19.01.2016

M Brush by Maxineczka – pierwsze wrażenia

Pędzle Maxineczki to gorący temat. Czekała na nie rzesza fanek naszej naczelnej beauty-vlogerki, a potem nastąpiło masowe jęknięcie niezadowolenia, kiedy ujrzały światło dzienne i ujawniły swoją cenę. Zestaw 7 pędzli w tubie kosztuje w Minti Shop 689,90 zł. To dużo. To bardzo dużo. Pewnie sama zastanawiałabym się długo nad zakupem i możliwe, że nigdy bym się nie zdecydowała, bo moja pędzlowa gromada już teraz jest pokaźna. Z pomocą przybył Piotr, znany również jako Najfajniejszy Mąż W Kosmosie. Akurat na początku roku wypadło moje coroczne oficjalne się_zestarzenie, a tak się składa, że Piotr słucha, co do niego mówię i nawet wie, kim jest Maxineczka (sic!). I że wydała na świat te pędzle. I że w sumie to bardzo bym chciała je przetestować. Wysypał więc z worka ciężko zarobione dukaty i tak oto na natolińskie włości dotarła przesyłka z Minti Shopu, a w niej:



Na kanale Maxi można podziwiać komentarze wypełnione po brzegi pretensjami o cenę czy niepotrzebnie pozłacane skuwki i podejrzliwymi pytaniami o jakość. No to, moi drodzy, muszę Was zmartwić. Co prawda złocenia mnie również nie są do szczęścia potrzebne, ale w tubie odnalazłam siedem doskonale wykonanych pędzli, które są tak miękkie, że prawie nie da się uwierzyć, że włosie pochodzi z szorstkiego koziego tyłka, a nie z fabryki milusińskich, syntetycznych niteczek*. Być może nikt tak naprawdę nie potrzebuje aż tak miękkich pędzli, ale stało się, zaistniały, japońskie dłonie poskładały je do kupy złotych skuwek (bez przycinania!), a potem zostały wysłane do Polski, by cieszyć autorkę i przyszłych nabywców. Tych samych, którzy zaopatrują się w pędzle MAC-a, Hakuhodo, Toma Forda. Ceny przestają wydawać się aż tak kosmiczne, jeśli porównacie je z tymi markami. A potem niech każdy sam zadecyduje, czy bierze na klatę taki wydatek, czy nie.


Po dokładnych oględzinach całej gromady mogę Wam powiedzieć, że niekoniecznie warto inwestować w komplet pędzli M Brush. Warto za to sprawdzić pojedyncze egzemplarze, bo mimo że każdy z nich jest świetnej jakości i wprawnej ręce się przyda, pewnie nie do wszystkich Wasze serce zabije mocniej. Oczywiście na szczegółowe opinie przyjdzie czas po kilku miesiącach użytkowania, ale już teraz mogę Wam opowiedzieć co nieco o tym, jaki w nich drzemie potencjał według mojej skromnej, nieprofesjonalnej osoby.

W kolekcji Maxi znajdują się cztery większe pędzle, które w naturalny sposób można wytypować do twarzy, i trzy mniejsze, stworzone do makijażu oczu (choć to nie jest obowiązkowy podział). Pędzle do twarzy na żywo wydały mi się mniejsze niż na zdjęciach czy filmie Maxineczki, tak więc nie spotkacie tu ogromnego puchacza, którym w trzy sekundy omieciecie całą twarz (no chyba że akurat pudrujecie świnkę morską, ale zakładam, że nieczęsto się to zdarza :P). 


W internecie można już znaleźć opinie, że M Brush nr 06 (69,90 zł) jest łudząco podobny do słynnej MAC-owej 217 (105 zł). Mam obie sztuki i faktycznie, trudno się nie zgodzić. Kształt mają niemalże identyczny (zaokrąglony, spłaszczony), a różnią się długością trzonka (Maxineczkowy jest o 1,5 cm krótszy) i gęstością – 217 jest mniej zbita, ale mam ją już ze dwa lata i nie dam sobie ręki odciąć, że była taka od nowości (możliwe, że po wielokrotnym myciu trochę mniej się spina). Pędzel nr 06 nadaje się do wszystkiego, co związane z nakładaniem i rozcieraniem cieni. Wszystkie pędzle Maxi są bardzo przyczepne i nabierają więcej cieni niż moje Hakuro, Zoevy czy nawet wspomniany MAC. Ma to prawie same plusy, no może poza tym, że jeśli nie czujecie się mocne w malowaniu powiek, zbyt intensywny atak kolorem może być trochę stresujący.

Moim faworytem jest M Brush nr 05 (74,90 zł) – idealny pędzel do blendowania. Mam już jeden ukochany w swojej kolekcji (Hakuro H74, chociaż mniejszy H77 też jest świetny) i cieszę się, że zamieszkał ze mną jego godny zamiennik. Jestem bardzo przyzwyczajona do H74, dlatego na początku trochę przeraziło mnie wyraźnie dłuższe włosie M Brush 05, ale po pierwszym przeniesieniu cienia na powiekę i roztarciu już wiedziałam, że stworzymy z zero-piątką szczęśliwy związek. YouTube'owe królowe makijażu uczą, że żeby dobrze rozetrzeć cień, trzeba niezwykle delikatnie i lekko masować powiekę pędzlem, najlepiej trzymając go za koniec trzonka. Do tej pory średnio udawała mi się ta sztuka, ale ten pędzel idealnie współpracuje z powieką, jeśli będziemy rozcierać właśnie w taki sposób.

M Brush 07 (64,90 zł) jest najmniejszy i najbardziej precyzyjny z całej kolekcji. Oczywiste zastosowania dla niego to precyzyjne, punktowe nakładanie cienia (również w wewnętrznym kąciku) i rozcieranie dolnej powieki. Właśnie do rozcierania kilkakrotnie go wyznaczyłam i... to jest to! Rzadko rozświetlam wewnętrzny kącik, za to regularnie grzebię przy dolnej linii rzęs. Nie miałam takiego pędzla w swojej kolekcji, więc jestem nim oczarowana. Moje dotychczasowe kulki marki Kozłowski nie zachwycają mnie ani trochę – mam wrażenie, że są nieco za krótkie i za rzadkie. M Brush 07 jest od nich szerszy, ma więcej włosia i dopiero nim jestem w stanie zrobić jakiekolwiek sensowne smokey (musicie jednak wziąć pod uwagę, że w malowaniu jestem mocno przeciętna, a marnej baletnicy...). Pewnie da się znaleźć tego typu pędzel z niższej półki, ale mnie się nie przytrafił, więc ten bardzo mnie ucieszył.


Duże pędzle też trzymają wysoki poziom i zachwycają miękkością. Akurat wspomnianą miękkość bardziej doceniam w pędzlach do oczu, bo to właśnie tam, przy ekstremalnie wrażliwej skórze na powiekach, wszelkie szorstkości są beznadziejnie nieprzyjemne. Mam pędzel Zoevy nr 225 do blendowania, który nie budzi zastrzeżeń przy muskaniu nim dłoni, ale gdy zaczniemy pracować na powiece, okazuje się, że kłuje, a wspomniana praca to w istocie... szorowanie. Wróćmy jednak do wielkoludów. Podobnie jak maluchy, wszystkie mają wygodne, krótkie trzonki

M Brush nr 01 (179,90 zł) to taka 217 (lub 06) w wersji gigant. Jest tak samo uformowana – zaokrąglony brzeg i boczne spłaszczenie. Nie widziałam wcześniej podobnego pędzla. Jest gęsty i świetnie nakłada się nim puder (jego nietypowy kształt pozwala też precyzyjnie przypudrować okolice nosa i oczu. Na razie używałam go tylko do pudru, ale myślę, że równie fajnie można nim konturować twarz. 

Do konturowania wytypowałam M Brush nr 03 (129,90 zł) – skośnie ścięty, nieco mniej gęsty od 01. To był mój pierwotny zryw, bo właśnie taki kształt ma pędzel do bronzera Kozłowski, którego używam na co dzień (i w którym wybitnie wkurza mnie fakt, że w nieskończoność gubi włosie :/). Numerem 03 nie da się zaznaczyć ostrych krawędzi, które potem można by było rozetrzeć, dlatego jeśli ktoś stosuje taką metodę konturowania, ten pędzle się nie sprawdzi. Aplikuje bronzer w postaci jednolitej, łatwej do roztarcia plamy. Dla mnie to najbezpieczniejszy sposób. W najbliższym czasie zamierzam przetestować 03 do nakładania różu – ten kształt z pewnością świetnie się do tego nada. Można by było aplikować nim również rozświetlacz, ale szkoda mi go brudzić w ten sposób :).

Największym dziwolągiem jest M Brush nr 04 (99,90 zł). Ma bardzo nietypowy kształt: wąski, a przy tym ma długie włosie, które w dodatku jest dość luźno zebrane. Na pierwszy rzut oka widać, że będzie świetny do mocno napigmentowanych produktów. Myślałam, że będę po niego rzadko sięgać, ale po pierwszym użyciu w roli aplikatora różu zakochałam się! Aktualnie używam średnio napigmentowanego różu Astor, który wygląda przepięknie po roztarciu tym pędzlem. Jest subtelny, ale widoczny, coś wspaniałego. M Brush 04 na pewno sprawdzę też jako aplikator rozświetlacza.

Mniej wyjątkowy jest M Brush 02 (139,90 zł), bo takich puchatych kulek odnajdziemy na rynku sporo. Jest też najmniej milusiński z całej gromady, choć to oczywiście nie oznacza, że w jakikolwiek sposób drażni skórę. Czytałam gdzieś słowa krytyki, w których porównano ten pędzel do bliskiego kształtem GlamBrush T8 (zaprojektowanego przez inną vlogerkę – digitalgirl13) i wskazano, że tamten też jest z włosia kozy, a kosztuje tylko 28 złotych. Tak się składa, że mam T8 w domu i rzadko po niego sięgam, bo jest nieprzyjemnie kłujący. Dobrze wykonuje swoją pracę, ale uwierzcie, to naprawdę inna półka i inna jakość. M Brush 02 został przeze mnie użyty na razie tylko raz, do różu. W tej roli jest klasycznie poprawny. Na pewno sprawdzi się też przy aplikacji bronzera. Ze wszystkich pędzli Maxineczki on najbardziej mi pasuje do aplikacji płynnych i kremowych kosmetyków. Zobaczymy, jak sobie da z nimi radę. 

Warto podkreślić, że autorka nie wyznaczyła swoim pędzlom konkretnych zadań. Możecie używać ich według uznania – ja przedstawiłam tylko własną wstępną wizję. 

Mam za sobą pierwsze pranie pędzli M Brush. Jeśli chcecie, żeby włosie po kąpieli było tak samo białe jak zaraz po zakupie, musicie się bardziej postarać przy myciu. Do prania użyłam naturalnego mydła z Pszczelej Dolinki, które dobrze poradziło sobie z zabrudzeniami. Zastanowię się jeszcze, czym myć je w przyszłości. Tak jak mówiła Maxineczka, niezbędne jest formowanie kształtu pędzla zaraz po umyciu, bo inaczej mogą się z nich zrobić czupiradła. Są tak samo miękkie jak przed kąpielą. Chyba każdy z pędzli w trakcie mycia zgubił pojedyncze włoski. Na razie to nic złego, bo najczęściej tak się dzieje z nowymi pędzlami, ale będę je bacznie obserwować pod tym kątem.

Na koniec jeszcze kilka słów o tubie, w której przyjechały. Jest wykonana z twardego, matowego kartonu i zdecydowanie za lekka, żeby trzymać w niej pędzle ot tak, na toaletce – łatwo o wywrotkę. Jeśli potrzebujecie takiego opakowania do transportu, to oczywiście będzie dobre, ale jeśli planujecie zakup i wyobrażacie sobie, że pędzle będą dumnie stały na widoku, uprzejmie zalecam wsypać do środka trochę ozdobnego piasku (np. z IKEI), który obciąży tubę i przy okazji podniesie walory estetyczne (na jednym z moich zdjęć możecie zobaczyć, jak mało wyjściowo wyglądają te pędzle w tubie bez ulepszeń). Jeżeli planujecie kupić kilka pędzli M Brush, ale niekoniecznie wszystkie sztuki Was zachwycają, nie bierzcie kompletu tylko dlatego, że dołączone jest do niego to kartonowe opakowanie. Nie jest ani luksusowe, ani wyjątkowe, no chyba że jego wyjątkowość rozpatrzymy w takich samych kategoriach, w jakich oceniamy bootlegi ulubionego zespołu wydane w komplecie z jakimś fanowskim gadżetem.


Nie, nie znamy się z Maxineczką i nie jestem jej potajemnym rzecznikiem. Myślę, że Maxi nie ma bladego pojęcia o moim istnieniu, a ja nie należę do grona jej wyznawczyń. Po prostu jeśli coś jest dobre, warto to pochwalić, zanim ludzie, którzy nie mieli w rękach tych pędzli, dokonają publicznej defekacji i zaleją tym swoim kupskiem cały internet. Jeśli coś jest drogie i takie sobie lub słabe, jestem pierwsza w kolejce do obsmarowania, ale o świetnej jakości kozich futrzakach do makijażu na razie złego słowa nie powiem. Oczywiście zobaczymy, co z nich zostanie za rok, ale pierwsze wrażenie totalnie na plus!


*W kolekcji mam tylko jeden równie miękki i puchaty pędzel. To GlamBrush T16. Syntetyczny. Nie jestem z niego zadowolona, bo wsysa płynne podkłady, a pudrowe formuły słabo nabiera. Używam go czasem do omiatania twarzy pudrem rozświetlającym (takim śnieżkowym, ze srebrnym pyłkiem), ale poza tym leży i się kurzy.

50 komentarzy:

  1. Pędzle ładne, ale w życiu nie dałabym tyle kasy na pędzle, może i jakość super, ale cena to przesada

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam podobne zdanie, chociaż pędzle są piękne :)

      Usuń
    2. Jak pisałam, dla każdego cena to kwestia indywidualna, ale oczywiście wiadomo, że Maxi uplasowała swoje pędzle w segmencie luksusowym.

      Usuń
  2. to moje marzenie, może skuszę się kiedyś na pojedyncze sztuki

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzięki za szczerą recenzję. Męża maSZ godnego pozazdroszczenia :D Buziak :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starałam się nie słodzić zanadto i nie zrzędzić bez powodu :). A tak naprawdę okaże się w praniu (w przenośni i dosłownie ;)), jaka jest prawdziwa wartość tego zestawu.

      Usuń
  4. Mnie kusi tylko 03, ale te zlote trzonki tak bardzo mnie zniechecaja:( wszystko mam srebrne i mi ten nie pasuje:(
    I meza masz cudownego:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja mam za to tak różne pędzle, że wszystko pasuje/nie pasuje tak samo ;)

      Usuń
  5. O naprawdę świetnie to opisałaś:) Pędzelki mi się podobają. Na cały zestaw się nie rzucę, ale myślę, że będę chciała kupić 1-2 do makijażu twarzy sztuki za jakiś czas:) Dobrze, że są miękkie bo w dużej mierze na tym mi zależy;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I na szczęście nie przestają być miękkie po upraniu!

      Usuń
  6. Zazdroszczę całej kolekcji. Skuszę się niedługo na jeden chociaż :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Pędzle wygladają bardzo atrakcyjnie. Nie wzięłabym całego zestawu, w sumie to zastanawiałam się nad tymi mniejszymi (do oczu).

    Jeśli chodzi o cenę, to kwestia jest względna, rzecz jest tyle warta ile chce ktoś za nią zapłacić. Dla mnie cena jest wysoka, w szczególności że nie mogę ich zobaczyć, dotknąć, pomacać. Ja jednak wolę naocznie przekonać się jakie są (trochę przejechałam się na glambrush'ach)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, fajniej by było móc je na żywo popróbować, choć z drugiej strony w sklepie i tak nie ma możliwości zrobienia sobie makijażu pędzlami, które są wystawione, więc jedyne, co możemy sprawdzić, to ich miękkość i gęstość. Starałam się je jak najdokładniej opisać :). Glam Brushe są dużo słabsze, to inna lega, ale również w cenie to widać.

      Usuń
  8. na początek zamierzam kupić nr 05 :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słusznie! Ciekawe, czy Tobie też się tak spodoba :)

      Usuń
  9. Fakt, kosztują sporo, ale coś czuję, że mogę je wypróbować w tym roku :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mnie na szczęście nie kuszą te pędzle, ale muszę przyznać, że wyglądają pięknie :) Ciekawa jestem jak je ocenisz po jakimś czasie używania, więc będę wyglądać recenzji :) Może wtedy skuszę się na zakup jakichś pojedynczych sztuk? PS. Masz super męża! Zazdro :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedyne, co mnie niepokoi, to że tracą włosie przy myciu, ale na razie to były pojedyncze ubytki, więc nie będę się czepiać. Mam nadzieję, że się ułożą. Na pewno za kilka miesięcy dam znać, jak się miewa moja gromada :). A mąż faktycznie świetny się wylosował ;D

      Usuń
  11. Chciałam tylko nr 6, ale teraz chcę i 5, i 7... Części o pędzlach do twarzy już nie czytałam, zbankrutuję :D!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, spoko, jeszcze będę o nich pisać za kilka miesięcy, nic straconego :D

      Usuń
  12. Piękna kolekcja, cudnie wyglądają te pędzelki, a jesli jeszcze dodatkowo tak świetnie sie spisują, to już wogóle geniusze!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że nie stracą swojej mocy w trakcie używania :)

      Usuń
  13. wizualnie prezentują się wspaniale i wierzę, że, jak piszesz, robią dobrą robotę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No robią, robią, aż miło brać je do ręki :)

      Usuń
  14. o żesz, cena jest że tak powiem dziewczyno dość szalona - dobrze, że mąż szalony i słucha!
    jestem ich bardzo, bardzo ciekawa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, mężowi trafiają się mniejsze i większe szaleństwa :D
      A jak jesteś ciekawa, to tym bardziej musimy się spotkać, zabiorę ze sobą i sobie popróbujesz :)

      Usuń
  15. A byłam pewna, że nie potrzebuję już żadnych pędzli. No i racja - nie potrzebuję, ale po Twoich pierwszych wrażeniach chcę! Ale nieeee...
    Wśród moich pędzli mam jeden zestaw do oczu Zoevy i nie jestem do końca zadowolona; za dużo ich tam, lepiej sobie pojedynczo dobierać według potrzeb. W zestawie Maxi liczba pędzli jest akurat, a zupełnie nie akurat jest cena jak na moje obecne możliwości. Może kiedyś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie potrzebowałam, ale tak miło je mieć ;)
      Dla mnie Zoeva jest bardzo nierówna. Mam z tej firmy zarówno swojego ulubieńca, jak i pędzel, który wyjątkowo mnie wkurza.

      Usuń
    2. A to mnie w Zoeva żaden nie wkurza, tylko że ja lubię kulki i pędzelki takie jak 06 Maxi, a w zestawie do oczu jest ich po jednej sztuce, a pędzelki do rozcierania się powtarzają. No ale to moje niezadowolenie to moja wina, bo poleciałam na kolor oprawek i trzonków i nie przemyślałam do końca zakupu.
      Doskonale czuję, że miło byłoby je mieć :)
      Pewnie się skuszę kiedyś, w przyszłości dalszej lub bliższej ;)

      Usuń
  16. ja nie szukam nowych pedzli ale faktycznie te sa interesujace gdybym nie miala swoich z roznych polek cenowych to moze bym sie skusila ;) A widzialas zlota serie real technic? Wygladaja rownie kuszaco i wydaja sie mieciusienkie.
    Swoja droga ile ty masz tych pedzli ? pochwal sie zbiorami!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie widziałam złotych RT, ale nie jestem do nich przekonana. Mam jeden do różu, który mi się przydaje do mocno napigmentowanych egzemplarzy i jeden mały do oczu, który kompletnie mi nie leży. Ale fakt, te duże pędzle RT są miękkie, ale w jakiś inny sposób :).

      Nie liczyłam moich pędzli, ale tłok robi moja pierwsza kolekcja Kozłowski (na blogu o niej pisałam i pokazywałam), oprócz tego mam pojedyncze sztuki z innych firm, m.in. Hakuro, Zoeva, RT, GlamBrush, MAC. Może kiedyś zrobię jakiś pokaz ;)

      Usuń
  17. Intensywnie o nich myślę, analizuję za i przeciw. Przy moich ponad stu pędzlach raczej nowych nie potrzebuję, ale... TAK STRASZNIE KUSZĄ!!
    Aczkolwiek nie zestaw, ze dwie sztuki solo bym chciała i pewnie tak czy owak do mnie trafią... :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, dobrych pędzli nigdy za wiele, zresztą... komu by się chciało co chwilę myć jeden mały zestaw? :D

      Usuń
  18. Mnie póki co nie kuszą, ale gratuluję Maxi, że udało jej się wypuścić na rynek dobre pędzle ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Cudowności, ale cena zabójcza, więc na pewno do mnie nie trafią.

    OdpowiedzUsuń
  20. Świetna recenzja! ja czaje sie na 05 tylko jest niedostepna :( mam nadzieje ze sie jeszcze pojawi. Czy moglabys zrobic recenzje posiadanych pedzli glambrush? czy sa modele godne uwagi? mysle nad kilkoma ale teraz nie wiem czy jest sens

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uuuu, mam nadzieję, że to nie znaczy, że wyprzedały się na zawsze! To byłaby szkoda, bo 05 naprawdę jest warta grzechu. Mogę napisać o GlamBrushach, ale nie mam ich wiele (trzy do twarzy i jeden do oczu). Z całej gromady poleciłabym T10 do twarzy – przyjemny w dotyku, skośno ścięty puchacz.

      Usuń
  21. Najważniejsze,że dobrze się u cb sprawdzają i podbijają twoje serce. Oby służyły ci jak najdłużej ;) Ja kilka dni temu zamówiłam komplet 7 pędzli Hakuro, przyszły do mnie wczoraj i jestem z nich niesamowicie zadowolona ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooo, cieszę się, że jesteś zadowolona! Hakuro to na razie moja ulubiona marka (szczególnie w kontekście jakość vs. cena).

      Usuń
  22. Cudownie wygladaja :) Juz nie moge sie doczekac kiedy wpadna w moje rece. Zamierzam kupic na pewno 5, 6 i 7 , bo jestem maniaczka pedzli do oczu :D.
    Na razie mam pedzle Lovenue by Magda Pieczonka i jestem nimi oczarowana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lovenue... w ogóle mnie ten temat ominął, ciekawa jestem, jak wypadają w porównaniu z tymi od Maxi :)

      Usuń
  23. Nieco mnie cena zaskoczyła, gdy pierwszy raz o niej usłyszałam. Co prawda zestaw moich ukochanych Tomków kosztuje sporo więcej, ale to Tomek jednak <3 Z drugiej strony jakość kosztuje, nawet jeśli jest jakby 'made in Poland' :)

    Gratuluję Żonie udanego Męża! :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Oj męża to masz na prawdę świetnego :D Bardzo bym chciała dopaść choć jeden pędzeleczek :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Super post! Piątka dla męża, że jest taki ogarnięty i zna Cię na tyle dobrze, że wie co sprawi Ci radość ;) Byłam ciekawa opinii na temat pędzli Maxi, ale od osób, które je posiadają (!) a nie od dziewczyn, które właśnie obsmarują produkt nie mając go nawet w swoich rękach.

    OdpowiedzUsuń
  26. Świetny post, i chyba skusze się po nim na pędzel do pudru :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomyśl też o innych, bo ten do pudru nie jest najjaśniejszym punktem zestawu :D

      Usuń
  27. Mam ochotę na 3 pędzle z tej kolekcji. 01, 02 i 06. Zastanawiam się tylko czy 02 nie będzie podobna do MACowego 109, który mam i bardzo lubię.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger