04.05.2015

Projekt denko, odc. 25

Co miesiąc moje kosmetyczne śmieciowisko raduje mnie coraz bardziej. Wiecie, dlaczego? Bo baaaardzo powoli, ale niezwykle skutecznie uszczuplam zapasy. A co oznacza skuteczne pozbycie się zapasów? ZA-KU-PY. Tralalala. I więcej miejsca w szafkach, czyli tralalala razy dwa.


Daleka jestem od minimalizmu*, ale nie mam już ochoty kiedykolwiek doprowadzić do sytuacji, w której będę musiała spinać poślady, żeby zużyć coś naprawdę dobrego, bo goni mnie data ważności. To słabe. Przejdźmy zatem do tego, co wygrzebałam dziś z kosza na śmieci. Ach, te fantastyczne postweekendowe rozrywki blogerek.


Pervoe Reshenie – Receptury Babuszki Agafii – Tradycyjny syberyjski balsam nr 3 na łopianowym propolisie (przeciw wypadaniu włosów) – towarzyszył mi pod prysznicem przez ostatni rok (a może i dłużej?) i nie sposób było wyprosić go z łazienkowej półki. W łopianowej kompozycji zapachowej wyczuwam aromat bezdomnego, któremu ktoś wsadził Wunder Bauma w  nieumyty tyłek. A teraz najlepsze: ten zapach jest na swój sposób urzekający! Działanie balsamu zachwalanego przez Anwen oceniam dość przeciętnie – do codziennego stosowania jest okej – wygładza, nie przyspiesza przetłuszczania – ale brakuje mi efektu odbicia włosów od nasady (moim cieniznom jest to bardzo potrzebne). 

Pervoe Reshenie – Bania Agafii – Błyskawiczna maska pielęgnacyjna – niedawno pisałam o tej masce i jej koleżance tu: klik, dlatego wspomnę tylko dla porządku, że jestem bardzo na tak, przede wszystkim za cudowne wygładzanie.

Alterra – Szampon z papają i bambusem – w szamponach z Rossmanna podoba mi się gęsta, żelowa konsystencja. Wersja papajowo-bambusowa jest w porządku, ale bez większych uniesień – pachnie nieźle, myje dobrze, nie plącze, nie powoduje przyklapu. Nadzwyczajnych właściwości brak.


Isana – Olejek do kąpieli z pantenolem – uwielbiam. Pachnie tak samo jak złoty olejek Nivea (pudrowy, toaletowy aromat), ma podobne właściwości i nieco przyjemniejszą konsystencję, a przede wszystkim jest nieporównywalnie tańszy od konkurenta. Na co dzień nie chciałabym się myć olejowymi żelami pod prysznic, ale raz na kilka dni to bardzo miła forma wieczornej pielęgnacji.

Aquolina – Bath Shower Cream – Chocolate & Vanilla – kiedyś zachwyciłam się żelami Aquoliny o żarciowych nutach zapachowych, ale chyba całkiem mi przeszło. Czekolada z wanilią pachnie dość sztucznie, wcale nie miałam ochoty się tym myć. Złocenie na szyjce plastikowej butli też mi działało na nerwy swoim tandetnym obliczem. Dużo lepsze są zapachy kwiatowo-owocowe tej firmy, a poza tym tyle tego (i pachnącego) na rynku, że po co przepłacać?

Dax Cosmetics – Perfecta Mama – żel do higieny intymnej – dla mnie najlepszy. Jest bezzapachowy, ma wygodną pompkę, starcza na 3–4 miesiące używania, kosztuje nieco ponad 10 zł. Ostatnio zmienił etykietę, producent dodał też kilka nowych wersji. To jeden z tych produktów, których nie mam ochoty zmieniać, bo po co kusić cipkowy los?


Uroda – Melisa – Tonik bezalkoholowy – naczytałam się o nim na blogach i w końcu kupiłam dwie butelki. Nie żałuję, bo to tani, bardzo delikatny, przyjemny w użyciu tonik, który ma przyzwoitą wydajność i ładny, świeży zapach. Czego chcieć więcej od toniku? A, wiem, mógłby jeszcze uspokajać rumień i produkować dukaty. Niestety, nie umie.

Bioderma – Sébium – żel myjący do twarzy – sprawował się dobrze, chociaż nie mogę nie wspomnieć o zbyt rzadkiej konsystencji, która znacznie obniża wydajność. Pachnie identycznie jak podkłady MAC-a Studio Fix Fluid, czyli: nieciekawie. Wolę Effaclar z La Roche Posay. 

Sisley – Floral Toning Lotion – póki co nie ma innego sposobu na odwiedziny niebywale drogiego Sisleya w moim domu niż wproszenie się na natolińskie włości bezpłatnej miniatury. Pełnowymiarowe, 250-mililitrowe opakowanie toniku Sisley kosztuje po złotówce za każdy mililitr. Szaleństwo, które nie ma najmniejszego sensu, ponieważ tonik nie jest w niczym lepszy od Melisy. O, i jeszcze Melisa ładniej pachnie. Może są wśród Was snobki z prawdziwego zdarzenia, które w czasie przecierania facjaty wacikiem nasączonym tonikiem za tyle samodzielnie wydanych złotówek czują się prawdziwie szczęśliwe i wyjątkowe. Dla mnie to wciąż bez sensu, ale co kto lubi. 

Lierac – Demaquillant Douceur – zużyłam tę wcale niemałą miniaturę i nie mam zdania. Być może byłam nieprzytomna, gdy wycierałam oczy micelem z fioletowej butelki, ale nie mam żadnych wow-wspomnień ani wspomnień-a-fe, z czego można wywnioskować, że płyn jest zupełnie przeciętny, co nie zachęca mnie do zakupów. Aaaa, zdaje się, że nie zmywał do zera niewodoodpornego tuszu. Ładnie pachniał, więc pewnie lepszy z niego tonik niż demakijażysta. 


Uriage – Hyseac SPF 30 – filtr przeciwsłoneczny do cery mieszanej lub tłustej, który kupiłam dawno temu i był moim pierwszym tego typu kosmetykiem. Nie był zły, ale bielił skórę. Moim zdaniem dużo lepszy jest filtr Vichy Capital Soleil (który zmienił niedawno nazwę na Idéal Soleil). Hyseaca wywalam, bo jest już za stary, a według producenta można go używać tylko przez dziewięć miesięcy od otwarcia.

Yves Rocher – Active Sensitive – krem na zaczerwienienia – idealny krem na noc, na dzień dla mojej mieszanej cery z bardzo tłustą strefą T okazał się za ciężki. Pisałam o nim tu: /recenzja/.

Bioliq – Intensywne serum rewitalizujące – nie robi nic nadzwyczajnego, ale jest świetnym kosmetykiem wspomagającym pielęgnację cery. Ma ładny, herbaciany zapach i piękną szklaną flaszkę ze szronionego szkła, z pipetą! Uwielbiam takie butelki, lubię zapach herbaty, dlatego z przyjemnością wylałam na twarz zawartość tego cudnego opakowania. To nasze drugie spotkanie i nie wykluczam kolejnych. /recenzja/


W tym miesiącu szykują się wielkie, wiosenne porządki w kolorówce. Zaczęłam nieśmiało od pozbycia się oczywistości. Wśród oczywistości mamy: 
– paletkę Maybelline, którą dostałam, uwaga, uwaga, 10 lat temu (sic!), wciąż ma się dobrze, poza tym, że szybko się pokruszyła;
– Flormar Perfect Coverage, który jest jednym z moich ulubionych korektorów – ma płynną, ale gęstą formułę, wygodny aplikator, nadaje się zarówno do ukrywania przebarwień i pomniejszych wyprysków, jak i pod oczy. To jeden z niewielu kosmetyków kolorowych, które wyskrobałam do dna po raz kolejny; /recenzja/ 
– dwa eyelinery Rimmel Glam'Eyes: zielony i srebrny. Oba bardzo lubiłam i dobrze mi służyły, ale dość szybko się skończyły/wyschły, szczególnie zieleniak, którego zdążyłam użyć zaledwie kilka razy w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy. Można je kupić w internetowych outletach za grosze, więc polecam spróbować. Mają cieniutkie, miękkie pędzelki, nie są wodoodporne;
– puder theBalm Sexy Mama – niełatwo się go denkowało, bo jest bardzo mały i ciężko wyskrobać ze ścianek resztki dużym pędzlem do pudru. Poza tym pod koniec się pokruszył. To przyzwoity, drobno zmielony puder, który ładnie wykończy makijaż, ale nie ma dobrych właściwości matujących, a te są mi niezbędne – szczególnie w sezonie letnim. Na razie nie planuję powrotu; /recenzja/
– Essence nr 59 Funky Funky – kupiłam tę pomadkę na wyprzedaży w Naturze za 1,99 zł i to był bardzo dobry zakup. Chłodny, półtransparentny fiolet z wyraźnymi drobinami okazał się świetnym błyszczykiem do „śnieżkowych” makijaży. Ostatnio do Funky Funky dobrał się Tomasz, dzięki czemu ze spokojnym sumieniem i lekkim żalem żegnam mocno poturbowaną resztkę pomadki, która – jak większość produktów z szaf Essence i Catrice – rozpłynęła się w produkcyjnym niebycie. 


Jeśli zaś chodzi o próbki, trochę mnie wkurzyła ta z Make Up For Ever. Bardzo chciałam przetestować puder Pro Finish, ale było go tak mało, że nie zdołałam wytapetować gęby należycie. Peszek. 

To tyle w dzisiejszym odcinku. Miłego wieczoru, smyki!


*mniej więcej tak daleka, jak daleki byłby święty Franciszek od palenia kraku na mocno zakrapianej imprezie. 

47 komentarzy:

  1. Zastanawiałam się niedawno nad zakupem serum z Bioliq, być może się na nie skuszę po Twoich pozytywnych słowach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz, tego serum używa się głównie dla przyjemności, chociaż ja lubię sobie tłumaczyć, że to zawsze dodatkowa porcja nawilżenia :)

      Usuń
  2. Chomikowałaś cienie przez 10 lat? No wieeesz cooo... ja jeden niebieski lakier (w stylu paznokci Marcysi ze "Złotopolskich") trzymałam w swoich kosmetycznych skarbach przez dokładnie 15 lat :D Aż żal było się pozbywać takiej pamiątki, ale w końcu zebrałam się na odwagę i to zrobiłam! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to wyszło zupełnym przypadkiem! pamiętałam, że są stare, ale dopiero dziś uświadomiłam sobie, że w tym roku stuknęła im dyszka ;)

      Usuń
    2. Ekhm. Pod koniec podstawówki i na początku liceum używałam magicznego i kultowego cienia do powiek, który moja mama przywiozła sobie z Edynburga latach 70. . (dopiero niedawno go wywaliłam, jezu...)

      Usuń
    3. OMG, przecież to artefakt, ja bym go już nigdy nie chciała wywalić!!!
      myślałam, że moja mama i jej 20-letni lakier Diora to było mistrzostwo chomikowania kosmetyków, ale Tyś wygrała wszystko :D (PS lakier jeszcze w zeszłym roku miewał się bardzo dobrze, nawet się nie rozwarstwił, dalszych jego losów nie znam).

      Usuń
    4. Ten mój 15-letni lakier też był niezły, bo ani nie zgęstniał, ani nie dawał żadnych oznak starości... ale lepiej dmuchać na zimne :P

      Usuń
  3. Sporo tego :) Gratuluję zużycia kolorówki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak zwykle niesamowicie przyjemnie się Ciebie czyta :)
    Podobnie do Ciebie całkiem miło wspominam serum Bioliq i niezbyt miło micel z Lierac :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za przemiłe słowa :)))
      cieszę się, że potwierdzasz moją roboczą teorię o Lieracu – nie będę nim sobie więcej zawracać głowy :)

      Usuń
    2. Nie zwykłam zachwycać się czymś tylko dlatego że jest drogie, albo tylko dlatego że jest marki X :P Kosmetyk albo mi odpowiada albo nie - niezależnie od tego czy kosztuje 2, 20 czy 200 zł :)

      Usuń
    3. oczywiście mam tak samo, ale czasem człowiek by chciał, żeby coś drogiego zadziałało, jak już się wydało odpowiednio wiele złotówek...

      Usuń
  5. Zapach bezdomnego :) urzekło mnie to.
    Kiedyś też zachwycałam się kosmetykami z Aquoliny ale po jakimś czasie zapach mi się bardzo przejadł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo one intensywne, chociaż te owocowe i kwiatowe wydają się łatwiejsze do strawienia w dużym stężeniu

      Usuń
  6. O, ta Melisa, fajna jest ona. Moja szacowna matka używa tego toniku od kilkunastu już chyba lat. Raz Melisa znikła z rynku i mama zaromansowała z Ziają, ale dostała jakiejś niedorzecznej wysypki (ja z resztą też dostawałam po ziajowych tonikach). Toteż weszło nam w krew robienie zapasów Melisy, jak tylko któraś gdzieś zobaczy. Jednakże sądząc po dzisiejszej wizycie w Biedronce, czasy deficytów zielonego toniku odchodzą w niepamięć. Wiwat!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja tyle lat żyłam w ciemnocie! nawet jej nie zauważałam na półkach...
      Ziaję kiedyś używałam i lubiłam, a potem zaczęłam testować inne i okazało się, że toniki mogą być o niebo lepsze niż myślałam.

      Usuń
  7. Ja nawet lubiłam serum Bioliq;) micel też miałam, był taki ok

    OdpowiedzUsuń
  8. Lubię filtr Vichy. Ostatnio kupiłam filtr z LRP, ale jest zdecydowanie bardziej tłusty, dlatego z podkulonym ogonem wracam do Vichy. Myslałam też o przetestowaniu Uriage, ale widze, że nie warto. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. LRP ma za to inną ciekawostkę – sztyft z wysokim filtrem do punktowej ochrony skóry (głównie pewnie znamion).

      Usuń
  9. Jak ja lubie Twoj styl pisania :) Ladne denko, faktycznie sporo zuzylas, wiec niebawem sadze nastapi shopping :D Widzisz mnie pielegnacja Sisley kusi, ale zastanawiam sie czy jest warto inwestowac w tak drogie kosmetyki..Ten szampon z Alterry tez wlasnie uzywam i jest fajny, ale przez to ze jest taki gesty to szybko go zuzywam, jedno opakowanie idzie na miesiac :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za miłe słowo :))
      mnie też mógłby skusić jakiś Sisleyowy krem pod oczy lub inna czarodziejska mikstura, ale akurat tonik nie ma zbyt wielu zadań specjalnych i naprawdę nie warto przeinwestować.

      Usuń
  10. Dużo fajnych rzeczy. Ja również uwielbiam ten olejek isana ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie miałam jeszcze olejku z Isany, ostatnio się nad nim zastanawiałam ale ostatecznie go nie wzięłam

    OdpowiedzUsuń
  12. 'Cipkowy los' hitem mojego wieczoru, ja właśnie mam problem z doborem płynu, bo żaden mojej nie pasuje ;p A poza tym żadnego z tych produktów nie miałam okazji bliżej poznać...

    OdpowiedzUsuń
  13. Hahahaha umarłam ze śmiechu, czytając tego posta. :D I kto by pomyślał, że grzebanie w śmieciach może przynieść tyle radości? :D "...łopianowej kompozycji zapachowej wyczuwam aromat bezdomnego, któremu ktoś wsadził Wunder Bauma w nieumyty tyłek". - no jak można coś takiego wymyślić?! Geniusz! :D No i kuszenie cipkowego losu staje się również moim hitem. Uwielbiam Cię! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przepraszam, nie chciałam Cię ukatrupić ;))
      dziękuję za przemiłe słowa!

      Usuń
  14. Miałam wiele butelek szamponu z Alterry co jakiś czas do niego wracam, podobnie jka ty lubi go za jego działanie i konsystencje oraz cenę ;p Byłam posiadaczką czarnego eyelinera Rimmel Glam'Eyes u mnie się nie sprawdził,tez szybko zniknął.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kupiłam moje Rimmele za niecałe dwa złote sztuka, więc nie narzekam, że się szybko skończyły, ale gdybym je nabyła w pełnej cenie, pewnie bym była mocno rozczarowana.

      Usuń
  15. Z doświaczenia znam jedynie olejek z Isany, który bardzo lubię :).

    OdpowiedzUsuń
  16. Mnie te olejki pod prysznic - Nivea, Isana i Balea - śmierdzą rybąąąąąą

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rybą? Balei nie wąchałam, ale w pozostałych ryby nie czuję. za to babciny puder – jak najbardziej!

      Usuń
  17. Spore denko:) Kiedyś miałam tonik Melisa i byłam z niego zadowolona:)

    OdpowiedzUsuń
  18. ja w tym miesiącu pierwszy raz od kilku lat znalazłam w zapasach przeterminowany krem do twarzy. kupiłam go na promocji w grudniu i nie zauważyłam, że miał krótką datę ważności... a planowałam go włączyć na dniach do pielęgnacji. peszek. naprawdę od lat mi się to nie zdarzyło, bo mimo iż mam zapasy, nie jest tego na tyle, żebym nie zdążyła spokojnie zużyć w terminie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale wiesz, mi się właśnie najczęściej przytrafiają tego typu historie – że coś kupiłam w promocji, myślałam, że mam dużo czasu na zużycie, a potem po kilku(nastu) miesiącach okazało się, że już zaraz się przeterminuje. nie mam aż takich zapasów, żeby miały padać jak muchy od kilkuletniego leżakowania, no chyba że coś się gdzieś zawieruszy, ale staram się, żeby tak się nie działo, bo serce mi pęka, jak mam wyrzucić coś przeterminowanego :(

      Usuń
  19. ,,W łopianowej kompozycji zapachowej wyczuwam aromat bezdomnego, któremu ktoś wsadził Wunder Bauma w nieumyty tyłek." płaczę ze śmiechu :D
    Ciekawa jestem tego balsamu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D no naprawdę, pachnie dawnym dworcem centralnym ;))

      Usuń
  20. Aquolina – Bath Shower Cream – pachną rewelacyjnie , ale tak jak piszesz, niektóe aż sztucznie. Miałam z marcepanem i białą czekoladą, to przy trzecim użyciu aż było mi mdło od tego zapachu i musiałam go odstawić na jakiś czas.
    Isana, ma fajne żele pod prysznic ale niestety niektóre szybko traciły swój zapach.

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja mam teraz fazę mycia buzi żelem do higieny intymnej sylveco - spisuje sie swietnie choc tesknie za ziają konwaliową :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ziaję konwaliową używałam przez kilka lat, ale teraz dochodzę do wniosku, że poza ślicznym zapachem jednak słabo mi służyła (wieczna destabilizacja flory bakteryjnej i związane z tym kłopoty)

      Usuń
  22. Sporawe denko i trochę kolorówki się znalazło ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Mój cipkowy los zależy wyłącznie od Lactacydu i chociaż to nigdy się nie zmieni;)
    Cała reszta przybywa i odpływa jak woda w rurach kanalizacyjnych jak jesteśmy w tej sferze :D
    Też właśnie dążę do sytuacji, żebym nie była zestresowana, że coś fajnego muszę używac na siłę lub wyrzucać zanim zdążę to użyć - niepotrzebne nerwy

    OdpowiedzUsuń
  24. Uwielbiam to jak piszesz :D A denko naprawdę przyzwoite, gratuluję.

    OdpowiedzUsuń
  25. Bardzo przyjemnie się czyta. Z Yves Rocher jedyny krem, który mnie nie uczulił to Anti Age Global. Przyzwoicie nawilżał, a zapach obłędny.
    Nie lubię natomiast żeli Isana. Skusiłam się dwa razy i nigdy więcej. Są rzadkie jak woda.

    OdpowiedzUsuń
  26. Olejki pod prysznic walą mi rybą. Z Rossmanna wolę taki olejkowy żel pod prysznic, mango-gruszka chyba. Przynajmniej nie trzeba myć się na wdechu.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger