20.05.2015

Pędzle Kozłowski po prawie dwóch latach – czy wciąż żyją i mają się dobrze?

Niecałe dwa lata temu, z okazji rocznicy ślubu, dostałam od męża zestaw pędzli. Miałam wtedy kilka sztuk innych firm – kilka to, o ile pamiętam, trzy plus zestaw żenujących, bazarowych plastikowców, które ktoś kiedyś w dobrej wierze mi podarował, a ja – w jeszcze lepszej wierze – usiłowałam się nimi malować. Miałam też bardzo mgliste pojęcie o sztuce makijażu, ale bardzo chciałam się uczyć i doskonalić! I, rzecz jasna, malować jak wszystkie Maxineczki, KatOsu i digitalgirle razem wzięte (still in progress, 13% completed). Głęboko zaniepokojony moimi makijażowymi rozterkami małżonek postanowił zareagować (widział, jak oglądam tutoriale na YouTube i próbuję odtworzyć to, co tam pokazują, a zamiast tego wychodzi jajko sadzone z brokatem). Zasięgnął rady wśród makijażystek pewnej znanej stacji tv, a one poleciły mu pędzle Kozłowskiego (tak naprawdę zachwalały MAC-a, ale wiadomo, że nikt normalny nie złożyłby zestawu startowego z pędzli tak szalonych cenowo – one też to wiedziały, więc uznały, że Kozłowski to jest to). Wraz z otrzymaniem tego fantastycznego podarku bazarową tandetę posłałam do stu śmieciowych diabłów, a następnie zaczęłam się modlić, żeby pędzle miały na trzonkach opis, kim są i do czego służą. Połowie z nich  nie umiałabym sama znaleźć zastosowania.  


Niektóre opisy miały, inne nie. Wszystkiego dowiedziałam się od starego przyjaciela Google'a. Mąż wybrał najobszerniejszy, 20-elementowy zestaw, ale nie wszystkie sztuki są w stałym użyciu (jak to przy zestawach), dlatego pokażę Wam tylko te, które przez ostatnie dwa lata były wykorzystywane regularnie, bo to przecież wpis o ich trwałości. 

Już przy pierwszym spotkaniu z moją bandą od Kozłowskiego zachwyciła mnie ich miękkość. Wykonane z naturalnego włosia, lekko sunęły po skórze, a ja nie mogłam się nadziwić, że pędzle mogą TAK malować. Dziś wiem, że nie są jedyne, ale jeśli chodzi o miękkość, rzeczywiście się wyróżniają. Pędzle do twarzy, które widzicie poniżej, zostały wykonane z włosia wiewiórki (no to czemu nie są rude, halo!). Pędzlom mniejszym (do oczu) owłosionego tyłka użyczyła kuna. Do produkcji jednego z nich zaproszono nawet gromadę zwierząt, czego dowiecie się za chwilę. Jest jeszcze coś fantastycznego w pędzlach tej firmy poza miękkością: wszystkie są idealnie przycięte, bardzo gęste i mięsiste. Dobrze przenoszą pudrowe produkty, nie pylą. Oto, jak prezentują się po dwóch latach bez dwóch miesięcy.  


Pierwszy kolega po lewej to E-CB635-22 Rouge – skośny pędzel, którego z powodzeniem można używać do aplikacji różu lub bronzera. Jest dość krągły, dlatego nie uda się nim wykonać bardzo ostrych kresek pudrem brązującym, za to pięknie rozciera róż i nadaje się do takiego „nieostrego” konturowania. Jest świetnej jakości, przez dwa lata nic złego mu się nie przytrafiło. Bardzo go lubię. 

Dwa największe puchacze (drugi od lewej i ostatni – cudownie je poustawiałam do zdjęcia, bardzo logicznie, brawo ja) to pędzle do pudru: E-PB89 i odrobinę większy E-PB91. Są równie miękkie jak E-CB635-22, ale mają jedną poważną wadę: od samego początku gubią włosie. To niestety ogólny problem pędzli do twarzy Kozłowski – przynajmniej tych, które mam u siebie. Pojedyncze, ciemne włosy, które przyklejają mi się do twarzy, są bardzo irytujące. Co ciekawe, część z nich jest połamana, czyli wypadają z różnych powodów. Większego E-PB91 używam do pudru, a mniejszego do omiatania całej twarzy bronzerem, ale przez uciekające kudły zaczęłam eksperymentować z innymi markami. 

Dwa ostatnie pędzle, czyli E-PB41 i jego większy kolega E-PB51 według etykiety są przeznaczone do różu, ale myślę, że można im znaleźć również inne zastosowania. E-PB41 do różu jest przymały i przez to niezbyt wygodny (lepiej sprawdza się przy nakładaniu rozświetlacza, pewnie mógłby też służyć do aplikacji korektora pod oczy, jeśli ktoś lubi to robić takim wielkoludem), większym bardzo lubię aplikować róż. Oba byłyby doskonałymi pędzlami, ale gubią jeszcze więcej włosia niż poprzednicy, szczególnie mniejszy daje nieźle czadu. Mimo tej wkurzającej cechy żaden z pędzli do twarzy nie stracił swojego kształtu i gęstości.


O pędzlach do oczu opowiem Wam w wielkim skrócie, bo nie ma się nad czym rozwodzić: są bardzo dobrej jakości, nic złego im się nie dzieje, włosów (chyba) nie tracą i dobrze wykonują swoje zadania. Kulki CB 633 w dwóch rozmiarach: 6 i 8 doskonale nadają się do punktowego nakładania cieni, rozcierania tego, co załadujecie na dolną powiekę i do aplikacji rozświetlacza w wewnętrznych kącikach. Języczkowe dobrze przenoszą cień na powiekę, również nadają się do rozcierania cienia na dolnej powiece – ot, klasyki. Najciekawszy z całej gromady jest pędzel CB631 (pierwszy od lewej) – duży, płaski, a jednocześnie bardzo gęsto owłosiony. Włosie nazywa się pony i internet donosi, że tego typu pędzle to mieszanka włosów z ucha bydlęcego, kucyka, kozy, wielbłąda i psa. Nie wiem, czy to prawda, ale brzmi czadowo. Tym pędzlem lubię nakładać bazowy cień na całą powiekę, ale myślę, że sprawdzi się dobrze również do rozświetlania szczytów kości policzkowych.

Poznawanie tajników makijażu z pomocami naukowymi wysokiej jakości to coś, co gorąco Wam polecam. Wolę nawet nie myśleć, ile czasu i nerwów zmarnowałam, próbując wyczarować na powiekach coś, czego wyczarować się nie dało, bo zaprzęgałam do pracy pędzle, które do niczego się nie nadawały. Nie warto kupować od razu wielkiego zestawu (zresztą w ogóle gotowe zestawy to średni pomysł, chyba że dostaniecie takowy w prezencie – wtedy zamiast wybrzydzać, skupiłabym się raczej na okazaniu nieposkromionej wdzięczności i wysublimowanych okrzykach zachwytu).

Aha, w każdym z pędzli trzonki są w dobrym stanie, nic się nie obluzowało, lakier nie popękał, ale wiele z nich ma częściowo starte numerki. Wiem, powinnam je pomalować bezbarwnym lakierem, ale tego nie zrobiłam i już_trudno.

Mimo że obecnie mam w kolekcji wiele innych pędzli różnych marek, do Kozłowskiego regularnie powracam. I to wcale nie z sentymentu lub nieposkromionej wdzięczności. Gdyby tylko tak nie obłaziły...

33 komentarze:

  1. Mój chłopak kazał mi wybrać sobie jakiś zestaw, ale teraz sama nie wiem... Może rzeczywiście lepiej kompletować sobie zestaw samemu. A gubienie włosia przez pędzle do twarzy... brrrrr! Mam jakieś tanie pędzle Sleek, niestety też gubią włosie, po zrobieniu makijażu spędzam kolejne minuty, żeby zdjąć te krótkie włoski z twarzy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie wybieraj zestawu, sama skomponuj go z tego, co naprawdę Ci potrzebne! u mnie naprawdę sporo pędzli się marnuje, zupełnie niepotrzebnie.

      Usuń
  2. Te pędzle od pewnego czasu mnie interesują wiec bardzo Ci dziekuje za ten post ;)!

    OdpowiedzUsuń
  3. Chcę kupić kilka ich pędzli - znajoma wizażystka też je ostatnio bardzo chwaliła

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te do oczu bardzo polecam, a do twarzy tylko jeśli nie przeszkadza Ci zdejmowanie włosia z twarzy po wykonaniu makijażu :)

      Usuń
  4. Marki nie znam, ale fajnie, że polska! Szkoda tylko tego włosia wszedzie :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No słabo, że takie źle zebrane to włosie, ale dobrze, że pędzle nie straciły objętości.

      Usuń
  5. Mam jeden pędzelek, a właściwie dwa bo jeden zgubiłam. Cienusieńki do kresek i jestem zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no i właśnie, bo te do oczu są bardzo porządne!

      Usuń
  6. Slyszalam duzooo dobrego o tych pedzlach, jeszcze przed tym jak blogosfere opanowal szal na pedzle Zoeva. Super ze Ci sie sprawdzily, tez uwazam ze dobre pedzle to podstawa w makijazu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zoevy mam ze dwie sztuki – regularnie używam pędzla do korektora (mógłby być trochę milszy w dotyku, ale i tak bardzo go lubię), a ściętego do różu/bronzera używam tylko od czasu do czasu, bo jakiś taki za miękki.

      Usuń
  7. cóż, nie miałam z marką do czynienia, ale słyszałam dużo dobrego o tych pędzlach toteż troszkę się zdziwiłam przeczytawszy u Ciebie, że gubią włosie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gubią, a jednocześnie nie zeszczuplały. Dziwne, prawda? :)

      Usuń
  8. Dobre pędzle to podstawa, dlatego unikam tych bazarkowych ;-) kupuję pędzlaki pojedynczo, za zestawami chyba nie przepadam ;-)
    Muszę przyznać, że twoje pędzlaki świetnie się prezentują! Jestem pewna, że posłużą ci jeszcze wiele dobrych lat :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też zawsze kupuję pojedynczo, ale w tamtych czasach nie miałam żadnych sensownych, więc bardzo się cieszę, że mąż porwał się na taki prezent :))

      Usuń
  9. ja mam swoj zestaw od kilku lat - najbardziej jestem wierna pedzlowi sphora do mineralow i ecotools do pudru - no moze jeszcze maestro do brwi skosny, ogolnie mam pedzle z roznych parafii, tych plastikowych noname pozbylam sie bardzo szybko. Nigdy nie kupilam zestawu bo rzadko maluje oczy cieniami i wiekszosc pedzli z zestawu by lezala odlogiem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam pędzle z różnych parafii, najwięcej Kozłowskiego i ostatnio Hakuro sporo się zrobiło.

      Usuń
  10. Pędzle prezentują się ładnie :) Jednak na prawdę - włosy wiewiórki...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, mogliby inne zwierzęta ogolić, a nie biedne, małe wiewiórki :P

      Usuń
  11. Pędzli tej marki jeszcze nie miałam, ale to tylko dlatego że zazwyczaj wybieram syntetyki. Poza tym jakoś nigdy nie przemawiały do mnie polskie marki, np Inglot czy Maestro (o Hakuro nie wspominam). Miałam pojedyncze egzemplarze i jakoś nie przypadły mi tak bardzo do gustu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubię zarówno syntetyki, jak i naturalne włosie – zależy, do czego jest mi potrzebne. Pędzli Inglota nie próbowałam, Maestro mam jeden, ale nie brnęłam dalej, a Hakuro czemu Ci się nie podoba? Ja niektórymi sztukami jestem zachwycona!

      Usuń
  12. Nie mam ani jednego pędzla tej firmy, a ostatnio zaczęłam wymieniać wszystkie swoje na Zoeve.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie jeszcze Zoeva nie opętała, na razie mam dwie sztuki i nie planuję poszerzać kolekcji :)

      Usuń
  13. Ja miałam ochotę na Sigmę, ale coraz częściej rozważam zamówienie z Zoevy takie jakieś większe, bo część pędzli przydałoby się wymienić. Jeszcze nie jest tak, że nie mam czego używać, ale nie jest też tak, że mam nadmiar.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zoevę na razie znam słabo, Hakuro mnie miło zaskoczyły, niektóre sztuki są naprawdę doskonałe. Ja na razie nie wymieniam, tylko dokupuję, ale czas zrobić przegląd i puścić w świat te, których używam najrzadziej.

      Usuń
  14. Jak zazwyczaj stronię od pędzli z naturalnego włosia (zwierzontka ;(), tak ucho bydlęce brzmi na tyle bajkowo, że prawie kusi. Prawie. Tymczasem podejrzliwie zerkam na swoje plastiki do oczu i zastanawiam się, czy ogon wiewiórki uczyniłby ze mnie bardziej królową makijażu, czy najbardziej uczuloną kobietę świata (co również byłoby jakimś osiągnięciem, nieprawdaż...).

    P.S.: Ten komentarz powstawał dwa dni. Tzn. wczoraj zostało podjętych kilka prób opublikowania go, ale computer said 'no'.
    P.S.: Z pewną nieśmiałością, wyznaję Ci miłość na swoim blogasku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja trochę zniechęciłam się do syntetyków po Real Techniques – ostatecznie zostawiłam pędzel do różu, który nadaje się do zadań specjalnych, takich jak aplikacja za mocno napigmentowanych różów. To bardzo dziwaczny pędzel, nie chciałam brnąć w kolejne dziwactwa. Teraz już w ogóle nie mam odjazdów w żadną stronę – wybieram pędzle, które mają dobry kształt i dobre recenzje, a w praktyce okazuje się, czy się nadają. I zarówno syntetyki, jak i te powstałe z wygolonych zwierzęcych dupek, potrafią sprawdzić się świetnie lub słabo.

      A Twoje wyznanie miłości na długo zapadnie mi w pamięci i wciąż grzeje mi serducho <3

      Usuń
  15. Mam pędzel z tej firmy do nakładania henny. Aktualnie ma już 5 lat i nie dzieje się z nim nic :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale Ty go używasz do henny czy oficjalnie został do tego wymyślony? :)

      Usuń
  16. Nie mam ani jednego pędzla tej marki. U mnie króluje Hakuro, Maestro, Real Techniques, a ostatnio Zoeva. I na Kozłowskiego raczej się nie skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  17. O matko! Ale uśmialiśmy się czytając ten wpis :))) Super początek! Ale recenzja pędzli również bardzo interesująca. Pędzle Kozłowski rzeczywiście są wieeelce godne polecenia. Mało osób o nich słyszało, ale ze względu na ich jakość i przystępną cenę naprawdę warto wypróbować.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger