19.12.2015

M・A・C Studio Fix Powder Plus Foundation, odcień NC15

Pudry MAC zagrzały u mnie miejsce i w żaden sposób nie dają się wykopać z szuflady z kolorówką. Jakiś czas temu udało mi się zużyć matujący Blot i bach! – kolejne opakowanie zasiedliło puste miejsce. Obok Blota mieszka transparentny, lekki Prep+Prime, a na trzeciego wcisnął się prasowany Studio Fix, który funkcjonuje w przyrodzie jako puder i podkład w jednym. Nie potrafię przekonać mojej głowy, że nawet najbardziej kryjący puder mógłby być nazywany podkładem, dlatego dla mnie to po prostu kryjący puder i kropka. 


Opakowanie Studio Fix tradycyjne – czarny, matowy plastik z lusterkiem. Blot wygląda tak samo (tu recenzja: klik). Różnią się jednym szczegółem: Puszek Blota mieszka na pudrze, a Studio Fix ma specjalną skrytkę, w której schowana jest całkiem sensowna gąbka do makijażu (jeśli Wam nie będzie pasować, możecie wsadzić tam cokolwiek innego – skrytki to fantastyczna sprawa! (mimo wszystko nie polecam przechowywać tam niczego, co nielegalne – pod spodem jest sitko pełniące funkcję wywietrznika). Nie zrobiłam zdjęcia gąbce, bo zapomniałam – do aplikacji pudru używam pędzli. Porcja Studio Fix to 15 gramów, za które polski dystrybutor życzy sobie 129 złotych.


Odcień NC15 to bardzo jasny, neutralny beż. Dla mnie mało użyteczny latem (co ma swoje plusy, ale o tym za chwilę), za to zimą i wiosną działa jak należy. Odnalezienie odcienia idealnego wśród bogatej gamy produktów MAC jest trudne, ale nie niemożliwe. Musicie jednak pamiętać, że jeśli np. pasuje do Waszej karnacji NC15 płynnego Studio Fixa, nie macie gwarancji, że tak samo idealnie będzie wyglądał puder w tym odcieniu (że nie wspomnę o płynnym podkładzie z innej linii, bo tu różnice są największe). Warto szukać ideału, mieć dwa oddzielne kolory na chłodniejsze i cieplejsze miesiące i za każdym razem przechodzić proces doboru odcienia przy zakupie nowego rodzaju podkładu/pudru/korektora MAC. Ja wciąż nie jestem pewna, czy znalazłam swoje perfekcyjne odcienie, tym bardziej że moja cera wcale łatwa nie jest: zawiera zarówno żółte, jak i różowe tony, więc mogę szukać wśród NW i NC. Bliżej mi do ciepłej karnacji, częściej wybieram w ofercie różnych marek podkłady z żółtymi podtonami (lub te całkiem neutralne), ale wiele zależy też od pory roku, a i te bardziej różowe egzemplarze potrafią ładnie wyglądać na mojej twarzy. Aha, oznaczenie kolorów w MAC-u jest bardzo mylące, dlatego najłatwiej zapamiętać, że NW to zwykle odcienie beżowo-różowe, a NC – beżowo-żółte, chociaż nie jest to w 100% sprawdzalna teoria, dlatego nie polecam kupować w ciemno, bez „mierzenia” na twarzy. Czasami zdarza się nawet, że między odcieniami NC i NW z tym samym numerkiem nie ma prawie żadnej różnicy (vide: korektor Pro Longwear NW i NC 15). Po bardziej szczegółowe informacje na temat znakowania gamy MAC-a zapraszam do Beautyness: klik.


Wróćmy do pudro-podkładu Studio Fix. Jest nie tylko jasny, ale też bardzo drobno zmielony, dzięki czemu potrafi podarować użytkownikowi efekt pupy niemowlaka. Przynajmniej zaraz po nałożeniu. Producent ocenia jego krycie jako średnie i mogę się z tym zgodzić, choć po wszystkich transparentnych lub lekko kryjących pudrach, jakich miałam okazję używać przez długie miesiące, poziom krycia Studio Fixa bardzo mnie zaskoczył. Zakrywa bez problemu wszystkie zaczerwienienia, pieprzyki pokrywa powiedzmy w 75%, także niezły z niego kozak. Daje matowe wykończenie, co pewnie ładnie wygląda na zdjęciach, ale na żywo z bliska... hmm... no cóż. Widać, że pudernica. Nie jest to pudrowy mat tanich lotów, można spróbować potraktować go na koniec odrobiną wody termalnej i pewnie będzie wyglądał bardziej naturalnie, ale ja jakoś nigdy nie próbowałam.  Na szczęście nie ciemnieje na twarzy.

Warto zaznaczyć, że matowe wykończenie nie jest tożsame z właściwościami matującymi. Studio Fix nie matuje. Można oczywiście przypudrować sobie nosek, ale w ciągu godziny rozbłyśnie milionem tłustych drobinek. To zła wiadomość dla mojej bardzo tłustej strefy T – spodziewałam się lepszego wyniku. Oczywiście, że mam w torebce bibułki matujące. Oczywiście, że zapominam ich używać.

To nie jest zły produkt (choć czytałam, że może zapychać), ale nie znalazłam jednoznacznej odpowiedzi na pytanie: po co mi on. Na co dzień używam podkładów płynnych, kremów BB, a jeśli chcę dać odpocząć cerze, bunkruję się w domu i nie kładę na twarz niczego poza kremem nawilżającym. Myślałam, że okaże się przydatny w największe upały i będę mogła darować sobie spływające wraz z potem podkłady, ale on przecież nie matuje, a wraz ze znikającym efektem pudernicy znika również sam puder – trochę się ściera, a trochę włazi w rozszerzone pory. Nic ładnego, nie polecam. Kilka razy przydał mi się do szybkiego mejkapu przed nagłym, nieplanowanym wyfrunięciem z domu, ale czy kupię kolejne opakowanie? Niekoniecznie. Chyba już lepiej przyjrzeć się bliżej ofercie sypkich podkładów mineralnych (LilyLolo zachęcił mnie do eksperymentów i nawet nieźle matuje!), a MAC-owi dać szansę w innych kategoriach.

Na koniec fotka składu. Dla wyjątkowo ciekawskich i dociekliwych. Ja nie analizuję składów kolorówki, jeszcze mi zdrowie psychiczne miłe, ale wiem, że część z Was odzyska spokój dopiero po obejrzeniu tyłu kartonika, dlatego służę:



Ile: 15 g
Cena: 129 zł (kiedy kupowałam to opakowanie, płaciłam 126 zł, ale kurs dolara wzrósł względem złotego dobrych parę miesięcy temu)
Ocena: 3/6

28 komentarzy:

  1. Mam i też mnie nie zachwyca. Ta pudernica najgorsza i jeszcze u mnie plamy robi. Ogromne rozczarowanie, bo oczywiście spodziewałam się czegoś więcej. Również bym już nigdy go nie kupiła :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Plamy u mnie też robi czasem, jak dam zbyt tłusty, a raczej może klejący krem jako bazę. Szkoda, że u Ciebie też się nie sprawdził :(

      Usuń
  2. w sumie to jestem ciekawa podkładu w takiej formie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja jeszcze nie powiedziałam ostatniego słowa, będę testować tego typu produkty, ale powiem Ci, że ten MAC to nawet nie ma podkładowej, lekko mokrej formuły – zupełnie suchy puder.

      Usuń
  3. Jednak nie każdy kosmetyk Mac zachwyca. Spodziewałam sie wielkiego zachwytu. Jednak dobrze czytać recenzje :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, im szerzej poznaję ofertę MAC-a, tym więcej widzę jego niedoskonałości. Na szczęście mają kilka sprawdzonych typów kosmetyków, które mogę brać w ciemno (pomadki!!!), dlatego wracam do nich jak zahipnotyzowana ;)

      Usuń
  4. Macałam te pudry kilka dni temu w MAC i ich wykończenie mnie zachwyciło, były bardzo "gładkie"
    Planuję zakup jednego ale do użytku jako przypudrowanie korektora pod oczami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, Aniu, że nie pomyślałam o takim sposobie używania go? Obawiam się jednak, że i tam może się okazać za ciężki i wchodzić w zmarszczki :/

      Usuń
  5. Jak jest taki efekt, to podziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie w ofercie MAC-a można znaleźć lepsze pudry i podkłady :)

      Usuń
  6. Wygląda mi ta recenzja na krok w stronę mineralnej krainy. Serdecznie polrcam tę wycieczkę, moje makijazowe życie nigdy wcześniej nie było tak proste.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ja lubię dobrze uważone chemikalia – odpowiednią pielęgnacją doprowadziłam cerę do całkiem niezłego stanu (no żebym nie powiedziała tego w złą godzinę :P), ale faktycznie jest coś pociągającego w tych minerałach, a świadomość obcowania z kosmetykami naturalnymi jest przemiła :)

      Usuń
  7. Jestem zdziwiona Twoją opinią, nie dla tego że go używałam, ale dlatego że dużo blogerek/vlogerek z cerą tłustą z powodzeniem używa go jak podkład.

    OdpowiedzUsuń
  8. Przyznam, że gdy czytałam o tych kolorach, to rozbolała mnie głowa. Bobbi Brown na zawsze! Albo najlepiej w ogóle nic, tylko krem. To ostatnio moja dewiza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie ta Bobbi niespecjalnie zachwyciła... niby ładnie wygląda na twarzy, ale z bliska coś mocno nie halo. Ale Ty masz buziuńkę jak dupcia kilkumiesięcznego Tomasza, więc w ogóle nie mamy co porównywać.

      Usuń
  9. Kusi mnie, ale jak na razie jestem wierna swojemu ulubieńcowi od Bobbi Brown :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj, a ja mam jeden podkład z Bobbi i nie przekonał mnie do siebie :/

      Usuń
  10. E, jak nie matuje, to nie biorę :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla Ciebie nawet Blot był za marny, więc tego nawet nie ruszaj.

      Usuń
  11. Jak to mozliwe, ze Twoja cera ma zarowno zolte, jak i rozowe tony? Chodzi o rozne miejsca na twarzy czy jak..? Daleko mi do eksperta, ale rozowosci wywolanych naczynkami nie bierze sie ood uwage przy okreslaniu tonacji, jakby co :)
    Czytuje Twojego bloga namietnie i nigdy nie komentuje, przepraszam ze akurat przy pierwszym komentarzu musialam sie przyczepic:)
    Pozdrowienia z Bemowa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, Magdo :) Oczywiście masz rację, samych różowości naczynkowych nie można podpinać pod cerę o różowym kolorycie lub tak, jak ja to napisałam, zakładać, że ma się dwa odcienie. Ale są też takie cery, które nie mają wyraźnego kolorytu (za mało melaniny) i raz wydają się bardziej żółte, a raz różowe. O tonacji cer fajny tekst napisała Azjatycki Cukier: http://azjatyckicukier.blogspot.com/2014/02/tajemnice-koloru-cery-ktore-powinnas.html
      Jestem właśnie tym typem, o którym pisała pod koniec. Opalam się na różowo, mam na głowie jasny blond, karnacja dość jasna, a jednak nie można o niej powiedzieć, że jest różowawa, wręcz więcej widzę żółtych podtonów. Misz-masz, cera... hmmm... neutralna, a to - jak pisała autorka wspomnianego bloga – prawdziwa pułapka.

      Usuń
    2. Dziekuje Agatko, juz sie doksztalcilam:) Wesolych Swiat i wymarzonych kosmetykow pod choinka ;)

      Usuń
  12. Jak to mozliwe, ze Twoja cera ma zarowno zolte, jak i rozowe tony? Chodzi o rozne miejsca na twarzy czy jak..? Daleko mi do eksperta, ale rozowosci wywolanych naczynkami nie bierze sie ood uwage przy okreslaniu tonacji, jakby co :)
    Czytuje Twojego bloga namietnie i nigdy nie komentuje, przepraszam ze akurat przy pierwszym komentarzu musialam sie przyczepic:)
    Pozdrowienia z Bemowa :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Potrzebuję czegoś matującego, więc ten kosmetyk już na starcie odpada...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale matującego pudru, podkładu w pudrze?

      Usuń
  14. Skoro nie matuje, to niestety nie dla mnie... Z Lili Lolo eksperymentowałam w lecie, wtedy z tym matowieniem nie do końca sobie radził. Może teraz okaże się dla mnie łaskawszy ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tej porze roku też chętnie go znowu wypróbuję, tylko muszę znaleźć jaśniejszy kolor :)

      Usuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger