03.08.2015

Moja wakacyjna kosmetyczka, cz. 1: pielęgnacja

Witajcie po taaaaaaakiej długiej przerwie! Stęskniłam się za tym miejscem, podobnie jak za Waszymi blogami, ale tęsknić zaczęłam dopiero pod koniec ubiegłego tygodnia, bo wcześniej jakoś nie miałam czasu ;). Dziękuję za wszystkie wakacyjne życzenia – udało się zarówno z pogodą, z humorami, jak i z Tomkowym zdrowiem. Niestety, na koniec sama matka Tomasza zaniemogła i ominęły ją co najmniej dwie fantastyczne górskie wyprawy, ale i tak było świetnie, bateryjki naładowane, zatem wracam do Was pełna energii i zapału do klepania literek.

Na początek postanowiłam podzielić się tym, co wpakowałam do dwóch wyjazdowych kosmetyczek. Oto kosmetyczka numer jeden, pielęgnacyjna:


1. OCHRONA WŁOSÓW: Farmona – Jantar – Mgiełka do włosów nawilżająco-ochronna

Na początek, przewrotnie, przedmiot zupełnie nieistotny. Nie bardzo wiem, jak mgiełka, zawierająca mnóstwo alkoholu, miałaby skutecznie nawilżać, ale spoko – nie po to ją zabrałam. Głównym celem było zdenkowanie tego w cholerę, bo szanowna mgiełka od miesięcy zalegała w łazienkowej szafce, a teraz wreszcie miałam dobry powód, by jej używać: wielogodzinne smażenie włosów w pełnym słońcu. Nie wiem, czy włosy są szczęśliwsze po Jantarze, ale ja na pewno tak, bo zostało już tylko pół butelki i nawet zaczęłam wierzyć, że mgiełka faktycznie ma w sobie jakieś ochronne moce. Jedno trzeba przyznać: miło było psikać nią włosy i chłodzić się w ten sposób. Przyjemny zapach dodatkowo umilał procedurę. Woń alkoholu nos łaskawie pomijał. Gdybym jednak miała lecieć na moje górskie wakacje samolotem, Jantar z pewnością zostałby w domu i uznałabym go za zbędny balast.

2. GDY ZDARZY SIĘ SŁONECZNA SKUCHA: BingoSpa – Chłodzący żel po opalaniu z aloesem

Opalaliście się kiedyś z aloesem? Ja nie. Z książką, z mężem, ale z aloesem? Dziwny pomysł. Poza tym chłodzący żel wydał mi się sensownym kosmetykiem na wyjazd. Tak się złożyło, że dwa tygodnie wcześniej, kiedy wyskoczyliśmy z mężem na szybki tatrzański weekend rozgrzewkowy, żel faktycznie okazał się przydatny. Zjarałam sobie ramiona jak ostatnia kretynka, bo nie wpadłam na to, żeby ponowić aplikację filtra przeciwsłonecznego. Szkoda, że takie żele nie naprawiają uszkodzeń, ale efekt chłodzenia był konkret. Mentol + kamfora = Carmex MOC. Nawilżenia brak, ukojenia brak, folii ochronnej w słoiku również brak.

3. POD OCZY: Nuxe – Contour des Yeux Prodigieux

Od kiedy zobaczyłam pod oczami całkiem konkretne formacje zmarszczkowe, nie ruszam się z domu tudzież skądkolwiek bez aplikacji kremu pod oczy. Testuję ciągle nowe, bo jedne są za słabe, inne dobre, ale i tak wciąż szukam ideału. Nuxe to krem, którego zaczęłam używać tuż przed wyjazdem, dlatego za wcześnie na Baśń o Kremie, na plus na pewno zapach (ten sam, który jest w suchym olejku, tylko dużo łagodniejszy) i fakt, że mieszka w higienicznym opakowaniu typu airless. 

4. NA NOC: Olej z awokado 

Olej jak to olej. Jest oleisty i działa. Awokado używa się głównie po to, by ratować suchą skórę – taką po opalaniu również. Pomyślałam więc, że będzie to doskonały odpowiednik kremu na noc. Smarowałam nim twarz wieczorem, nie pomijałam również okolicy pod oczami. Tym razem nie mam wątpliwości, że skóra była mi wdzięczna, bo – po wielu godzinach kontaktu ze słońcem i wiatrem – wsysała każdą kroplę w ekspresowym tempie.

5. ŻEBY PACHNIAŁO: Calvin Klein – Endless Euphoria EdP

Śliczny, kwiatowo-owocowy zapach na lato, niestety – bardzo nietrwały. Mam z tym Calvinem straszny ból dupy, bo zapach naprawdę mnie zauroczył, ale nie zwykłam nosić perfum w torebce (jak moja mama) i dopsikiwać się w razie potrzeby. Tę sporych rozmiarów miniaturę dostałam w boksie Sephory (kocham boxy Sephory!!) i już ostrzyłam zęby na pełnowymiarową butlę, ale chyba zrezygnuję. Albo nauczę się dopsikiwać.

6. ŻEBY SIĘ NIE OPALIĆ ZA SZYBKO I ŻEBY NIE ZA WOLNO: Kolastyna – Emulsja do opalania SPF 30 

Miałam kupić jakiś sensowny filtr w Super-Pharmie, ale nie dotarłam. Kiedy kupowałam kilka wyjazdowych niezbędników w znienawidzonym Carrefourze pod domem, wpadły mi w oko butle Kolastyny i postanowiłam jedną z nich zabrać do domu, bo ta nazwa kojarzy mi się z koloniami, młodością i beztroską. Kolastyna, jak my wszyscy przez te lata, ewoluowała i wydała na świat emulsję z „aktywatorem produkcji melaniny”, co ma podobno przyspieszać opalanie w mniej słoneczne dni (szok, niedowierzanie). Wzięłam, smarowałam, skóra ocalała przed poparzeniami w miarę świnkowej możliwości. Konsystencja, zapach, wchłanianie – w porządku. Przynajmniej nie zamieniała nas w połyskujących na fioletowo dziwaków, co przydarzyło nam się po użyciu filtra Biodermy SPF 50 dla niemowląt i dzieci. 

7. ŻEBY SIĘ NIE OPALIĆ NA GĘBIE NI TROCHĘ: Vichy – Ideal Soleil SPF 50

Jeśli filtr na twarz, to tylko Vichy, pięćdziesiątka, matujący. Matuje niezbyt oszałamiająco, ale też się nie lepi i nie razi tłustym blaskiem. Dobrze współpracuje z podkładem, ładnie pachnie, nie bieli. Lepszy od mocno bielącego, śmierdzącego Hyseaca z Uriage. Kupujcie, smarujcie, nie dajcie się słońcu. 

8. SERUM DO... CZEGOŚ TAM: Organiczne Serum Babuszki Agafii, 35-50 lat

Wklepuję od kilku tygodni bez przerwy, bo się przyzwyczaiłam i dlatego, że ma pipetę, a ja uwielbiam butelki z pipetami. Aha, i podobno intensywnie odżywia oraz opóźnia powstawanie zmarszczek. Wierzę, więc wklepuję. Nie wzięłam typowego nawilżacza do twarzy, więc musiało wystarczyć to serum w duecie z filtrem. Nie wystarczało, ale od czego jest olej z awokado na noc?

9. ŻEBY POD PACHAMI NIE ŚMIERDZIAŁO: Nivea Dry Comfort Plus

Smaruję kulką lewą pachę, potem prawą, a potem przez cały dzień nie śmierdzi. Czary. PS Wersja Anti-Stress nie działa.  

10. DO ZMYWANIA Z TWARZY... WSZYSTKIEGO: Fitomed – Żel do mycia twarzy, ziołowy, do cery tłustej

Uwielbiam go. Śmierdzi ziołami, ale delikatnie; zmywa nieczystości dnia całego, ale łagodnie; wymyślono go do cery tłustej, ale ja mam mieszaną i jestem zachwycona. Niestety, etykieta na opakowaniu jest tak ohydna, że musiałam przelać go do bezdusznej, białej minibuteleczki. Okej, to nie był główny powód, ale przy okazji stało się coś dobrego. 

11. GDYBY SYF WYSKOCZYŁ: Jadwiga – Polska papka do cery trądzikowej 

Zabrałam na wszelki wypadek, bo nie ma nic skuteczniejszego od kamforowego lejucha pani Jadzi. Bolesne, ropne parchy giną, zanim zdążą skutecznie wystawić swe przebrzydłe głowy. Na szczęście nie było potrzeby.

12. DO RĄK, GDYBY KTOŚ MIAŁ OCHOTĘ:  L'Occitane – tyci krem do rąk, średniej jakości

Nie zwykłam przejmować się potrzebami dłoni, kiedy jestem w górach. I bez tego mnóstwo jest zachodu z pozostałymi częściami ciała. Pomyślałam jednak, że może ktoś będzie miał ochotę wmasować w rąsie trochę pachnącego kremu. Pomyślałam też, że jeśli tak się stanie, będzie to zryw jednorazowy. Na tę okoliczność doskonale nada się ten krem – pomyślałam, ale ostatecznie i tak nikt nie miał ochoty.

13. BY USTA BYŁY W PIELĘGNACYJNYM RAJU: DM Sun Dance, SPF 50, sztyft ochronny

To mój wakacyjny debiut. Dotychczas nigdy nie zabierałam na wyjazdy pomadek ochronnych z wysokim filtrem. Zdarzało się zabierać pomadki ochronne bez filtrów, a i one nie cieszyły się zwykle powodzeniem. DM-owym bezbarwnym, bezsmakowym sztyftem uraczyłam usta może ze dwa razy. To były piękne chwile dla ust, ale jakże ulotne.

14. DO CIAŁA: Sephora – miniatura kremu do ciała o męskim zapachu, hm.

Czy już mówiłam, że uwielbiam Sephorowe boxy z miniaturami? W jednym z nich przybył do mnie ten krem. Format idealny na wyjazd, mogłoby się wydawać. Okazało się jednak, że format owszem, jest dobry, ale na wyjazd weekendowy, a nie dwutygodniowy. Cóż za niespodzianka: cielsko o wiele za obszerne jak na taki maluśki słoiczek. Zatem, żeby przypadkiem nie zabrakło kremu z maluśkiego słoiczka, ograniczyłam aplikację do dwóch razów. Geniusz? Przechera? A może... wakacyjny leniwiec? Krem spoko – nawilża przyzwoicie i ładnie pachnie tanią wodą po goleniu. Dla mnie bomba,

15. BAKTERIE, WON! Venus – Myjący, antybakteryjny żel do rąk

Nie miałam faworytów w tej kategorii, dlatego wzięłam pierwsze, co znalazłam w Rossmannie. Po górskich odwiedzinach Luizy okazało się, że powinnam była wziąć pierwsze, drugie i trzecie z Bath & Body Works, ale przecież ja nie chodzę do Bath & Body Works, więc kto mógł przypuszczać, że?
Jeśli zaś chodzi o samą ideę żelu antybakteryjnego, nie wyobrażam już sobie świata bez niego. Brudne rączki Tomasza + „Suchą bułę chcę” = Suchą bułę mam, jeśli wytrę rączki żelem. A że i moje przy okazji się wycierają...

W zestawianiu pominęłam to, co oczywiste, czyli żel pod prysznic, mydło w płynie, żel do higieny intymnej, szampon. Zapomniałam dorzucić do rodzinnej fotografii dziadka micela z firmy Yoskine, ale będzie o nim w denku, które już niebawem.

Dobrej nocy/przemiłego dnia! Lecę oglądać Wasze wakacyjne kosmetyczki. 

22 komentarze:

  1. Znam tylko krem z filtrem SPF50 Vichy i również bardzo lubię, właściwie to najlepszy jaki miałam przyjemność / nieprzyjemnośc stosować :) a ta wersja Euphoria rzeczywiście bardzo ulotna.
    Ja też kocham boxy Sephora!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z filtrów jeszcze mi się podobał Synchroline Rosacure (była kiedyś próbka w Shiny albo Glossy – wydajna i dobra), ale na pewno Vichy wygrywa dostępnością.

      Usuń
  2. a ja lubię hyseac od Uriage zużyłam 3 op 50 i jedno 30..on śmierdzi? nie pamiętam, może to dawno było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja miałam jedną trzydziestkę, przez to bielenie nie byłam zadowolona :(

      Usuń
  3. fajnie, że wróciłaś; stęskniłam się :*

    filtr Vichy znam i bardzo lubię:)

    OdpowiedzUsuń
  4. zdraz prosze jak i kiedy mozna nabyc sephorowy box:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. one są dostępne tylko w sklepie online, kilka razy do roku (3 albo 4?). przychodzi informacja w newsletterze, a warunki są takie, że trzeba zrobić zakupy za 200+ zł i wpisać specjalny kod – wtedy zakupy przyjeżdżają w towarzystwie bardzo fajnego i przydatnego pudełka, w którym jest z 10 miniatur (głównie perfumy, ale też maciupkie szminki i inne cuda). Tak wyobrażałam sobie Shiny i Glossy Boxy, które ostatecznie totalnie mnie rozczarowały, dlatego zaniechałam subskrypcji.

      Usuń
  5. Ja zjarałam sobie ramiona dwa lata temu podczas tygodniowego pobytu w Sudetach, ale po czeskiej stronie. Nikt nie spodziewał się, że tak będzie "dawać" słońce, więc przed wyjściem na szlak nikt się nie posmarował, bo po co? Tsa... Na szczęście z całej rodziny najmniej płakałam. :D
    Moja wakacyjna kosmetyczka była niezwykle uboga, bo lecieliśmy samolotem. Niby prócz walizek podręcznych (ale co ja tam włożę? Ograniczenie 100 ml i na dodatek w przezroczystych opakowaniach. Na dwa tygodnie?!) mieliśmy jedną dużą do nadania (20 kg!), ale i tak za dużo nie mogłam wziąć (podstawy podstaw), bo tata wysunął bardzo dobry argument "nie bierzcie tyle, bo ja chcę wziąć wino z Teneryfy!". No to wziął. 4 butelki + 2 rumu. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cóż za wspaniała wakacyjna historia! swoją drogą: 100 ml na dwa tygodnie? NIE DA SIĘ.

      Usuń
  6. A już myślałam, że się zdziwię, bo pochwalisz mgiełkę z Jantar :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a co, wszyscy po niej jadą, czy to Ty masz z nią złe doświadczenia? :D

      Usuń
  7. Szkoda, że nie pokazałaś zdjęć swojej opalenizny. To BYŁBY HIT.

    Dopsikuj się, bo ten zapach ładnie się z Tobą zgrywa. Życie jest za krótkie, żeby się nie dopsikiwać. Przy okazji, pamiętasz nasze dywagacje w Super Pharm na temat Acqua di Gioia? Wyszła limitowana (sorry in advance) wersja jaśminowa. Wąchnij przy okazji.

    Gdybym wiedziała, że masz krem do rąk, to na pewno bym chciała!!1!!!!1
    (Żartuję, na pewno nie.)

    Czy ja Cię mam zaopatrywać w żele antybakteryjne z B&BW? Mogę. Sama zaopatruję się w nie wszak regularnie, reszta asortymentu w ogóle mnie nie interesuje, więc NIE LICZ NA ŚWIECZKĘ.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze mogę pokazać zdjęcie moich pięknych nóżek po sprincie z Morskiego Oka.
      Sram na limitowany jaśmin. Wybacz, ale sram, bo mam dość zapachów, które odchodzą.

      Ty mnie zaopatruj w samą siebie, żele to może kiedyś, przy okazji.

      Usuń
  8. Zupełnie nie wiedziałam, że olej z awokado jest dobry na suchą skórę oraz na skórę po opalaniu. Ogólnie wydawało mi się, że wszelkie olejki są dobre dla suchej skóry.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, oleje ogólnie są dobre, ale ten jest ponoć dobry szczególnie hehe, leczy się nim egzemę!

      Usuń
  9. Emulsja Vichy jest niezastąpiona. Dobrze zmienili tylko nazwę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. porównywałaś składy?? ja nie widzę zmian przy użytkowaniu, więc nawet jeśli coś nagrzebali, to nic groźnego. uff.

      Usuń
  10. Krem pod oczy mnie zaciekawił :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja również używam balsamu do opalania z Kolastyny i jestem zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger