20.08.2015

Grecki sposób na cienie pod oczami: Korres – Vitamin Concealer [recenzja]

Grecka marka Korres na razie mnie nie zachwyciła. Po fatalnym spotkaniu z mocno alkoholowym tonikiem (recenzja), postanowiłam dla odmiany zakumplować się z kosmetykiem z półki makijażowej. Korektor witaminowy z wyciągiem z zielonej herbaty kupiłam wiele miesięcy temu, ale – jak to często bywa u nawiedzonych blogerek urodowych – zapodział się gdzieś w gęstym błocie zapasów. Przepraszam: Zapasów. 


Odnalazłam go półtora miesiąca temu, kiedy przegrzebywałam szafki w poszukiwaniu nieco ciemniejszego korektora pod oczy niż te, których używałam zimą. Okazało się, że on też bardzo ciemny nie jest, bo to pierwszy odcień z palety, ale przy jaśniejszych podkładach wystarczy.  


Korektorów używam przede wszystkim pod oczy. Rzadko miewam brzydkie, ropne pryszcze, a przebarwienia i wszelkie świnkowości wyrównuję podkładem. Wykręcane korektory z pędzelkiem na końcu to chyba najmniej lubiana przeze mnie forma. Bardziej upierdliwe są tylko korektory o konsystencji klasycznej pasty do butów, szczególnie te w niewygodnych, wąsko zakończonych słoiczkach, ale one służą do czego innego – to zazwyczaj gęsta szpachla do zadań specjalnych.  

Pędzelek nic nam tutaj nie daje, bo wcale nie pomaga dobrze rozsmarować warstwy kosmetyku – i tak trzeba użyć palców lub oddzielnego pędzla, więc cała konstrukcja nie ma wielkiego sensu. Poza tym jest wyjątkowo nieestetyczna – końcówka już na zawsze uwalona, trochę obsycha, robi bardzo niemiłe wrażenie i przy każdorazowym otwarciu wyobrażam sobie te miliardy mikroorganizmów wędrujących po włosiu (Luizko, pozdrawiam :*). Oczywiście, mogłabym każdorazowo wycierać wbudowany aplikator, a następnie, dla pewności, go dezynfekować, ale znam tylko jedną osobę na świecie, która być może porwałaby się na tego typu procedury. To nie ja.


Korektor Korres ma problematyczny nie tylko aplikator. Niejednoznaczna jest również zawartość. Jak widzicie na zdjęciu powyżej, ma grudkowatą konsystencję, która przy okazji jest dość sucha i utrudnia aplikację na delikatną skórę pod oczami. Krycie jest zadowalające, odcień ma więcej tonów różowych, ale na skórze wygląda ładnie. Nie uczulił mnie, nie śmierdzi i... to chyba koniec zalet. Z uwagi na niemiłą formułę, co chwilę spotykają nas mniejsze lub większe nieuprzejmości z jego strony. To było powiedziane elegancko, ale czasem odnoszę wrażenie, że korektor jest po prostu złośliwym kutasem kaktusem i robi to wszystko specjalnie: wciska się w każdą najmniejszą nierówność, podkreśla zmarszczki (nawet te, o których istnieniu nie miałam pojęcia), a jeśli próbuję zaaplikować go zbyt późno po nałożeniu kremu pod oczy, rozprowadza się tępo, smuży i najzwyczajniej w świecie go widać. Wcale nie trzeba bardzo się przyglądać, a jeśli nosicie okulary, na pewno zobaczą go wszyscy Wasi interlokutorzy.

Z powyższych względów jestem jak najdalsza od zachęcania Was do zakupu w serwisie Strawberry.net Vitamin Concealera, który aktualnie jest na wyprzedaży i można go nabyć za 25 zł. Marka Korres nie ma go już w ofercie od dłuższego czasu, więc zakładam, że to najostatniejsze ostatki. A nawet ochłapki. Myślę, że może nawet z tej samej partii, z której pochodzi mój grudkowy nieprzyjemniak, co oznacza, że są już stare i gówno warte. Oczywiście, jak zawsze w tych okolicznościach, decyzja należy do Was. Jakby co, ostrzegałam.

Pojemność: 1,5 ml
Cena: obecnie na Truskawce w promocji za 25 zł
Ocena: 2/6
Dostępność: online, wyprzedaż resztek magazynowych


14 komentarzy:

  1. mialam taki aplikator przy lorealu :) nie daj boze dotkac pedzelka syfkow :) teraz wole ten z collection

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w sumie moje ulubione błyszczykowe rozwiązanie też jest mało higieniczne (chodzi mi o aplikator z gąbką/puszkiem na patyku), ale po pierwsze: taki korektor tylko przenoszę na skórę, więc kontakt z nią jest krótki, a po drugie: nie zasycha w opakowaniu, bo jest przez cały czas zanurzony w butelce z korektorową papką. A to tutaj nie ma moim zdaniem żadnych zalet :(

      korektora z Collection jeszcze nie próbowałam :)

      Usuń
  2. mialam taki aplikator przy lorealu :) nie daj boze dotkac pedzelka syfkow :) teraz wole ten z collection

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten aplikator jest koszmarny, ja nie wiem, po co producenci go jeszcze stosują! :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też nie wiem :( niestety, całkiem fajne korektory też go miewają, np. Healthy Mix z Bourjois

      Usuń
  4. też nie lubię tego typu aplikatorów.

    a sam produkt: a kysz!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ło matko! Na truskawce robiłam zakupy tylko raz, podkład Clinique wywaliłam do kosza bo był rozwarstwiony, a nie powinien być, parę kosmetyków wątpliwego pochodzenia miałam przez jakiś czas, ale tylko brązer Ester Lauder mi został - o dziwo nie ma go w ofercie marki, więc nawet nie wiem czy jest oryginalny, ale podoba mi się :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. coraz mniej mi się podoba Truskawka, którą kiedyś bardzo się zachwyciłam. wszystko, co mają w promocjach, wydaje się nieświeże, a im dłużej węszyłam, tym więcej widziałam starych limitek i dawno wycofanych produktów. wielka szkoda, naprawdę, bo lubię tam zaglądać i robić zakupy. Teraz po prostu 100x się zastanowię, zanim coś wrzucę do koszyka. Twój Estee Lauder pewnie też pochodzi sprzed kilku lat i dlatego go nie ma w ofercie marki :) pewnie to był jakiś kosmetyk sezonowy. jeśli nic się z nim nie dzieje, to spoko, ja trzymam wszystkie pudry, róże itd. w kamieniu o wiele dłużej, niż powinnam i nie robią mi kuku. Co nie zmienia faktu, że Truskawka powinna wycofywać z oferty to, co stare, szczególnie dotyczy to produktów psujących się.

      Usuń
  6. A żeli pod prysznic i balsamów od nich nie miałaś, prawda? Bo myślę, czy się z nimi zakumplować, mają super zapachy (tak, Body Farm forever i też grecki, ale ciekawa jestem).

    Bardzo się cieszę, że wyobrażasz sobie bakterie. Nareszcie jesteś na dobrej drodze. Do zbawienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. L. ja odpowiem jesli pozwolisz - zele są zajebiste!
      Serio!
      Mam rozany i skora jest po nim absolutnie gladka.

      Usuń
  7. wczoraj przeszukiwalam truskawe i chcialam zamowic eyeliner z Gueralin, ktorego juz hej ho nie ma od dawna i tak pomyslalam, ze najprawdopodobniej dostane takie gowno jak Ty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety, istnieje duża szansa, że Twój Guerlain będzie jakości równie gównianej.

      Usuń
  8. z Korresa miałam dotąd pielęgnację, no jeszcze balsam do ust można podciągnąć pod kolorówkę ;)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger