05.08.2015

Moja wakacyjna kosmetyczka, cz. 2: makijaż

Może i zapał ze mną z gór powrócił, ale oko do dobrych kadrów już nie bardzo. Dlatego dziś będzie druga część opowieści o mej wakacyjnej kosmetyczce, którą ozdobi mało udane zdjęcie. Jedno. Mimo wszystko miłej lektury. 


Johnson & Johnson – Clean & Clear – Oil Control Film – bibułki matujące latem to absolutny niezbędnik – nie tylko mój, lecz także mojego zadbanego, wypielęgnowanego, pochodzącego z najlepszej hodowli małżonka. Obydwoje ratujemy się bibułkami, gdy to tylko możliwe, ale akurat na tym wyjeździe nikt nie pamiętał o byciu superpięknym przez całą dobę, więc bibułki przeleżały w kosmetyczce. Clean & Clear to typ mojej znajomej – tak zachwalała, że musiałam je wypróbować (okazało się, że do zdobycia tylko online, ja kupiłam na Allegro) i faktycznie dobrze wszystko wysysają. To właściwie nie są bibułki, tylko arkusze dziwnego, miękkiego tworzywa. Warto wypróbować, ale w sumie Ingloty też dobrze dają radę, więc nie polecam wypruwania sobie flaków w celu zdobycia Clean & Clear.

Mimo że chciałam być na górskich szlakach księżniczką cipką, nie zabierałam ze sobą intensywnych kolorystycznie pomadek. Och, bez przesady. Do kosmetyczki trafiły dwa neutralne pewniaki: błyszczyk Laury Mercier w odcieniu Cherub i pomadka nawilżająca o mokrym wykończeniu: MAC Patentpolish w odcieniu Revved Up. To nowy nabytek (przy okazji: podobno Patentpolishe weszły do stałej sprzedaży, dobra nasza!). Wiedziałam, że jak je zjem i nie ponowię aplikacji, absolutnie nic się nie stanie. I zjadałam. I się nie przejmowałam. I wdrapywaliśmy się dalej.

MAC – róż mineralny w odcieniu Dainty – a to prezent od małżonka. Pochodził z mojej listy wymarzonych prezentów, więc nie był zaskoczeniem, ale zaskoczyło mnie to, jak pięknie ten róż wygląda zarówno na bladej, jak i opalonej cerze. Delikatny efekt, dyskretny połysk, zero kiczu i przesady. Użyłam parę razy, ale Tatry go nie zobaczyły, bo: och, bez przesady.

Mariza Selective – puder ryżowy – okej, to było trochę głupie. Nie znoszę babrać się w pudrach sypkich, na wyjazdy ludzkość wymyśliła pudry prasowane, ale mój Blot Powder z MAC-a się kończy, a ja niedawno odkryłam, że pudry ryżowe i bambusowe bardzo służą mojej ufajdanej smalcem gębie. Wkurzałam się na niego przy aplikacji, bo albo za mało leciało z dziurek, albo za dużo, albo cały kosmos był wypudrowany, ale faktycznie dobrze działał, za co chwała mu i cześć. Nie używałam go jednak zbyt często, bo w górach wystarczała mi cienka warstwa podkładu, a że  spędzałam w nich większość wolnego czasu, to wiadomo, że wiadomo.

próbka Chloé Love Story – uroczy, letni, dziewczęcy zapach, ale (oświadczam to z przykrością), ja już na niego chyba jestem za stara.

Benefit – Gimme Brow – od kiedy zobaczyłam, jak mogą wyglądać moje brwi po użyciu czegokolwiek_do_brwi, nie odpuszczam tego kroku w makijażu. Wszyscy mieli rację: brwi powinny być wyregulowane i podkreślone. Przynajmniej moje. A Gimme Brow wymiata!

korektor Flormar – Perfect Cover nr 02 – mój ulubieniec pod oczy (i nie tylko), chociaż po tym wyjeździe doszłam do wniosku, że przydałoby mi się na lato coś odrobinę lżejszego (nie ma problemu, przegródka z korektorami – podobnie jak ta z tuszami, pudrami, różami, podkładami... – ma się świetnie, na pewno znajdę tam coś właściwego). Przy spoconej gębie Perfect Cover zbiera się w zmarszczkach, tylko czy inny, lżejszy, by tego nie robił? We'll see.

Guerlain – Tenue de Perfection w odcieniu 01 Beige Pale – już myślałam, że wystawię go na sprzedaż, bo gdy kupiłam ten podkład wczesną wiosną (przez net), okazał się o wiele za ciemny i jeszcze miałam wrażenie, że oksyduje. Postanowiłam dać mu czas do lata i to był dobry pomysł – teraz jest akurat, a na wyjeździe sprawdził się dos-ko-na-le! Nawet gdy pot lał mi się po twarzy i tyłku, on wciąż nieźle się trzymał, najbardziej ścierał się z nosa, ale nie widziałam jeszcze podkładu, który poradziłby sobie ze spoconym, zalanym sebum kinolem.

Zabrałam ze sobą aż trzy tusze do rzęs, ale w moim przypadku to nic niezwykłego, bo w domu zawsze mam otwartych kilka sztuk (np. jeden świeży i schnie, by działać, jeden mocniej pogrubiający, jeden do dolnych rzęs lub delikatnego makijażu, jeden już prawie do kosza itd.). Tatrzańskie szlaki oglądały ze mną:

Sephora – Outrageous Curl – Dramatic Volume And Curve Mascara – pogrubia bosko, ale jest totalnie niewodoodporny, więc po pierwszej wycieczce i obejrzeniu zdjęć z pieczątkami na powiekach, odpuściłam dalsze próby bycia Aż Tak Piękną Księżniczką. PS Czemu chłop NIGDY nie powie, że się rozmazałaś i wyglądasz jak idiotka?

MAC Extended Play Gigablack Lash – naturalny efekt, żadnych problemów z osypywaniem, ale powoli będziemy się żegnać, bo wygląda, jakby się kończył.

Lancôme – Hypnôse Volume-à-Porter – miniatura, którą dostałam od przemiłej konsultantki w Sephorze (specjalnie leciała po ten tusz na zaplecze, także bądźcie czujne, sensowne próbki TAM SĄ, tylko ONI JE DOBRZE UKRYWAJĄ). Tusz zapowiada się bardzo dobrze, precyzyjny, dobra jakość, do dolnych rzęs jak znalazł.

Tyle tuszów, co tam jeszcze było...

Ingrid – czarna kredka automatyczna – nie pamiętam, jak się nazywała, a napis dawno temu się wytarł. W każdym razie kredka jest super, bo miękka, intensywna i nie trzeba jej temperować. Lubię, używam, czarne kredki rządzą.

Urban Decay – Naked 2 Basics – zakochałam się w tej paletce! Jest idealna na wyjazdy, na co dzień i na zawsze. Mam ją od niedawna i wracam wciąż i wciąż, szczególnie w takie dni, kiedy chcę mieć podkreślone oko na dolnej linii rzęs, więc muszę coś machnąć na powiekach, żeby nie wyglądało łyso. Idealna do mejkapu-nołmejkapu, ale da się nią wyczarować coś mocniejszego. Tonacja raczej chłodna, same maty i gdyby nie cena, rzekłabym bez wahania, że każda z Was, która lubi naturalne kolory w makijażu, powinna ją mieć. Z powodzeniem zastąpiła moją ulubioną czwórkę L'Oreal The Color Of Hope nr 415 Royal Grace.

Sephora – Sol de Rio LE – puder brązujący z zeszłorocznej letniej kolekcji, który cudem ucapiłam w niepozornej, małej Sephorze na Ursynowie. Pokochałam go wtedy od pierwszego wejrzenia, ale długo zastanawiałam się nad zakupem i po tym, jak już myślałam, że straciłam go na zawsze (na szczęście z happy endem), obiecałam sobie, że nigdy więcej nie będę zwlekać z zakupami kosmetyków, do których serce bije mi mocniej, a mają czelność być limitowane. Całą historię tego matowego, gigantycznego bronzera możecie przeczytać tu: klik. Po roku wciąż się nim jaram, a duże lusterko było moim wybawieniem przy wyjazdowym tworzeniu mejkapu.


Do tego zestawu dołożyłam kilka niezbędnych pędzli, w tym m.in. bardzo udany Mini Kabuki z Lily Lolo, w góry pojechałam szczęśliwa i spokojna, bo wyglądałam jak zwiewna królewna za każdym razem, gdy miałam na to ochotę (między innymi gdy trawił mnie jakiś podły jelitowy wirus, którego na klopie znosiłam z: godnością, podniesionym, lekko spoconym czołem i w pełnym makijażu).

I tyle. Same niezbędniki!

32 komentarze:

  1. Podoba mi się styl jakim piszesz notki, taki z jajem :D A nawet z pazurem ;) Twój niezbędnik pod względem marek jest zupełnie inny od mojego, ale jeśli chodzi o kategorie produktów, to oczywiście byłby identyczny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie się bardzo podoba Twój komentarz :D dziękuję, moja droga, skrzydełka już mi rosną i szykuję się do euforycznego lotu nad podłogą ;)

      A z markami wyszło trochę przez przypadek – u mnie w szafkach wala się wszystko: od totalnej taniochy po drożyznę. Miłość nie zna granic :D

      Usuń
  2. Chcę Naked! A Dainty również mi się marzy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bierz śmiało, luthienn, są świetne!!!

      Usuń
  3. o ile pielęgnacji troszku taszczę to kolorówkę mam naprawdę minimalną, tusz i błyszczyk :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naturalnie pięknym ciemnowłosym mądralom łatwo brać tylko tusz i błyszczyk :P

      Usuń
  4. Ciagle pamietam tego posta z brazerem;) u mnie na wyjazdach skromniej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie zwykle też bywało skromniej, ale w tym roku postanowiłam, że chcę mieć komfort i niczego mi nie zabraknie!

      Usuń
  5. spora kosmetyczka na wyjazd :D ja się trochę bardziej ograniczam :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Haha często przez posty przelatuję, skupiając się na zdjęciach i opisach produktów, które mnie interesują, a u Ciebie zawsze wszystko czytam od deski do deski przez szacunek do Twoich smaczków, haha, zawsze mi poprawisz humor! :*
    Ludzie myślą, że na wyjazd kosmetyczka musi być jedna i to skromna - ależ skąd, ja zawsze zabieram pół łazienki. I nagle odkrywam, że w koszyku pod szafką jest jakiś stary tusz, który mi się przyda. No i nosi ten mój wybranek te wszystkie torby i narzeka, że co ja tu nabrałam, a później w jednych spodniach chodzę i jednym pudrem się maluję... :/ Ach, my, baby! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3 <3 <3

      Te serduszka są za piękne komplementy.

      <3 <3 <3

      A te za pół łazienki na wyjazd.

      Usuń
  7. Ty lepiej powiedz, kto Ci pędzle umył, brudasku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, wiadomo, że najlepiej odkażona istota, jaką znam!

      Usuń
  8. Twój styl nie pozwala nie przeczytać posta w całości. Mega pozytywna dawka energii i humoru z każdym wpisem :-) Na Naked 2 mam smaczek. Jedynka podbiła moje serce na tyle skutecznie , że wiem iż te niemałe pieniądze na zwykle- niezwykłe tak naprawdę cienie zostały bardzo dobrze wydatkowanie do ostatniej 😞złotówki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. odpływam przy takich pięknych komplementach! dziękuję :)

      Usuń
  9. A ja zgrzytałam przed urlopem, że mam dwie kosmetyczki: jedną z kosmetykami, drugą z badziewiem do soczewek i lekami, a tu takie harce.

    @korektor pod oczy: moje odkrycie to True Match, dobrze nałożony się nie zbiera, choć ma w czym, ani jak jest 35 stopni (wtedy, zapewne, głównie spływa, chociaż muszę mu przyznać, że nie tak bardzo, jak można by się było spodziewać), ani nawet jak się w tych 35 stopniach jedzie 5 km rowerem do pracy. Na dodatek dziś się czujnie obserwowałam pod kątem trwałości i trzymał się 10 godzin na luzie, mimo takich ekscesów, jak pakowanie i sortowanie stu upierdliwych przesyłek w srogo dusznym magazynie. Tak że ten. Fun fun fun.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następnym razem, gdy będziesz wyjeżdżać i stresować się nadmiarem towaru, wspomnij ten wpis i ponownie się zrelaksuj :D.

      True Match jeszcze nigdy nie zapukał do mych drzwi, ale będę o nim pamiętać. Kusi mnie jeszcze bardzo korektor z Misslyn (a właściwie ze cztery, bo jak robiłam swatche w Hebe, to co najmniej tyle odcieni wydawało się perfekcyjnych dla mnie). Czekam na jakąś piękną promocję.

      Usuń
    2. Tych nie znam, bo na szczęście do Hebe mam wchuj daleko :]

      Usuń
    3. Tych nie znam, bo na szczęście do Hebe mam wchuj daleko :]

      Usuń
  10. Nie mam tych produktów, ale podobają ni się paletki Urban Decay :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mają bardzo klasyczne zestawienia kolorów, które – wbrew pozorom – niełatwo znaleźć u innych producentów

      Usuń
  11. W jaki sposób ja mam żyć, jak napiszę super ekstra długi komentarz i już mam go zaznaczyć i skopiować, żeby nie zniknął to strona się odświeża albo kijwieco i komentarz znika.

    Pamiętam jak raz, chyba wiosną to było, zrobiłam full make up taki z konturówką, pomadką i poprawianiem okolic korektorem. Wykonturowałam twarz, miałam róż, rozświetlacz, miałam kąciki i nawet brwi poprawiłam korektorem. To było jak jeszcze nie było gorąco, więc eksperymentowałam. I co? I miałam tak hardcore'ową przygodę z jelitówką, że musiałam taksówką jechać do domu po epizodzie w centrum handlowym. Na tym kiblu musiałam wyglądać naprawdę majestatycznie. Wiem, że TMI, ale pomyślałam, że się podzielę, bo może ktoś też będzie miał taką sytuację (bez makijażu albo z) i pomyśli "jestem sam, nikt nie wie jak się czuję". Ja wiem jak to jest, nie jesteś sam/a.

    Kosmetyków prześwietnych moc, to lubię! MAC to nadal firma, którą chcę zgłębić, ale życie wydłuża mi czas oczekiwania. Chciałabym, żeby to pitolone lato skończyło się już i żeby nastał jesienny chłód. Niech przynajmniej już będzie wrzesień, och tak bardzo bym chciała, żeby już wszystko co złe, było za mną, a przede mną morze, pod stopami piasek. Albo góry. Wszystko mi jedno, chcę odjechać od problemów.

    Idę czytać o pupupudrze limitowanym z Sephory.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. co za okropna przygoda, ale łączę się w bólu, jako i Ty łączysz się z wszystkimi potencjalnymi czytelniczkami :D

      MAC-a musisz potestować, bo naprawdę nie bez powodu mnóstwo ludzi się nim zachwyca. być może w PL jest za drogi, być może inne firmy też mają pojedyncze produkty, które równie dobrze się sprawdzają w jakiejś kategorii, ale nie znam żadnej innej, która miałaby taki wybór i taką jakość w jednym miejscu.

      Usuń
  12. Kuszą mnie kosmetyki Guerlain :) Hmmm

    OdpowiedzUsuń
  13. Okej, jutro jadę po Naked Basics 2! Dumam i dumam nad nią, ciągle oglądam w internetach i macam w sefo, czas to skończyć! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ooo, no i świetnie, mam nadzieję, że ją kupiłaś :D

      Usuń
    2. Mam ją!
      Jest boska! ♥
      Jakość cieni mnie zachwyciła - najlepsze, jakie miałam!
      I te kolory, ach....... :)

      Usuń
  14. ja na urlop w górach wzięłam puder, eyeliner, i błyszczyk:);p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zestaw idealny, ja tak brałam czasem w poprzednich latach i potem mi jednak czegoś brakowało ;)
      poza tym bez tuszu do rzęs nie wychodzę z domu – jasna oprawa oczu dyskwalifikuje :/

      Usuń
  15. wszystko, co potrzebne, sie w kosmetyczce znalazło :)

    OdpowiedzUsuń
  16. To mamy podobnie z brwiami :D Z tym że ja jeszcze nie opanowałam tej sztuki do końca, ale widzę różnicę, gdy już coś tam na brwiach "napaćkam" :P

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger