16.03.2015

Yves Rocher – żele pod prysznic z serii Les Plaisirs Nature [przegląd]

Trafił mi się kiedyś w zamówieniu zmasowany atak yvesrocherowych kurdupli do kąpieli, a że są to przedstawiciele mniej popularnej linii myjącej YR*, postanowiłam podzielić się wrażeniami. To trochę bez sensu, bo mój nos wyczuwa zwykle więcej, niż powinien, a sprzężony z nim mózg kreuje mało prawdopodobne teorie zapachowe, które potem Wam przedstawiam. Cóż, stało się – skoro zasiadłam do pisania, to skończę, a wszelkie niezgodności z Waszymi odczuciami węchowymi musicie mi wybaczyć.

Żele są malutkie (50 ml), a jednak starczają na dłużej, niż sugeruje ich pojemność. Podejrzewałam, że chlusnę takim z wielkiej dziury (do jej wielkości jeszcze wrócę) dwa razy i będzie po sprawie, a tu niespodzianka, psikus, wielkie ho-ho! Myje się baba raz, drugi i siódmy, a butelka nie wypowiedziała jeszcze swej ostatniej kropli. Przemiła sytuacja. Oczywiście żele, o których dziś do Was nadaję, można kupić w pełnowymiarowych butlach. Butle są ogromne (400 ml), bez promocji kosztują 16,90 zł, co daje nam 4,23 zł za 100 ml. Zwyczajna, przyzwoita cena. Nieprzyzwoity jest za to brak dozownika – zarówno z małej, jak i z dużej butelki żele płyną przez całą szerokość szyjki. Do pełnowymiarowej można dokupić pompkę i potem do końca życia przekładać ją z opakowania do opakowania. Ja nie lubię takich rozwiązań, ale przyznać trzeba, że mają w sobie ten subtelny, ekologiczny powab. Co kto lubi.


Jeśli chodzi o właściwości kolorowych płynów mieszkających wewnątrz ekobutelek, to... spełniają swą, jakże odpowiedzialną, funkcję. Myją. I w sumie tyle. O jakimkolwiek nawilżaniu nie ma mowy, ale przynajmniej nie wysuszają mojej niezbyt wymagającej ostatnimi czasy skóry. Zresztą, czy ktoś jeszcze wierzy w zapewnienia producentów, że żel pod prysznic jest w stanie skutecznie dbać o poziom nawilżenia? O czym to ja miałam... ach, kurduple Les Plaisirs Nature pienią się tak sobie, mimo że w składzie mają pianogenny SLeS. Przejdźmy do zapachów.

Organic Oats – to bardzo intensywny i bardzo specyficzny aromat. Zamiast organicznego owsa producent mógł wpisać jakąkolwiek inną roślinę niemającą sensownego zapachu, bo żel pachnie po swojemu. No ale to przecież nie o zapachy chodzi, tylko o mikrogramy ekstraktów z roślin wymienionych na etykiecie. Skondensowany owies w składzie widnieje, więc nie ma to tamto. Zapach poznałam już wcześniej. Jest łudząco podobny do tego, który wyniuchałam w kremowym żelu do mycia twarzy i ciała Uriage Lavante. Zapach teoretycznie ładny, intensywnie mydlano-toaletowy (nie że z kibla, wiecie, o co chodzi), ale podobnie jak w przypadku Uriage, jego piękno z dnia na dzień zamienia się w brzydotę. Jest zbyt mocny i nie byłam w stanie stosować go codziennie, za to sprawdził się, gdy używałam mydła do rąk z tej serii.  

Strawberry – porzuciłam już projekt odnalezienia idealnie pachnącego, truskawkowego żelu pod prysznic. Jest to głupi zapach do odtwarzania, bo i zapach truskawek nie należy do najmądrzejszych. To nie są wcale jakieś wyjątkowo aromatyczne owoce, a ich aromat jest ulotny, więc skąd pomysł, że truskawkowy żel będzie pięknie pachniał? Nie wiem, ale nie jestem jedyną, która dała się nabrać. Myślę, że chcemy pachnieć truskawką, bo te czerwone bulwy dobrze nam się kojarzą. Myślę też, że jedyne, co naprawdę pięknie pachnie w naturze, to truskawki w śmietanie. Ooooo tak. Tak, tak, tak! Kocham truskawkowo-śmietankową herbatę i te prawdziwe, umorusane w śmietanie owoce również. Żele truskawkowe wypadają na ich tle blado, choć temu z YR nie mogę odmówić uroku. Pachnie duuuużo lepiej niż konkurent z The Body Shop. Zapach letni, słodki – naprawdę może się podobać.

Yellow Peach – bardzo przyjemny, udany aromat. Nie za słodki, na pewno nie mdły, apetyczna wersja brzoskwini. Jest najmniej intensywny spośród całej serii Les Plaisirs Nature, ale nie uważam tego za wadę. Z przyjemnością do niego wrócę.

Olive Oil – na szczęście nie pachnie całkiem naturalnie, bo nie wiem, czy byłabym szczęśliwa, nacierając się pod prysznicem oliwą z oliwek. W sałatkach kocham, ale na skórze? No, tego. Oliwkowy żel YR ma zapach kojarzący mi się z dzieciństwem. Nie umiem sobie przypomnieć, który kosmetyk tak pachniał, ale dzięki dobrym wspomnieniom przyjemnie było używać tego żelu. To nie jest zapach z serii powalających pięknem, ale nie wyobrażam sobie, by komuś mógł nie odpowiadać. Podobnie jak brzoskwinia, nie jest intensywny. Gdybym była zapachowym ekspertem pracującym dla firmy kosmetycznej, z chęcią władowałabym taką kompozycję do kosmetyków dla dzieci.

Wśród zapachów Les Plaisirs Nature znajdziecie jeszcze dziką jeżynę, kokos, wanilię i malinę, która pojawia się i znika, więc nie wiem, czy można ją uznać za zapach ze stałej oferty (kiedyś mówiono, że to limitka, ale wciąż kilka produktów z tej serii można znaleźć na stronie YR). Malina jest absolutnie zjawiskowa – niebudyniowa, prawdziwie owocowa, nieprzesłodzona. Jeżyny nie próbowałam, wanilii też nie, a o kokosie powiem Wam tyle: jest w 100% kokosowy. Czy to dobra wiadomość, musicie ocenić samodzielnie, ja wciąż nie wiem, czy mnie to cieszy, czy smuci, bo czasem, wbrew temu, co chcielibyśmy o sobie myśleć, bardziej podobają nam się syntetyczne rozwiązania niektórych zapachów, a ten jest kokosem dość ordynarnym. Wiem jedno: prawdziwie oddani fani kokosowych klimatów złego słowa nie powiedzą, być może nawet pokochają serdecznie. Dobry kokos z tego kokosa.

Miałam jeszcze coś o składach, ale...


...moje archaiczne zdjęcie ma w sobie tyle wątpliwej jakości artyzmu, że chyba niemożliwym jest swobodne zapoznanie się z INCI. W związku z tym składów omawiać nie będziemy, może tylko wspomnę, że po raz kolejny widać jak na dłoni (tudzież jak na krzywo położonej butelce), że Yves Rocher z naturalną pielęgnacją ma naprawdę niewiele wspólnego. Wielokrotnie wspominałam, że mi to zwisa, ale polityka firmy z pewnością może wprowadzać konsumenta w błąd, a to już nie jest fajne.


Warto wspomnieć, że w kolekcji Les Plaisirs Nature co sezon pojawiają się zapachy limitowane, co niezmiennie wprowadza mnie w nastrój nieszczególnej szczęśliwości. Nieszczególna szczęśliwość wynika z tego, że zapachy limitowane często są piękne, więc czemu, oh, czemu producent żałuje nam ich przez resztę roku/istnienia świata? W sezonie grzewczym 2014/2015 absolutną faworytką była gruszka w karmelu – zapach oryginalny, słodki i dokładnie taki, jakby ktoś zjarał w syropie cukrowym soczystą gruchę na swej niewielkiej patelence. Zakochałam się i płaczę, a Wam: dobranoc i dzień dobry!


*mniej popularnej w moim domu, bo najczęściej kupuję żele z kolekcji Jardins du Monde. Ale u Was też częściej widuję właśnie te – Les Plaisirs Nature wydaje się nieco mniej popularna (może dlatego, że producent życzy sobie, abyśmy podlewali się takim żelem, lejąc go z ogromnego, co najmniej onieśmielającego otworu?).

23 komentarze:

  1. Właśnie kończę kokosa, a w zapasie mam jeszcze malinę;) wcześniej miałam do czynienia tylko z serią JDM;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. obie są fajne, JDM zdecydowanie za szybko się kończy!

      Usuń
  2. Właśnie zużyłam dziką jeżynę, jakoś nieszczególnie mnie porwała...ale jeśli kokos jest "prawdziwy" to ja poproszę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale ta jeżyna ze stałej oferty, tak? bo coś podobnego mieli w świątecznej limitowanej edycji – też mnei nie porwało ani trochę

      Usuń
  3. no właśnie, taki jest problem z limitkami. coś ci się spodoba, a potem jest nie do dostania :/

    OdpowiedzUsuń
  4. a ja lubię np.świąteczne serie limitowane, bo przez cały rok by mis ie znudziły:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wąchałaś wanilię? Mam w domu dwie butle i jestem absolutnie zakochana w zapachu. Nawet ja, pompkofilka, wybaczyłam brak pompki (muszę ją kiedyś dokupić) :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wanilii nie, ale koniecznie muszę nadrobić. ciekawa jestem, czy to zapach waniliowy, czy wanilinowy :)

      Usuń
  6. Ja jakoś nie mogę się przekonać do podprysznicaków z Yves Rocher. W ogóle mnie nie kręcą, nawet ten słynny o zapachu kawy - tak? Chyba go u Ciebie kiedyś powącham. Ostatnio - przez Ciebie wszak - jestem wielką fanką Body Farm, ale te ceny... dobrze, że Bacha zaopatrzyła mnie w Donegal z DMu o zapachu delicji pomarańczowych. Co ja zrobię, gdy się skończy?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak nie podoba Ci się kawa, to masz nos zrąbany :D
      Donegal za to ma piękności różne, też Ci coś przytargałam z DM-u, nie? ja nie lubię delicji pomarańczowych – oddam Ci wszystkie, które mi wpadną w ręce. ale delicjami pachnie czekolada ze Starej Mydlarni, więc jak ją znajdziesz w Naturze, bierz śmiało!

      Usuń
    2. Nie wąchałam jej nigdy!
      Tak, cudowną pistację, moja złota. Raz jeszcze: dziękuję!
      Dziś zdecydowałam się na to: http://pro.kneipp.pl/productcategories/kapiel-prysznic/produkty-pod-prysznic/kremowy-plyn-pod-prysznic-zmyslowe-uwodzenie-mleko-figowe-olejek-arganowy.html
      Nie było łatwo, ale za to super warto. (Hebe.)

      Usuń
  7. ja mam chyba z 5 żeli YR :) także nie wiem kiedy je wykonczę.. Obecnie szukam różu coś na wzór elf candid coral - czy mogłabys cos polecic?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie widziałam go na żywo, więc trudno powiedzieć, ale wśród korali na pewno wart uwagi jest Coralista z Benefit. tylko pewnie szukasz czegoś sporo tańszego?

      Usuń
  8. Ja jeszcze nie miałam tych żeli :))

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie mialam ich, ale truskawkowa wersje chetnie bym wyprobowala, a najlepiej wlasnie truskawki w smietanie ;P

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajne są takie mikrusy :) Nie miałam żelu z YR od dawien dawna, ale gdybym wpadła do salonu, to pewnie kilka bym kupiła :D

    OdpowiedzUsuń
  11. miałam ten po lewej! i go uwielbiałam, ogromna butla < 3 i zostawiłam w pokoju hotelowym w Grecji ;(

    OdpowiedzUsuń
  12. gruszka faktycznie bardzo im się udała :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Miałam takiego maluszka o zapachu chyba owoców leśnych czy coś takiego i zapach był cuuudooowny. Nawilżenie niby było fajne, ale po czasie pojawiły mi się liszaje na ramionach - a to występuje u mnie po większości żeli drogeryjnych, gdyż mam AZS. :( Także nie dla mnie te kurduple! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam te owoce leśne w zapasach, zapomniałam o nim zupełnie! AZS to okropna choroba, bardzo współczuję :((

      Usuń
  14. miałam kokosowy! świetne są te żele ;)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger