21.12.2015

Garść minirecenzji: Balea

Czeskie DM-y odwiedziłam w sumie cztery razy i za każdym przywoziłam siatkę kosmetyków. W Czechach DM-owe zakupy są mniej opłacalne niż za niemiecką miedzą, ale za to do Cieszyna jest mi zdecydowanie bardziej po drodze, a i o Ostravę udało się kiedyś zahaczyć.

Cena kosmetyku nie jest dla mnie wyznacznikiem jakości – zarówno perełki, jak i kosmetyczną padakę odnajduję na różnych półkach, więc potrafię zachwycić się jednakowo podkładem Guerlain i kremem za trzy złote. Baleę zużywam chętnie, bo ładnie wygląda i zazwyczaj ładnie pachnie. Jeżeli coś przy okazji ma dobre właściwości pielęgnacyjne, oddaję rytualny pokłon w stronę tego cosia i zużywam z najwyższą przyjemnością.


Handlotion Sheabutter Arganöl

Bardzo lubię tę serię Balei. Urzeka mnie przede wszystkim zapach, taki trochę męski, a już na pewno uniseksowy. Nazwanie tego kosmetyku przez producenta mleczkiem jest bardzo celne, bo mamy tu do czynienia z konsystencją rzadką, choć wcale nie mało treściwą. Na początku nie byłam zachwycona – przyzwyczajona do czarodziejskich mocy chociażby czerwonego Garniera, spodziewałam się nie wiadomo czego. Nie_wiadomo_co nie nadeszło, mleczko to mleczko, więc nie naprawia zniszczonych/wysuszonych dłoni w trymiga, ale to nie znaczy, że nie działa. Działa fajnie, tyle że jego moc polega na regularności. Od kiedy postawiłam tę butlę w łazience w widocznym miejscu, stan moich dłoni bardzo się poprawił.


Urea Augen Creme

Kiedy zobaczyłam na półce w DM-ie krem pod oczy Balei z mocznikiem, bardzo się ucieszyłam. Nie miałam wcześniej do czynienia z kremami na bazie mocznika innymi niż te do rąk czy stóp, więc moja nadmiernie rozbujana wyobraźnia roztaczała wizje idealnie nawilżonej, pięknie zadbanej skóry pod oczami – tak bardzo idealnej, że aż bije od niej naturalny blask, a mijający mnie ludzie zasłaniają oczy, onieśmieleni tym niezwykłym widokiem. A co się wydarzyło naprawdę? Aaaa... takie tam łzawienie uczuleniowe. Krem trafił do nowej właścicielki poprzez blogową oddawajkę, a ja jestem bardzo ciekawa, czy mocznik, którego w tym kremie jest ooooo tyyyyyyle, odmieni mniej wrażliwe pod-oczy.


Bodycreme Sunny Peach

Tego kremu niestety już nie dostaniecie, bo Sunny Peach to edycja limitowana, ale przy okazji Baleowej brzoskwinki chciałam wspomnieć ogólnie o kremach w półlitrowych słojach, bo to całkiem fajne kremy za całkiem fajną cenę. Wersja brzoskwiniowa pachnie delikatnie, ale zgodnie z prawdą: gdy wsadzałam nos w ten wielki słój, czułam bardzo prawdziwy zapach brzoskwini zmielonej ze skórą, pestką i kawałkiem gałęzi. Czyli słodko-cierpki. Właściwości nawilżające bardzo przyzwoite, konsystencja na granicy lekkości i maślanej kołderki. Miłe, długie (bo półlitrowe) spotkanie, ale cieszę się, że to wersja z masłem shea i olejem arganowym należy do stałej oferty, bo zarówno zapach, jak i działanie wygrywają w kremie w brązowo-białym słoiku.


After-Shave Pflege-Gel Sensitive

Zaskakująco dobry kosmetyk, po którym nie spodziewałam się wiele i kupiłam go tylko dlatego, że chciałam napisać o nim na blogu, bo nigdzie indziej nie widziałam recenzji akurat tego produktu Balei :P. Niedługi, interesujący skład, bardzo delikatny, świeży zapach i lekka, żelowo-balsamowa konsystencja sprawiają, że After-Shave Pflege-Gel Sensitive staje się ciekawym sposobem na uspokojenie podrażnionej po goleniu skóry. A trzeba Wam wiedzieć, że uspokaja dobrze – wmasowany w łydki nie powoduje szczypania i zaczerwienień. Bardzo miło z jego strony. Poza tym wchłania się szybko i już w kilka chwil po aplikacji można wciągać spodnie na tyłek i wybiegać z domu. Zdziwiła mnie podróżna pojemność: 100 ml i fakt, że za tak małą ilość producent zażyczył sobie prawie 3€! Niemożebyć. Toć to fortuna.


Augen Make-Up Entferner – wersje jedno- i dwufazowa

Według mnie jednofazówka jest cienka. Postawiłabym ją na tym samym miejscu podium co niebieski jednofazowy płyn do demakijażu Ziai. Kiedyś go używałam namiętnie, ale po tym jak poznałam różową Biodermę i różowego Garniera, okazało się, że to była po prostu woda do mycia oczu, a dobry płyn do tego typu zadań wygląda nieco inaczej. Jednofazówka Balei to taki powrót do korzeni – coś tam zmyje, trochę trzeba potrzeć, oczy podrażnić, nie domyje i tak do końca, więc lepiej najpierw wziąć prysznic i namoczyć tusz do rzęs, a potem można ścierać tę pandę czymkolwiek, choćby i wodą z butelki za parę złotych.

Dużo lepiej prezentuje się dwufazówka. Nie umiem tego ocenić z całą pewnością, bo nie używałam ich po sobie, ale wydaje mi się, że nie jest gorsza od Pur Bleuet z Yves Rocher, a to już coś znaczy. Niestety, od kiedy poznałam masło do demakijażu The Body Shop, dwufazowe płyny trochę spadły w moim rankingu, ale uczciwie należy przyznać, że dwufaza Balei ma sens i warto pozbyć się dla niej kilku drobniaków z portfela.


Maska Peel-Off dla cery mieszanej

Maska peel-off zawsze brzmi obiecująco, bo jeśli producent dobrze ją skonstruował, zejdzie z twarzy za jednym pociągnięciem, co jest nie tylko proste i estetyczne, ale też niezwykle satysfakcjonujące (kto próbował, ten wie). Takie maski lubię najbardziej, ale po raz kolejny okazało się, że tylko za atrakcyjną stronę techniczną, bo ich właściwości pielęgnacyjne są nędzne. Ta jest z oczarem wirginijskim, pantenolem, ekstraktem z pestek moreli... I cóż z tego, skoro zanim skóra zacznie popijać te dobroci, uprzednio nawali się kilkoma rodzajami alkoholu? Mojej cerze nie stało się wprawdzie nic złego po dwóch dawkach tego peel-offa, ale dobrego też nie. Zero różnicy. Czyli bez sensu.


I to tyle. Jeżeli macie ochotę, tu możecie przeczytać poprzedni post zbiorczy na temat produktów Balei. Napisałam go półtora roku temu, więc część już nieaktualna, ale kilka ciekawostek wciąż do kupienia: klik.


15 komentarzy:

  1. no wlasnie, balabym sie mocznik nalozyc pod oczy :) Zapraszam na rozdanie ZOEVA KLIK

    OdpowiedzUsuń
  2. ja miałam może ze cztery kosmetyki Balei i żaden mnie szczególnie nie oczarował. wspominam je jako przeciętniaki, więc do marki już mnie nie ciągnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie też zapał nieco opadł, ale nie na tyle, żeby przejść/przejechać obok DM-u obojętnie! :D

      Usuń
  3. Będę miała okazję przetestować balsam z Balea i jestem go bardzo ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię sobie czasem kupić przy okazji jakieś produkty Balea do wypróbowania :) Jak zawsze, są lepsze i gorsze egzemplarze. Napalałam się na ten krem pod oczy, ale chyba zrezygnuję, mam strasznie wrażliwe oczy, więc pewnie też by się nie obyło bez podrażnienia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to nie polecam, w ogóle wychodzi na to, że kosmetyki z Balei pod oczy to nic specjalnego. jedyne, co wspominam dość dobrze to takie serum z kwasem hialuronowym, które solo nie miało sensu, ale w towarzystwie kremu pod oczy ładnie dawało radę nawadniać skórę.

      Usuń
  5. pierwszy kosmetyk znam i lubię

    OdpowiedzUsuń
  6. Z Balei miałam kiedyś superancki krem do stóp z mocznikiem, który oczywiście wycofali, na jego miejsce wprowadzając, jak się domyślasz, krem do stóp z mocznikiem, ale z innym składem, już nie tak dobry :(
    W poprzednie wakacje kupiłam sobie cztery odżywki do włosów Balea Professional, cztery różne, bo się nie mogłam zdecydować, którą chcę. Jedna była bardzo dobra i działała - nadająca objętość, dwie takie sobie - nadająca połysk i z kofeiną - jedna była odrobinkę lepsza, ale nie pamiętam która, więc jednak przeciętniaki. No i ostatnia do loków, do tej pory resztki się poniewierają w łazience. Tylko że ja nie mam loków, a zaledwie marne fale :)
    Wszystkie miały za to bardzo ładne opakowania, dlatego przytargałam aż cztery :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na mnie też w jakiś tajemny sposób oddziałują opakowania Balei. coś w nich jest fajnego, ludzkość pognała z kosmetykowym designem w inną stronę, a tu taki klasyk! :)

      Usuń
  7. Dwufazówka Balei jest super, domywa ten upierdliwy They're Real, który robi piękny efekt, a potem, przy zmywaniu, wyciągasz sobie rzęsy z rozpaczy.
    Inwestuj w pielęgnacje cielesną Korres. Ja przepadłam (niestety).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od kiedy poznałam masło do demakijażu z TBS, żadne hardkorowe tusze mi niestraszne!
      W jakąkolwiek pielęgnację cielesną zainwestuję najwcześniej w 2020. Wiadomo, dlaczego.

      Usuń
  8. Miałam ten krem do ciała w wersji kokosowej - nawilżał świetnie, ale dopiero po nałożeniu czwartej warstwy :p Za to w przeciwieństwie do typowych balsamów na parafinie, działał co najmniej do następnego prysznica (co przy mojej suchej jak pieprz skórze jest dobrym wynikiem). Gdyby tą samą ilość składników odżywczych rozprowadzić w o połowę mniejszej ilości wody, byłby idealny.
    Ogólnie moje zakupy z DM to pół na pół hity (np. Balea oil repair z Twojego poprzedniego wpisu - moich niskoporów o dziwo nie obciąża, za to daje i wygładzenie i objętość :o) i kity (np. pianka do mycia twarzy - dopiero po kupnie zauważyłam alkohol na 2. miejscu składu, nope, nope, nope).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, cztery warstwy jedna po drugiej nakładałaś???
      cóż to za pomysł :D

      Usuń
  9. Z serii z mocznikiem mam krem na dzień i jest całkiem przyzwoity.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger