulki), oleju z nasion żurawiny i borówki brusznicy (dużo witaminy E – intensywne nawilżenie i wygładzenie), a także ekstraktu z kwiatów malwy, który zawiera witaminę C i karoten, co ma pomóc w ochronie przed negatywnym wpływem czynników zewnętrznych. Maska ma ekspresowo przywrócić włosom elastyczność i naturalny połysk, nawilżyć i uspokoić skórę głowy. Jakby nie patrzeć, działanie dość podobne do koleżanki wyżej. 

Konsystencja obu masek jest dobra: dość rzadka, ale maski nie rozlewają się w sposób niekontrolowany i zwykle nie znikają w odpływowym, prysznicowym niebycie. 


Opakowanie jest bardzo dziwne, przypomina zapasy mydeł w płynie. Przez to, jak zostało wymyślone, wydaje nam się, że używamy saszetki, która za chwilę się skończy, co jest nieprawdziwe, bo producent upchnął do miękkich torebek po 100 ml syberyjskich dobroci, a do zaaplikowania na średnio długie włosy nie potrzeba wiele. Nie podoba mi się to saszetkowe rozwiązanie, bo ani to wygodne (halo, nakrętka zamiast zatrzasku? pod prysznicem? serio?), ani praktyczne. Łatwo złapać opakowanie w złym miejscu i obryzgać sobie maską ręce, cycki i kolana. Łatwo wycisnąć za dużo produktu. Łatwo się zirytować i zbluzgać zupełnie niewinne pozostałe butelki i tubki, mieszkające na prysznicowej półce. Aha, no i wybitnie denerwujący jest moment, w którym produktu wewnątrz zostaje na tyle mało, że nie da się już opakowania postawić na półce tak jak butelki i trzeba je opierać o pozostałych pielęgnujących towarzyszy lub podpierać nim ścianę. 

Oczywiście zawartość można przelać do innego... czegoś, podobnie jak najwięksi twardziele przelewają mleko z miękkiej torebki ze zgrzewem, ale wiadomo – to nie jest fajna zabawa, poza tym: czy ktoś z Was kupuje jeszcze takie mleko?? Jedyny plus naszego rosyjskiego opakowania jest taki, że trudno nie zużyć masek do ostatniej kropli. 


Jeśli chodzi o to, co najważniejsze, czyli działanie, moją faworytką jest maska pielęgnująca. Fantastycznie wygładza włosy, są po niej lejące, błyszczące i mięsiste (a przynajmniej takie się wydają w dotyku, bo naturalnie do mięsistości im daleko). Nie jest to może całkiem korzystne, jeśli chcemy kilka kłaczków na krzyż zebrać i_tak_za_dużą gumką do włosów, ale wciąż ubóstwiam ten efekt. Wyobrażam sobie wtedy, że moje gładkie, lejące włosy mają taką samą objętość jak u tych pań z reklam i przynajmniej przez chwilę czuję się lepiej. Wiecie, jak się nie ma, co się lubi, to się lubi własne zmyślanie. Maska pielęgnująca na pewno nie zwiększy objętości (co byłoby wskazane), może też ulizywać, dlatego nie nakładam jej od samych cebulek. Uwielbiam ją za to, jak ułatwia rozczesywanie – nie tracę kolejnych bezcennych włosów, bo dałoby się je łatwo i skutecznie rozczesać nawet widelcem.

Wersja regenerująca też jest w porządku, ale moje włosy szybciej po niej marnieją w oczach, wymagają częstszego mycia i nie są tak pięknie zadbane. Wniosek: jest za ciężka. Nie można jej jednak odmówić równie imponującego efektu wygładzenia, a to przecież lubimy.

Obie na długo pozostawiają zapach na włosach i są całkiem wydajne, dlatego cena wydaje się śmiesznie niska (właściwie i tak jest niska dość zabawnie, prawda?). Jedyne, co bym zmieniła, to ich nazwę – dla mnie są po prostu odżywkami, co sugeruje nawet krótki czas trzymania na włosach.

Przy okazji: wciąż poszukuję zestawu: szampon + odżywka, który dodałby objętości moim oklapniętym, przetłuszczającym się włosom i ograniczyłby powstawanie smutnych strąków. Jeśli macie taki sprawdzony duet lub przynajmniej jeden z kosmetyków, który dałby podobny efekt, zostawcie nazwy czarodziejskich mikstur w komentarzu.


Pojemność: 100 ml
Cena: 4–8 zł
Dostępność: coraz większa, głównie sklepy internetowe


*Okej, tak naprawdę pewnie obie nazywają się jeszcze inaczej, a to tylko tłumaczenie dystrybutora. Nie znam rosyjskiego i nie mam bladziuteńkiego pojęcia, co jest napisane na opakowaniu.

33 komentarze:

  1. Tyle się już naczytałam o tych maskach, że będę musiała się w końcu wypróbować.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ach te aptekarki lubią straszyć. Anemia wcale nie musi oznaczać poważnej choroby! Sama od zawsze jestem na granicy anemii - najniższego prawidłowego poziomu. Ot taka moja uroda kiepska przyswajalność żelaza.
    A co do samego żelaza. Żelazo znajduję się w roślinach zielonych (z tym że ono jest przez człowieka bardzo słabo przyswajalne - wegetarianizm nie dla mnie) i w mięsie. Szczególnie dużo w wątróbce (a fe) i podajże parówkach). Więc może być tak że niskie żelazo nie oznacza ciężkiego schorzenia tylko za mało go w diecie. Więc spokojnie i powodzenia i więcej zielonych warzyw i mięsa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie niestety jest inna sytuacja, bo zawsze miałam dobre wyniki krwi, a tu nagle spory niedobór żelaza i początki anemii. no nic, zobaczymy, co lekarze wymyślą. wątróbkę będę jeść, a jak będzie trzeba, to i zastrzyki w tyłek przyjmę ;) ale dziękuję za pocieszenie!

      Usuń
  3. Ostatnio miałam dwa rosyjskie produkty i oba powodowały u mnie elektryzowanie włosów:( chyba sie zniechęciłam

    OdpowiedzUsuń
  4. Dużo pozytywnych opinii słyszę o tych maskach. Myślę co mogłabym Ci polecić na objętość i nie mam pojęcia... ja mam z natury bujne i szerokie włosy ;D ale mam nadzieję, że znajdziesz swój ideał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no jak patrzę na Twój awatar, to zazdrość mnie zżera :D

      Usuń
  5. Hihi ja wlasnie dzisiaj pisalam recenzje maski drozdzowej z banii agafii... U mnie kompletnie nie zadzialala, ciekawa jestem czy te maseczki by cos u mnie daly...

    Co do przykapnietych wlosow, to u mnie do tej pory najlepiej sprawdzil sie ten szampon z YR:
    http://wizaz.pl/kosmetyki/produkt.php?produkt=61411
    Polecala go kiedys Anwen i faktycznie ladnie odbija wlosy od nasady i dodaje objetnosci.

    Jesli chodzi o odzywke, to ostatnio testuje odzywke z Nivea, Diamond Volume, jest ok, moze nie daje jakis mega efektow, ale jest warta wyprobowania ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. znam ten szampon YR, ale czasem powodował swędzenie skóry :/
      Niveę spróbuję, dzięki.

      Usuń
  6. mam wersję regenerującą i jest super, może nie jakieś „wow”, ale spełnia swoje założenia i to mi się w niej podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  7. och, jak ja dawno nie widziałam takiego woreczkowego mleka! nadal jest w sprzedaży?
    masek nie znam, ale opakowanie faktycznie wygląda na wyjątkowo niepraktyczne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dużo tego mleka na półkach, ale kto je kupuje? :)

      Usuń
  8. Maska dla wlosow, donosi producent na opakowaniu.
    Weź zacznij się olejować, rycyna dobra na porost (wszystkiego).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio rycyna działa? A to się da zmyć później? Czy mieszasz z innym olejem przed nałożeniem?

      Usuń
    2. Tak mówią. Działa na brwi i rzęsy, to na pewno. Sama jednak nie korzystam, mam włosów na głowie tyle, że mogłabym obdzielić pół powiatu, a i tak by mi ich zostało całe mnóstwo. Na rzęsy i brwi też nie narzekam. Dzielę się tylko mądrością ludową!

      Usuń
    3. najpierw to chyba żelazowe zastrzyki w dupę, a potem można myśleć o rycynie ;)

      Usuń
  9. Mnie w dalszym ciągu kuszą te maski :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiałam tę wersję błyskawiczną. :) Faktycznie działa super. A co do opakowań, to dla mnie takie rozwiązania były genialne, bo zakrętki mają praktyczne prążki, które zapobiegają wyślizgiwaniu się i mamy mały otwór, przez który po otwarciu nie nalewa się woda do środka jak w przypadku np. słoiczków. Więc ja mówię "tak" opakowaniom jak zapasy do mydła. :D

    P.S. Pszczółki mają buzie umorusane pyłkiem, a łapki im ociekają miodem - więc może kwiatkami i miodem pachną? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no ale po co zakrętki, lepszy byłby porządny zatrzask!
      teoria o pszczółkach ogromnie mi się podoba :))))

      Usuń
  11. ja lubie ich maski do twarzy - do wlosow nie mialam jeszcze :) u mnie sprawdzil sie szampon z ziaja med z piroktonianem olaminy, dobrze oczyszczal i nie podraznial mojej skóry:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam jakąś maskę w zapasach, ale jeszcze nie próbowałam. Ziaja Med to dla mnie temat całkiem nieznany, chętnie wypróbuję, dzięki!

      Usuń
  12. Super te maski wyglądają, mnie się te opakowania podobają :D Chociaż faktycznie średnio praktyczne ;)
    Co do objętości to nie pomogę, jedynie mogę przybić marną piątkę w kwestii cieniutkich i przyklapniętych włosów :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na zdjęciu Twoje wyglądają bardzo dobrze, a moje to czarna rozpacz, serio :(

      Usuń
  13. co prawda znam tylko jeden balsam do włosów i bardzo lubię

    OdpowiedzUsuń
  14. Odpowiedzi
    1. próbuję obecnie, pachną obłędnie, szampon jest fajny, ale czy zwiększa objętość? hmmm, może moim włosom nic już nie pomoże ;)

      Usuń
  15. Jeszcze nie testowałam rosyjskich cudaków ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ale co rozumiesz przez zwiększenie objętości? Z opisów jesteś moją włosową bliźniaczką. Jedyna rzecz, która jakośtam daje u mnie złudzenie podbitych piór, to suchy szampon (Batiste).
    Za to od kilku lat cenię sobie nieobciążający (to ważne!), ale pielęgnujący zestaw: szampon Alterra z granatem i zamiennie: maska z tej samej serii lub odżywka Garniera Oleo Repair (?? ... ta żółta, no).
    A i tak porządnie wyglądam li i jedynie tuż po obcięciu włosów na długość "do linii brody".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zwiększanie objętości = wygląda, jakby było ich więcej, są uniesione, nie strąkują, mogą się nawet lekko puszyć, wszystko mi jedno, byle nie to, co teraz!

      Batiste faktycznie potrafi COŚ zrobić w sprawie włosów, ale niestety przez cały dzień czuję go na głowie, a nie o to mi chodzi. Alterrę i Garniera chętnie przetestuję, dzięki!

      Usuń
    2. a z linią brody to chyba masz rację...

      Usuń
    3. Nie wiem jak twoje, ale moje włosy oprócz tego, ze są cienkie i delikatne, to jeszcze przeuroczo się przerzedzają/wycierają/wyłamują tam, gdzie są najbardziej potrzebne, czyli z przodu. Jak są nie dłuższe niż koniec twarzy (huehuehue), to wyglądają estetycznie. Później nie. Co nie zniechęca mnie do podejmowania kolejnych prób zapuszczania, bo materiały archiwalne mówią, że miewałam naprawdę niezłe, długie włosy (we wspomnieniach zawsze mam takie właśnie strąko-wycirusy; może teraz też mam ładne, tylko nie widzę?).
      A ten, kupiłam sobie maskę pielęgnującą (i przy pierwszym podejściu odkręcona wpadła mi do wanny z wodą). Na razie głównie pięknie pachnie. Ale jeszcze piękniej pachnie szampon regenerujący - umarłam u poszłam do kwiatowego nieba!

      Usuń
    4. A po Batiste też się czuję jakoś nieświeżo na głowie. Chociaż czasem ratuje dupę, na przykład jak się w nieprzytomnym amoku porannym nakłada olejek na twarz i wszystko wokół.

      Usuń
  17. Do tej pory przetestowalam jeden szampon z Bania Agafii i byla bardzo zadowolona. Tym bardziej, jak przeanalizowalam sklad. Az dziwne, ze te kosmetyki nie sa drogie. Szczególnie opcje w saszetkach, o których czytałam tutaj http://www.goodies.pl/blog/kosmetyki-w-saszetkach-peelingi-bania-agafii/. Używałyście tych w saszetkach? Konkretnie interesują mnie peelingi, ale są podobno jeszcze szampony i odżywki do włosów.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger