02.09.2015

Dlaczego nie warto robić kosmetycznych zapasów?

Dziś będzie o kosmetykach pielęgnacyjnych i o tym, jaką przykrość uczyniły mej duszy, rozmnażając się w zaciszu szafek i szuflad.

Do tej pory mi się – mówiąc brzydko – usrywało. W pierwszym roku blogowania opętał mnie zakupowy szatan i bywały tygodnie, w których znosiłam do domu kosmetyki siatkami. Kurierzy mijali się w drzwiach, kartony piętrzyły za szafą (jedną, drugą, a potem nawet trzecią), a sąsiad z naprzeciwka usłużnie podpisywał kolejne kwity odbioru, kiedy akurat byłam na spacerze z Tomaszem.

Na początku było wspaniale. Przecież chciałam poznać wszystko, co istnieje, miałam takie zaległości! Blogerki zalewały mój mózg informacjami o kolejnych genialnych wynalazkach, które KONIECZNIE muszę wypróbować. Skrzynka zalewała się newsletterami pełnymi promocji życia i rabatów, z których nie skorzystać byłoby nieodpowiedzialnością. Głupotą wręcz. No to korzystałam. Szło wybornie, a moja wieloetapowa, zaawansowana pielęgnacja wymagała całej bandy kosmetyków różnego rodzaju, dlatego i powód był dobry, i wyrzuty sumienia niewielkie.

Problemy zaczęły się na początku tego roku, kiedy zrobiłam pierwszy większy przegląd zapasów. Wielkich zakupów pielęgnacyjnych od dawna nie uskuteczniałam, a mimo to, kiedy wywaliłam wszystko na dywan, okazało się, że... nie dam rady zrobić nawet kroku. Było tego  t y l e. W głowie natychmiast zapaliła się lampka: WARNING WARNING, YOU STUPID BITCH. I postanowiłam, że w 2015 kończę z tą farsą – czas poszukać koki gdzie indziej (na przykład w drogerii w działach z kolorówką). Tak zaczął się mój odwyk.

Kolejne zastrzyki szczęścia znalazły się szybko w morzu kolorówki, ale to już nieco inna opowieść. Bo dziś nie przyszłam Was moralizować (w życiu zajmuję się raczej demoralizacją, sorry), tylko przestrzec przed odpłynięciem za daleko od brzegu tudzież zachęcić do zużywania zapasów wraz z sąsiadami i ulubioną panią z warzywniaka. Bo inaczej kosmetyki się psują, a panda płacze.


W ostatnich miesiącach zajmowałam się wyłącznie wyścigiem z datami ważności. Zużywałam to, co leżało najdłużej, mimo że tęsknym wzrokiem patrzyłam na kilka nowinek, które (całkiem przypadkiem...) trafiły do moich zbiorów. Przestało być miło, przyjemnie, relaksująco. Etykiety szczekały do mnie niepokojącymi cyferkami, a kosmetyki nagle zrobiły się jakieś nadzwyczaj wydajne, co z kolei wyjątkowo zaczęło mnie drażnić. Niezbyt to zdrowe, przyznać trzeba.

Dziś zrobiłam kolejne podejście do kosmetycznych porządków. I niestety, dopadła mnie zemsta Nadmiaru. Na zdjęciu widzicie trzy rosyjskie kremy do twarzy i wcierkę do włosów, którą właśnie chciałam otworzyć i podlewać nią moje wynędzniałe cebulki. Włosy sypią mi się garściami. Znowu. Nerwico, czy to ty? Niestety, nie dane mi będzie, bo wcierka była ważna do czerwca 2015, a na początku września wygląda tak:

Nie wiem, co to za farfocle, może pleśń? 

Pozostaje mieć nadzieję, że i tak okazałaby się beznadziejna, co niniejszym czynię. Rosyjskie kremy kupiłam w tym roku wiosną, bo zamykał się jeden z moich ulubionych sklepów – Kokardi. Ceny były bardzo atrakcyjne, więc postanowiłam zdradzić tegoroczne ideały. Ale zdrada to dziwka. Za karę muszę to, co kupiłam, wywalić (data ważności: lipiec 2015, mogłabym zużyć je do stóp, ale przecież... mam jeszcze ze dwa kremy do stóp. w zapasach).

Po przejrzeniu tego, co jeszcze zostało, zebrałam kolejne stadko kosmetyków do zużycia już, teraz, zaraz. Za jakieś milion miesięcy będę startować z czystym kontem i znowu poczuję słodki smak wyboru nowych maseł do ciała. Może nawet kupię dwa, albo – szalejmy! – trzy naraz?! Jedno jest pewne: na pewno nie trzydzieści.

Nie piszę dziś o kolorówce, bo tej nigdy za wiele. Same wiecie. Uwielbiam kupować kosmetyki, cieszy mnie to, relaksuje, nie różnię się od Was w tej kwestii. Nie jestem i w najbliższym czasie na pewno nie będę kosmetyczną minimalistką. To szalone zbieractwo i testowanie nowości jest jedną z fajniejszych rzeczy, jakie sobie wymyśliłam w celu złagodzenia stresu codzienności. Wysyłam Wam dziś światełko ostrzegawcze w temacie kosmetyków pielęgnacyjnych, które mają swoje bardzo konkretne daty ważności, a po terminie używać ich straszno i ogólnie jest to dosyć głupowate. Jeżeli nie możecie się powstrzymać przed kolejnym zatwierdzeniem koszyka pełnego skarbów i użycia jeszcze jednego niewiarygodnie atrakcyjnego kodu rabatowego, przypomnijcie sobie te farfocle w butelce Radicala.

A  jak tam Wasze zapasy? Panujecie nad sytuacją?

99 komentarzy:

  1. "zdrada to dziwka" <3 hyhyh
    ja przez tamten rok akademicki w pocieczoła zuzywałam zapasy, zuzyłam prawie wszystko co miałam... w wakacje zapasy uzuepłniłam :) tłumacze to sobie wakacyjnym przypływem gotówki - wszak w trakcie roku akademickiego mam duzo skromneijszy budzet niz w wakacje ;) aczkolwiek z zapasów jeszcze nic nie wyrzucilam ze wzgledu na date waznosci

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale słuchaj, As, to ma sens! zużyłaś prawie wszystko, więc w wakacje mogłaś z największą przyjemnością zaopatrzyć się znowu. czyż to nie było wspaniałe doznanie?! :)

      Usuń
  2. Ja nad moimi zapasami trochę zapanowałam, to znaczy nad tą twarzową pielęgnacją, bo z 8 zostały mi tylko dwa sera (serum), z 9 kremów zostały mi dwa, używam ostatni tonik (co prawda mam jakieś miniaturki, ale chyba tylko dwie, więc się nie liczy). Z kosmetykami do ciała też nigdy nie miałam problemu, bo używam jednego balsamu, jednej kulki pod pachę, itd., kupowanie tego mnie nie kręci, ALE... Mam 12 różnorakich żeli do mycia ciała w zapasie, po prostu nie wiem, jak się z tego wytłumaczyć, chyba tylko tak, że były za funta, lub mniej niż funta, to kupiłam, bo wiadomo - się zużyje, jassssne. Także na żele mam bana, aż zostanie mi tylko jeden lub dwa.
    Co do kolorówki to w ogóle się nie wypowiadam, bo od tego jestem uzależniona i wiem dobrze, że już teraz szansa na zużycie tego, co mam jest równa zeru, albo nawet poniżej zero:) Ale mam ochotę dokupywać więcej, szczególnie pomadek, puder mi chodzi po głowie (ale mam 14 czy 15, sama już nie zliczę) i tak, wiem, to dużo za dużo jak na jedną osobę, ale kurde nic nie poradzę, po prostu jestem bezsilna w obliczu tych wszystkich ofert, tych wszystkich kolorów, tych nowości... Chociaż trochę na usprawiedliwienie powiem, że w sierpniu nie kupiłam NIC, nic z pielęgnacji, nic z kolorówki, kupiłam tylko ostrzyczkę (ostrzałkę, temperówkę - jak kto woli) do kredek :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, to naprawdę nie jest źle z Twoimi zapasami :) jestem pod wrażeniem! u mnie też mocno się wszystko uszczupliło, ale kremów do twarzy wciąż za dużo – dobrze, że na zużycie części z nich mam jeszcze bardzo dużo czasu. Ja sobie jakoś nie mogę poradzić z żelami do mycia twarzy, nie wiem, jak to się stało, chyba to przez subskrypcje boxów – ciągle coś takiego dorzucali w Shiny. Teraz już nawet niczego nie subskrybuję, to był ostatni krok mojego odgruzowywania się. ShinyBoxa nawet nie było mi szkoda, bo co miesiąc coraz mniej mi się podobała zawartość.

      Ja od zakupów kolorówkowych nie zamierzam odchodzić – pudrowe produkty używam, dopóki działają dobrze, pomadki też uwielbiam zbierać, choć od pewnego czasu ich nie kupuję, wyjątkiem jest ukochany MAC, ale to właśnie MAC-owych szminek używam najczęściej. Na szczęście, w przeciwieństwie do kosmetyków pielęgnacyjnych, nie mam potrzeby denkowania kolorówki (tylko tego by brakowało...), więc jak coś przestanie działać, to wyrzucam i tyle.

      Ostrzyczka?? Ojej, z jakich stron pochodzisz, fascynują mnie różne nazwy tego urządzenia w różnych regionach :)). Na Mazowszu jest tylko temperówka, wiem, że Małopolska i Wielkopolska mają ostrzałki, a ostrzyczka jest skąd?

      Usuń
    2. mój luby spod Poznania używa formy ostrzytko :D

      Usuń
    3. Ja pochodzę z Trójmiasta i znam różne formy - temperówka, ostrzyczka, czy ostrzałka, ale w sumie nie potrafię powiedzieć, która nazwa była pierwsza:)

      Jeśli chodzi o pielęgnację to cieszę się, że udało mi się tak ograniczyć zapasy i zakupy, w zeszłym roku złapałam się na tym, że nakupowałam za dużo i nie wiem, czy w ogóle uda mi się to zużyć, więc stwierdziłam, że wezmę się w garść, bo żal przecież, żeby coś takiego jak Dior, czy tam inny Guerlain, znaczy krem czy serum za miliony monet się przeterminowały :) Także jestem z siebie zadowolona, a te żele to no cóż, jakoś się je zużyje z czasem, bo prostu na razie nie będę kupować. Z pielęgnacją to też wiadomo - mam już na liście do kupienia jakieś chciejstwa, co bym chciała wypróbować, ale już nie zapędzę się w kozi róg i nie nakupuję 10 na przykład kremów, bo i tak zawsze używam jeden kosmetyk na raz (jeden krem, jeden tonik itd.), więc bez sensu, żeby to stało i czekało w kolejce. Za tą zaoszczędzoną na zapasach kasę można przecież kupić wiecej kolorówki :DDD

      A jeśli o kolorówce mowa to wiem, że to jest moja obsesja, mam 30 pomadek i 13 błyszczyków, ale chciałabym więcej, mam kilkanaście pudrów, ale wciąż na liście wisi puder z MAC (chociaż na swoją obronę powiem, że ostatnio zdenkowałam nie lubiany przeze mnie puder z Diora, więc źle nie jest:D), coś tam mi się czasem zużyje, podkład, czy coś innego, ale rzadko, bo mam tego strasznie dużo. Mimo wszystko ta ilośc mnie nie powstrzymuje przez nowymi chciejstwami, ale ja kocham kolorówkę, lubię ją mieć i lubię mieć wybór. I tak jak w pielęgnacji używam jednego kosmetyku z każdej kategorii, tak w kolorówce używam wszystko zamiennie i tylko jeśli czegoś nie polubię lub coś się z tym zaczyna się dziać, to wywalam. Nie przywiązuję wielkiej wagi do dat ważności na kolorówce, owszem, może na podkładzie to spojrzę i jak się zbliża data to staram się zużyć, ale całą resztę używam tak długo, aż się skończy, albo aż stwierdzę, że coś się z tym dziwnego dzieje:)
      Jeszcze wspominając o MAC - to jest marka, która wciąga jak bagno. Widzisz ja mam tyle produktów naustnych, a już bym chciała Plumful i Flat Out Fabulous, do tego błyszczyk Miley, a do tego dzisiaj nie wiem po co polazłam znowu do MACa i zobaczyłam te kredki Patentpolish i oczywiście dzisiaj akurat mi sie zachciało testować je, no więc już chcę 3 kolory. To jest już nie do zatrzymania, chciejstwa się piętrzą. A do tego coraz to nowe limitowane edycje wypuszczają, chyba pójdę z torbami :D

      Usuń
    4. Jeszcze zastrugaczka ! :)

      Usuń
    5. Strugaczka i temperowka w Malopolsce Zachodniej.:)

      Usuń
    6. Dziewczyny, dzięki za wieści z Polski :)

      AddictedToMakeup: moje zbiory kolorówkowe też są ogromne, ale dobrze mi z tym bardzo, bo to taka niesamowicie przyjemna kolekcja – chętnie wybieram i przebieram :). Pomadek mam więcej od Ciebie, chociaż właśnie planuję teraz przy okazji wielkich porządkowych rewolucji zredukować ich liczbę, bo pewnie część już mocno nieświeża :(. Będę płakać nad każdą sztuką, ale co zrobić – tego akurat nie da się trzymać przez wieczność. W MAC-a moim zdaniem zawsze warto inwestować, więc nie rób sobie wyrzutów :> A Patentpolishe polecam, od kiedy weszły do stałej sprzedaży, jestem spokojna i szczęśliwa i dokupiłam jeszcze dwa kolory (niedługo pokażę na blogu). Są świeeeetneeeee!!!

      Usuń
    7. Bardzo, ale to bardzo Ci dziekuje za generowanie mi jeszcze mocniejszego chciejstwa na te kredki :D Wlasnie tego potrzebowałam :DDD
      Kurde, chyba w końcu kupie i przestane sie tak meczyc, bo naprawdę to juz jest meczenie sie tym wiecznym odmawianiem sobie.
      Masz więcej pomadek niz ja? Wow, szacun! Pokaz na blogu wszystkie, albo lepiej pokaz cala Twoja Macowa kolekcję, zebym mogla sie poslinic i obadac, czego jeszcze nie mam, a co powinno zasilic moje niemale kosmetyczne zbiory, no bo przeciez wciaz mam za malo :D
      A jakie masz kolory tych kredeczek Patentpolish? Czekam jak na szpilkach na posta o nich:) moze chociaz zdradz cos wiecej, no nie wiem, ile sie utrzymują? Czy podobnie jak pomadki z wykonczeniem lustre, a moze krocej? Jesuuu, ale teraz mam chciejstwo, chyba sobie je zaraz zamowie, bo noe wytrzymam :D

      Usuń
    8. Nie odmawiaj sobie, życie jest jedno, a kredki fajne! :D cieszę się, że mogłam pomóc ;P
      Mam plan pokazać kiedyś na blogu mój cały zbiór pomadek MAC-a, ale nie namierzyłam jeszcze wszystkich, jedną ma moja przyjaciółka i dopóki nie skompletuję gromady, nawet nie ma sensu zaczynać tego posta :).

      Patentpolishe mam w pięciu odcieniach. Najpierw kupiłam Spontaneous i Kittenish (jak jeszcze były jako limitowanka, swatche są na blogu, poszukaj w zakładce Kolorówka), potem dokupiłam Ruby (z limitki Sharon Osbourne, też pokazywałam na blogu), a teraz jak weszły do stałej sprzedaży, z tej radości poleciałam do salonu po Revved Up i Hopelessly Devoted :D Ta ostatnia to żywy róż, piękna i niesamowicie długo zostawia cień koloru, Revved Up to z kolei bardzo twarzowy nude. Ogólnie nie należy się spodziewać, że Patentpolishe będą trwały na ustach wiecznie, bo są bardzo kremowe i mają mokre wykończenie (naprawdę bardzo, bardzo mokre), ale przyjemnie się je nosi, no i kolory mają śliczne. Spontaneous nosiłam swego czasu całymi tygodniami, mimo że inne pomadki czekały na swoją kolej i płakały w szufladzie :P

      Usuń
  3. Ja czasami polegam na placu boju ale już bardzo rzadko. W zapasach mam pastę do zębów, płyn micelarny krem do rąk, który zaraz otworzę bo poprzednik ledwo dycha.

    Wiem, że wydałaś sporą sumkę i najpewniej masz ciekawe perełki ale może tak jak wspomniałaś rozdasz trochę znajomym, zrobisz rozdanie albo oddasz do kościoła / domu opieki / samotnej matki itp itd?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to nie masz absolutnie żadnych zapasów! Wow.
      Jeżeli chodzi o pozbywanie się nadmiarów, to głównie kolorówkę chcę uszczuplić we wspomniany przez Ciebie sposób. Kosmetyki pielęgnacyjne już częściowo porozdawałam, na szczęście znalazły się osoby w trudniejszej sytuacji finansowej i z radością przygarnęły nadmiar moich szalonych zakupów. Rozdanie zrobię chętnie na blogu, tylko nie mam pomysłu, jak to rozwiązać, bo w przypadku kolorówki nie wiem, czy fajnie będzie oddać jeden zestaw jednej osobie, czy jakoś to porozdzielać. Jak skończę przeglądać zapasy kosmetyków makijażowych, będę wiedziała, ile tego zostało.

      Usuń
    2. Staram się staram, choć jak mówię czasami polegam.
      Fajnie, że dałaś ludziom którzy mogą tego potrzebować :) Czasami i ja robię takie akcje - na małą skalę ale to zawsze coś.
      Co do rozdania to zależy ile tego będziesz miała jak sporo, albo o średniej / wysokiej wartości to warto rozdzielić na kilka paczek. Zawsze możesz zrobić małą ankietę dla subskrybentów. :)

      Usuń
    3. pomyślę, na razie sama się nie podniecam wizją rozdania na blogu, bo może się okazać, że uzbieram samo słabiutkie gówno, którego absolutnie nikomu z moich czytelników nie chciałabym przekazywać ;).

      Usuń
    4. "Gówna" na pewno nie masz, przecież sama je kupiłaś / wybrałaś :)
      Powoli nikt Cię nie pospiesza :)

      Usuń
    5. No ale dużą część tego, co się nie sprawdziło, wybierałam w ciemno przez internet, więc... :)

      Usuń
    6. aaa no to czasami ryzyko jest wpisane w takie zakupy. Na pewno na jakieś rozwiązanie wpadniesz :)

      Usuń
  4. Ja panuję :) Jeśli chodzi o pielęgnację w zapasie zawsze mam jedną rzecz danego rodzaju - gdy otwieram nowy krem, dopiero wtedy zaczynam rozglądać się za następnym, sprawdzam co wisi na wishliście, żeby potem na gwałt nie kupować czegoś przypadkowego. Mam tylko jedną słabość - perfumy. Obecnie w szufladzie czai się około 20 flakonów. Niby dużo, ale jak oglądam kolekcje niektórych dziewczyn, to nie mam cienia wyrzutów sumienia. Poza tym używam wszystkich :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To znaczy, że masz zapasy idealne, brawo! Ciekawe, czy kiedyś dojdę do takiego poziomu, pewnie nie, bo uwielbiam mieć do wyboru różne zapachy kremów do ciała i żeli pod prysznic :) ale przy całej reszcie byłoby to wskazane, więc będziesz moim natchnieniem ;). A zbieranie perfum to moim zdaniem zupełnie inne hobby, odpowiednik kolekcjonowania pięknych przedmiotów z kolorówki. Żal mi tylko, że nawet perfumy mogą stracić swój oryginalny urok, jeśli będą stały otwarte za długo :(

      Usuń
    2. Masz rację z tymi perfumami, tak jak piszesz, czasem niestety się starzeją i dlatego trochę przeraża mnie myśl o posiadaniu ogromnej kolekcji, z której część zapachów się zmarnuje. Udało mi się zwalczyć w sobie chęć eksponowania moich flakonów i w chwili obecnej trzymam większość w szufladzie, najlepiej w oryginalnych opakowaniach (a na widok wystawiam je sobie na Fragrantica.pl na wirtualnej półce:))

      Usuń
    3. A ja moje właśnie z zamkniętej szafki wystawiłam ze dwa miesiące temu na półkę w łazience, żeby cieszyły oko. Pocieszam się tym, że jednak przez większość czasu w łazience jest ciemno, więc to tak, jakby mieszkały w zamknięciu, nie? ;)

      Usuń
    4. No trochę tak :) Choć podobno wysoka wilgotność też im nie służy. To zależy ile masz tych flakonów - u mnie też zawsze jakieś trzy/cztery najczęściej używane stoją na widoku i też w łazience :)

      Usuń
  5. Jeśli chodzi o zapasy kosmetyczne to właściwie ich nie robię. Chyba, że można nazwać zapasami produkt, który wyciągam jak skończy się poprzedni?

    Kiedyś miałam okropny problem z nadmiarem kosmetyków - na początku prowadzenia bloga, kiedy pochłonęły mnie współprace kosmetyczne. Teraz już nie biorę co popadnie i pozbyłam się tego problemu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje zapasy – podobnie jak u koleżanki wyżej – również wyglądają perfekcyjnie :) ja nie odmówiłabym sobie kilku dodatkowych kosmetyków w zapasie, żeby jednak mieć jakiś wybór, ale tylko w temacie prysznicowym i pielęgnacji ciała. Cała reszta powinna zniknąć z szuflad jak najszybciej, bo jedna sztuka na zaś w zupełności wystarczy... no, może dwie, na wypadek, gdyby ta pierwsza chwilę po otwarciu okazała się toksyczna dla skóry :)

      Usuń
  6. U mnie w zapasach tylko żele pod prysznic i kremy z filtrem bo ciężko kupić. Większość pielęgnacji robię sama i robię takie porcje żeby sukcesywnie zużywać i nie kręcę nowego póki nie zużyję starego. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kurczę, dopiero niedawno dowiedziałam się, że może być problem z zakupem mojego ukochanego filtra Vichy SPF 50 zimą. może dlatego, że zwykle zimą odpuszczałam sobie filtry, ale skóra się starzeje i już mi jej trochę szkoda nawet na zimowe miesiące zostawiać bez ochrony.

      a co do samoróbek, to ja się za nie nie zabieram, ale to musi być fantastyczna zabawa i duża satysfakcja!

      Usuń
  7. Zawsze byłam chomikiem, mniej lub większym ALE pielęgnacji nie lubię kupować na wyrost tzn. planuję/przewiduję i zakładam, a potem dopiero kupuję. Kupuję w ilościach różnych, wszystko zależy od produktu, zazwyczaj +1 i tego się trzymam. Na zapasy pozwalam sobie jedynie w przypadku produktów najszybciej zużywających się, takich jak: odżywki, szampony, dodatki kąpielowe, płyny do higieny intymnej itd. Natomiast pielęgnacja twarzy i ciała jest pod stałym nadzorem.
    Kolorówka rządzi się swoimi prawami, o ile w przypadku suchych produktów przymykam oko (pod warunkiem, że nie zmienia się kolor/zapach itd.) to przeciągam zużycie. Lecz przy wszystkich mokrych kosmetykach jak pomadki, błyszczyki, kredki, tusze, podkłady itd. nie ma zmiłuj, staram się także tutaj o rozsądek. Lubię zakupy, nawet bardzo :) minimalistką nigdy się nie stanę, ale nie traktuję kolejnego zakupu niczym terapii szczęścia. Kiedyś miałam podobną fazę do Twojej, po czym ilość wyrzuconych/przeliczonych rzeczy na realne pieniądze uświadomił mi, że to nie tędy droga. Zwłaszcza, że wielu z tych produktów nawet nie ruszyłam.... To były moje początki blogowania. Natomiast przeprowadzka pokazała drugie dno i obiecałam sobie, że nigdy nie znajdę się tym miejscu. Jednak i tak mam wszystkiego za dużo, przeszkadza mi to....stąd sukcesywne porządki, wymiana starego na nowe, ale już w takiej wersji, która mi pasuje. Bo jak na ironię losu zmieniły się moje preferencje w makijażu LOL więc siłą rzeczy spora gromadka wkrótce ucieszy kogoś innego.
    Za to żeby nie było, że taka poukładana jestem :P mam ogromną słabość, perfumy i tej miłości nigdy się nie wyrzeknę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, mnie chyba w ostatnich miesiącach tego gromadzenia pogrążyły boxy (Shiny, Glossy przez chwilę też). Nagle się okazało, że co chwilę wpada mi do szuflady jakiś nowy krem do twarzy, żel do mycia twarzy, kremy do rąk, jakieś gówienko do włosów... i tak się nazbierało, zanim się zorientowałam, że to przez boxy jest coraz gorzej zamiast coraz lepiej. No ale wiadomo, czytanie blogów i wielkie promocje też zrobiły swoje. Na pewno brakowało mi rozsądku przy zakupach pielęgnacji do ciała, bo ona dość szybko się zużywa, więc to było złudne. Boxy parę miesięcy temu też odsubskrybowałam, bo przy okazji okazało się, że są całkiem bez sensu (jak najwięcej pełnowymiarowych tanich kosmetyków zamiast drogich miniatur, jak miało być w założeniu).

      Kolorówki sobie nigdy nie odmawiam, bo po prostu ją kocham :). Też suche produkty trzymam, dopóki się nie rozpadną i nie zmienią stanu skupienia i serce mi pęka, jak któraś z moich ukochanych szminek się zepsuje :/. A w którą stronę teraz poszła Twoja makijażowa radocha? coś nazmieniała, łobuzico? :D

      A perfumy to już całkiem inna historia... w skrócie: nie warto sobie odmawiać :))

      Usuń
  8. U mnie przyszło otrzeźwienie razem z zarwaną szufladą ;) Teraz staram się jej nie przepełniać i dzięki temu mam kontrolę. Poza tym od dłuższego czasu nic nie kupuję i uzupełniam na bieżąco jak coś się skończy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, no ładnie, ja dotychczas zarywałam szuflady tylko metaforycznie, ale widzę, że możliwe jest też zarwanie całkiem realne :). Będę mieć się na baczności!

      Usuń
  9. Od pewnego czasu staram się być mniejszym chomikiem. Nie zawsze mi to wychodzi, ale nie robię dużych zapasów, próbuję nie dać się kuszącym promocjom. Szaleństwa się zdarzają, ale jednak "układ hamulcowy" zwykle w porę działa :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przerzuciłam się z pielęgnacji na kolorówkę – taka byłam dzielna lala. Układ hamulcowy nawalał po całości – im więcej stresu, tym większa potrzeba ugłaskania samej siebie czymś nowym i ślicznym. Poza tym kolorówka ma jedną fantastyczną przewagę: można ją rozpakować od razu! Ale spokojnie, jutro będzie dzień porządkowania rzeczy makijażowych – podejrzewam, że to będzie dzień sądny i że zakończy się nowym postanowieniem albo... rozdaniem na blogu ;)

      Usuń
    2. Taaak, tylko jedna mała szmineczka więcej :D

      Usuń
  10. Ja też przyznam, ze lubię kupować kosmetyki, tym bardziej, że cierpię na bolesną przypadłość którą można by nazwać sezonowością - jesienią i zimą ciągnie do zapachów jedzeniowi-przyprawowych, wiosną i latem kwiatowych. Więc muszę mieć nowe masło do ciała cynamonowe, bo przecież kwiatowym się jesienią nie posmaruję!
    Do tego jako włosomaniaczkę kuszą mnie ciągle nowe maski, odżywki, wcierki itd... Staram się powstrzymywać i zakupy robię raz na jakiś czas więskze, ale czasami i tak robi się tego za dużo xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, sezonowość to całkiem normalna przypadłość! ja nie jestem może aż tak bezwzględna, ale wiadomo, że w wielkich upałach nos sam biegnie w stronę orzeźwiających, lekkich, wesołych zapachów, a zimą tobym tylko żarła i żarła, więc dowalam sobie jeszcze smakowitą pielęgnacją :).

      Ja zupełnie nie jestem włosomaniaczką, a chciałabym, bo nie wiem już, czym ratować moją łysiejącą głowę :(.

      Usuń
  11. Ha, ja nie mam żadnych większych zapasów, kupuję i zużywam wszystko na bieżąco :D Jestem mistrzem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam do Ciebie zaglądać, bo jesteś bardzo blisko moich kosmetycznych miłości, ale teraz, kiedy już wiem, że zapasy nie spędzają Ci snu z powiek, zazdrość zaczyna mnie fajczyć od środka. Jesteś zbyt idealna! :P

      Usuń
  12. Rozumiem, bo u mnie też jest teraz faza zużywania, aczkolwiek od dawna nie robiłam wielkich zakupów kosmetycznych, kupuję raczej pojedyncze rzeczy, które mi się skończyły albo kończą, stwierdziłam co za dużo to niezdrowo :) Za to moja mama popadła teraz w dokładnie to samo o czym piszesz.. Kolejny powód, żeby nic nie kupować, zawsze mogę wziąć coś od niej i się może nie zorientuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby to było takie proste: powiedzieć sobie na czas, że co za dużo, to niezdrowo :). Teraz jestem mądra, ale sytuacja mnie zmusiła. Pytanie, gdzie była ta mądrość, kiedy wpadałam na chatę z kolejną siateczką z Super-Pharmu czy Rossmanna ;)

      Usuń
  13. Ja doskonale zdaje sobie sprawę, że nie warto robić zapasów. Zwłaszcza w kwestii pielęgnacji twarzy np. kremy bo cera potrafi być kapryśna i po kilku miesiącach leżakowania w zapasach okazuje się, że kupiony wcześniej krem może już się u nas średnio sprawdzić albo straciłyśmy na niego ochotę. Mam tak np z jednym kremem, czeka już rok, a ja straciłam na niego chęć;) Ale teoria teorią, a zapasy rosną;) Coraz mniej, ale nadal mam chyba 11 balsamów;D Co prawda balsamy zużywam bardzo szybko więc nie ma opcji, że coś się zmarnuje, ale czy naprawdę muszę je kisić po szufladach...A mimo, że szybko zużywam to często ta liczba nie ulega zmniejszeniu bo jak zużyję dwa to niejednokrotnie dokupię dwa lub trzy...Pamiętam, że na początku blogowania gdy widziałam u innych zapasy nie mogłam zrozumieć po co i dlaczego, a potem sama wpadłam w wir zakupów;) Ostatnio kupiłam mniej, ale co będzie teraz tego nie wie nikt;) W każdym razie staram się trochę opamiętać i jest tego mniej już miesięcznie niż rok temu kiedy to np wykupywałam pół Organique;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nigdy nie myślałam o tym aspekcie przetrzymywania kremów do twarzy. U mnie zwykle chodzi o to samo – przetłuszcza się strefa T, a cera jest płytko unaczyniona, ale masz rację, mogą się zmieniać potrzeby skóry i wtedy można sobie wsadzić niektóre kremy w zadek.

      Nie dziwię się wcale, że wykupowałaś połowę Organique, mnie też się to zdarzało, a jak przestałam, to ich cudowne kosmetyki przynosiła w ilościach nazbyt wielkich moja kochana mama :D. No way out!

      Usuń
    2. Mimo, że niektóre ich produkty mnie nie zachwyciły to i tak kocham za te wszystkie dobre;)

      Usuń
  14. Miałam ten sam problem.. Na początku, gdy założyłam blog kupowałam 5 masek do włosów na raz, a kolejnech 5 było otwartych w łazience - wpływ włosomaniaczek na bidnego konsumenta zaślepionego promocjami.. Później miałam manię na produkty do twarzy, a po jakimś spotkaniu blogerskim, gdzie dostałam ogromne paczki z pielęgnacją, kolorówką, której wiedziałam, że nie wykorzystam, byłam przytłoczona ilością produktów i miałam kryzys kosmetyczny, serio. Teraz, gdy wyleczyłam się z promocji i wyprzedaży, kupuję racjonalnie i nie chcę gromadzić zbyt wielu kosmetyków. Wykorzystuję to, co mam, a to czego nie użyję oddaję i moja toaletka powoli opróżnia się.. i jestem z tego bardzo zadowolona!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, to tak trzymaj! Mam nadzieję, że za jakiś czas też mi się uda dojść do jako takiej równowagi, jestem na dobrej drodze :)

      Usuń
  15. Dobry tekst :)

    Ja zapasy mam przeogromne, niedawno spisałam wszystko z terminami ważności i nie jest żle (o dziwo, nie "o dziwko" ;)).
    Namnożyło mi się mydel (myślę, że setka śmiało jest, dziś przyszła kolejna porcji cudeniek z iHerba i Pszczela Dolinka znowu kusi przy okazji darmowej dostawy), szamponów i masek do włosów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i żele .... W marcu 2014 miałam ich blisko 80. Sukcesywnie schodzę z ilości, zużyłam, 3 czy 4 dałam siostrzenicy, nie kupuję od ponad roku, kilka sztuk dostałam, ale ostatecznie mam obecnie nieco ponad 50 szt. Byle tak dalej. Chcę zostać przy żelach Dove, Palmolive tych kremowych i Nivei a tak to mydła naturalne <3

      Usuń
    2. Setka mydeł? :O ale takich w kostce?? O reeeety, to chyba będziesz musiała myć nimi podłogę ;). 50 sztuk żelu pod prysznic – łatwizna do zużycia! jakoś już mi lżej, że więcej wariatów wokół :D

      Usuń
    3. Tak, w kostce. Coś Tym, na podłogi moich naturalnych cudeniek w życiu nie zmarnuję:D
      Na blogu pokazałam właśnie ostatnią dostawę mydeł :)

      Ze zużyciem zeli teraz taki problem, że częściej wybieram mydło. Nie wysusza skóry jak żel

      Usuń
    4. Hahaha, no pewnie, że nie zmarnujesz, no pewnie ;). Zajrzę chętnie obejrzeć te Twoje zapasy :)

      Usuń
    5. O muszę przyznać, że mi ułożyło:D co prawda wczoraj troszkę uzupełniłam zapasy, ale to w takie produkty, których u mnie nie ma (TBS, B&BW, Kiko) ale mimo wszystko mam dużo mniej mimo, że jestem maniaczką żeli!

      Usuń
  16. u mnie chyba najgorzej jest z żelami pod prysznic i lakierami do paznokci:)

    OdpowiedzUsuń
  17. Agato, jeżeli masz kilka identycznych kosmetyków kończących się teraz-zaraz-już to może jakiś dom samotnej matki masz w okolicy? Tam się podobno wyjątkowo cieszą z takich rzeczy.
    (żele pod prysznic mam 3, tylko dlatego że postanowiłam sprawdzić te wspaniałe żele YR a były w promocji 2+1; balsamy trochę mi się rozmnożyły, ale to dlatego że miałam cotygodniową dostawę Cetaphilu swego czasu i teraz wylewam na siebie litrami)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już się wystrzelałam z tych kończących się i zaczynam wychodzić na prostą :) Ale swego czasu część zbiorów przekazałam koleżankom w trudniejszej sytuacji finansowej, więc z mojego rozpasania jakiś pożytek jednak wyszedł.

      Żele YR zejdą Ci szybciutko, bo są bardzo niewydajne, więc spokojnie :)

      Usuń
    2. A, to jak niewydajne to spoko :DDDD

      Usuń
  18. ja pracuję nad minimalizacją od MIESIĘCY i widzę efekty, idzie mi wyśmienicie, nie mam stresu, za to mam miejsce na bieliznę w szufladzie (do tej pory były tam zapasy). nie oceniam nikogo, bo sama miałam z tym duży problem, ale jak bardzo cieszy mnie to, że ja nie muszę już się zajmować zarządzaniem przedmiotami. cudowne uczucie, a jeszcze daleka droga przede mną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzę o tym, by dojść do tego miejsca, w którym Ty jesteś :)

      Usuń
  19. Ja ostatnio jestem przytłoczona ilością mojej kolorówki, aczkolwiek jak napisałaś jej nigdy za wiele!
    Pielęgnację też otatnio przeglądałam i niestety, też część poszła do kosza i teraz zużywam to co muszę, ze względu na datę ważności...
    Jesteśmy chore!

    CHORE!
    Ale to całkiem fajna choroba... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to jest chore, a z drugiej strony, jak każdy ćpunek, potrafię znaleźć wiele rozsądnych odpowiedzi na pytanie, po co to wszystko :D.

      Usuń
  20. nie panuję nad ilością tego, co mnie zalewa - daty staram się jeszcze ogarniać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja kiedyś lepiej ogarniałam daty, ale potem zostawiłam moją przesadzoną kolekcję na kilka miesięcy i niestety, skutki właśnie widać.

      Usuń
  21. Na samym początku blogowania zbierałam jak pojebana [ sorry, ale inaczej się tego określić nie da :P ] Teraz trochę przystopowałam, kolorówki mniej kupuję, bo w końcu mniej więcej doszłam do tego, co mi pasuje i nie eksperymentuję, ewentualnie kupuję upatrzone wcześniej rzeczy [ kłania się UD Naked Basics 2 ^^ ]. Moją słabością wielką są kosmetyki włosowe, no po prostu nie jestem w stanie się powstrzymać od kupna nowej maski czy pierdyliardowego szamponu, to silniejsze ode mnie ;P
    Mam wrażenie, że ogarniam ten chaos, ale wszyscy i tak mówią, że mam w domu drogerię :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No mi też ten kosmetyczny ogon został wciąż z początków blogowania! Nigdy się z niego nie wyplątałam po prostu :D I mimo że teraz kupuję o jakieś 80% rzeczy mniej, i tak daleka droga do wolności i zakupowej swobody :)

      Naked Basics 2 KOCHAM!!! wciąż i wciąż. Nawet przez chwilę przez mą głowę przebiegła myśl, czyby nie pozbyć się innych paletek nude, ale to była wyjątkowo głupia myśl, dobrze, że zaraz przeszła :P

      Usuń
  22. To dużo szaf. ;]

    Się nie nadaje na chomika, bo muszę, po prostu muszę wszystko zmacać, zwąchać i popaćkać jużterazodrazu. Serio, nie dawaj mi nic na wyrost, bo to spsuję. Dostałam na czydziestkę min. balsam z masłem shea z Organique. Myślę sobie "spoko, lato jest, mam olejki, to akurat na zimojesień się przyda taki konkretny skurwesyn". I co? I Freelancer opowiedział, jak udawał konesera w Organique i wybrał właśnie TEN zapach, więc musiałam sprawdzić, przecież. A jak już otworzyłam, to nie może stać w lodówce i czekać na zbawienie, nie? No.

    A tak serio - w zapasach (w lodówce) trzymam olejki, bo kupuję większe porcje (gdyż jestem skąpcem i małe butelki się nie opłacają). Przed szaleństwem broni mnie wspomniane skąpstwo, brak przestrzeni oraz poczucie radości, kiedy mogę na spontanie coś kupić i od razu używać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z tym jużterazodrazu mam tylko z kolorówką i tu się pojawia drugi problem biednej blogereczki urodowej: przecież zanim pomacam, POWINNAM zrobić zdjęcia na bloga!!! Ostatnio w ramach terapii odwykowej od debilnych zachowań konsumenckich przełamuję ten schemat i macam najpierw, a potem się martwię, jak to na zdjęciach wygląda. No chyba że jest dobre światło, to lecę po aparat, robię kilka beznadziejnych fotek i zabieram się za macanie właściwe :D.

      Usuń
  23. Akurat dzisiaj wzięłam się za przegląd swoich zapasów i powypisywałam sobie na kartce daty przydatności żeby przypadkiem coś mi się nie zmarnowało. Mam nadzieję że zdążę je zużyć na czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, ile czasu zajęłoby mi spisywanie dat ważności tego, co mam u siebie, ale mimo wszystko wolę mniej-więcej-pamiętać, niż tracić czas na spisywanie. Ale oczywiście inicjatywa zacna i popieram!

      Usuń
  24. Mimo, że na wyjazd kupiłam kilka kosmetyków to przeniosłam się z pudła wielkości człowieka na małe zgrabne pudełeczko tekturowe, które nie pęka gdy się je podnosi :) Znaczy pełen sukces :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, pudło wielkości człowieka <3

      Usuń
  25. oj zdarzyło mi się, że kosmetyk zepsuł się w zapasach. teraz staram sie nie kupować nadmiernych ilości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też już się staram i co z tego? I tak końca nie widać ;)

      Usuń
  26. Mnie też zasypały zapasy pielęgnacji, ale staram się nad nimi zapanować, zużywam z rodziną :)
    Doszło do mnie, że nie warto robić zapasów i nie świeci się mi już w głowie lampka ,,to limitowanka weź dwa na zapas bo potem nie będzie" :P
    Pozwalam sobie na grzeszki, ale sytuacja zaczyna być opanowana :)
    Piszę tu tylko o pielęgnacji, kolorówki nie liczę :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorszy jest wyścig z terminami ważności :/

      Usuń
    2. Hehe, dobrze, że ja tak z limitowanymi edycjami nigdy nie miałam, bo chyba musiałabym teraz kąpać się w moich kosmetykach, żeby to wszystko zużyć.

      Kolorówki, naturalnie, nie należy liczyć :D

      Usuń
  27. Widzę, że każdą blogerkę prędzej czy później spotyka taki sam los. Miałam to samo, a właściwie nadal mam. Od kilku dobrych miesięcy, może dłużej, przeszkadzają mi moje zapasy kosmetyczne. Na szczęście staję się coraz bardziej regularna, co pomaga mi w ich zużywaniu. Skrupulatnie w Excelu spisuję sobie stan moich kosmetyków, bardzo często robię przegląd terminów ważności, a od sierpnia wprowadziłam kosmetycznego bana na zakupy (choć parę nowości wpadło, ale rzeczywiście były to niezbędniki). Największy "problem" mam z żelami pod prysznic, bo choć ich liczba znacznie zmalała, to jednak nie wiem, czy uda mi się dojść do momentu, kiedy nie będę miała ani jednej sztuki w zapasach. Nowości zawsze kuszą (nie odmawiam sobie oglądania gazetek - ta adrenalina haha :D), ale patrzę na nie już racjonalnie (poza żelami...) i nie kupuję, dopóki nie zużyję poprzedników. Aktualnie mam kilku gagatków, którym skończył się lub lada dzień skończy się termin ważności, więc zużywanie idzie na potęgę, choć przyjemności z tego ekspresowego tempa nie ma żadnej. Też nie chcę już dopuszczać do sytuacji, kiedy coś się przeterminuje, bo to jednak wyrzucanie pieniędzy w błoto:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś też próbowałam spisywać moje zapasy w Excelu, ale już sobie darowałam, bo gdybym chciała to wszystko teraz mieć ogarnięte, dowaliłabym sobie mnóstwo roboty, a i bez Excela mam mało czasu dla siebie ;). I też mam wrażenie, że to wyłącznie choroba blogerek – mnie zwiodła właśnie ta ogromna chęć wypróbowania wszystkiego, co istnieje na świecie, a potem podzielenia się tym z czytelnikami. Droga donikąd, ale do tego trzeba dojść na podstawie własnych skuch :)

      Usuń
  28. Ja mam dość duże zapasy, ale niemal od samego początku gdy się ta choroba u mnie zaczęła mam nawyk spisywania wszystkich dat waznosci i często kontroluję, czy coś się nie zbliża do niebezpiecznej granicy. Nic mi się nie przeterminowuje, ale mimo tego i tak dążę do doskonałości, czyli max 1-2 produktów w zapasie z każdej kategorii, myślę że taki układ miałby sens - nie będę się martwić, że coś mi się nagle skończy. Mam nadzieję, że się uda... Ostatnio było już nawet nieźle, ale na wakacjach dopadłam wreszcie drogerię DM i skutków łatwo się domyślić... :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, 1-2 sztuki z danego rodzaju w zapasie to również mój ideał (może z wyjątkiem kremów do ciała i żeli pod prysznic – tu lubię mieć odrobinę większy wybór :)). Spisywanie dat ważności to super pomysł, ja niestety jestem zbyt chaotyczna i zanim zdążyłam porządnie się za to zabrać dwa lata temu, już zdążyłam zawalić się górą pudełek i słoiczków. A DM też mnie pogrążył. W ciągu ostatnich 18 miesięcy byłam tam trzy razy ;).

      Usuń
  29. U mnie w miarę to jakoś ogarnięte, sama rzeczy kupuję dość mało, większość dostaję, ale to staram się jakoś kontrolować i sporo rzeczy puszczam w świat - moje Sioistry są zadowolone i ich koleżanki też:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, dostawanie też bywa problematyczne. Kiedy już zabrałam się za zużywanie tych moich gór zapasów, nagle moja mama postanowiła poprzynosić mi jeszcze więcej towaru – żeby mi było miło. Było mi ogromnie miło, ale... nie ułatwiła mi zadania :)

      Usuń
  30. Ojej, czasami się cieszę, że wciąż jestem ubogim studentem, który każdą złotówkę (co tam złotówkę, dwajścia groszy!) ogląda cztery razy z każdej strony. Bo w nieco grubszych czasach mam w domu konflikty z gatunku: "AGA! ZNÓW NIE MIESZCZĘ SIĘ POD PRYSZNICEM, A KOLEJNE PIĘĆSET MAŁYCH BUTELECZEK WPADŁO MI DO KIBLA, JAK PODNIOSŁEM RĘKĘ!". No i tak. ^-^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, w czasach studenckich wszystko było łatwiejsze, a już na pewno przechowywanie swoich rzeczy ;). A co do spadających butelek, następnym razem powiedz, że w takim razie trzeba opuszczać deskę :D

      Usuń
  31. ja wciaz sie scigam z datami ale widze pomalu swiatelko w tunelu. Ja mam jeszcze takie cos ze potrafie lekko przeterminowane uzywac bo wole zuzyc niz niszczyc srodowisko butlą pelna balsamu. Jakkolwiek to dziwnie brzmi, tak wlasnie mam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przeterminowane o miesiąc balsamy do ciała jeszcze jestem w stanie użyć, jeśli nie zmieniły właściwości, podobnie żele pod prysznic, ale kosmetyków do twarzy czy włosów już nie (włosy wypadają, a twarz wiadomo – największy skarb ;))

      Usuń
  32. Miałam okazję zobaczyć ciut zapasów Twych i przyznaję, droga, że nie do końca rozumiem, choć szanuję potrzebę. Przecież to wszystko - ok, oprócz edycji limitowanych, ale to chyba głównie perfumy i kolorówka? - będzie stać na półce! Można to kupić później! Skąd ten pęd?

    Sama w zapasie mam zwykle Biodermę i waciki. Kilkanaście buteleczek Essie. Koniec zapasów. Skoczyłam nawet z kupowaniem szalonej liczby butelek perfum! Uznałam, że skoro książki wysypują mi się z półek, nie potrzebuję więcej obciążenia, czy to w postaci kosmetyków czy ciuchów. Nie mam też problemu z wyrzucaniem rzeczy (tak, POZA książkami), więc ja i moje pudła żyjemy sobie. We względnej zgodzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rozumiesz, bo nigdy nie byłaś blogerką urodową ku mojemu ogromnemu niezadowoleniu :D. Gdybym nie pisała bloga, podejrzewam, że nie uzbierałabym nawet 1/3 tego, co mam. Poza tym już nie zbieram tych cholernych kosmetyków pielęgnacyjnych, one po prostu nie chcą się skończyć po moich dawnych szaleństwach. Ale nadejdzie kiedyś dzień, gdy szafki się przewietrzą. NADEJDZIE.

      Usuń
  33. Znam to, co opisałaś ;) Nie jestem minimalistką i nie panuję nad zbiorami ani pielęgnacji, ani kolorówki ;) Ale się staram to zmienić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja wierzę, że przeżyję katharsis, jak dokończę porządki w tych zbiorach i pozbędę się tego, co naprawdę nie będzie mi już nigdy potrzebne.

      Usuń
  34. Ze mnie też trochę chomik, nawet posty na ten temat na moim blogu powstały :) U mnie chomikowanie wynika chyba głównie z kupowania boxów i zakupów w drogeriach internetowych. Bo przecież jednej rzeczy się nie opłaca zamawiać! Dwóch też nie, bo koszty przesyłki ciągle za duże. To wezmę więcej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, z zakupami online mam to samo! Nie mogę, po prostu nie mogę kupić JEDNEJ sztuki czegoś w sklepie internetowym, bo mi serce pęka, jak doliczają do tego koszty wysyłki :).

      Usuń
  35. Ja mam małe zapasy, mimo że ciągle coś wpada mi w oko, ale niestety przy codziennym myciu włosów wszystko szybko się zużywa. Nigdy nie mogę pojąć, jak można nie móc zużyć litrowego Kallosa, bo u mnie wychodzi w miesiąc, i to przy zużywaniu innych odżywek i masek :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Litrowego Kallosa ja zużywam miesiącami! :) masz długie i piękne włosy – zrozumiałabyś niskie zużycie Kallosa, gdybyś spróbowała myć/odżywiać nim wyłącznie końcówki. Pewnie mam na głowie w sumie tyle garści włosów, ile Ty uzbierałabyś z samych swoich końców :D

      Usuń
  36. Nie do końca panuję. Niestety u mnie była totalna sinusoida, najpierw do życia wystarczył mi jeden szampon, żel, błyszczyk, tusz do rzęs. Gdy tylko zapragnęłam mieć ładniejsze włosy i ładniej wyglądać - kupowałam masę kosmetyków, później przyszedł trudny okres, pielęgnacja poszła w kąt na długi czas, a ja jestem na etapie odgruzowania się z nich

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kiedyś wszystkie dojdziemy do ładu z naszymi zapasami, wierzę w to ;)

      Usuń
  37. ja też przesadziłam z zapasami, ale produktów do włosów. Chciałam je ratowac wszystkim co sie dało, a teraz na szybko zużywam te, którym konczy się niebawem data ważnosci. Już nie będę robic pochopnych zakupów!

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger