14.07.2015

Radość z kopuły. The Body Shop: Honey Bronze Highlighting Dome 02

Dziwna sytuacja. Nowa, letnia linia kosmetyków kolorowych The Body Shop ma w nazwie bronze, produkt, o którym dziś Wam opowiem, ma właściwości różu w kremie, a producent nazwał go Highlighting Dome, czyli... hmmm... rozświetlająca kopuła. To wszystko jest bardzo logiczne. 


Jak mnie to cieszy, że nazwa Highlighting Dome może być tak głupio tłumaczona. Brnijmy w to dalej, proszę. Kopuły są dostępne w trzech odcieniach: 01 Golden, 02 Pink i 03 Bronze. Nie miałam w rękach dwóch pozostałych, ale nazwy wskazują, że pierwsza z nich może być złotym rozświetlaczem, moja – połyskującym różem, a trójka to pewnie bronzer z drobinkami lub ewentualnie rozświetlacz dla ciemnoskórych obywatelek świata. Kosmetyki mieszkają w słoiku, który bardzo przypomina mi opakowanie kremu pod oczy Yves Rocher, tyle że tamten jest... bezkopułowy. No dobra, już przestaję.

Cała kolekcja Honey Bronze nie jest pomysłem nowym – The Body Shop zaprezentował ją już w 2011 roku. Wtedy można było kupić m.in. puder rozświetlająco-brązujący, nektar do ust, olejek brązująco-opalizujący. Teraz miodowa edycja powraca w chwale, z nowymi produktami, tylko po to, by znów zrobić z Was finansowych golasów na rzecz uzupełnienia kolekcji o Absolutnie Niezbędne Kosmetyki. Tym razem mamy do wyboru wspomniane Highlighting Dome'y, preparat opalający nogi i brązujący żel do twarzy, który mam, bo mama naniosła towaru (znowu!), ale jeszcze nie próbowałam. Boję się efektu salamandry plamistej – wystarczy, że po weekendzie w górach mam czerwone łydki, brązowo-świnkowy trójkąt nad cyckami i opaleniznę robotniczą na rękach. Wyglądam zjawiskowo. Ale na pewno niedługo wypróbuję ten żel, tym bardziej że producent obiecuje efekt chwilowy – wyłącznie do momentu demakijażu. 


Highlighting Dome nr 2 to brzoskwiniowy róż ze złotym shimmerem. Piękny, naturalny odcień, utkany nienaturalnymi drobinkami, które po roztarciu są prawie niewidoczne, co zwraca pulasom zdrowy, pierwotny wygląd. Czyli klasyka: najpierw mamy naturalnie zjaraną cegłę na policzkach, potem starannie ją szpachlujemy, tylko po to, by na koniec znowu zjarać owe policzki czymś przypominającym prawdziwy rumieniec misi wstydnisi. My, kobiety, jesteśmy takie logiczne!

Na zdjęciu w wersji nieroztartej: bardzo różowy, bardzo połyskujący.

Zawsze mi się wydawało, że nie umiem używać kremowych różów, ale to chyba jak z moją babcią: nie próbowała nigdy gotowanej kukurydzy, ale jej nie lubi. Róż ma bardzo przyjemną, kremową, a zarazem zbitą konsystencję (100% sztyftu w sztyfcie) i można nakładać go na co najmniej trzy sposoby: nabierać na palec, a potem rozsmarowywać; przejechać sztyftem po policzkach i rozetrzeć lub po prostu zaaplikować pędzlem odpowiednim do kremowych produktów. Próbuję znaleźć sens dla sformułowania „co najmniej trzy sposoby”, ale jedyny czwarty, jaki przychodzi mi do głowy, to użycie zaklęcia, które zrobi za Was całą robotę. Ja go nie znam, a „czary mary, różowe policzki i wary” nie działa. Niestety.


Hmm, wrzuciłam te zdjęcia, ale nie wiem, czy coś prawdziwego Wam powiedzą. Przy zachodzącym słońcu i grze cieni wyszło bardziej jak konturowanie bronzerem, a kopuła o numerze porządkowym 2 mimo wszystko nadaje polikom nieco różowego życia. To bardzo naturalny efekt, który ogromnie mi się podoba, bo nadaje się na co dzień i będzie pasował do większości dziennych makijaży o każdej porze roku. Złote mikrodrobinki po roztarciu są praktycznie niewidoczne, za to ładnie odbijają światło. Oczywiście jeśli macie ochotę na efekt kraszanki, nie ma problemu. Recepta: więcej różu, mniej rozcierania. Honey Bronze Highlighting Dome ma dobrą trwałość, co znaczy, że jeśli nie dłubiemy przy twarzy i nie wycieramy jej w czyjś sweter, ładnie ożywione poliki będą nam towarzyszyć przez wiele godzin. Dla mnie bomba.

Ile: 6,5 g
Za ile: 39 zł
Ocena: 5+/6
Dostępność: wyłącznie w salonach The Body Shop

28 komentarzy:

  1. ja rozu ostatnio w ogole nie uzywam :) podejrzewam ze lezalby taki i lezal :) Kusi mnie natomiast czerwona pomadka z mac ruby woo w ktorej wygladalam bardzo korzystnie o dziwo! ale gdzie ja ja bede nosic ? do tego doloze isadora peach passion i bede splukana - tak wiec poki co zakupow nie bede robic;) choc kusza..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. fajnie, że umiesz ich nie robić, ja zupełnie nie potrafię :D

      Usuń
  2. Ciekawe to to :D ale ja róży jak ognia unikam. Czerwień twarzy przebija nawet przez podkład więc jak już złapię chwilę bladości to się nią cieszę niezmiernie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak róż i złote drobinki, to z pewnością coś dla mnie :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem czy dałabym radę rozsmarować to na (po) licu, ale podoba mi się :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to łatwe, serio! też się bałam, a tu nawet palcami idzie gładko i bez problemu

      Usuń
  5. Ale z Ciebie obkopułowiona ślicznotka.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo ładnie u Ciebie wygląda :) A cerę masz piekną :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, luthienn :*
      cerę mam piękną, jak ją potraktuję podkładem – tak normalnie to jestem cała w różowych plamach ;)

      Usuń
  7. ha ha, dobrze, że zmyłam makijaż przed przeczytaniem posta, bo po przeczytaniu zaklęcia uśmiałam się do łez :D jesteś genialna :D

    róż śliczny. podoba mi się - kolor, efekt, wszystko cacy :) nie skuszę się, bo ma rose gold ze sleeka o podobnym kolorze i wykończeniu, ale nacieszę u Ciebie oczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)) znasz może jakieś lepsze zaklęcie? chętnie wypróbuję!

      Usuń
  8. Dude, totalnie tego nie potrzebuję, w związku z czym jutro pędzę do centrum handlowego o magicznej nazwie Galaxy, celem potrząsania sprzedawczyniami w (jakże onieśmielającym swym bogactwem) TBS z okrzykiem "Dawajcie kopułę!". Fajne, złoto różowe cosie lubię bardzo. Nie kojarzysz cieni o podobnym efekcie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kopuła dobra jest, ale pozostałe już mniej urocze, wymacałam na żywo. złota też spoko, po prostu rozświetlacz, a brązowa – całkiem nic ciekawego.

      a jaki ma być dokładnie efekt tych cieni? jak Ci się ten podoba, to możesz sobie kopułą powieki smarować hyyh

      Usuń
    2. Ej, cudowne to jest, w sensie - niby prawie go nie widać, a czuję się jak królewna. I w dodatku ślicznie pachnie. Dzięki, za tę kuszącą recenzję.

      Usuń
    3. Och, cieszę się, że się spodobało <3 faktycznie zapach urodziwy.

      Usuń
  9. Nie lubię takich ładnych opakować - od razu chciałabym kupować :D Do takich produktów podchodzę ostrożnie - ile to razy nie zrobiłam sobie piękną plamę na policzku :) Ale cóż, mimo wszystko i tak je dalej kupuję, testuję i kolekcjonuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja uwielbiam takie ładne opakowania – nawet jeśli to nasty róż w kolekcji i nie mam czasu używać wszystkich naraz, gapię się na to małe dzieło sztuki i już jakoś mi radośniej ;)))

      Usuń
  10. Bardzo ciekawy produkt, muszę go wypróbować ;)
    Zapraszam do mnie: http://snowarskakarolina.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger