04.02.2016

Projekt denko, odc. 34

Hurra, luty! Jedziemy z tym śmieciowym koksem i byle do wiosny. Mam po dziurki w nosie (i po wszelkie inne otwory) tej pory roku i każda komórka mnie pragnie słońca i ciepła. Ostatnio zużywam mniej kosmetyków, bo nawet w tej kwestii czuję się wypalona, ale czas kopnąć się w zadek i wypatrywać optymistycznych marcowych promyków słońca w wersji zadbanej. No, postaram się. Tymczasem zionący zgniłymi wyziewami kosz na śmieci zaprasza w swe skromne progi tych oto państwa:


Organique – Fresh'n'fruity Pineapple&Papaya Shower Gel – żel pachnący świeżo, choć mało ekscytująco (i mało ananasowo, ale to akurat dobrze). Z mało upierdliwymi drobinkami. Nie wysuszał, pozostawiał skórę gładką i raczej zadowoloną. Był okej, ale tęsknić nie będę, bo znam wiele kosmetyków o dużo ciekawszym zapachu.

Love2Mix Organic – żel pod prysznic w wersji arbuzowej – bardzo lubię arbuzowe kosmetyki i wcale nie przeszkadza mi, że w 99% przypadków kosmetyczny arbuz jest słodki i sztuczny (moje ulubione arbuzowe wynalazki to te, które pachną wielkim, czerwonym lizakiem z dzieciństwa). Po żelu Love2Mix spodziewałam się czegoś podobnego, a tu bach, niespodzianka – do nosa docierają całkiem naturalne arbuzowe nuty! Jeśli naturalne, to znaczy że świeże i z akcentem ogórka. Jeżeli ktoś lubi, to bardzo polecam. Lepiej by było zużyć go latem, no ale. Zawiera wyciąg z eukaliptusa (zapachowo niewyczuwalny), wyciąg z aloesu i – rzecz jasna – ekstrakt z arbuza. Producent oszczędził nam potencjalnych niedogodności SLS-owych, parafinowych, glikolowych. Chwali się też, że nie dolał parabenów, lanoliny i ftalanów. Fajny rosyjski żel, chętnie bym do niego kiedyś wróciła. 

Bath&Body Works – żel antybakteryjny Pink Chiffon – wrzuciłam go tu tylko jako przykład, bo po wakacjach żele BBW zyskały w mojej torebce ciepłą posadkę i sporo ich zużyłam. Wszystkie pachną naprawdę przyjemnie – o wiele lepiej od klasycznych antybakteryjnych wysuszaczy. Kupowane w promocji po 5 (a może 6?) sztuk, nawet się opłacały. Niestety, ostatnio producent zrobił nas w wała, bo zmienił opakowania, zostawił tę samą pojemność (29 ml), zlikwidował promo i podniósł cenę – o ile dobrze pamiętam, teraz to 13 zł za sztukę (a może niefajne ceny to tylko kwestia niepomyślnego kursu dolara?).


Pervoe Reshenie – Receptury Babuszki Agafii – Maska drożdżowa do włosów – jak wiecie, mam duży problem z włosami, bo są cienkie, szybko się przetłuszczają i do tego wypadają na potęgę z byle powodu (lub bez powodu). Jest ich już bardzo mało, więc pomyślałam, że przyspieszenie wzrostu to dobry pomysł. Kto nie słyszał powiedzenia: rosnąć jak na drożdżach? Niestety, nie dowiedziałam się, czy maska Agafii skutecznie przyspiesza wzrost, bo oprócz niej w tym samym czasie stosowałam różne inne specyfiki. Wam mogę powiedzieć tylko tyle, że pachniała ciasteczkami z nutą kwiatową (bardzo dziwne połączenie) i dla cienkich włosów okazała się niewystarczająco lekka. Wydaje mi się, że przyspieszała przetłuszczanie. Nie podobała mi się też lejąca konsystencja w kontekście słoikowego opakowania. Nie planuję powrotu.

Batiste – suchy szampon w wersji Light & Blonde – tu z kolei nie planowałam wracać do suchych szamponów (już naprawdę niczym nie chcę obciążać tych nędznych, wymagających, wiecznie za tłustych cienizn), ale po kilku kosmetykach okazało się, że moja głowa zalewa się smalcem tak szybko, że musiałabym ją myć codziennie (każde mycie to kolejna garstka włosów do spuszczenia w kiblu). Kilka razy przeczekiwałam do planowego następnego mycia (myję co drugi dzień), ale wtedy natychmiast okazywało się, że muszę pilnie wyjść z domu, a potem – że spotykam kogoś znajomego i palę się ze wstydu. Przy kolejnej tego typu historii wyciągnęłam z ostatniego rzędu łazienkowej szafki poczciwy Batiste i... nagle stała się jasność. Przypomniałam sobie, że ten wynalazek naprawdę dobrze działa! Wciąż wolę mieć czyste niż zasypane wysysaczem tłuszczu włosy, ale dla własnego dobra postanowiłam uzupełniać zapasy Batiste, żeby zawsze był pod ręką. Wersja Light & Blonde niczym szczególnym się nie wyróżnia, chociaż cieszy mnie brak konkretnego zapachu typu kokos czy wiśnia, po którym mogłabym zostać zdemaskowana jako ta, która psika zamiast umyć. Bo przecież wolę umyć! A to psikanie to tak tylko...


Borghese – Botanico Eye Compresses – recenzja plus kilka przemyśleń na temat zakupów na Stawberrynet.com pojawią się już za chwilę, a na razie powiem tylko, że ociekające wodą płatowe kompresy służące do likwidacji opuchlizny i do nawilżania to bardzo fajny pomysł. Z opuchlizną wyszło tak sobie, ale właściwości nawilżające rewelacja. Szkoda, że na Truskawce często sprzedają stare kosmetyki. Musiałam wywalić ponad pół opakowania. Pogadamy o tym później. 

Yasumi – Shine Off Purifying Express Shaker Mask: Stop Błyszczącej Skórze – do maski dołączony był plastikowy shaker, który natychmiast został ukradziony przez Tomasza, a potem nieodwracalnie uszkodzony. Do wymieszania proszku z wodą użyłam szklanki do koktajli, przykryłam ją idealnie dopasowaną pokrywką od oryginalnego shakera i udało mi się wykonać wszystko zgodnie z planem (Adam Słodowy stajl). Maska zastyga na twarzy jak algi, zawiera m.in. węgiel aktywny i kompleks pomagający usuwać toksyny. Skóra była po niej oczyszczona i gładka, ale nie zauważyłam zmniejszonego wydzielania sebum. Ciekawa przygoda, ale wolę stare, dobre algi Bielendy i Organique. Taka jednorazowa, mało spektakularna przygoda za dwie dychy to jednak trochę słaby interes.

Nuxe – Crème Prodigieusekrem na dzień do skóry normalnej i mieszanej – na początek dobra wiadomość: pachnie tak samo pięknie jak suchy olejek do ciała (i tak samo jak krem pod oczy), co stanowiło miłą odmianę od niepachnących niczym ładnym mazi, których używałam w ostatnich miesiącach. Pewnie co wrażliwszych uczuli, ale mnie się to nie przydarzyło, więc dobra moja. Bardzo polubiłam ten krem, chociaż nie jest idealny. Po nałożeniu czuć go na twarzy, jest dosyć ciężki jak na krem na dzień, ale za to pomaga ograniczać przetłuszczanie strefy T i dobrze nadaje się pod makijaż.

Sephora – miniatura dwufazówki – do oczu zupełnie się nie sprawdziła, ale do mycia pędzli... klik.


Balea – After Shave Pflege-Gel Sensitive – krótką recenzję tego kremo-żelu po goleniu wrzuciłam pod koniec zeszłego roku, więc powtórzę tylko, że jest lekki, ma przyjemny zapach i szybko się wchłania. Dobry, kieszonkowy produkt.

Pat&Rub – Home Spa – Bogaty Balsam do Stóp – muszę bliżej się przyjrzeć serii Home Spa, bo zapach ziół i drzew iglastych jest interesujący, a balsam do stóp zachęcił mnie do kolejnych spotkań. Porządny nawilżacz, którego największą wadą jest niska wydajność. Warto wypróbować.

Pat&Rub – Hipoalergiczny Olejek do Ciała – znalazłam resztkę tego olejku w najciemniejszym kącie łazienkowej szafki i odkryłam ze zdziwieniem, że mimo iż butla ma półtora roku, zawartość wciąż pachnie tak samo doskonale! Ciekawość zachęciła mnie nawet do wysmarowania starożytnym olejkiem nóg i... nic złego im się nie stało. Działał ciągle tak samo, chociaż producent sugerował zużyć go w ciągu sześciu miesięcy od otwarcia. 100% naturalnych składników i takie coś? Niebywałe. A olejek uwielbiam za zapach i działanie. To moja ulubiona linia kosmetyków Pat&Rub, chociaż o pół kroku za nią jest seria Otulająca. 

próbka Balsamu dla Mamy Pat&Rub – zapach ładny, działanie w porządku. Jak kiedyś mi się skończą balsamy do ciała i akurat będzie promocja w sklepie internetowym, chętnie wypróbuję pełen wymiar.


Dove – antyperspirant Silk Dry – bardzo lubię serię Dove Go Fresh (szczególnie wersję z granatem i werbeną, różowa zatyczka), a ten aerozol trafił do mnie przypadkiem. Ma pudrowy zapach i użyty zbyt blisko ciała zostawia równie pudrową warstwę pod pachą. Tak, brudzi. Do działania nie mam zastrzeżeń, ale nie planuję powrotu.

L'Occitane – krem do rąk o zapachu kwiatu wiśni (miniatura) – uroczo pachnący przeciętniak. Zapach znałam wcześniej z mało trwałych perfum L'Occitane w pomadzie, więc ucieszyłam się z tego spotkania. Był tak mały, że aż gubił się w torebce. Nie spotkamy się ponownie, bo kiedy już sięgam po krem do rąk, zwykle potrzebuję mocniejszych zawodników.

Anida – Krem do rąk i paznokci z woskiem pszczelim i olejem makadamia – o, a ten śmiesznie tani krem do rąk występuje w przyrodzie w 100-mililitrowych tubach i jest bardzo dobrym nawilżaczem dłoni. Na początku nie podobał mi się jego zapach, ale potem się przyzwyczaiłam i teraz wydaje mi się całkiem miły. Wakacyjna Magdo, dziękuję, że mnie z nim zapoznałaś :). 

Giorgio Armani Si EdP – to tylko próbka, ale chciałam o niej wspomnieć, bo zupełnie przypadkiem odkryłam, że to idealny zapach dla mnie! Sam tester mnie rozbawił. Naciskasz kartonik, a on robi psik. Hihi, hyhy.


Kolorówka tym razem skromnie: wreszcie dobił dna puder ryżowy Mariza Selective, który bardzo polubiłam, ale wytarte opakowanie i niewygodna aplikacja trochę mnie umęczyły. To chyba pierwszy produkt sypki, który zużyłam do ostatniego pyłku (uczciwie należy jednak przyznać, że porcja była dość skromna). Dawał bardzo przyjemny, kilkugodzinny mat, tylko od razu mówię, że nie ma sensu zawracać sobie głowy załączonym aplikatorem, bo ten pseudopuszek jest równie tandetny co reszta opakowania. Najważniejsze, że zawartość na poziomie – pudry ryżowe na razie wygrywają u mnie w konkursie matowienia. Szkoda, że występują w przyrodzie w formie sypkiej – moje czarne bluzki i ciemne dżinsy bardzo tego nie lubią. Korektor Re-Touch Light Reflecting z Catrice miał ładny, jasny odcień (rozświetlenia nie zauważyłam), średnie krycie i nadawał się pod oczy, ale któregoś dnia zaczął paskudnie cuchnąć zgnilizną, więc natychmiast poleciał do śmieci. Kupiłam go w wakacje, a otworzyłam kilka tygodni temu. Niniejszym gorąco sobie obiecałam trzymać się z daleka od wykręcanych korektorów z niehigienicznym, pędzelkowym aplikatorem. Brrrrrr. Jeśli koniecznie musicie takich używać, polecam Bourjois Healthy Mix.

To już wszystko. Do następnego!

27 komentarzy:

  1. Mam krem Anida ale u mnie przesusz a;x

    OdpowiedzUsuń
  2. Za to u mnie maska drożdżowa spisała się super :) (na szczęście dla moich włosów :D )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja nie żywię do niej głębokiej nienawiści, po prostu okazała się niewystarczająca. super, że u Ciebie działa cuda!

      Usuń
  3. Miałam tylko krem Anidy, ale go nie polubiłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ze względu na zapach nieprędko do niego wrócę, a Tobie dlaczego podpadł?

      Usuń
  4. Anidę uwielbiam :) Taki skład za taką cenę!
    Do maski drożdżowej przekonałam się dopiero po połowie opakowania. Początkowo miałam wrażenie, że nic nie robi, jest mało wydajna, a zapach irytował mnie sztucznością. Ale stopniowo stan włosów się poprawiał, a maska okazała się jedynym kosmetykiem, który sprawdza się zawsze, niezależnie od tego, po jakim szamponie jej użyję, jaka jest wilgotność powietrza i na jaki składnik moje włosy akurat fochają. Mam cienkie włosy, które łatwo obciążyc, więc nakładam ją tylko od ucha w dół - działania na skórę głowy nawet nie sprawdzałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, to super, że się sprawdziła. U mnie stan włosów stopniowo się pogarszał, a im bardziej eksperymentowałam z szamponami, tym było gorzej. Szczególnie z wypadaniem :(.

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. taki klasyk, a jakoś do tej pory mnie w życiu omijał!

      Usuń
  6. Si to moje ulubione perfumy, tą próbkę też miałam ;) a tą maskę do włosów też bardzo lubię. I Batiste ;) Natomiast korektor Catrice był dla mnie za ciemny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karolino, w takim razie piona za Si! :D
      A korektor Catrice miałaś w najjaśniejszym odcieniu? Ja chyba tak.

      Usuń
  7. mialam ten tester Giorgio Armani Si faktycznie smieszny, ale zapach nie moj. Jesli chcesz nabyc olejek do ust clarins to wlasnie jest w promocji w douglasie - nie wiem po co to pisze pewnie chce usprawiedliwic przed soba jego zakup :) Do bath and body nie mam dostepu niestety a moze stety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie ten Si idealny, ale tylko na chłodne miesiące. Latem na pewno będzie za ciężki i za poważny ;). Ja już nie chcę niczego nabywać, więc dziękuję za info, ale Tobie życzę miłego użytkowania :D:D

      Usuń
  8. Bardzo przyjemnie czyta się Twoje denka, zwłaszcza fragment o szamponie Batiste, który mnie rozbawił :D Też lubię się pastwić nad denkowanymi kosmetykami i dopisywać do nich całą ideologię ;) Moje środowe denko było tak obfite, że mało mi palce nie zdrętwiały od wyżywania się na klawiaturze nad biednymi pustakami :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie przebrnęłam przez Twoje wielkie denko i jestem zachwycona ;)

      Usuń
  9. Myślę, że raczej kurs dolara przyczynił się do zmian cen, nie tylko w BBW :)

    OdpowiedzUsuń
  10. w sumie nic z tych kosmetyków nie miałam ;) niezłe denko

    OdpowiedzUsuń
  11. A mnie akurat ta maska od Agrafii bardzo służyła, ale mam kompletnie inny gatunek włosa - grube i ciężkie. Porostu specjalnego również nie zauważyłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już się nauczyłam, żeby kupować do włosów dokładnie to, co polecają dziewczyny z włosami podobnymi do moich. Zachwyty nad jakimś produktem bez informacji o tym, co dokładnie było nim pielęgnowane, w moim przypadku nie ma większego sensu...

      Usuń
  12. si to rzeczywiście piękny zapach, a forma próbki nietypowa! :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam te żele Love2Mix! Miałam chyba każdy rodzaj! Mają super składy i przecudownie pachną, świeżo, nienachalnie i prawdziwie! Kupuj w ciemno!

    Kupowałabym te żele antybakteryjne nawet gdyby kosztowały 50 złotych za sztukę. Nawet gdyby trzeba było płacić pracą w kamieniołomach.

    Podoba Ci się Si? Przecież to pachnie naftaliną :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to będę kupować. Za pięć lat, jak zużyję wszystko, co zalega w szufladzie. Taki jest plan.

      Tak myślałam, że moje niusy z obozu BBW Cię nie złamią :D
      Si mi się podoba, ale Ty jesteś młodsza, więc proste, że nie ruszają Cię zapachy dla starszych pań ;)

      Usuń
    2. Może na Tobie pachnie szlachetną naftaliną.

      Usuń
  14. Bardzo lubię żele BBW :) Mam jeszcze dwa w zapasie, więc nawet się nie orientowałam w aktualnych cenach, ale zasmuciło mnie to co napisałaś :( I co już nie będzie na nie promocji?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem nic o promocjach, wiem tylko, że nie było takowej, kiedy kupowałam jedną nową sztukę w nowej cenie :/

      Usuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger