07.09.2015

Kilka słów o wyrzutkach, zanim je wyrzucę – kredki i linery

Blogowanie jednak sporo zmienia w bani. Na przykład wczoraj porządkowałam szufladę z kredkami, cieniami w sztyfcie i eyelinerami, zebrałam kilku kandydatów do śmietnika i... żal mi się ich zrobiło. Wiecie, tak po ludzku żal, że wywalę weteranów, a świat nie usłyszy o nich ani słowa. I potem pojawiła się jedna z tych złociutkich myśli: ha! przecież mogę poświęcić im osobny wpis! Zryta bania, zryta. Mimo wszystko: miłej lektury.


L'Oréal – Contour Khôl w odcieniu 131 Noir Intense Jet Black  

Zanim zaczęło się w moim życiu wariactwo kosmetyczne, wracałam do tej kredki kilkakrotnie. To były czasy, kiedy mój makijaż codziennie wyglądał tak samo: rzęsy machnięte tuszem pogrubiającym (czasem dobudowywałam warstwy przez dwa-trzy dni, zanim wszystko starłam do zera – ach, beztroska młodość), cień nude na całą powiekę (albo i bez niego, szkoda czasu), no i oczywiście obowiązkowo gruba czarna krecha na dolnej linii rzęs lub na linii wodnej (BTW, wiecie, że w tym roku podobno wróciła moda na takie kreski?). Do takiego looku czarna jak węgiel kredka kohlowa była niezbędna. L'Oréal sprawdzał się dobrze, bo jest czarny to-tal-nie, miękki, intensywny, łatwy w użyciu. Niestety, potrafił się rozmazać, a nadmierna miękkość sprawiła, że nie dało się zatemperować tej kredki na ostro. Współcześnie oddelegowałabym ją do smokey eye, ale ja nie robię smokey na czarno, bo wyglądałabym tragicznie z moimi niedużymi oczami, nakrytymi czarnymi, opadającymi powiekami. Straszydełko pozdrawia.


Revlon – Grow Luscious Lashliner w odcieniu 001 Onyx 

A tu mamy podobnie miękki i niesamowicie czarny przypadek kredki. Ta jednak przybyła do mego domu nieco później i wydała mi się dużo lepsza jakościowo. Kupiłam ją ponad trzy lata temu, więc chyba czas się pożegnać. Zadanie ułatwiła mi sama kredka, która na tym etapie znajomości bawi się ze mną w chowanego. Gdy tylko ją zatemperuję i przyłożę do powieki, wkład ucieka do swego drewnianego domku. Po trzech kolejnych próbach odpuściłam. Rozumiem, że mogła trochę wyschnąć po tak długim czasie, a wraz z wyschnięciem nieco się skurczyć, ale to naprawdę jest dziwne. W związku z powyższym nie zobaczycie na zdjęciu, jak głęboka jest jej czerń, bo udało mi się narysować cokolwiek tylko jej koniuszkiem, który nie zdążył się ukryć. Można ją jeszcze kupić w sklepie Kosmetyki z Ameryki za niecałe 18 złotych, pojawia się też na Allegro. Czy warto jej szukać, oceńcie sami.



Bell – Big Black Liquid Eyeliner


Z marką Bell stało się coś dziwnego, czego nie rozumiem. Po kilkudziesięciu latach obecności na rynku seria Classic (czerwone opakowania) teoretycznie wyniosła się z dystrybucji na dobre, a na jej miejsce weszło nie Bell-Bell, tylko Bell Hypoallergenic. W drogeriach nie widzę niczego innego, ale szafę Classica w wersji okrojonej odkryłam jakiś czas temu w Biedronce (do której zazwyczaj nie chadzam). Gdzie znaleźć Big Black Liquid Eyeliner, niebędący ani czerwoną serią, ani Hypoallergenikiem? Nie mam pojęcia, ale podobno jest to możliwe (za ok. 10 zł). Eyeliner jest tani i niezły, ale ma pewną wadę pigmentacyjno-konsystencyjną. Na fotce powyżej możecie zobaczyć, jak się nim maluje kreskę – o tak właśnie. Teoretycznie tusz jest mocno czarny, ale wyraźnej, czarnej kreski za jednym pociągnięciem namalować się po prostu nie da (no dobrze: ja, kreskowa cienizna, nie daję rady). Trwałość i cała reszta okej, ale wykonać tym coś ładnego? Ciężko. Pędzelek jest nowej generacji, czyli taki twardy, zbity grubas z ostrą końcówką. Jak we flamastrach, widziałyście milion razy. Nie jestem najlepsza w te klocki.



Essence – Liquid Ink Waterproof – czarny 

Zdaje się, że wciąż jest dostępny w szafach Essence, a już na pewno w internecie można go kupić bez większego problemu (za ok. 11 zł). Widzicie tę czerń?!?! Jest oszałamiająca. To najczarniejszy kosmetyk na świecie. Żeby uzmysłowić Wam, jak bardzo jest czarny, musicie mi uwierzyć na słowo, że zarówno L'Oréal, jak i Revlon mają głęboki, smolisty odcień. I co, Essence zarzyna konkurencję, czyż nie? Niestety, zupełnie nie umiem wykorzystać tego faktu na swoich kupowatych, zbyt mięsistych powiekach (w szerszych kręgach znanych jako opadające). Pędzelek jest klasyczny, z miękkich włosków, nie jest supercienki, więc da się tym linerem wymalować przepiękną, trwałą, ale dość grubą kreskę. Nie dla mnie więc on, w dodatku solidnie cuchnie i zastanawiam się, czy od początku tak było, czy bezwstydnie skisł. Tak czy srak siak, czas się pożegnać. 



W7 – Liquid Eyeliner w odcieniu Black Brown

Głównym problemem tego eyelinera jest jego odcień. Kiedy hodowaliśmy szczury i któremuś coś się gorzej strawiło, walił kupy w takim kolorze (na żywo liner jest ciemniejszy niż tu widzicie). Tak, wiem, że na moim blogu często powraca motyw gastryczno-fekalny, ale nie moja wina, że producenci kosmetyków tak chętnie zbaczają w te rejony. Zadziwiająca jest za to trwałość linera W7. Jeśli opanujecie obrzydzenie kolorem i uda Wam się namalować nieruchomym, ostro zakończonym pędzelkiem ładną, równą kreskę (mnie się to udaje niezwykle rzadko), będziecie się nią cieszyć aż do demakijażu, który okaże się ciężką pracą, bo zmyć tę cholerę z powiek wcale nie jest łatwo. Jeżeli potrzebujecie czegoś naprawdę trwałego, uprzejmie donoszę, że wersję czarną widziałam w ladymakeup.pl za 6 złotych z kawałkiem. Mój egzemplarz defekacyjny wyrzucam, bo po wielu miesiącach w szufladzie niezbyt pięknie pachnie, a to zwykle oznacza kłopoty.


Wibo – Brązowy Eye Liner 

Nie widzę już na stronie Wibo tego eyelinera w innym kolorze niż czarny. Nie wiem, czy wycofali te w odcieniach brązu i stali, czy po prostu nikt nie wspomniał o nich na stronie (co – między nami – byłoby dziwne). Brązowa wersja jest połyskująca, to taka miedź ze złotym blaskiem. Bardzo udany odcień, który – w przeciwieństwie do czerni – mogę aplikować na górną, opadającą powiekę i nie daje efektu ciężkiego, zmęczonego oka. Sam eyeliner bardzo lubię, klasyczny, wąski pędzelek z miękkiego włosia nie sprawiał trudności aplikacyjnych moim dwóm lewym rękom, a kreska nie robiła stempelków. Wersję stalową też zużyłam do zera dwukrotnie, bo za tych kilka złotych nie było się do czego przyczepić. Liner do samego końca nie zmienił właściwości, a wywalam go, bo zostało niewiele, a do tego w kwietniu minęła mu data ważności. Tak, na fotkach jest ten sam produkt, tylko światło inaczej na niego pada, stąd tak bardzo różny efekt. 


Okej, teraz mogę utylizować w spokoju. Znacie któryś z tych wynalazków? 

26 komentarzy:

  1. ja chyba wyrosłam z eyelinerów, zwłaszcza w płynie. uwielbiam robić kreskę cieniami lub kredkami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja niczym nie uwielbiam robić, bo mi niczym ładnie nie wychodzi. Jak Ty ogarniasz temat na opadającej powiece? Robiłaś u siebie kiedyś prezentację? Zwykle maluję cieniutką kreskę tylko na linii rzęs do 3/4 szerokości (zewnętrzny kącik pozostaje nietknięty) albo ew. pod koniec odbijam do góry, ale wtedy nie wychodzę poza linię rzęs. Inaczej jest ciężko, ponuro, brzydko. Kolorowe eyelinery dużo lepiej się prezentują.

      Usuń
    2. nie robiłam prezentacji, bo z moich obserwacji wynika, że każdemu jednak ta powieka troszkę inaczej opada. po latach ćwiczeń metodą prób i błędów doszłam do tego, w jakim kształcie kreski czuję się najlepiej i teraz tego się trzymam :)

      Usuń
  2. Kiedy jeszcze chciało mi się robić kreski na tych gałach, to zabawiałam się eyelinerami sephorowskimi. Polecam gorąco. Ten niebieski śni mi się czasami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Twoich gałach grzech nie robić kresek.

      Usuń
  3. Nie znam tych wynalazków ;-) Ale chyba sama będę musiała zrobić taką selekcję... Ostatnio wywaliłam garść lakierów do paznokci. I dobrze mi z tym ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oo, zabawa z lakierami jeszcze przede mną! nie mogę się doczekać, aż otworzę szufladę i zacznę rozmyślać nad tym, który z tych samych odcieni szarości/nude/fioletów wywalić, a który zostawić :D

      Usuń
  4. Ile tego nagromadziłaś :D też muszę w końcu zabrać się za kredkowe wyrzutki :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Uświadomiłaś mi że musiałabym pomyśleć o brązowym eyelinerze :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. naprawdę warto, tylko trzeba starannie dobrać ten brąz.

      Usuń
  6. Ja robię kreski tylko czarnym, matowym cieniem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też dobry sposób, ja po prostu wzięłam sobie za punkt honoru naukę malowania kreski eyelinerem. na razie niestety bez wielkich sukcesów ;)

      Usuń
  7. Nie miałam żadnego z tych produktów (moja mama miała Wibo i bardzo przypadł jej do gustu), ale Twoje ostatnie wpisy inspirują mnie do tego, żeby zrobić gruntowne porządki w kosmetykach, wykończyć nadprogramową pielęgnację i wyrzucić kolorówkę, której nie używam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. piona dla Mamy!

      Polecam gorąco takie porządki, bardzo to odświeżające, miejscami przełomowe, a do tego zwalniasz miejsce na nowe skarby :)

      Usuń
  8. ja mam mnóstwo takich kredek i linerów, które nadają się do większej lub mniejszej utylizacji... powinnam zrobić porządki :p

    OdpowiedzUsuń
  9. Znam eyeliner Wibo, ale w wersji czarnej. Bardzo go lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Na dnie kubka z pierdołami do oczu znalazłam ogryzek swojej pierwszej kredki kupionej mi przez ciocię w niemieckim hipermarkecie. Ma z 12 lat, myślicie, że powinnam ją już wyrzucić? :]
    (To uczucie, kiedy 15 minut przed odjazdem autobusu stwierdzasz, ze dzisiaj na bank jest TEN dzień, dzień, w którym wyjedzie ci idealna kreska i faktycznie wychodzi idealna, ale tylko na jednym oku, a na drugim jest krzywo, więc lekko ją pogrubiasz, ale musisz też pogrubić tę pierwszą, ale wychodzi krzywo, więc w końcu zmywasz wszystko z oczu i biegniesz na przystanek, ale autobus odjeżdża minutę przed czasem)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. trzymaj ogryza!

      a historia... no cóż, ta bardzo z życia wzięta :D

      Usuń
  11. ja nigdy nie uzywałam eyelinerów :D chociaż ich :P

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie miałam żadnego, ale nic dziwnego, bo nie przepadam za eyelinerami.

    OdpowiedzUsuń
  13. Odkąd dorwałam Fluidline z MAC jestem mu obrzydliwe wierna i tylko nim robię kreski ;) co jakiś czas sięgam po kredki - najczęściej te z UD - ale nakładam je tylko na górną linię wodną (brzmi to sensownie?) i rzęsy wyglądają na gęściejsze <3

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger