06.10.2015

Projekt denko, odc. 30

Cześć, jak się macie w nowym roku szkolnym? Ja średnio. Zaprzątam sobie głowę... łysiejącą głową. Niestety swoją. Jeśli któraś z Was również ma ten problem, zapraszam do grupy wsparcia. A tymczasem przenieśmy nasze myśli i oczy do mojego śmiecioworka, do którego – jak co miesiąc – wrzucałam kosmetyczne odpady z ostatnich czterech tygodni. 


Balea – Dusche & Creme Grapefruit – żel pod prysznic – klasyczny, łatwy do odtworzenia zapach, który moim zdaniem trudno zwalić. Tym razem również grejpfrut pozostał grejpfrutem, zatem było miło. Żel miał tradycyjne właściwości baleowe, czyli nie wysuszał, był wydajny i dobrze się pienił. Za tę cenę (~1 euro) zawsze warto, a to – zdaje się – wersja nielimitowana, więc warto tym bardziej.

Bodyfarm – Butter Caramel Shower Gel – o żelach pod prysznic greckiej marki Bodyfarm pisałam już kiedyś tu: klik. Ich absolutnie unikatową cechą jest zapach: identyczny z naturalnym. Naprawdę. Wersja Butter Caramel jest więc karmelowo-maślana, a Wy musicie zdecydować, czy warto myć się czymś, co pachnie żarciem, czy może jednak lepiej jakimiś innymi, zmyślonymi aromatami. Żel występuje w przyrodzie w dwóch pojemnościach. Ja zużyłam tę mniejszą, której brakuje dozownika i która w regularnej cenie w Douglasie jest odrobinę za droga (dycha za 50 ml? no co wy!). Podpowiem Wam, że obecnie na stronie douglas.pl te małe pojemności są w promocji (5,90 zł, różne zapachy), więc jeśli chcecie wypróbować magię kąpieli w asyście karmelu czy kruchego ciastka, to dobry moment na eksperymenty.

Yves Rocher – Culture Bio – nawilżający żel pod prysznic z miodem – jedna ze słabszych kąpielowych wersji zapachowych YR. Miodowy żel, podobnie jak balsam z tej serii, pachnie nie miodem, tylko migdałem (w wydaniu marcepanowym, ale wcale nie jest apetyczny). Migdał podlany jest odrobiną cytryny i wyszedł z tego zupełnie nijaki, rzadki, niewydajny żel. Nie śmierdzi, ale i tak  żegnam się bez żalu. 


Eveline – bioHyaluron 4D – Delikatna emulsja do demakijażu – mleczko jest dla mnie produktem ostatniego demakijażowego wyboru. Chyba wynika to z faktu, że mam już opracowane strategie oczyszczania twarzy i mleczko nie pasuje do żadnej z nich. Dawno, dawno temu postanowiłam jednak dać szansę emulsji Eveline, żeby sprawdzić, czy może coś się w sprawie mleczek pod kopułą zmieniło. Nie, nie zmieniło się, ale ten produkt jest całkiem niezły. Ładnie pachnie, duży plus za higieniczną pompkę i sporą (245 ml) pojemność. Makijaż twarzy i oczu prędzej czy później znika w całości. Nie lubię tego, co zostaje na twarzy po demakijażu taką emulsją – producent nazywa to nawilżaniem, a ja: zapychaniem porów olejem mineralnym – dlatego nie planuję powrotu. 

Caudalie – płyn micelarny z wodą winogronową (miniatura) – może miałam go za mało, żeby się zakochać, a może po prostu nie ma się w czym zakochiwać? Ładnie, rześko pachniał i nie podrażniał – to zawsze miło. Skuteczność zmywania tuszu do rzęs co najwyżej średnia. Pełny wymiar swoje kosztuje, więc pozostaje poza obszarem zainteresowań. 

Ziaja – Jaśmin w kremie przeciw zmarszczkom pod oczy i na powieki – przeciętny, tani, wydajny krem pod oczy, który jest beżowy, a zatem ma również delikatne właściwości korygujące. Przeznaczony dla grupy wiekowej 50+, moim zdaniem zupełnie się dla dojrzałej cery nie nadaje, ale jako lekki nawilżacz dla niepomarszczonych małolat? Czemu nie. /recenzja/


Bandi – Veno Care – Krem Redukujący Zaczerwienienia – wyrzucam 3/4 wielkiego opakowania (aż 75 ml), rozżalona, bo z ostatnim dniem września krem się przeterminował, a tu taki zapas w środku. No ale nie bez powodu zapas pozostał zapasem: w tej recepturze jest o wiele za dużo parafiny. Właściwie w ogóle nie powinno jej tu być, ale mojej skórze w niewielkich stężeniach niespecjalnie ona przeszkadza. To stężenie musiało być wielkie, bo za każdym razem, gdy używałam tego kremu dłużej niż pięć dni, moja twarz witała z honorami kolejną bolącą podskórną gulę. Szkoda.

Estee Lauder – Advanced Night Repair – Synchronized Recovery Complex II – może nadejdzie dzień, w którym napiszę pełną recenzję tego serum naprawczego. Nie wiem tylko, czy na pewno chcecie ją czytać, bo planuję przedstawić w niej kilka potężnych zachwytów, a na końcu wpisać cenę produktu: 440 zł za 50 ml. 

Dermedic – Hydrain3 Hialuro – maska nawadniająca do skóry suchej – nie mam skóry suchej, wręcz przeciwnie – mieszaną w kierunku tłustej, ale wypróbowałam tę maskę, bo znalazłam ją kiedyś  bodajże w ShinyBoksie. Maska moim zdaniem ma podobne (dobre!) właściwości nawilżające do saszetkowej Tołpy (Maska-Kompres), a może nawet Tołpa wypada lepiej? Obie pozostawiają warstwę okluzyjną, bo obie mają konsystencję kremu i producent twierdzi, że nie trzeba ich zmywać, wystarczy zetrzeć płatkiem kosmetycznym niewchłonięty nadmiar. Produkt nie dla mnie, być może skóry suche wypiłyby ją do dna? Mimo wszystko robi dobre wrażenie, a w sezonie grzewczym może być wybawieniem dla biednych sucharków. 


Khadi – olejek stymulujący porost włosów – za rzadko go używałam, w końcu w połowie butelki się przeterminował, a teraz bardzo żałuję, bo planowałam go wcierać regularnie w obecnych, mrocznych dla moich włosów czasach. Muszę poszperać po blogach i poszukać opinii, bo nie wiem, czy warto z nim zaczynać, czy wybrać coś innego. Zapach drzew iglastych – mocno intrygujący.

Organique – Anti-Age Hair Mask – moje włosy obciążała, a nos degustowała, ale grube, gęste włosy powinna uszczęśliwiać. /recenzja/

KMS California – Hair Play Makeover Spray (miniatura) – robi to samo co Batiste w wersji XXL Volume, czyli łączy cechy suchego szamponu z lakierem. Od Batiste różni go cena: 65 zł. Not interested.


Sylveco – Odżywcza pomadka peelingująca – najprostsza i najwygodniejsza forma peelingu do ust, dla leniuchów. Nie zdziera tak dobrze, jak własnoręcznie zrobiony peeling z cukru i miodu, ale nie będę narzekać, bo moja leniuchowatość podpowiada mi, że byłoby to niewłaściwe. /minirecenzja/

Yves Rocher – Les Plaisirs Nature – balsam do ciała z owsem – mydlany zapach tej linii Yves Rocher nie zdobył mojej sympatii. Delikatnie mówiąc. Jest zbyt intensywny, choć ta intensywność kłuje w nos głównie w przypadku żelu pod prysznic. Jeśli kiedyś próbowaliście Uriage Creme Lavante, to znaczy, że znacie aromat owsianego balsamu YR. Są identyczne. Takie ładne, że aż można puścić pawia od nadmiaru zapachowych wrażeń. Poza tym balsam ma niezłe właściwości nawilżające – jak na tę formę kosmetyku do pielęgnacji ciała, nie ma się do czego przyczepić. No i oczywiście piona dla producenta za wekowany słoik <3. 

Neutrogena – Foot Scrub – peeling do stóp – ani zły, ani dobry. Miał chłodzić, ale moje słoniowe podeszwy nie zauważyły żadnego mentolowego powiewu. Potrzebuję zdecydowanie mocniejszych zawodników. 

Organique – Balsam do ciała z masłem shea, zapach Afryka (próbka) – dawno, dawno temu, przy okazji jakichś zakupów w stacjonarnym Organique, dostałam próbkę tłuściocha z masłem shea. Była tak okazała, że wystarczyła na kilka użyć. Ogromnie żałuję, że masło shea, kupowane na wagę i pakowane do słoików prosto z kamionkowych form, jest takie ciężkie i tłuste. Gdyby miało choć odrobinę lżejszą formułę, używałabym regularnie. Zapach Afryka uwielbiam – jest męski i bardzo interesujący. /recenzja balsamu o zapachu magnolii/


Pamiętacie lakiery marmurkowe LeMax? Swego czasu był na nie w blogosferze taki szał, że i ja, niczym rasowa owca, wrzuciłam marmurkowy zestaw do wirtualnego koszyka. Czarne, makowe kropki były czymś innym i nietypowym, a na niektórych zdjęciach tak fajnie i ciekawie wyglądały! W praktyce to po prostu tanie, wolno schnące lakiery o kiepskiej trwałości, które szybko zgęstniały, a na moich dłoniach prezentowały się mocno średnio. Meeeeee. Szybko o nich zapomniałam, ale do dziś z sympatią myślę o właścicielu brandu LeMax, który pewnego razu obudził się, zajrzał na firmowe konto i oczy przetarł ze zdumienia... :). Blogerki rządzą! Lakier Catrice uległ uszkodzeniu, ale to nic, bo i tak ma średnią jakość, za to pozytywnie zaskoczył mnie Softer Crazy Colours – szybkoschnący jednowarstwowiec za kilka złotych.
Aha, najważniejsze: zmywacz do paznokci z Sephory. Zakochałam się i będę do niego wracać, dopóki ktoś nie wpadnie na debilny pomysł wycofania go. To zmywacz przeznaczony do brokatowych lakierów, w środku oprócz zwykłej, miękkiej gąbki ma kawałek ostrej szczoty, która w połączeniu z dobrymi właściwościami samego zmywacza jest ekspresowym mordercą każdego, nawet najbardziej odjechanego manikiuru. Uwaga: Sephora ma w ofercie kilka zmywaczy w pomarańczowym opakowaniu. Szukajcie tego z napisem „Remover For Glitter”. 


O moich makijażowych wyrzutkach pisałam niedawno oddzielny post: klik. Minirecenzję tuszu Être Belle przeczytacie tu: klik. Z przedmiotów nieopisanych na zdjęciu widzicie maskarę Joko Queen Size Mascara, która od początku była sucha, przez co nie zrobiła na moich rzęsach wielkiego wrażenia. Ten długi, czarny koleś z gąbką na tyłku to wykręcana kredka do oczu Ingrid. Nie wiem, czy wciąż jest w ofercie marki, ale byłoby miło, bo jest tłusta, odpowiednio (nie za mocno) napigmentowana i lubię ją chyba nawet bardziej od Yves Rocher Stylo Regard Waterproof. No i ma dobrą cenę. Po prawej, w worku foliowym, posłałam do piachu błyszczyk NYX w pięknym odcieniu Tea Rose, ponieważ zrobił mi bardzo niemiłą niespodziankę i pękł. Tak, oczywiście że w torebce. Już kupiłam drugą sztukę, ale co się nawkurzałam, to moje. 


Zazwyczaj nie chce mi się rozwodzić nad próbkami, ale tym razem każdą z nich zapamiętałam na dłużej. Krem-żel Azelac Sesdermy zwrócił moją uwagę kolorem – to mieniąca się w słońcu perła! Żel na długo pozostawiał na skórze lepką warstwę, co opóźniało szybki poranny make-up. Ostatecznie wysychał i dało się spokojnie wykonać makijaż, ale chyba nie mam cierpliwości do takich kosmetyków. Saszetka kąpielowa Kneipp zachwyciła mnie świeżym, cytrusowym aromatem. Niesamowicie pozytywny zapach, koniecznie muszę kupić pełen wymiar! Balneokosmetyki zachęcają ładnymi zapachami i przyjemnymi formułami – tym razem było podobnie. Na pewno zaopatrzę się w pełną wersję tego kremu. Kiedyś.

To już wszystko w dzisiejszym odcinku. Papa, śmieci. Papa.

40 komentarzy:

  1. Lubię zapachy żeli Balea. Z YR miałam wersję kawową i byłam z niego bardzo zadowolona :)
    Gratuluję zużyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ich kawowy żel to jeden z najpiękniejszych żarciowych zapachów ever!

      Usuń
  2. Pomadka Sylveco <3 mniam mniam :D
    z kremów pod oczy Ziaja jeszcze nie trafiłam na dobry :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja znam tylko ten jeden. On nie jest zły, po prostu ma zbyt lekką formułę, żeby być pełnoprawnym, przeciwzmarszczkowym kosmetykiem dla pań 50+.

      Usuń
  3. pamiętam to szaleństwo z lakierami LeMax :D na szczęście nie popłynęłam na fali bo efekt niespecjalnie mi sie podobał ;) Az z ciekawości zajrzałam czy firma i jej lakiery istnieją :D odpowiedź brzmi: TAK! firma jest

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja się chyba nie zastanawiałam wtedy, czy efekt jest wystarczająco piękny ;) To było Coś Innego i... wystarczyło ;). No i wcale mnie nie dziwi, że firma istnieje, skoro blogerki przyczyniły się do takiego zastrzyku kasy hehe

      Usuń
  4. Miałam kiedyś tą emulsję Eveline, ale kompletnie mi nie podeszła

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a na co dzień lubisz używać emulsji/mleczek?

      Usuń
  5. No nawyrzucałaś całkiem sporo!
    Potwierdzam Twoje odczucia co do micela Caudalie - średniak, zainwestuj lepiej w coś innego ;)
    A co do łysiny, to po pierwsze na pewno przesadzasz, a po drugie kup koniecznie ajurwedyjski tonik do włosów Orientany. Mam już drugie opakowanie i jest boski! Baby hair rosną jak nienormalne ;) No i biotynę czystą łykaj!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to zostaję przy Biodermie i różowym Garnierze. przynajmniej na razie :)
      I niestety, eMciu, nie przesadzam z łysiną :( mam już tak przerzedzone włosy, że wszyscy to zauważają. Ajurwedyjski tonik... muszę go dopisać do listy, na razie chyba spróbuję z Khadi, ten tonik ma alkohol w składzie? Ostatnio sobie niezłej biedy narobiłam alkoholową wcierką łopianową i widzę też, że preparaty hamujące wypadanie Ducray i Vichy też mają dużo alko, a podobno tak fajnie działają :/. Biotynę łykam już trzy miesiące, czas zrobić przerwę, poza tym łykam też garść innych rzeczy, ale wiesz, dziś zauważyłam, że jakoś mniej wypada tego cholerstwa, więc jest nadzieja. Nie podoba mi się tylko, że lecą również świeże odrosty, które są bardzo cienkie, dużo cieńsze niż moje normalne włosy. Moje wypadanie to na 99% efekt nerwicy i permanentnego stresu, ale czemu aż takie słabizny odrastają? :(

      Usuń
  6. Moje wypadanie opanował olejek Khadi do - niespodzianka - wypadających włosów, taki ciemniejszy trochę. Mam nadzieję że wiesz że na Belgradzkiej jest zacny sklep z tymi-tu cudami?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gdzieeeee?!?!?! gdzie ten sklep?!

      Usuń
    2. kojarzę tylko zielarski w Galerii Ursynów. to ten?

      Usuń
    3. Nie! Belgradzka, po prawej jak wychodzisz z metra Natolin twarzą w stronę Kabat, nie wchodź przed wypłatą! Coś z eco w nazwie chyba, jak wpisywałam 'kosmetyki belgradzka' to było na podium.

      Usuń
    4. Nie! Belgradzka, po prawej jak wychodzisz z metra Natolin twarzą w stronę Kabat, nie wchodź przed wypłatą! Coś z eco w nazwie chyba, jak wpisywałam 'kosmetyki belgradzka' to było na podium.

      Usuń
    5. nie znałam tego, dzięki za ostrzeżenie ;)

      Usuń
    6. Przejeżdżałam dzisiaj obok, zerknęłam: BioOrganica, Belgradzka 46 albo 48.

      Usuń
  7. mnie nie opanował szał na maczki le max ani żadne inne, jakoś ten trend mi nigdy się nie spodobał:) zwrócę uwagę w sephorze na ten zmywacz! musi być wybawieniem dla paznokci pokrytych lakierem brokatowym

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, do brokatów jest bardzo fajny, tylko jeżeli malujesz paznokcie brokatami, najlepiej mieć dwie oddzielne butelki i zwykłe lakiery zmywać w drugiej.

      Usuń
  8. Dla mnie same nowości, nic nie miałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. naprawdę aż takie egzotyki w tym moim worku? :)

      Usuń
  9. U mnie krem pod oczy z Ziaja sprawdził się naprawdę dobrze (mam 27lat), więc nie tylko nastolatkom przypasował :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no czyli tak, jak napisałam, jesteś małolatą bez zmarszczek ;))

      Usuń
  10. Kusi mnie zakup wody winogronowej z Caudalie. Kosmetyki z Organique bardzo lubię, szkoda tylko olejku Khadi. Super denko :)
    mój blog klik!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też bardzo żałuję olejku Khadi, szczególnie że właśnie teraz bardzo by mi się przydał :( no trudno, muszę kupić drugą butelkę! a wodę winogronową polecam gorąco!

      Usuń
  11. Co ze mnie za blogerka, że ani nie pamiętam, ani nie znam lakierów LeMax ???
    Zmywacz z Sephora jest genialny, mam i uwielbiam. Pomadka Sylveco to bomba, która zamienia suchary na wargach w aksamit - lubię bardziej niż PAT&RUB, choć zapachem wygrywa ten drugi, pomarańczowy w sensie... Balea nie znam, kosmetyków z Yves Rocher, któe pokazałaś też nie, ale mam jakiś balsam do ciała Organique shea coś tam... i jest to taki kamień, że nie można w ogóle palca weń wsadzić ;) nie na moje nerwy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja nie wiem, jak mógł Cię ominąć szał na LeMaxy!
      Zdzieraka Pat&Rub nie próbowałam – wydał mi się zdecydowanie za drogi i myśl o własnoręcznym peelingu zawsze wygrywała, chociaż nie mówię nie – jak kiedyś przy okazji zakupów na ich stronie zobaczę te peelingi w promocji, może się skuszę :).

      Tak, balsamy Organique z masłem shea to są kamienie, które dopiero rozpuszcza ciepło naszego ciała. Męczące, ale skuteczne i pięknie pachnące dziady :)

      Usuń
  12. Ej no, a myślałam, że polecisz lub odradzisz ten olejek Khadi, bo muszę zapuszczać włosy - zawiodłam się! :D Czekam na recenzję tego drogiego serum, wrzucaj śmiało, bo mimo że nigdy nie kupię, chcę wiedzieć, czy warto! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Khadi poleca tyle osób, że myślę, że możesz próbować bez mojej rekomendacji :)

      Usuń
  13. Ja jestem niestety pomarszczoną małolatą więc Ziaja nie dla mnie :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nieeemożliiiiiwe, pewnie jakieś drobne ryski widać pod oczami ;)

      Usuń
  14. 1. piona po raz kolejny, łkam myjąc włosy - wychodzą garściami (dziękujemy ci, nerwico!). Zbieram się do kuracji siemieniem lnianym, żeby poratować łeb, ale coś mi słabo idzie. I drożdże pewnie by nie zaszkodziły. Tylko to regularnie trzeba...
    2. do ciężkiej cholery poszczułaś mnie tymi zelami ciasteczkowymi tak, że drugi tydzień chodzę i szukam przynajmniej substytutu. Na www. Douglasa nie ma już wersji (a przynajmniej nie było, jak patrzyłam), które najmocniej kuszą, stacjonarnie lipa, z innych marek też jak na złość same egzotyczne olejki i żadnego solidnego karmelu. Masakra. Chcem.
    3. Organique Afryka TAK, to właśnie wylosował Freelancer na moje urodziny, boski jest ten zapach, nosiłabym jako perfumy.
    4. Twoje denka są bardzo ekscytujące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. O rety, Tyyyy teeeeeż? masakra :( siemienia nie próbowałam, ale może powinnam, bo to nawet na mój zmęczony nerwicą żołądek może być super okładzik. Ja przymierzam się do jednego z dwóch rozwiązań włosowych: ampułki Ducray (ew. Aminoxil Vichy) lub Loxon 2%. Opcja pierwsza jest droga (ok. 200 zł za 3 miesiące kuracji) i zawiera alkohol, a ten ostatnio zrobił mi niezłą biedę ze skalpem (wcierałam czeskie coś z łopianem i tak się wysuszyłam, że teraz codziennie muszę myć głowę, tyle na niej smalcu). Opcja druga, czyli Loxon powinna wywalić burzę włosów, ale jest jeden problem – po kilku(nastu) tygodniach z dużym prawdopodobieństwem trzeba będzie powitać meszek na twarzy (czoło, górna część policzków...). Mimo że jestem jasną blondynką, nie uśmiecha mi się ta wizja. Jak odstawisz Loxon, to przestają tam rosnąć, aleeeeeee jeeeednaaaaaak...
      2. a Luiza mi w piątek mówiła, że Douglas wycofuje nasze ciasteczka :( więc.. problem masz z głowy! Wymyślę Ci inny pyszny karmel.
      3. Piona!
      4. <3

      Usuń
    2. Nie wiem czemu, ale nie wierzę w zewnętrzne rozwiązania na lecące włosy. Mam mocne poczucie, że tylko zmiana diety może mi pomóc (w ogóle mam pióra w koszmarnym stanie - nie dość, że mało, to jeszcze zabijają się w strąki i przetłuszczają. Ale to chyba kwestia warunków zewnętrznych- na rower już tylko w czapce, w pomieszczeniach ogrzewanie, makabrra!)
      Ćpam drożdże trzeci dzień, zobaczymy ile wytrzymam. Siemię polecam mocno,jak nie na wlosy,to zadziała na skórę, paznokcie, albo przynajmniej żołądek.
      @karmel NIE MA, niemodny w tym sezonie jest! :f

      Usuń
  15. zainytrygowałas mnie zmywaczem do brokatów - przydatna rzecz, jeśli naprawdę jest taki skuteczny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jest, jest, ale ja go używam głównie jako zmywacza do niebrokatów. szybko, sprawnie, bez głupich wacików :)

      Usuń
  16. Moją czuprynę maska Organique też obciążała, ale jako odżywka była ok ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Taką samą opinię mam o peelingującej pomadce z Sylveco. Żele z Douglasa chodzą za mną od kiedy opublikowałaś ich recenzję. Ostatnio przechodziłam obok tej drogerii (na co dzień nie mam do niej dostępu) i wiedziałam, że coś tam miałam sprawdzić, ale zapomniałam co:] Mam jednego srebrnego LeMaxa w swojej marnej lakierowej kolekcji i ogólnie jestem z niego zadowolona poza tym, że śmierdzi zwłaszcza po aplikacji:] Miałam w planach nawet zakup innych kolorów, ale gotowe zestawy nie satysfakcjonowały mnie kolorystycznie.

    OdpowiedzUsuń
  18. no i teraz musze kupic ten zmywacz ech;P

    OdpowiedzUsuń
  19. Jestem tak wkurzona na Douglasa i na to, że wycofują Body Farm, że płakać mi się chce. Szczególnie, gdy pod prysznicem pucuję się ja i brown sugar. :(

    Pomadka z Sylveco fajna, ale nic nie pobije peelingów do ust z Lusha. Miałaś kiedyś?

    Mojej mamie bardzo przypadły do gustu Balneokosmetyki, a ma cerę tłustą. Możesz zaryzykować!

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger