13.02.2016

Nie wiem, co się dzieje, bo zużywam zapasy

No i wreszcie mamy realne negatywne skutki chomikowania tony kosmetyków i odkładania wszystkiego na później. Cóż z tego, że od wielu miesięcy nie znoszę siatek towaru do domu, skoro za dawne grzeszki trzeba zapłacić? Zawsze trzeba. Nie wierzcie, że nie trzeba. 

Ja zapłaciłam tak. 

Zapragnęłam napisać post, w którym coś ekspresyjnie wychwalę. Potrzeba wychwalenia czegoś była bardzo silna, ponieważ ostatnimi czasy zalewałam Was wpisami o tym, co jest beznadziejne lub średnio nadziejne. Pogrzebałam więc w starych zdjęciach i znalazłam doskonale nadające się fotografie toniku do cery wrażliwej z Yves Rocher. Toniku nie używałam wprawdzie od dawna, ale doskonale pamiętam, co mi się w nim podobało.


Wybornie! – myślę ja, a potem obrabiam fotki i klikam „Nowy post”. No to zanim napiszę tekst, jeszcze tylko sprawdzę cenę... Trzydzieści trzy złote bez promocji ale ups, jest niedostępny. Ups, krem z tej samej serii także. Ups, jest jakaś nowa seria. Yyyyy... czyli że co, mojego świetnego toniku już nie sprzedajo? Upewniłam się u źródeł – nie, nie sprzedajo. No trudno, niech ich cholera. Lubiłam go, post się nie napisze, ale zawsze jest jakieś wyjście.

Znalazłam zdjęcia inne, nieco brzydsze, ale za to był na nich przeciwzmarszczkowy krem do twarzy, i pod oczy, którego właśnie używam i powoli dobijam dna. Krem dostałam od koleżanki dawno temu i TROCHĘ POLEŻAŁ W ZAPASACH... Wiecie, jak jest. Wyborny krem, Corine de Farme, prawie sama natura, nie świeci się po nim gęba, ideał dla tłustej strefy T. O, taki:


Okazało się przy okazji, że ma świetne opinie na Wizażu, czemu wcale się nie dziwię. Tylko zaraz, zaraz... dlaczego jest w kategorii „Kosmetyki zapomniane”? Szybka wycieczka na stronę producenta nie pozostawiła złudzeń: producent wycofał krem w tej szacie, a zamiast niego proponuje przeciwzmarszczkowy krem do twarzy w słodziasznym, różowo-białym opakowaniu. Na oko wygląda na ten sam kosmetyk w odświeżonej wersji (i być może z udoskonalonym składem), no i widać, że Corine de Farme wycofało się z pomysłu polecania go jako krem do wrażliwej skóry wokół oczu. Wszystko fajnie, ale ja już przecież o nim nie napiszę, bo jaki sens ma pokazywanie Wam „prawie tego samego, ale innego” kremu, w dodatku w zupełnie innym opakowaniu?

Ostatecznie postanowiłam podzielić się wrażeniami dotyczącymi mojego pielęgnacyjnego pupilka ostatnich tygodni – śliwkowego masła do ciała z The Body Shop. Wszystko się zgadzało: seria Frosted Plum pojawiła się na rynku w ostatnim jesienno-zimowym sezonie, no i – mimo że nie weszła do stałej sprzedaży – widziałam ją jeszcze niedawno w salonie TBS. Napisałam, opublikowałam, a kilku z Was pociekła ślinka po moich – zaplanowanych przecież – zachwytach. Odwiedziłam salon TBS dwa dni temu i... zgadnijcie. Tak, Frosted Plum już tam nie ma.

No to teraz możecie mnie oficjalnie nazwać najbardziej niedoinformowaną i bezużyteczną przedstawicielką polskiej blogosfery. Na pocieszenie (chyba głównie moje) powiem, że seria Frosted Plum tak dobrze się sprzedawała, że najprawdopodobniej ponownie pojawi się w sklepach już za... dziewięć miesięcy! Dzieląc się z Wami tą informacją, najprawdopodobniej właśnie wróciłam do gry i jestem do przodu bardziej niż ktokolwiek, więc jeżeli przepowiednia o śliwkowych kosmetykach się sprawdzi, pamiętajcie, że BYŁAM PIERWSZA!

31 komentarzy:

  1. W takim razie pozostaje ci napisać o klasycznym kremie nivea, raczej go nie wycofają p.s kiedyś byłam w fabryce corine de farme mam bardzo miłe wspomnienia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, Madziu, to jest świetna porada, ale nie wiem, czy byłoby to dobre dla wielbicielek oryginalnej formuły Nivei. Mam przeczucie, że jak wezmę ten krem na warsztat, marka w międzyczasie postanowi udoskonalić swoją legendę :D

      Usuń
  2. Dobre :D Ja z kolei mam problem z tym, że niektóre kosmetyki zużywam tak długo, że aż tracą swoją ważność :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się to czasem zdarza, ale staram się pilnować dat, szczególnie, od kiedy moje zasoby kosmetyczne rozrosły się niewyobrażalnie :)

      Usuń
  3. A ja, wierna fanka kilku pozycji Body Shoo wlasnie po raz kolejny zakupilam inyensywnie odztwiajacy krem do twarzy vitamin E i po rsz kolejny smierdzi on starymi orzechami. Co sie z nimi, motylanoga, dzieje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może ten krem powinien tak śmierdzieć? :) akurat go nie używałam, więc nie wiem.

      Usuń
  4. :) Zdecydowanie jesteś pierwsza, wiem że to marne pocieszenie ale to tylko 9 miesięcy - minie jak z bicza strzeli :)

    A poważnie, nie posiadam wielkich zapasów więc nie wiem jak to jest ale potrafi wyobrazić sobie twoje rozczarowanie i może i wkurzenie taką sytuacją.

    Dużo masz takich produktów?

    Może zrób post pod tytułem: zapomniane, wycofane?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :D Będę żyć tą myślą o biczu i strzelaniu ;). Pytasz, czy mam duże zapasy? Zależy, z jakiej kategorii. Niektóre rodzaje kosmetyków wykańczam na bieżąco, ale żele pod prysznic, balsamy i kremy do ciała i kremy do twarzy to jakieś zatrważające ilości – wpadały z kosmetycznymi boxami, w prezentach, a wcześniej w promocjach życia ;).
      A jeśli chodzi o zapomniane/wycofane, pomysł byłby dobry – trochę takich niedostępnych lub zmienionych wciąż mam, ale użyteczność tego wpisu byłaby chyba nikła... :)

      Usuń
  5. A to peszek!
    No i nie zdążyłam zakosztować śliwki, teraz muszę czekać ;) ja i moje 15 balsamów w zapasie:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że jakoś dasz radę, skóra nie będzie cierpieć w czasie oczekiwania ;)

      Usuń
  6. czasami mam dość podobnie, zanim zdążę coś opisać, wstawić na bloga....mija trochę czasu, niestety, czasami zbyt dużo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I co z tym fantem? Nie pisać smutno, a pisać... nie ma sensu.

      Usuń
  7. Heh,mnie tez pare razy spotkala taka sytuacja :D cos siedzi w zapasach,potem czlowiek chce napisac posta a z researchu wyniks,ze kosmetyk juz niedostepny...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz wrzuciłam do siatki z denkiem krem pod oczy Nuxe, którego recenzja była w 2/3 gotowa. Kiedy pobiegłam po więcej danych do internetu, okazało się, że w międzyczasie zmienił nieco nazwę, etykietę i odrobinę zmodyfikowano skład :D. I co teraz, pisać znowu o starych kapciach, czy olać? :P

      Usuń
    2. najlepiej chyba opisać go w denku z informacją o reformulacji :]

      Usuń
  8. Krem pod oczy z serii Riche (Yves Rocher) też już zmieniony... :(
    Czy nowy tym razem znaczy lepszy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rety, faktycznie, teraz w jakiejś tubce :-O To już trzecia wersja tego kremu w ciągu dwóch lat.

      Usuń
  9. Wiem co czujesz, ja też tak robię.

    na szczęście zapasy już w większości zużyłam (mówię w większości, ale ta mniejsza część przecież też jest duża), a nawet poczyniłam nowe ;P zdecydowałam się na pilomax, bo fajnie się sprawdziła maska i szampon te co miałam z meetbeauty :D

    za to usunęłam już dużo kolorówki trolololo i chyba pozbędę się też trochę lakierów do paznokci jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Pilomaxu jeszcze nie ruszałam, ale właśnie skończyły mi się dwa inne szampony, więc czas na niego. Mam nadzieję, że u mnie też fajnie zadziała. Najbardziej zależy mi na ograniczeniu przetłuszczania.

      Co do kolorówki - jestem w fazie większych porządków i rozmyślania, co naprawdę jest mi potrzebne, a co kompletnie nie. Lakiery wciąż przede mną, na razie z każdą buteleczką trudno się rozstać... :)

      Usuń
  10. Ja ostatnio lecę po najkrótszych datach z zapasów, co by nie przegapić :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też.... z małymi wyjątkami :) ale już powoli widzę światełko w tunelu. I postanowienie trzymam dzielnie: nigdy więcej takich złóż kosmetycznych!

      Usuń
  11. Ach, te zapasy! No cóż, u mnie też by się trochę tego znalazło ;)
    Odkąd "close" (!!!) TBS w Wola Parku, to nie po drodze mi z zakupami u nich, a szkoda, bo na nową serię British Rose jestem napalona jak szczerbaty na suchary :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe, czemu zamknęli tam sklep. To z kolei zupełnie nie moje rejony, więc nawet nie wiedziałam, że tam był :)

      British Rose wąchałam – dla wielbicielek różanych aromatów idealne! SORRY, UDANYCH ZAKUPÓW :P

      Usuń
  12. Pracowalam z laska o imieniu corine, do dzis mi sie zle kojarzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie współczuję. Na szczęście na świecie tyle innych kremów o przyjemniejszych nazwach... :)

      Usuń
  13. Jak do tej pory produkty Yves Rocher dobrze się u mnie sprawdzają, ale ten tonik akurat nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  14. A to tylko chwalić trzeba jak zużywasz zapasy :-) Miłego dnia!

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger