23.05.2015

Czysta radość: Sue Devitt – Microquatic – Oxygen Infusion Masque

Znacie kosmetyki, które nie wykazują nadzwyczajnych właściwości pielęgnacyjnych, a Wy uwielbiacie je mimo wszystko? Ja mam kilka takich perełek, głównie są to smarowidła do ciała, które jakoś tam nawilżają, z naciskiem na jakoś, ale mają albo piękny zapach, albo niesamowitą konsystencję. Jakiś czas temu do tej kolekcji dołączył kosmetyk z trochę innej bajki – maska do twarzy od Sue Devitt. Jest niezwykła (maska, z Sue nie znamy się osobiście, więc nie wiem), bo nie robi wprawdzie nic specjalnego skórze, ale robi mojej głowie, gdy jej używam. Właściwie można uznać, że dzisiejszy wpis jest wpisem upamiętniającym bądź inspirującym do poszukiwań podobnego produktu, bo ten jest już niedostępny. Dlaczego? Bo Sue się znudziło*.


Sue Devitt to bardzo ładna, długowłosa pani z Australii, która jest znaną makijażystką gwiazd. Z jej usług niejednokrotnie korzystały m.in. Jennifer Lopez i Sandra Bullock, przygotowywała makijaże na pokazy Versace, Valentino, Dolce & Gabbana. W którymś momencie kariery postanowiła stworzyć własne linie kosmetyków pielęgnacyjnych i makijażowych i tak w 2000 roku powstała niezależna marka Sue Devitt Beauty, mająca niemałą rzeszę wyznawców. Dwa lata temu Sue odeszła z branży (może po prostu na emeryturę, bo ile można?), a na Truskawce możecie znaleźć resztki magazynowe. Kosmetyków pielęgnacyjnych raczej bym już nie kupowała, bo pewnie niedługo skończą im się daty ważności, ale kolorówka? Może ktoś się skusi, podobno róże były super, a jest jeszcze jeden do zgarnięcia w bardzo dobrej cenie (klik). 


Wróćmy jednak do bohatera dzisiejszego wpisu. Maska Sue Devitt jest najdziwniejszym produktem do twarzy, z jakim dane mi było się poznać. Na pierwszy rzut oka jej dziwność ogranicza się do intensywnie niebieskiego koloru, ale najlepsze zaczyna się potem. Nałożona na skórę, prędko pokazuje swe nadzwyczajne moce. 


Żelowa formuła na twarzy ulega autoaktywacji i zamienia się w naładowaną tlenowymi bąblami pianę. Piana powstaje na skórze wcale nie od pocierania, tylko ot tak, bo chce być pianą. Pączkuje. Rozrasta się niczym grzybica pochwy ciasto drożdżowe w piekarniku. Uczucie jest niesamowite – wydaje się, jakby to wszystko miało zaraz spłynąć z twarzy, czuć delikatne łaskotanie, jest mokro i jednocześnie sucho, lekko i przyjemnie. Kosmetyk ma ciekawy, uniseksowy zapach, a maska w trakcie całego performensu podobno wgryza się w pory i skutecznie je oczyszcza. Regularne okłady z tego dziwacznego żelu mają doprowadzić do tego, że staniemy się posiadaczkami czystej, nieprzetłuszczającej się nadmiernie skóry, która jest ukojona i nie rumieni się zanadto. To akurat bujdy na resorach, ale kto by się tym przejmował wobec faktu, że po 10 minutach z tym czymś na twarzy mam świetny humor, cera jest nawilżona i miła w dotyku? No szkoda, że to se ne vrati, ale jeśli znacie kosmetyk, który robi podobny show, koniecznie dajcie znać.

Papa, Sue. Papa, masko. Miło było poznać!

Pojemność: 30 ml
Cena: ok. 200 zł, ja kupiłam na Truskawce za 51 zł
Ocena: niejednoznaczna.


*albo miała inne, ważne powody. Niestety, nie znam szczegółów jej odejścia z branży.

19 komentarzy:

  1. 'Rozrasta się niczym grzybica pochwy' :D :D :D No no, show robi faktycznie niezly w takim razie xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Ależ to fajowo wygląda! :D
    Zgłaszam sprzeciw - czemu ten post nie mógł się pojawić przed południem, kiedy to szukałam na Truskawce czegoś do dorzucenia do zamówienia, aby nie płacić 35 zł za przesyłkę samych perfum?! Wybrałam cień do powiek Korresa, a mogłam mieć róż :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przed południem nie miałam pojęcia, że go napiszę, wybacz, eMciu!
      może cień Korresa to lepszy wybór? kto wie :)

      Usuń
    2. Nie no, żarcik przecież ;)
      Cień okazał się superowy - jest idealnie cielisty i idealnie matowy, z mocnym kryciem ♥

      Usuń
  3. No to wygląda, że trafiła Ci się maska z atrakcjami :D

    OdpowiedzUsuń
  4. wiem, rozumiem. ja na tru zawsze chce wszystko i nic nie kupuję, co akurat nie jest najgorsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja kiedyś zamawiałam bardzo dużo, bo wszystko było tanie, nieznane, ciekawe. teraz zrobiłam się bardzo wybredna i rzadko się na coś decyduję. no i od kiedy przyszła do mnie zjełczała pomadka, straciłam ochotę na zakupy w tych najbardziej promocyjnych cenach...

      Usuń
  5. Przy rozrataniu zakrztusilam się workiem kokosowyn. Thx Obama

    OdpowiedzUsuń
  6. dawno nie kupowalam na truskawce, czy nadl placi sie za wysylke?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli zamawiasz tylko perfumy, to trzeba płacić, w przypadku zamówień mieszanych i zamówień wyłącznie kosmetycznych wysyłka jest bezpłatna.

      Usuń
  7. Szukaj w koreańskich biznesach. Oni mają pełno takich magicznych kosmetyków zmieniających konsystencję w trakcie używania. Jakiś peeling tlenowy z Lioele (?) chyba robił furorę jakiś czas temu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. będę węszyć, ale już dostałam cynk na maila o masce z Sephory. ją wywęszę najpierw!

      Usuń
  8. Całkiem fajny się wydaje :)

    OdpowiedzUsuń
  9. bardzo ciekawy produkt. nie słyszałam wcześniej o masce w takiej postaci :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Grzybica pochwy mnie rozbroiła. Ale 200 zł za 30 ml maski? Chyba musiałaby robić lifting twarzy, masaż stóp i inne przyjemności jednocześnie, żebym się zdecydowała. Niemniej wygląda i brzmi z opisu bardzo interesująco.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger