17.09.2015

Agata tuszów wiele naotwierała... (po raz drugi)

Nigdy nie używam tylko jednego tuszu. Górne i dolne rzęsy potrzebują różnych form upiększenia (jedne chcę pogrubiać, drugie mają być tylko delikatnie podkreślone), poza tym często bywa, że tusz musi swoje odleżeć po uroczystym odpieczętowaniu, bo na świeżo skleja i jest do bani – znacie to, prawda? Czasem odkręcę coś nowego, bo ciekawość to pierwszy stopień do piekła, a ja najwyraźniej lubię się smażyć, no i jeszcze dorzućmy stary (i niestety wciąż jary) obyczaj: jak rozstać się z tuszem, który wciąż dobrze maluje, mimo że minęło pół roku lub więcej od otwarcia? W takich okolicznościach dzieją się tego typu historie:


Oto one. Wszystkie otwarte, radośnie ufajdane na wylocie i mniej lub bardziej gotowe nieść pomoc blond-rzęsej potrzebującej. Tak, jestem w stanie wyjść z domu bez makijażu (jeśli ktoś mnie zmusi), ale bez pomalowanych rzęs? NIGDY! Zestaw widoczny na zdjęciach obowiązywał jeszcze do niedawna – dopiero przy ostatnim denku trochę się pozmieniało. Niemniej: przyjrzyjcie się i oceńcie, czy któryś wart jest zakupu. 


Maybelline – the Colossal Volum' Express 100% Black

Klasyk, do którego wróciłam po bardzo długiej przerwie. Wciąż zna się na robocie, jest intensywnie czarny, ale już go nie wielbię jak kiedyś, bo po drodze poznałam kilku mocniejszych zawodników. Wydał mi się nieco suchy od początku (czy on zawsze taki był?), ale nie na tyle, żeby skaszanić malowanie. Duża, nylonowa szczotka dodaje tylko trochę objętości, za to w ogóle nie skleja. Porządny, przewidywalny tusz, który poleciłabym każdemu, kto nie wie, czego chce i nie wie, co kupić.
/9 ml za 20–30 zł/


Miss Sporty – Studio Lash 3D Volumythic

Wiele już było napisane na ten temat, ale nie chce być inaczej: żółty tusz Miss Sporty to kopia żółtego Lovely Pump Up (albo odwrotnie). Widzę między nimi niewielkie różnice, ale szczotki mają identyczne (silikonowe, wygięte), opakowania z identycznie żółtego plastiku, są z tej samej półki cenowej i wyczesują rzęsy do samych koniuszków. Różnią się tym, że Miss Sporty wolniej schnie, co daje mu jednocześnie dłuższą żywotność i wyższy stopień upierdliwości (wiadomo: wszystko, co mokre, lubi robić stempelki nie tam, gdzie byśmy sobie tego życzyli). Obydwa tusze lubię, mimo że ani trochę nie pogrubiają. Jeśli mam ochotę na delikatniejszy efekt i ładnie wymalowane do koniuszków, a przez to optycznie wydłużone rzęsy, wybieram któryś z nich. Wybrzuszona część szczotki dobrze nadaje się do malowania dolnych włosków, więc Volumythic często bywa w obiegu niezależnie od tego, czym akurat maluję rzęsy właściwe. Całkiem porządny i łatwo dostępny tusz za kilkanaście złotych.
/8 ml za 13,50 zł/


Hean – Giga Shock Professional XXL Volume

Ten wielkoszczotkowy elegancik ma za zadanie pogrubiać i teoretycznie robi to dobrze zarówno jedną warstwą, jak i trzema (w zależności od tego, na jakim efekcie Wam zależy). Teoretycznie, bo... jakoś średnio pogrubia ten tusz do pogrubiania. Przy dwóch–trzech warstwach jest lepiej, ale wciąż trochę za mało do pełni szczęścia. Pięknie za to rozczesuje, w taki bardzo naturalny sposób – dzięki niemu dowiedziałam się, że mam całkiem sporo rzęs. Kto by pomyślał... Tusz ma dosyć suchą formułę, więc nie robi plam na powiekach i nie skleja. Szczotka jest spora, ale łatwa w obsłudze i ma klasyczne, niesilikonowe włosie. Wszystko byłoby fajnie, tylko... gdzie to XXL? Poza brakiem spektakularnego pogrubienia mam jeszcze jedną uwagę: czasem lubi znikać z rzęs (to znaczy nie stwierdzam aktywnego osypywania się – nie widuję zaschniętych farfocli pod oczami, a jednak bywa, że pod koniec dnia wyglądam, jakbym tylko musnęła rzęsy jakimś czarnym mazidłem). Nie bardzo wiem, od czego to zależy, bo są i takie dni, gdy nic złego się nie dzieje. Ogólnie to całkiem niezła maskara, tylko producent powinien inaczej ją opisać. Dla dziewczyn, które nie chcą niczego pogrubiać ani wydłużać, za to pragną mieć ślicznie porozdzielane rzęsy, może się okazać bardzo fajną propozycją. Na plus również cena.
/14 ml za 16,99 zł/


Être Belle – Lash-Xpress & Hyaluronic

Ma podkręcać, pogrubiać i wydłużać. Czerń jest głęboka, maskara ma długą żywotność od pierwszego otwarcia, bo nie wysycha, a z natury jest mokra (choć przy tym gęsta). Czasem maluje świetnie, a czasem skleja i rozmazuje się po skórze. Silikonowa szczotka przypomina te z Miss Sporty i Lovely, ale jest mniej precyzyjna, bo chyba ma grubsze wypustki. W tych dobrych dniach pięknie podkreśla moje niewielkie gały, ale czasem tak mnie wkurzy, że muszę ją zmywać (lub – gdy nie mam czasu – puścić z rana pod nosem soczystą wiązankę). Czyli nie wiem, czy ją lubię i nie wiem, czy polecam. Raczej nie polecam, bo kosztuje stówę. Litości. W tym przedziale cenowym maskara ma tańczyć, śpiewać i robić ze mnie księżniczkę roku. Ta nie tańczy i co jakiś czas fałszuje.
/8 ml za 99 zł/


Laura Mercier – Full Blown Volume Lash Building Mascara

Miniaturę tego tuszu dostałam w zestawie Flawless Colour Favourite Set. Ucieszyłam się, że mogę przetestować tusz z wyższej półki, bo małe mam z takowymi doświadczenie, a przecież to ciekawe, za co kobiety bulą tyle kasy. W tym przypadku bulą za miękką jak szczenięcy kuper szczotkę, która naprawdę jest tak miękka, że za każdym razem wywoływała moje głębokie zdumienie tym faktem. Efekt malowania się czymś takim jest równie miękki – rzęsy są podkreślone, rozczesane co do włoska, ale niewiele na nich tego tuszu za dwadzieścia pięć dolarów. Nie ma mowy o najmniejszym pogrubieniu – maskara po prostu wyczesuje czymś niezbyt intensywnie czarnym Wasze oryginalne rzęsy i... już. Koniec historii. Czy warto za to płacić tak wiele? Według wielbicielek naturalnego looku pewnie tak, ale osobiście wolałabym machnąć sobie hennę.
/10 ml za 25$/

Ot co. Tusze. Któreś z nich znacie? Poważacie?

56 komentarzy:

  1. zadnego nie znam :)
    sama mam otwarte chyba 4 :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Ludzie, którzy korzystają tylko z jednego tuszu, są CHORZY PSYCHICZNIE.
    Najbardziej Cię lubię w tym sephorkowym tuszu, wiesz, którym.
    I, jak już Ci mówiłam, dla mnie ideałem na zawsze pozostanie Volume Million Lashes. A jeśli chodzi o Maybelline, to otworzyłam dziś One by One i przypomniałam sobie, dlaczego lubię ten tusz. Też pewniak, też polecam na początek. Ale VML to TEN JEDYNY.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe, nie są chorzy, ale nie wiedzą, jak wiele tracą!
      Sephorkowy tusz jest w istocie wyborny wizualnie, ale czasem tak nienawidzę się nim malować, że słów brak. Trudny jest, ciężki, mikroszczotka zawalona gęstą mazią i weź tu wyczaruj, człowieku, coś pięknego.

      A Volume Million Lashes używałam latami, a potem zaczęłam blogować i piekło mnie pochłonęło. Chcę wypróbować wersję So Couture – sprawdzałaś?

      Usuń
    2. Można to tak ująć.
      Ale potrafisz! Zawsze w nim wyglądasz bosko, masz do niego dobrą rękę.

      Sprawdzałam. Pachnie czekoladą! Nie pobija jednak efektu, który czyni oryginał. Teraz wyszła jeszcze kolejna wersja - Feline. Ale ja już chyba skończyłam eksperymenta.

      Usuń
    3. Ach, wspaniale, że coś mi wychodzi.
      A Feline sprawdzę. I So Couture też.

      Usuń
  3. Nie znam tych tuszy, ale mam zawsze otwartych milion cienie do powiek;).

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. musisz mieć wyjątkowo piękne rzęsy w naturze :D

      Usuń
  5. znam tusz maybelline. jest w porządku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. biedak przeciętniak. znowu tylko "w porządku" :D

      Usuń
    2. a bo ja mam mało spektakularne rzęsy i mało który tusz potrafi zrobić z nich firany. dlatego większość jest po prostu w porządku ;)

      Usuń
  6. Znam tylko ten pierwszy:) kiedyś otwierałam jeden tusz i ewentualnie po jakimś czasie wdrażałam drugi, a w tym roku hmm naotwierałam trochę tego... Mam teraz otwartych 5;/ no nieźle... Ale w tym jeden mini i jeden otwarty już dłuższy czas heh:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewelino, nie jesteś sama. Oto nasza grupa wsparcia. Zapraszamy ;)

      Usuń
  7. Tego tuszu maybelline namiętnie używałam na studiach :) teraz jakoś do niego nie wracam... Etre Belle właśnie dziś wywaliłam, jakoś miłości z tego nie było. A otwarty mam zawsze jeden tusz, na krótko mi starczają (3mies max), więc i nie otwieram zbyt dużo :) a bez umalowanych rzęs też z domu nie wychodzę, bez reszty makijażu już mogę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle tego na rynku, że ciężko się oprzeć próbowaniu nowości, prawda?

      Usuń
  8. znam dwa od lewej - kiedys moj kupil mi tusz lancome hypnose ale do dzis nie wiem dokladnie jaki to byl model czy wersja, ale był najlepszy z najlepszych. Moze sie kiedys skusze ? Z tym, że ja rzadko maluje teraz rzesy - stawiam na podklad i cos do brwi obecnie:) chcialam kupic ponownie delia onyx do brwi ale dziady mi go wycofali z produkcji ..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lancome Hypnose! teraz jest jakaś nowa wersja i ją uwielbiam! Mam miniaturę, jest naprawdę fantastyczna. W ogóle się nie rozmazuje, bo wysycha na "gumowo".

      Usuń
  9. W tej chwili o dziwo mam 1 otwarty tusz, zazwyczaj są to dwa, ale to max;) Tuszów z Mejbejlin nie lubię, nie kumam zachwytu. Tusz z Miss Sporty mam na liście, bo lovelowy uwielbiam i chcę porównać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie Maybelline to takie pewniaki przeciętniaki. Uważaj na Miss Sporty, bo naprawdę jest bardziej mokry od Lovely. Możesz kupić go już teraz, otworzyć i poczekać, aż trochę podeschnie :)

      Usuń
  10. Ja mam otwarte maksymalnie 2 tusze na raz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli dobrze do siebie pasują, to akurat :)

      Usuń
  11. Żadnego nie znam z doświadczenia, jedynie o nich słyszałam. Może kiedyś coś z nich przetestuję :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Część z nich ma zachęcające ceny, więc może warto.

      Usuń
  12. Ja mam otwarte 2szt - jeden granatowy, drugi czarny. Z Twoich znam Maybelline - co ciekawe czarny lubiłam, ale miałam też brązowy i ten tragicznie się osypywał.

    Nawet nie wiedziałam, że Miss Sporty to takie drugie Lovely (lub na odwrót), ale to fajnie, bo jak będę w nastroju "Przestań wreszcie wydawać tyle kasy na kosmetyki" to następny tusz kupię właśnie ten, a jak będę w nastroju "Jesteś tego warta" - to Feline (same ostatnio ochy i achy czytam na jego temat).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, ja otworzyłam ostatnio jakiś zalegający w szufladzie granatowy Manhattanu i zupełnie mi nie podszedł :( Chyba takie wynalazki nie pasują do mojego koloru oczu. Brązowego Maybelline nigdy nie próbowałam – szukam zwykle intensywnej czerni.

      Feline też muszę wypróbować. Kiedyś ;)

      Usuń
  13. Ten tusz z MS depcze mi po piętach, nie wiem dlaczego jeszcze go nie kupiłam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuj, tylko możesz go najpierw trochę podsuszyć :)

      Usuń
    2. ...albo kupić wymacany w Rossmanie ;)

      Usuń
  14. żadnej z tych maskar nie znam, ale gdzieś mi zalega w zapasach lovely pump up, skoro jest taki dobry jak ten z miss sporty to będę z niego zadowolona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lovely to bardzo miłe zaskoczenie. Za tę cenę grzech przynajmniej nie spróbować!

      Usuń
  15. Żadnego nie znam :o otwartych tuszy zawsze mam jeden (teraz mam jeszcze otwartą miniaturę) i o ile wszystko inne jest rozpieczętowane od razu o tyle przy tuszach pilnuje się żeby zawsze był tylko jeden.
    Teraz używam maskary Perversion z UD i ma swoje lepsze i gorsze dni :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja często nie jestem zadowolona z tego, jak jeden tusz maluje i potrzebuję poprawek innym albo czegoś innego do dolnych rzęs. Albo któryś czeka na podeschnięcie :)

      Usuń
  16. Kiedyś bardzo lubiłam tusze Maybelline, potem jakoś przestały mi odpowiadać :/ Aktualnie pierwszy raz w życiu mam otwarte cztery tusze: dwa pełnowymiarowe i dwie miniatury, normalnie staram się nie dopuszczać do takich sytuacji :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że dla mnie te pięć to też już trochę za dużo – trzy w zupełności by wystarczyły! ;)

      Usuń
  17. Jestem zszokowana, ale nie znam żadnego z przedstawionych :O Aby rozgrzeszyć wszystkie niewiasty, pragnę powiadomić, iż mam 8 otwartych tuszy (sentymenty, szkoda wyrzucać, za mokry etc)... Problemy pierwszego świata ;(

    OdpowiedzUsuń
  18. żadnego z nich nie miałam :)
    Na razie mam pod ręką 3 otwarte tusze, ale chcę je ograniczyć w przyszłości.
    Sama do niedawna tak mówiłam - bez błyszczyka, itd z domu wyjdę, bez tuszu nigdy - teraz od czasu do czasu zdarza się że jestem całkowicie au naturel :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie masz piękną ciemną oprawę oczu :)

      Usuń
  19. Miss sporty miałam i w porównaniu do żółtego Lovely jest o wiele gorszy i sklejką rzęsy:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. warto dać mu czas i jak trochę podeschnie, naprawdę ładnie daje radę!

      Usuń
  20. ja uzywam czterech :D albo i pieciu :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja mam zawsze otwarte dwa tusze, no czasem trzy :) Znam i lubię Maybelline, ostatnio nawet o niej pisałam - zdecydowanie lepiej się pisuje na długich rzęsach niż na krótkich :) Miałam też Etre Belle, ale biorąc pod uwagę cenę to wolę Lovely - efekt dokładnie taki sam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, chętnie zajrzę i poczytam Twoje wrażenia.

      Usuń
  22. Miałam tylko The Colosal Volume, ale szybko wysycha i kruszy się. Nigdy nie używam na raz 2 tuszy, a co dopiero 5 :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli jednak nie tylko ja widzę, że Colossal za suchy.
      A co do kilku otwartych tuszów... w tym szaleństwie jest metoda ;)

      Usuń
  23. Nie miałam styczności z żadnym z tych tuszy. Obecnie nie szaleję z tymi produktami i mam otwarte tylko 2: jeden zwykły i jeden wodoodporny :) W zapasach za to czeka ok. 10...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ach te zapasy, kto nigdy ich nie miał, niech pierwszy rzuci kamieniem ;)

      Usuń
  24. Ten żółtek z Miss Sporty serio taki kozak? Używałam ich kosmetyków w liceum, później trochę wyrosłam, bo zobaczyłam, że są fajniejsze rzeczy na świecie. Ale tusz to w sumie trzeba będzie kiedyś kupić nowy, bo Avonowy grubas dogorywa, a cudownego True Match z Loreala nie widziałam stacjonarnie poza TK Maxxem (fajny jest, jak trafisz i będzie kusił, to się daj).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no spoko jest, trochę bardziej kapryśny od Wibo, ale jak podeschnie, to daje radę!
      Nazwa True Match to mi się nawet nigdy z tuszem nie kojarzyła, ale jeśli wycofują, to nie chcę, bo mam dosyć pękającego serca :((

      Usuń
  25. Muszę wypróbować ten z MS ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. Lubię ten tusz z Maybelline :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Żółtka z Maybelline miałam okazję używać, ale nie wiem czym zachwyca się cała masa kobiet. Ciężko mi się operowało tą szczoteczką, no i pogrubienie było słabe. Nie wiem, moze ja mam dziwne rzęsy :D

    OdpowiedzUsuń
  28. z tych wszystkich miałam tylko Colossal Volum i jest na prawde super :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger